Tak się złożyło, że w moim opowiadaniu również ma urodziny :*
Życzę Wam wszystkim udanego Ieroween i miłego czytania :)))
Frank
Obudziłem się i zerknąłem w bok, by sprawdzić czy Gee już wstał. Jego tam nie było. On zawsze wstaje szybciej ode mnie. Tego dnia szczególnie nie chciałem zostać w łóżku i przespać cały dzień. Są moje urodziny. Jak ja ich nie lubię! Z roku na rok bliżej trumny. W dzieciństwie urodziny są fajne, zwłaszcza że moje są w lubiane przez dzieciaki Halloween, ale od jakiegoś dłuższego czasu nie są niczym przyjemnym.
-Wstawaj śpiochu! Mam dla ciebie niespodziankę. Przed nami długa droga, a ty śpisz w najlepsze!- powiedział Gerard, zrywając ze mnie kołdrę.
-Niespodziankę? Ale co, gdzie i jak?- zapytałem zdezorientowany.
-Dosyć pytań. Ubieraj się i jedziemy. Zobaczysz o co chodzi na miejscu. -powiedział Gee.
Bez zadawania więcej pytań, wstałem i ubrałem się, tak jak to powiedział czarnowłosy. Kazał mi szybko ubrać buty i wychodzić.
Zamknął za nami drzwi i wyszliśmy na parking, który był na naszym osiedlu. Chłopak pożyczył samochód od swoich rodziców, by mnie gdzieś zabrać. Wsiedliśmy do niego i Gee podał mi kanapkę oraz kawę w termosie. On wie czego potrzebuję na rozbudzenie się rano.
Jechaliśmy długą drogę. Prawie całą przespałem. Gdy w końcu dojechaliśmy na miejsce, moim oczom ukazał się piękny, duży dom. Nie wiedziałem po co się tu zatrzymaliśmy. Gerard po drodze nie chciał mi nic powiedzieć.
Wyszliśmy z samochodu i od razu podeszliśmy to wielkich, rzeźbionych drzwi domu. Gee wciąż ignorował wszystkie moje pytania i próby dowiedzenia się czegokolwiek. Drzwi otworzyła nam dosyć młoda, ładna kobieta. Miło nas powitała i było już dla mnie oczywiste, że się nas spodziewała.
-Witajcie! Idźcie tam- Powiedziała do nas, wskazując kolejne wielkie drzwi w domu.
Gerard bez wahania wziął mnie za rękę i zaprowadził do drzwi. Otworzył je, a ja w tym momencie zaniemówiłem. Nie mogłem uwierzyć w to co właśnie zobaczyłem. Pełno małych szczeniaczków. Ja tak kocham psy... Były takie malutkie, bezbronne.
-Jeden będzie twój kochanie. Możesz wybrać- Powiedział Gee.
-Poważnie? Chyba żartujesz!?- Pytałem, wciąż nie mogąc w to uwierzyć.
-Nie, nie żartuję. Można odebrać go najwcześniej za trzy tygodnie, więc zdążysz się przygotować na przyjęcie nowego członka naszej rodziny.- Mówił uśmiechnięty.
Na chwilę zamyśliłem się...'Naszej rodziny'. Jak to pięknie brzmi. Nie spodziewałem się, ze tak szybko nazwie nas rodziną. To cudowne, na prawdę.
Uradowany usiadłem wśród tych wszystkich słodkich piesków, dla których natychmiast stałem się obiektem lizania. Zastanawiałem się którego pieska wybrać. Wszystkie były tak nieziemsko kochane. Jeden z nich szczególnie zwrócił na siebie uwagę. Zdecydowanie różnił się od innych. Był to mały, biały pudelek, który cały czas energicznie skakał i biegał. Powiedziałem Gerardowi, że chciałbym tego właśnie pieska. Od razu przyszło mi nawet imię do głowy. Będę mówić na niego Ray. *Mój kolega ze szkoły miał takie włosy jak pudelek. Na imię było mu Ray. Tak mi się kojarzy z tym psem*
Podczas, gdy Gerard rozmawiał z młodą kobietą o piesku, ja wykorzystałem jeszcze chwilę i bawiłem się z psami. W końcu jednak musieliśmy już opuścić dom, jednakże to jeszcze nie był koniec niespodzianek jakie zaplanował mój ukochany na ten dzień.
Wsiedliśmy do samochodu i nie długo potem znaleźliśmy się w restauracji. Była bardzo elegancka. Gee wcześniej zarezerwował dla nas obojga stolik. Zamówiliśmy sobie szampana i coś do jedzenia. Po chwili oczekiwań przyniesiono nam zamówienia, a ja cały czas byłem podekscytowany wydarzeniami sprzed kilkudziesięciu minut. Najedzeni rozmawialiśmy jak zwykle o wszystkim, aż nagle do naszego stolika podszedł kelner, w ręku trzymając mały torcik z napisem "Wszystkiego Najlepszego Kochanie. Twój Gerard". Aż mi się łezka w oku zakręciła. To było takie słodkie.
-No więc kochanie. Zanim zdmuchniesz świeczki , chcę ci coś jeszcze powiedzieć- Przerwał Gee.
-Słucham- powiedziałem
-Za nie cały tydzień jedziemy do Hiszpanii. Teraz bez pytań zdmuchnij świeczki- uśmiechnął się czarnowłosy.
Zdmuchnąłem świeczki i zaraz potem zacząłem wypytywać o ten wyjazd. Już się go nie mogę doczekać.
Gdy już się zrobiło dość późno wyruszyliśmy w długą drogę powrotną. Jak zwykle zasnąłem zaraz po wyjechaniu z parkingu restauracji.