czwartek, 31 października 2013

X Rozdział

DZIŚ NASZ KOCHANY FRANK OBCHODZI URODZINKI <3 
Tak się złożyło, że w moim opowiadaniu również ma urodziny :*
Życzę Wam wszystkim udanego Ieroween i miłego czytania :)))

Frank

  Obudziłem się i zerknąłem w bok, by sprawdzić czy Gee już wstał. Jego tam nie było. On zawsze wstaje szybciej ode mnie. Tego dnia szczególnie nie chciałem zostać w łóżku i przespać cały dzień. Są moje urodziny. Jak ja ich nie lubię! Z roku na rok bliżej trumny. W dzieciństwie urodziny są fajne, zwłaszcza że moje są w lubiane przez dzieciaki Halloween, ale od jakiegoś dłuższego czasu nie są niczym przyjemnym.
-Wstawaj śpiochu! Mam dla ciebie niespodziankę. Przed nami długa droga, a ty śpisz w najlepsze!- powiedział Gerard, zrywając ze mnie kołdrę.
-Niespodziankę? Ale co, gdzie i jak?- zapytałem zdezorientowany.
-Dosyć pytań. Ubieraj się i jedziemy. Zobaczysz o co chodzi na miejscu. -powiedział Gee.
  Bez zadawania więcej pytań, wstałem i ubrałem się, tak jak to powiedział czarnowłosy. Kazał mi szybko ubrać buty i wychodzić.
  Zamknął za nami drzwi i wyszliśmy na parking, który był na naszym osiedlu. Chłopak pożyczył samochód od swoich rodziców, by mnie gdzieś zabrać. Wsiedliśmy do niego i Gee podał mi kanapkę oraz kawę w termosie. On wie czego potrzebuję na rozbudzenie się rano.
  Jechaliśmy długą drogę. Prawie całą przespałem. Gdy w końcu dojechaliśmy na miejsce, moim oczom ukazał się piękny, duży dom. Nie wiedziałem po co się tu zatrzymaliśmy. Gerard po drodze nie chciał mi nic powiedzieć.
  Wyszliśmy z samochodu i od razu podeszliśmy to wielkich, rzeźbionych drzwi domu. Gee wciąż ignorował wszystkie moje pytania i próby dowiedzenia się czegokolwiek. Drzwi otworzyła nam dosyć młoda, ładna kobieta. Miło nas powitała i było już dla mnie oczywiste, że się nas spodziewała.
-Witajcie! Idźcie tam- Powiedziała do nas, wskazując kolejne wielkie drzwi w domu.
  Gerard bez wahania wziął mnie za rękę i zaprowadził do drzwi. Otworzył je, a ja w tym momencie zaniemówiłem. Nie mogłem uwierzyć w to co właśnie zobaczyłem. Pełno małych szczeniaczków. Ja tak kocham psy... Były takie malutkie, bezbronne.
-Jeden  będzie twój kochanie. Możesz wybrać- Powiedział Gee.
-Poważnie? Chyba żartujesz!?- Pytałem, wciąż nie mogąc w to uwierzyć.
-Nie, nie żartuję. Można odebrać go najwcześniej za trzy tygodnie, więc zdążysz się przygotować na przyjęcie nowego członka naszej rodziny.- Mówił uśmiechnięty.
  Na chwilę zamyśliłem się...'Naszej rodziny'. Jak to pięknie brzmi. Nie spodziewałem się, ze tak szybko nazwie nas rodziną. To cudowne, na prawdę.
  Uradowany usiadłem wśród tych wszystkich słodkich piesków, dla których natychmiast stałem się obiektem lizania. Zastanawiałem się którego pieska wybrać. Wszystkie były tak nieziemsko kochane. Jeden z nich szczególnie zwrócił na siebie uwagę. Zdecydowanie różnił się od innych.  Był to mały, biały pudelek, który cały czas energicznie skakał i biegał. Powiedziałem Gerardowi, że chciałbym tego właśnie pieska. Od razu przyszło mi nawet imię do głowy. Będę mówić na niego Ray. *Mój kolega ze szkoły miał takie włosy jak pudelek. Na imię było mu Ray. Tak mi się kojarzy z tym psem*
  Podczas, gdy Gerard rozmawiał z młodą kobietą o piesku, ja wykorzystałem jeszcze chwilę i bawiłem się z psami. W końcu jednak musieliśmy już opuścić dom, jednakże to jeszcze nie był koniec niespodzianek jakie zaplanował mój ukochany na ten dzień.
  Wsiedliśmy do samochodu i nie długo potem znaleźliśmy się w restauracji. Była bardzo elegancka. Gee wcześniej zarezerwował dla nas obojga stolik. Zamówiliśmy sobie szampana i coś do jedzenia. Po chwili oczekiwań przyniesiono nam zamówienia, a ja cały czas byłem podekscytowany wydarzeniami sprzed kilkudziesięciu minut. Najedzeni rozmawialiśmy jak zwykle o wszystkim, aż nagle do naszego stolika podszedł kelner, w ręku trzymając mały torcik z napisem "Wszystkiego Najlepszego Kochanie. Twój Gerard". Aż mi się łezka w oku zakręciła. To było takie słodkie.
-No więc kochanie. Zanim zdmuchniesz świeczki , chcę ci coś jeszcze powiedzieć- Przerwał Gee.
-Słucham- powiedziałem 
-Za nie cały tydzień jedziemy do Hiszpanii. Teraz bez pytań zdmuchnij świeczki- uśmiechnął się czarnowłosy.
  Zdmuchnąłem świeczki i zaraz potem zacząłem wypytywać o ten wyjazd. Już się go nie mogę doczekać.
  Gdy już się zrobiło dość późno wyruszyliśmy w długą drogę powrotną. Jak zwykle zasnąłem zaraz po wyjechaniu z parkingu restauracji. 
  

sobota, 26 października 2013

IX Rozdział

Wybaczcie, że tak późno kolejny rozdział, ale duuużo nauki w szkole i zadań domowych. Już mówię z góry, że następny rozdział będzie w czwartek...w Ieroween <3

UWAGA: JEST ZMIANA PUNKTU WIDZENIA. Tym razem Gerard a nie Frank.

Gerard

  Gdy tylko się obudziłem i zobaczyłem, że Frank śpi, wstałem po cichu, tak żeby go nie obudzić i poszedłem pod prysznic. Wychodząc spod niego, zdałem sobie sprawę, że zapomniałem wziąć ze sobą jakieś ubrania ze sobą do łazienki. Ubrania leżą jeszcze w walizce obok kanapy, na której spał teraz Frank.
  Zawinąłem się w ręcznik i wyszedłem z łazienki. Udałem się w kierunku walizki. Okazało się, że Frank już nie śpi.
-No,no ...Co to za piękne widoki z rana-uśmiechnął się Frank, patrząc na mnie.
-Zapomniałem wziąć ze sobą ubrań-powiedziałem, odwzajemniając uśmiech.
-To może nie ubieraj się i chodź tu do mnie?-zaproponował Frank, przybliżając mnie do siebie.
-Wybacz Franiu. Dzisiaj praca, ale wieczorem możemy nad tym pomyśleć...Jak będziesz grzeczny to się zastanowię-mówiłem.
  Pocałowałem Franka w czoło, wziąłem ubrania i poszedłem z powrotem do łazienki. Po wyjściu z łazienki, natychmiast zabrałem telefon, pożegnałem Franka i wyszedłem do pracy.
  
  Taaaak....Już za nie długo Frank ma urodziny. Fajnie byłoby przygotować dla niego jakąś niespodziankę. Z tego co mi wiadomo, to nie ma zbyt wielu znajomych. Ma tylko mnie i Phill'a. Może zabrać go na jakąś romantyczną kolację, a może z Phill'em wyjść razem do dyskoteki lub baru. Tyle pomysłów, ale który wybrać. Chociaż nie głupim pomysłem byłoby przygotować jakiś wyjątkowy prezent, a wieczór spędzić w domu, we dwoje.
  Gdy tak rozmyślałem, zamiast skupić się na pracy, nagle zadzwonił telefon. Byłem pewien, że to Frank, ale się pomyliłem.
-Halo?-powiedziałem, odbierając telefon.
-Gerd? W końcu mogę z tobą porozmawiać. Strasznie trudno jest się do ciebie dodzwonić. Jest taka sprawa... Za nie całe dwa tygodnie mam z żoną 25 rocznicę ślubu. Z tej okazji zaplanowaliśmy odnowić przysięgę małżeńską. Chcielibyśmy  żebyś do nas przyjechał i oczywiście dojazd, nocleg, itp. płacę ja. Ty tylko musisz załatwić sobie urlop w pracy i zgodzić się.
  Na chwilę zamilkłem. To był mój wujek. W dzieciństwie najbliższa mi osoba. Mieszka w Hiszpanii, więc to takie jakby wakacje. Jakżeby odmówić takiej propozycji. Ale jeszcze Frank...
-No jasne, że mógłbym przyjechać. To miło, że o mnie pamiętasz. Jest tylko jeden problem- odpowiedziałem.
-Jaki?-zapytał wujek.
-No więc..Czy mógłbym z kimś jeszcze przyjechać?
-Ooo! Widzę, że też kogoś masz! I nawet się nie pochwaliłeś. No jasne, że możesz z nią przyjechać. Przygotuję dla was wyjątkowe miejsce.- powiedział.
-Tylko, że to nie jest..-próbowałem się wtrącić
-Nie tłumacz mi się. Muszę już kończyć. Bilety jutro powinny się u ciebie pojawić. Dziękuję, że przyjedziesz. Pa.- rozłączył się.
 Cieszyłem się, że razem z Frankiem pojadę do Hiszpanii. Nie zdołałem tylko poinformować wuja, że nie przyjedzie ze mną dziewczyna, jak to sobie wyobraża. Może się troszkę zdziwić.
  W ten oto sposób już wiem, co zorganizuję na urodziny Franka. Kupię mu prezent (który jeszcze przemyślę), następnie zaproszę go na kolację do restauracji, a tam oznajmię mu, że jedziemy na 'wakacje' do Hiszpanii. To doskonały plan.
  Próbowałem sobie przypomnieć, czy Frank kiedyś wspominał o czymś, co chciałby dostać. Rzeczywiście było takie coś, o czym Frank od dłuższego czasu pragnął mieć. To było jego marzenie, a ja postanowiłem je spełnić.
  Wszystko już obmyślane i akurat skończyła mi się zmiana.
  
  Jest już wieczór. Szedłem przez park prowadzący do domu. Wchodząc do salonu ujrzałem Franka grającego na gitarze. Śpiewał coś i grał, przy tym zapisując na kartce pojedyncze nuty. Usiadłem przy nim i wsłuchiwałem się w jego dzieło. Spojrzał na mnie tylko i nie przestawał tworzyć. Wpadł w trans tworzenia. To było urocze.

sobota, 19 października 2013

VIII Rozdział

Jest kolejny rozdział. Dziękuję Wam wszystkim, że czytacie to co tu piszę... Zapraszam do komentowania :* Miłego czytania <3

Frank

  Słońce przebijało się przez zasłonięte okna. Otworzyłem oczy i wciąż byłem wtulony w ciepłe ciało Gerarda. Leżeliśmy dokładnie w takiej pozycji, w jakiej zasnęliśmy. Nie chciałem budzić Gee. On tak słodko spał, trzymając mnie w swoich objęciach. Leżałem chwilę, wpatrując się w niego, aż mój ukochany otworzył w końcu oczy.
-Dzień Dobry kochanie - powiedziałem. On zamiast odpowiedzieć, wpił się w moje usta namiętnie. Wplątał swoje palce w moje włosy i położył się na mnie.
  Przerwał nam dzwonek do drzwi.
-Kogo niesie o tej godzinie?- Zapytałem na moment odrywając się od Gerarda.
-Ja sprawdzę- uśmiechnął się słodko i naciągnął na siebie bokserki.
  Poszedł otworzyć drzwi.
-Yyy...Dzień Dobry. Ja do Franka- Powiedział zmieszany mężczyzna, stojący właśnie przed naszymi drzwiami.
-A to proszę wejść. Napije się pan czegoś?- zapytał uprzejmie czarnowłosy.
-Kawę bym prosił, jeśli można- odpowiedział.
  Ja nic nie wiedząc, że ktoś jest w naszym domu, zawinąłem się w kołdrę i wszedłem do salonu.
-Ooo...Frank! Jak miło cię w końcu zobaczyć!- Krzyknął uradowany mężczyzna, który właśnie się na mnie rzucił i zaczął mnie przytulać.
-Phill! Co ty tu robisz? Przecież miałeś wrócić za nie całe trzy miesiące!- odparłem szczęśliwy, że wrócił wcześniej.
-Nie chciałem dłużej siedzieć sam... A powiesz mi kto tu jeszcze jest?- zapytał.
  W tym momencie uświadomiłem sobie, że stoję zawinięty w samą kołdrę , a Gerard otworzył drzwi w samych bokserkach. Phill może być trochę zmieszany. Nie wiele mu mówiłem o Gerardzie. Właściwie to prawie nic, a tu zastaje nas w takiej sytuacji. To czas, by chłopacy się poznali.
-No tak..To jest Gerard. Mój chłopak.- Gdy wypowiadałem ostatnie słowo, wszedł Gee.
-Już mnie przedstawiłeś kochanie?- uśmiechnął się Gee do mnie i wyciągnął rękę do Phill'a.
-Tak, przedstawił. Phill jestem.- uścisnął rękę Gee.
-No to fajnie! Już się znacie.  To pozwolicie, że was na chwilkę zostawię, bo wypadało by się ubrać- Powiedziałem to i rzuciłem w Gerarda koszulką, żeby ją na siebie założył.
  Idąc się ubrać, pomyślałem, że to musiało na prawdę dziwnie wyglądać. On może się czegoś domyślać. Obawiam się, że o coś zapyta.
  Gdy tylko się ubrałem, natychmiast poszedłem do salonu, do chłopaków. Jak zauważyłem, nieźle się dogadują. Phill opowiadał nam jak to było na wyjeździe.
-Wiem, że nie powinienem was o to pytać. bo to może dla was zbyt prywatne, ale...-tu się zawahał. Wiedziałem o co chce zapytać, ale byłem pewien że o to nie zapyta. Nie chciałem mu mówić co się działo tej nocy-czy wy mieszkacie razem?
  Zrobił tak jak myślałem. Zapytał o coś innego niż chciał..Ale mi to na rękę.
-Och tak. Nie długo. A wczoraj wróciłem z wyjazdu służbowego i ten cały tydzień nieobecności sobie nieźle wynagrodziliśmy- Gee wyręczył mnie odpowiedziom i jak widać też wiedział o co Phill chciał zapytać. Mówiąc to przytulił mnie od tyłu (ja siedziałem na środku kanapy a on za mną) i pocałował w policzek.
-Gerard! - krzyknąłem oburzony tym co powiedział.
-No co?! To jest twój przyjaciel. I tak byś musiał mu powiedzieć, a ja cię wyręczyłem- powiedział czarnowłosy.
  Phill się tylko zaśmiał. Przez jakiś czas jeszcze rozmawialiśmy i dowiedziałem się, że już zostaje w naszym kraju na stałe i nie zamierza już wyjeżdżać. Bardzo się ucieszyłem.
  Nasze spotkanie dobiegło końca.
-To ja następnym razem zadzwonię , że przyjdę, żebyście zdążyli się ubrać- uśmiechnął się i wyszedł.
  Po jego wyjściu wybuchliśmy śmiechem. W końcu przywitaliśmy Phill'a prawie nadzy!.
-No to już znasz mojego przyjaciela kochanie- powiedziałem.
-Hmm... nigdy mi o nim wcześniej nie wspominałeś. Czy mam konkurencję, czy to na prawdę tylko przyjaciel? - zapytał niespokojnie Gerard.
-No czekaj, niech się zastanowię- Na chwilę przestałem mówić, co zdecydowanie bardziej zaniepokoiło Gee-To przyjaciel. W stu procentach woli kobiety-zaśmiałem się, widząc jak na twarzy czarnowłosego zagościł spokój.
-Uff... Kamień z serca! Wiesz przecież, że ja cię kocham najmocniej na świecie! Nie da się mocniej.
-Pff... Udowodnij- odpowiedziałem
  Przycisnął mnie do drzwi, które były obok i się o mnie oparł, tak że byliśmy do siebie maksymalnie przytuleni. Spojrzał mi prosto w oczy, wplótł palce w moje włosy, uniósł lekko moją głowę i namiętnie pocałował. Po chwili przerwał i powiedział:
-Kocham Cię najmocniej na świecie- Po tych słowach natychmiast go przytuliłem.
-Ja ciebie też Gerd.
   
     Wpadliśmy na pomysł, żeby przejść się do parku. Chodziliśmy sobie wśród kolorowych liści. Jesień pod tym względem była magiczna. Nie było tam nawet żywej duszy, prócz nas. Było zimno i mokro po deszczu, a słoneczko przebijało się przez zachmurzone niebo. Przez to, że byliśmy tam sami, mogliśmy bez nie potrzebnych spojrzeń nietolerancyjnych ludzi, iść trzymając się za ręce. 
     Do domu wróciliśmy przemarznięci. Gee zaproponował mi herbatkę na rozgrzanie, a ja oczywiście nie odmówiłem. To było słodkie jak on się o mnie troszczył. Czułem, że bardzo mnie kocha. Poszedłem w tym czasie do salonu i usiadłem na kanapie, przykrywając się kocem. Gerard chwilę później przyniósł dla mnie herbatę i usiadł obok mnie. Włączyliśmy sobie jakiś film w telewizji, potem następny. Zrobiło się już późno i w pewnym momencie zasnęliśmy razem.
 



poniedziałek, 14 października 2013

VII Rozdział

Wreszcie wyczekiwany rozdział. Wybaczcie, że nie umiem fajnie opisać całego zajścia pomiędzy Frankiem i Gerardem. No cóż. Obiecałam i jest ;) Przede wszystkim dedykuję ten rozdział mojej kochanej przyjaciółce <3 Zdradzę wam sekret-To dzięki niej napisałam ten rozdział. On mnie do tego namówiła i w ogóle do utworzenia bloga. Dziękuję ci kochanie, bo wiem że to teraz czytasz :* Miłego czytania :>
Frerard +18, ale kto by się ograniczeniami wiekowymi przejmował ;)

Frank

   Obudziłem się na kanapie w salonie. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem, ale to nie ważne. Najważniejsze jest to, że dziś wraca Gee!

   Jak zwykle wstałem późno. Była już 14.00. Gdy tylko wstałem poszedłem napić się kawy, a potem wszedłem do łazienki i umyłem twarz. Postanowiłem się przejść do parku, przewietrzyć się, a przy okazji czas szybciej upłynie.
   Podczas spacerowania wśród kolorowych liści i prawie nagich drzew pomyślałem sobie, że może mógłbym zrobić Gerardowi jakąś powitalną niespodziankę... Jakąś romantyczną kolację. Bez długiego namysłu, od razu poszedłem do najbliższego sklepu po wszystkie potrzebne składniki do zrobienia spaghetti. Wiem, że Gee bardzo lubi to danie.
  O 16.00 znalazłem się już w domu z siatkami pełnymi zakupów. Zrobiłem już zapasy na cały tydzień. Pierwsze co zrobiłem po przyjściu, to wysprzątałem cały dom, w którym wcale nie było bałaganu, ale chciałem przywitać mojego chłopaka w czystym, pachnącym jedzeniem domu. Trochę dużo czasu mi to zajęło, dlatego zaraz potem zabrałem się za przygotowanie stołu. Rozłożyłem na nim dwa talerze, sztućce i kieliszki do wina. Na środku postawiłem świeże, piękne kwiaty. Tak się zająłem tym przystrajaniem stołu, że kompletnie zapomniałem o zrobieniu kolacji. Ugotowałem makaron, i przygotowałem sos. Wszystko włożyłem do naczynia, w którym to danie będzie długo ciepłe.
  Spojrzałem na zegarek i za nie całą godzinę miał być Gee. Wziąłem czyste ubrania i poszedłem się wykąpać. Gdy tylko wyszedłem z łazienki, ktoś zapukał do drzwi. Byłem pewien, że to mój ukochany, więc poszedłem otworzyć.
-Witaj kochanie!- Powiedziałem, opierając się o drzwi. Gdy tylko zorientowałem się, że to mój sąsiad, od razu się wyprostowałem.
-Dzień Dobry...Ja chciałem tylko pożyczyć śrubokręt, ale widzę, że chyba przeszkadzam. To ja może przyjdę jutro- Odparł zdezorientowany sąsiad.
-O matko! Przepraszam pana! Spodziewałem się kogoś innego, ale proszę chwilę zaczekać i zaraz przyniosę śrubokręt- Odszedłem od drzwi. W drodze do szafki, w której miałem narzędzia, przeklinałem pod nosem, lecz z drugiej strony to było zabawne.
-Proszę bardzo- Powiedziałem podając śrubokręt.
-Dziękuje. Jutro odniosę.- Odpowiedział i poszedł.
  Zamknąłem drzwi i wybuchnąłem śmiechem. Mina sąsiada była bezcenna. No ale gdzie ten Gee. Już powinien być. Usiadłem na kanapie i wpatrywałem się w zegar na ścianie, jak mijają minuty. Po długiej godzinie oczekiwań, usłyszałem ponowne pukanie do drzwi. Tym razem postanowiłem otworzyć normalnie.
Ledwo zdążyłem zauważyć kto przyszedł i już miałem w ramionach najwspanialszego mężczyznę. Trwaliśmy tak w uścisku przez jakiś czas.
-Co tu tak pięknie pachnie?- zapytał Gerard.
-Przygotowałem kolację, ale pewnie jest już zimna-odpowiedziałem zmieszany.
-Przepraszam, ale samolot mi się opóźnił,a telefon rozładował. To skoro kolacja i tak już wystygła, to może najpierw pójdę się odświeżyć po podróży. Ale ty...może poszedł byś ze mną?-Zapytał.
   Byłem zupełnie zaskoczony tą propozycją. Ja też miałem na to ochotę i uważałem, że to już dobry czas. Skoro oboje jesteśmy zdecydowani to powinniśmy to zrobić. Zgodziłem się. Gerard złożył mały pocałunek na moich ustach, po czym wpił się w nie. Nie odrywając się od siebie doszliśmy do łazienki. Odkręciłem wodę w kabinie prysznicowej, a Gee już rozebrany niespodziewanie przytulił mnie od tyłu.
-Rozbierzesz się sam, czy mam ci pomóc- Szepnął mi do ucha, wkładając swoją chłodną rękę pod moją koszulkę, co wywołało u mnie lekki dreszczyk.
-Możesz mi pomóc rozpiąć pasek- Odpowiedziałem uśmiechając się i ściągnąłem koszulkę.
  Gee wciąż był za mną. Objął mnie w pasie i rozpiął mój pasek. Po woli zsunął ze mnie spodnie, a potem bokserki i weszliśmy razem pod prysznic. Całowaliśmy się namiętnie, aż w końcu Gerard wyplątał jedną rękę z moich włosów i zjechał nią powoli w dół, łaskocząc mnie przy tym. Doszedł do mojego krocza, po czym lekko uścisnął moją męskość. Cicho pisnąłem, a Gee widząc to uśmiechnął się i powtórzył czynność, doprowadzając mnie przy tym do głośniejszych jęknięć. Nie pozostałem mu dłużny i postanowiłem przejąć inicjatywę. Oparłem go o ścianę kabiny, odkleiłem się od jego ust i zacząłem całować go od szyi, w dół. Doszedłem do brzucha, a zaraz potem do jego męskości. Lekko ją przygryzłem, po czym on wcale tak cicho już nie zapiszczał. Uśmiechnąłem się, ale nie przestawałem. Po chwili Gee zauważył, że nie mam zamiaru przestać i powoli zsunął się po ścianie tak, że spojrzeliśmy sobie w oczy. W jego oczach było widać podniecenie. Ciepła woda spływała po naszych nagich, splecionych ciałach. Trwaliśmy tak długi czas w pocałunkach, na kolanach pod prysznicem. Wstaliśmy znowu. Czarnowłosy przysunął mnie bardzo blisko siebie, tak że musiałem stanąć rozkrokiem, żeby go nie podeptać. Złapał mnie za pośladki i podniósł, a ja zaplątałem nogi wokół jego bioder. Jedną ręką otworzył kabinę i poczułem chłód na placach. Kiedy nasze języki walczyły o dominację, Gee zabrał nas do sypialni i tam rzuciliśmy się na łóżko. Położyłem się na niego i zacząłem coraz mocniej ocierać się o jego krocze, a on wydawał przez to ciche jęknięcia. Gerard przewrócił mnie na plecy, spojrzał prosto w oczy, przygryzając wargę.
-Hmm..Jestem strasznie głodny. Może pójdziemy zjeść to co tam przygotowałeś?- uśmiechnął się Gee
-No jasne! Też jestem głodny.
   Zawinęliśmy się w ręczniki i poszliśmy do kuchni. Odgrzałem kolację i nałożyłem nam na talerze.
-Mmm pyszne- Powiedział czarnowłosy, delektując się każdym kęsem- Tak w ogóle to słodko piszczysz- zaśmiał się.
-No wiesz co?!- Odparłem oburzony.
-No przepraszam...- Podszedł do mnie i przygryzł moją dolną wargę, po czym wpił się w moje usta. Usiadł na mnie rozkrokiem na kolanach i przybliżył się tak bardzo, jak tylko mógł.
-Ja już zjadłem. Ty widzę również. Do sypialni?-zapytał Gee
-Prowadź tygrysie- Odpowiedziałem.
-Mrrrał- Mówiąc to zaśmiał się.
  Opadliśmy znowu na łóżko, a gdzieś po drodze zgubiliśmy nasze ręczniki. Gerard dziko pchał się we mnie coraz mocniej i z każdym moim jęknięciem, on przybierał na sile. Gdy już osiągnął to czego chciał, opadł na mnie i zaczął się bawić moimi włosami, próbując uspokoić oddech. Po chwili położył się obok i wtuliliśmy się do siebie.
-No Frank...nie sądziłem, że jesteś taki dziki w łóżku. Zwierzak.- Powiedział Gee
   Ja nie wiedząc co mam powiedzieć, odpowiedziałem delikatnym pocałunkiem i przytuliłem się bardziej do niego. Oboje zasnęliśmy w swoich objęciach.
  

niedziela, 13 października 2013

VI Rozdział

Bardzo dziękuję wam, że czytacie to co tu piszę. Ta ilość wyświetleń jest dla mnie zaskakująco duża. No więc dodaję kolejny rozdział ;) Jutro może dodam następny, bo wolny poniedziałek <3 W tygodniu raczej czasu nie będzie :( Miłego czytania :D

Frank

    Gee mieszka u mnie już cztery dni. Niestety dziś oznajmił mi, że musi wyjechać na tydzień. Boże... co ja bez niego zrobię przez cały tydzień! No ale nie będę podcinał mu skrzydeł. Niech wyjedzie, załatwi to co ma załatwić i do mnie szybko wraca. Będę na niego niecierpliwie czekał.
  Wyszedłem na chwilę z domu się przejść. Czas bez niego okropnie się dłuży. Może powinienem zająć się szukaniem w końcu pracy. Nie mogę żyć cały czas za pieniądze, które przysyłają mi rodzice. Oni nawet nie wiedzą, że mam chłopaka. Z decyzją o podjęcie pracy poczekam chyba do powrotu Gee. Mój przyjaciel Phill wyjechał już jakiś czas temu za granicę. Cały czas mam z nim doskonały kontakt, a jednak brakuje mi go. Wraca za nie całe trzy miesiące. Jakoś wytrzymam. Muszę wytrzymać. Teraz przez cały tydzień będę sam. Och...nudy!
  Tak mijały dni. Codziennie rutyna. Wstać późno, pójść na spacer, pograć na gitarze i pójść spać. Chciałem, by ten czas szybko zleciał. Opróżniłem kilka szafek, żeby Gee mógł się rozpakować po przyjeździe  i wreszcie poczuć się jak w domu. Po pięciu dniach postanowiłem w końcu do niego zadzwonić. Wiedziałem, że nie mogę do niego dzwonić, ponieważ on wyjechał służbowo na jakieś spotkanie, ale już nie wytrzymywałem. Musiałem go usłyszeć.
-Mrrr kocie... Nawet nie wiesz jak ja za tobą tęsknie!- odezwał się miły, doskonale mi znany głos w słuchawce telefonu. 
-Witaj kochanie! Przepraszam, że dzwonię choć wiem, że jesteś zajęty, ale już nie mogłem wytrzymać i musiałem cię usłyszeć.- Odpowiedziałem.
-Akurat jestem w samochodzie. Sam nie wiem gdzie dokładnie teraz jedziemy, ale ważne jest to, że chwilkę żeby z tobą porozmawiać- mówił
-Haha...przy wszystkich powiedziałeś do mnie kocie?-zapytałem
-Tak. Jakoś zapomniałem, że tu wszyscy są. Olać ich. Okropnie za tobą tęsknie.
-Ja też za tobą bardzo tęsknie! Z nudów już zacząłem myśleć o podjęciu pracy, a jeszcze zacznę gadać sam do siebie!
-No lepiej nie! Już jutro o 20.00 będę w domku
-Ojej! Będziesz jeden dzień wcześniej?- zapytałem uradowany
-Tak. Postarałem się zrobić wszystko co miałem do zrobienia na tyle szybko, żeby wreszcie móc cię zobaczyć. No ale już dojechałem i muszę kończyć. Do jutra kochanie.- Powiedział Gee
-Paa! Będę niecierpliwie czekał!
  Po tej rozmowie byłem szczęśliwy jak mała dziewczynka , która dostała wymarzoną lalkę. Miałem ochotę skakać z radości. On przyjedzie o jeden dzień szybciej. To cudownie! Gdy się w miarę uspokoiłem, poszedłem pooglądać telewizję, a potem pograłem na gitarze. Trzeba jakoś wytrzymać do jutra... Mój kochany Gerard przyjedzie.

V Rozdział

Miłego czytania ;)

Frank

      Już minął miesiąc od naszego pocałunku. Mam chłopaka, którego niesamowicie kocham. Jest czuły, kochany. Spotykamy się dosłownie codziennie. Już się dużo razy myślałem sobie jakby to było cudownie, gdyby ze mną zamieszkał. Za szybko o tym myślę, za krótko się znamy. Może za jakiś czas. Dowiedziałem się, że on mieszka z rodzicami, więc nie było by pewnie większego problemu z przeprowadzką. Chyba jednak przemyślę to poważniej. Najciekawsze jest to, że jesteśmy razem już miesiąc, a on nigdy jeszcze nie był w moim mieszkaniu. Zawsze chodziliśmy do niego lub w jakieś miejsce publiczne, np.park. Dziś mnie odwiedzi po raz pierwszy. Czas wysprzątać dom. Będzie już za cztery godziny.
  Wstałem i standardowo od razu poszedłem do kuchni, napić się kawy. No tak... najpierw by trzeba było pozbierać ubrania z podłogi, naczynia pozmywać, odkurzyć. Trochę tego jest, a ja zamiast się za to zabrać myślę co trzeba zrobić. Włączyłem głośno muzykę i zacząłem sprzątać. To jedno z moich znienawidzonych zajęć, ale dla Gee zrobię to. Podczas sprzątania wyobrażałem sobie nas dwóch razem. Między nami odkąd się znamy, nie doszło do niczego więcej niż do namiętnych pocałunków. Postanowiliśmy, że nie będziemy niczego przyspieszać i zrobimy To kiedy oboje będziemy tego chcieli. Na chwilę obecną jest dobrze tak, jak jest.
     Wreszcie skończyłem. Teraz czas zająć się sobą. Poszedłem do łazienki, spojrzałem w lustro i stwierdziłem, że czas się ogolić. Gdy już to zrobiłem, poszedłem się ubrać i w końcu nadszedł Gerard. Zapukał do drzwi. Gdy je otworzyłem od razu wpadł mi w ramiona i pocałował.
-No no...Ładnie tu masz- Powiedział, wchodząc do salonu.
-Napijesz się czegoś?- Zapytałem uprzejmie.
-Hmm... Kawę poproszę- Odpowiedział.
  Usiadł na kanapie, a ja poszedłem zrobić dla nas kawę. Nie wiem dlaczego byłem taki zestresowany. Może to przez to, że chcę z nim porozmawiać o wspólnym mieszkaniu i nie wiem jak zareaguje. Idąc z kawą starałem się jej nie wylać. Usiadłem obok niego i zacząłem.
-Wiesz... Ostatnio tak sobie myślałem, że może chciałbyś się tu do mnie przeprowadzić, bo mieszkasz z rodzicami, którzy w dodatku myślą, że jesteśmy tylko przyjaciółmi. Gdybyś tu mieszkał, nie musielibyśmy uważać na to co do siebie mówimy, co ze sobą robimy, nie żegnalibyśmy się zbyt wcześnie...
-Codziennie budzić się w jednym domu, blisko siebie, wspólne śniadania, widzieć się w każdej chwili- wtrącił się Gee, uśmiechając się. 
-No właśnie. To znaczy...jak na razie to spalibyśmy osobno, żeby się przyzwyczaić. Wiem, że nie znamy się zbyt długo. Decyzja należy do ciebie. Ja już swoją podjąłem- odparłem.
- Ja też o tym myślałem. To była by szansa, żeby się lepiej poznać. Zdaję sobie sprawę, że znamy się bardzo krótko, ale ja ciebie kocham. Myślę, że skoro jest taka możliwość to przeprowadził bym się jeszcze w tym tygodniu- mówił.
   Na chwilę zamilkłem. Niesamowite, że on też myślał o przeprowadzce do mnie. To słodkie.
-Gerard! To byłoby cudowne!- Odparłem uradowany.
-No więc postanowione. Będziesz musiał mnie znosić  na co dzień- zaśmiał się.
  Rozmawialiśmy tak jeszcze jakiś czas, aż w końcu byliśmy zmęczeni. Zaproponowałem Gee, aby został u mnie na noc. I tak ma u mnie mieszkać, to dlaczego nie miał by dziś zostać? Na szczęście zgodził się bez wahania. Przygotowałem mu łóżko w salonie, a sam poszedłem spać do sypialni. Spałem jak niemowlę. 

  Obudziłem się i od razu spojrzałem przez otwarte drzwi sypialni, na kanapę w salonie. Jego tam nie było. Przestraszyłem się, że już wyszedł. Opadłem na poduszkę i na chwilę zamknąłem oczy. Nagle poczułem ciepły, kawowy pocałunek złożony na moich ustach. Gee przyszedł z kawą. 
-Witaj skarbie- powiedział
-Witaj- uśmiechnąłem się i upiłem trochę kawy.- Ty już jesteś ubrany? Wychodzisz?
-Ja zmykam do pracy. Wrócę wieczorem- Pocałował mnie w czoło i wyszedł.
  Pijąc kawę myślałem 'Znalazłeś chłopaka, który cię cholernie kocha, jesteś z nim dopiero miesiąc, a on decyduje się u ciebie zamieszkać, gdy tylko się obudził, to od razu przyniósł ci kawę do łóżka'. To jest chyba sen, ale nie chcę się z niego budzić. Mam kogoś, dla kogo zrobię wszystko, a nawet więcej. Gerard wniósł do mojego życia mnóstwo kolorów i sensu przede wszystkim. Kocham go.

piątek, 11 października 2013

IV Rozdział

Witajcie! W końcu wzięłam się za następny rozdział. Przede wszystkim bardzo dziękuję mojej dobrej koleżance Patrycji, za to że pomogła mi i dzięki temu dostałam jako takiej weny ;) Ten rozdział dedykuję jej <3 Mam nadzieję, że Wam się w miarę spodoba ;) Miłego czytania :>

Frank



  Spieprzyłem. Wszystko spieprzyłem. Jestem idiotą. Tak po przebudzeniu kłóciłem się ze swoimi myślami. Mogłem wykorzystać sytuację i go pocałować, ale co by z tego było...Przecież i tak na pewno nic z wczorajszego wieczoru nie pamięta. Może to nawet dobrze. Może dobrze zrobiłem odpychając go od siebie, lecz z drugiej strony przy pocałunku może poczuł by to samo co czuje do niego ja. Nie wiem co myśleć, co robić... Wydaje mi się, że powinienem do niego pójść, do pracy i zapytać czy pamięta coś z wczoraj. Z tego co wiem to ma dziś na nocną zmianę, więc się tam wybiorę. Nie mam innego wyjścia, jak chcę wiedzieć czy on do mnie też coś czuje. Gdy podjąłem decyzję o wyjściu wieczorem do baru, nagle zadzwonił telefon. Zaspany po nie przespanej nocy, odebrałem go.
-Halo?-odezwałem się do słuchawki
-Frank. Mogę przyjść do ciebie za 5 min?-zapytał Phill
-Jasne.Już czekam- odpowiedziałem, leniwie podnosząc się z łóżka. 
  Ledwie zdążyłem wstać i rozległo się głośne pukanie do drzwi. Otworzyłem je i moim oczom ukazał się zapłakany przyjaciel. On nigdy nie płakał. Coś poważnego musiało się stać.
-Co się stało?-zapytałem. On zamiast odpowiedzieć, przytulił mnie. W moment miałem mokrą od łez koszulkę.
-Zerwała ze mną! Rzuciła mnie dla innego! W czym on jest ode mnie lepszy? Bo ma więcej pieniędzy? A może jest lepszy w...
-KONIEC! 
-Nie! Nie przerywaj mi! Może on jest ode mnie lepszy w łóżku! Może ja już jej nie wystarczałem!
-Phill! Uspokój się! Co ty wygadujesz? Usiądź, a ja pójdę nam zrobić kawę. Zaraz mi wszystko na spokojnie opowiesz. Ja dopiero się obudziłem i zupełnie nie kontaktuję-mówiłem próbując uspokoić roztrzęsionego przyjaciela. 
  Usiadł na kanapie w salonie, a ja poszedłem do kuchni zrobić kawę. Podczas gdy woda na kawę się gotowała, sam próbowałem się uspokoić. Nie dość, że ta sytuacja z Gee to teraz jeszcze Phill'owi się życie sypie! Jeszcze go nie widziałem w takim stanie. Idąc z kawą, spojrzałem na przyjaciela. Wyglądał okropnie. Jakby całą noc płakał. 
-No dobrze. Teraz mi wszystko opowiedz-Powiedziałem podając mu kawę. Cały czas myślałem o Gee. Zastanawiałem się czy powiedzieć o nim Phill'owi, ale to chyba kiepski moment na mówienie o miłości. O ile można to nazwać miłością. 
-Wczoraj wieczorem, po pracy chciałem zabrać Ally do restauracji. Kupiłem kwiaty i poszedłem do domu, żeby zaprosić ją na romantyczną kolację, ale to co tam zastałem...Ah. Tego się nie da opisać słowami. Do połowy rozebrana moja narzeczona, a na niej nagi facet! Myślałem, że jak go dopadnę to zabiję! Na miejscu zabiję tego sukinsyna! Powstrzymałem się i zażądałem wyjaśnień, a ona oznajmiła mi, że z nami koniec. I tyle. Po prostu ubrała się i wyszła z tym całym kochasiem, nawet się nie żegnając- Tu Phill przez płacz nie mógł nabrać powietrza. Schował twarz w poduszkę.
-Będzie dobrze- odparłem, klepiąc go po plecach. Nie wiedziałem co powiedzieć- Ona nie była ciebie warta. Znajdziesz kogoś kto będzie cię na prawdę kochał. I pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć.
-Dziękuję. Co ja bym bez ciebie zrobił? Tobie mogę powiedzieć wszystko. Na tobie mogę polegać i oczekiwać że zrobisz to samo- uśmiechnął się
-No wiesz... a pro po mówienia wszystkiego, to jest taka jedna sprawa, ale nie wiem czy to dobry moment by ci to powiedzieć. Zajmijmy się tobą- odpowiedziałem zmieszany.
-Co jest? Mów mi tu zaraz! Ja się już ogarnę! Tylko proszę powiedz mi- mówił Phill
-No więc... Jest pewien chłopak, a właściwie mężczyzna. No i chyba się w nim zakochałem. Może wydawać ci się to głupie, ale ja na prawdę coś do niego czuję. Coś silnego. I jeszcze...-Tu urwałem
-Jeszcze? Co się jeszcze stało?-pytał zainteresowany Phill
-To znaczy...yyy...Bo ja poszedłem z nim i jego znajomymi do dyskoteki. W pewnym momencie on chciał mnie pocałować, ale go odepchnąłem, bo byłem powinien, że był zbyt pijany i dlatego chciał to zrobić. A teraz już sam nie wiem- odetchnąłem z ulgą. Cieszyłem się, że mogłem mu to wszystko powiedzieć.
-Nic mi nie wspominałeś o żadnym chłopaku. Od kiedy to się dzieje?
-Od trzech dni... Dokładnie od dnia twoich zaręczyn. Przepraszam, że nic ci nie powiedziałem, ale uznałem że to głupie...
-Głupie?! Zakochałeś się i uważasz, że to głupie? To cudowne! Co masz zamiar z tym zrobić?- zapytał podekscytowany Phill
-Myślałem żeby pójść dziś wieczorem do jego pracy i z nim porozmawiać. Zapytać przede wszystkim czy coś z wczoraj pamięta. Nie wiem czy to dobry pomysł..- ciągnąłem dalej
-To doskonały pomysł! No ja się już zbieram, bo trochę się zasiedziałem, a ty się ogarnij i leć do tego chłopaka!Oczywiście potem wszystko mi opowiesz!- Uśmiechnął się, ubrał i wyszedł.
  No tak...Zbliża się już 17.00. Trochę się rozgadaliśmy. Usiadłem na łóżku i zastanawiałem się czy pójść do Gerarda. Po długim rozmyślaniu postanowiłem, że pójdę tam, żeby potem nie żałować. Wziąłem czyste ubrania i wszedłem pod prysznic. Gdy już się umyłem i ubrałem, wziąłem klucze i wyszedłem z domu. Bar jest dość blisko od mojego domu, ale poszedłem na około. Musiałem sobie poukładać w głowie co mu powiem. Wreszcie doszedłem do tego miejsca. Miejsca, gdzie po raz pierwszy ujrzałem Gee. Przekroczyłem próg i od razu dostrzegłem uśmiechniętego, czarnowłosego barmana. Natychmiast zaschło mi w gardle, lecz postanowiłem być odważny i porozmawiać z nim. 
-Witaj Frank!- usłyszałem nagle uroczy głos Gee.
-Witaj...Chciałbym z tobą chwilkę porozmawiać- Odpowiedziałem, od razu przechodząc do rzeczy.
-Uuu... Brzmi poważnie! Momencik. Zaraz do ciebie podejdę, tylko poszukam kogoś na zmianę za barem-puścił oczko i udał się w kierunku magazynu. Zrobiło mi się gorąco, ale czekałem na niego.
-No więc o czym chciałbyś ze mną porozmawiać?- zapytał podchodząc.
-Czy pamiętasz coś z wczoraj? Cokolwiek?-zapytałem bez wahania
-A coś się stało? Powinienem coś pamiętać szczególnego?- spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
-Czyli coś pamiętasz, czy nie?-byłem lekko nerwowy.
-Spokojnie! O co chodzi? Czy może chodzi ci o...-przerwał
-Mógłbyś dokończyć?!-nerwowo zapytałem. Jednak on zamiast odpowiedzieć na pytanie, wpatrywał się w moje oczy.
-"Podobasz mi się, ale wiem, że teraz zapewne po tym wszystkim nie będziesz chciał mnie znać"- odpowiedział, wciąż patrząc w moje oczy. Chwilę nad tym pomyślałem i uświadomiłem sobie, że to moje słowa! To ja to wczoraj powiedziałem do Gee! Czyli on to wszystko pamięta!
-Gee...-On przerwał mi pocałunkiem. Zauważył, że go nie odepchnąłem, więc wplątał swoje palce, w moje włosy i wsunął język w moje usta. Jego język delikatnie wędrował po moim podniebieniu. Czułem się jak w niebie. Gdy oderwał się ode mnie, spojrzał na mnie pytająco.
-Podobało ci się? Miało być na trzeźwo i jest- uśmiechnął się.
-Gerard... Ja nie wiem co powiedzieć. To było na prawdę niesamowite, ale mam pytanie... Chciałbym się upewnić czy ty też jesteś gejem, czy po prostu chciałeś mnie tylko sprawdzić?
-Wolę określenie homoseksualista- zaśmiał się cichutko.
  Uśmiechnąłem się. Nagle przypomniałem sobie, że on jest przecież w pracy, więc powinien już iść. Żeby potem problemów przeze mnie nie miał.
-No było cudownie i w ogóle nie da się tego opisać słowami, ale ty chyba powinieneś już wracać do klientów- odparłem cicho.
-No ładnie! Ja cię całuję,a ty mnie do pracy wyganiasz!- pocałował mnie w policzek i wrócił do pracy.
 Podszedłem do baru, za którym już stał cudowny barman.
-To ja lecę Gee...Pracujesz jutro?- zapytałem
-Hmm.Tak. A co?- zapytał, a odpowiedź znał doskonale.
-A wpadnę jak chcesz- odpowiedziałem
-No jasne! Jak najszybciej kocie!- zaśmiał się i pożegnał.
 Byłem niesamowicie podekscytowany tą sytuacją. To było piękne, a ten pocałunek..ach...Teraz jeszcze muszę opowiedzieć to Phill'owi, bo obiecałem. Poszedłem do domu i położyłem się od razu do łóżka. Może uda mi się zasnąć...



piątek, 4 października 2013

III Rozdział

Ach...Co tu dużo mówić... Czytajcie :* Mam nadzieję, że się spodoba :*

Frank

     Zimno, deszczowo, ponuro. Taki był widok z okna, przez które spojrzałem tuż po przebudzeniu. W ogóle się nie chciało wstawać z łóżka, ale gdy tylko sobie przypomniałem z kim się na dziś umówiłem, od razu zerknąłem na zegarek. Była już godzina szesnasta. Jak ja mogłem tak długo spać?! Jak to możliwe żebym przespał cały dzień! Natychmiast wstałem i jak zwykle od razu poszedłem do kuchni. Standardowo rano, na śniadanie kanapka z masłem i kawa. No chyba czas najwyższy iść do sklepu, bo jak tak dalej się będę odżywiając samym masłem i chlebem, to nie wyjdzie mi to najlepiej... Zabrałem moje śniadanie do salonu, by tam je zjeść. Opadłem na kanapę stojącą w rogu pokoju, położyłem się pod kocyk i włączyłem telewizor. W telewizji leciały tylko jakieś głupie seriale, więc włączyłem serwis informacyjny. I tak na zupełnie niczym nie potrafiłem się skupić. Cały czas myślałem jak to będzie z Gee. 'Zachowuję się jak jakaś nastolatka przed pierwszą randką'- pomyślałem. Gdy już nadeszła wieczorna godzina wszedłem pod prysznic. Gorąca woda spływała po moim nagim ciele. To takie odprężające, a zarazem uspokajające. Owinąłem się ręcznikiem i poszedłem do sypialni, wybrać jakieś ubrania. Zwykle nie miało dla mnie większego znaczenia to co miałem na sobie ubrane, lecz w tym momencie chciałem wyglądać jak najlepiej; ale nie mogę też dać po sobie poznać, że to jest dla mnie aż tak ważna chwila. To była niezwykle trudna decyzja. Ubrałem białą koszulkę a na to rozpiętą czarną koszulę; Czarne, niezbyt przylegające rurki oraz czerwone trampki. 'No już czas wychodzić'-pomyślałem sobie. Zabrałem telefon i portfel, i po chwili wyszedłem z domu. Wyciągnąłem karteczkę. na której był adres, z kieszeni kurtki i poszedłem w wyznaczone miejsce.          Chłopacy już tam na mnie czekali przed wejściem. Gdy tylko do nich podszedłem, moje serce biło tak mocno, jakby zaraz miało eksplodować. Gerard przedstawił mnie wszystkim kolegom, a następnie weszliśmy wszyscy do dyskoteki. Od razu poszedłem do baru i zamówiłem coca-colę. Wypiłem całą szklankę napoju i zaraz jakaś dziewczyna oderwała mnie od baru, zapraszając do tańca. Nie odmówiłem. Zatańczyliśmy razem dwie piosenki i byłem już zmęczony. 'Takie tańce to nie dla mnie. Za stary już jestem'- zaśmiałem się pod nosem. Usiadłem przy barze i patrzyłem na bawiących się ludzi, aż w końcu podszedł do mnie czarnowłosy przystojniak.
-Co tak siedzisz? Chodź się bawić Frank!- powiedział, zrywając mnie z krzesła. Zaczęliśmy tańczyć, aż w końcu Gee na chwilę przystaną i poszedł do toalety. Nie wiem dlaczego, ale jakoś mimowolnie ruszyłem za nim. Pomyślałem sobie 'Co ty robisz Frank!? Idziesz za nim do toalety! Dobrze się czujesz?! Stój!'- kłóciłem się tak z moimi myślami, aż znalazłem się przy pisuarach obok Gee, bo wszystkie inne były zajęte. Czułem się bardzo dziwnie. Nie chciałem dać po sobie poznać, że coś jest nie tak, bo przecież normalne u mężczyzn że w takiej sytuacji stoją obok siebie. Gdy tylko rozpiął spodnie...uh...Nie mogłem się powstrzymać, ale szybko odwróciłem wzrok, zapiąłem swoje spodnie i podszedłem do umywalek, by umyć ręce. Zaraz potem dołączył do mnie Gee. Wyszliśmy jak gdyby nic się nie stało, więc byłem pewien, że nic nie zauważył. Wracaliśmy w milczeniu na parkiet (bo i tak było za głośno żeby rozmawiać). W końcu Gerard się zatrzymał, a ja udając że tego nie zauważyłem szedłem dalej.
-Dlaczego mnie po prostu nie pocałujesz?- usłyszałem nagle za swoimi plecami. Byłem zaskoczony tymi słowami. Odwróciłem się i ujrzałem czarnowłosego, czekającego na odpowiedź, ze swoim słodkim uśmiechem na twarzy i podniecającym spojrzeniem.
-Gee...o czym ty mówisz? - spytałem zaskoczony. 
-Och, nie udawaj, że ci się nie podobam. Dziwnie się na mnie patrzałeś w barze, od razu zgodziłeś się na to spotkanie, a już nie wspomnę o twoim zachowaniu w toalecie!
 Przeklnąłem w myślach - 'Kurwa! Jednak to wszystko zauważył!
-Przepraszam. Masz rację. Podobasz mi się, zakochałem się w tobie, ale teraz to już pewnie nie będziesz chciał mnie znać...- odpowiedziałem smutnym głosem.
-Dlaczego mnie po prostu nie pocałujesz? - powtórzył pytanie.
   Ja nie wiedziałem co mam odpowiedzieć. Byłem zupełnie zaskoczony tym pytaniem, zwłaszcza kiedy już znał całą prawdę. Czyżby on też był...gejem? Nie... to niemożliwe. Na pewno za dużo wypił. Tylko co ja mam mu teraz odpowiedzieć?! 
 Nagle chwycił mnie za dłonie, delikatnie popchnął tak że opadłem na ścianę, a swoje ciało przysunął bardzo blisko mojego. Zbliżył swoją twarz do mojej, cały czas patrząc mi w oczy. Byłem zahipnotyzowany tym widokiem. Te piękne oczy, wpatrujące się w moje i zgrabne, małe usta zbliżające się do moich...
-Nie. Nie mogę. Wybacz - Powiedziałem odpychając go od siebie.
-Nie? Nie tego chciałeś? - zapytał zdziwiony chłopak, ponownie się do mnie przybliżając.
-Nie. To znaczy to jest moim marzeniem, ale nie chcę wykorzystywać sytuacji kiedy jesteś pjany i jutro nic nie będziesz pamiętać! - odpowiedziałem. Sam nie mogłem uwierzyć w to co mówię.
-Ale ja też tego chcę! Pragnę cię tu i teraz!- ciągnął Gee.
-Gerard! Powiedziałem nie! Jak bardzo tego chcesz to porozmawiamy na trzeźwo. Oczywiście jak będziesz to pamiętać- Gdy tylko to powiedziałem, natychmiast wyszedłem z korytarza i wróciłem na parkiet. 
  Cały czas siedząc przy barze, myślałem o tym całym zdarzeniu. Ten pocałunek byłby zbyt piękny, a może nawet gdybym się w porę ni ocknął, mogło by dojść do czegoś więcej. Och... oby się jeszcze odezwał, przybliżył tak raz jeszcze, chciał mnie jak będzie trzeźwy...

wtorek, 1 października 2013

II Rozdział

 No i tu się zaczyna cała historia :* Miłego czytania <3

Frank
       
    Zbliżał się już wieczór. Zważając na to że był to już piątkowy wieczór, postanowiłem wyjść do jakiegoś baru. Standardowo, bo co niby miałem robić? Użalać się nad swoim życiem w domu samotnie? Nie dziękuję, wolę posiedzieć wśród ludzi. Ubrałem na siebie zwykłe jeansy i czarną koszulkę. Zgarnąłem z półki klucze i wyszedłem z domu zamykając drzwi za sobą. Na początku spacerowałem jakiś czas po parku, a potem powędrowałem do baru, który zobaczyłem pierwszy raz w naszym małym mieście. Chciałem do sprawdzić, a poza tym zmęczyło mnie już to ciągłe spacerowanie. Miałem ochotę odpocząć i lekko się ogrzać bo na dworze zrobiło się dosyć chłodno. Otworzyłem ciężkie drzwi i stanąłem w progu. Zamurowało mnie. Ale co mi się stało? Spojrzałem w kierunku baru, a tam uśmiechnięty czarnowłosy barman. Kiedy spojrzał w moją stronę natychmiast się ocknąłem. Podszedłem do baru i usiadłem na wysokim krześle.
-Mogę coś podać?- usłyszałem nagle delikatny głos. Przede mną stał cudowny mężczyzna >barman<. Zatonąłem w jego ślicznych, brązowych oczkach...Jeszcze nigdy nie czułem czegoś takiego. Zupełnie jakbym się zakochał od pierwszego wejrzenia, lecz sam w to nigdy nie wierzyłem. Żeby kogoś pokochać trzeba go poznać.
-Coca-Colę poproszę- odparłem spokojnie, próbując zachowywać się normalnie.
-Już się robi-uśmiechnął się słodko i poszedł po szklaną butelkę z zamówionym przeze mnie napojem-proszę bardzo- powiedział, podając ją mnie.
-Dziękuję-odparłem i od razu upiłem połowę małej butelki.
-Gerard jestem, ale możesz mi mówić Gee-uśmiechną się do mnie wyciągając rękę by się poznać.
-Frank- Odwzajemniłem uśmiech i również wyciągnąłem rękę. Gdy ją uścisnął serce zaczęło mi bić jak oszalałe i zrobiło mi się na prawdę gorąco. Pomyślałem sobie 'Jaki ty Frank jesteś głupi. On jest na pewno hetero. Nigdy nie będzie twój. Jest barmanem, więc przestawia się na pewno wielu osobom!'
-Nigdy cię tu jeszcze nie widziałem- stwierdził Gee
-No tak, jestem tu po raz pierwszy. Nigdy wcześniej nie widziałem tego miejsca. Na pewno będę tu bywał częściej-Odpowiedziałem wciąż próbując się uspokoić.
-Nie chciał byś może wyskoczyć ze mną i kilkoma znajomymi do dyskoteki jutro wieczorem? A i jeszcze jedno... wracam za moment, jak tylko klientów obsłużę-Powiedział czarnowłosy i odszedł na chwilę. 
    Nie mogłem uwierzyć w to co powiedział. Czy on właśnie zaprosił mnie do dyskoteki?! 'Och...uspokój się Frank! To nic takiego. Na pewno zaprasza tak wiele osób. Po prostu zobaczył, że przyszedłem sam i jestem dość smutny to chciał być miły, a poza tym to przecież ma być tam tez kilka jego kumpli, więc to nic takiego.'
-Już jestem. To jak? Wyjdziesz z nami?- Posłał mi pytające spojrzenie. Było bardzo urocze.
-No jasne- Byłem niesamowicie zaskoczony tym co powiedziałem. Jak ja mogę iść z nim do dyskoteki... Przecież ja..ja..ja się w nim chyba zakochałem, a on na pewno jest inny. Na pewno gustuje w dziewczynach.
-To świetnie! Jutro o 20.00- w tym momencie podsunął mi karteczkę na której był adres dyskoteki oraz umówiona godzina.
-To do jutra, bo muszę już lecieć. Dziękuję za zaproszenie-powiedziałem
-Do jutra- i podszedł ponownie do swoich klientów, jeszcze raz na mnie zerkając, kiedy opuszczałem lokal.
      Postanowiłem że pójdę się gdzieś przejść. Byłem zupełnie rozkojarzony i nawet nie patrzałem jak i gdzie idę. Myślałem o tej całej sytuacji i teraz było dla mnie oczywiste, że chłopak zrobił to tylko, aby poprawić mi humor. Nic więcej. A ja idiota sobie nie wiadomo co wyobrażam. Tylko zastanawia mnie to, dlaczego nie potrafiłem tak trzeźwo myśleć przy nim. Wtedy wszystko wydawało mi się takie piękne. 
    Po nie całej godzinie spaceru postanowiłem wrócić do domu. Otworzyłem drzwi, ściągnąłem buty i kurtkę, i od razu udałem się do kuchni. Byłem okropnie głodny. Jak zwykle w mojej lodówce nic nie było i zjadłem ponownie kanapkę z masłem. Chwilę posiedziałem jeszcze w jadalni, a potem poszedłem do łazienki się przebrać... Byłem tak zmęczony że od razu poszedłem do sypialni się położyć. Jednakże pomimo ogromnego zmęczenia nie potrafiłem zasnąć. Cały czas myślałem o Gerardzie i jutrzejszym wyjściu. Po chwili, nawet nie wiem kiedy, w końcu zasnąłem.

I Rozdział

No więc zaczynam:) Pierwszy rozdział nie bardzo przypomina Frerarda, lecz już za niedługo wszystko się wyjaśni :* Miłego czytania :>

Frank ^^

   Obudziłem się i wszystko było jak zwykle. Szare nudne, pozbawione kolorów i szczęścia życie.Tylko muzyka przytrzymywała mnie przy życiu oraz mój przyjaciel Phill. Tylko on mnie potrafił zrozumieć i zaakceptować moją odmienność. Tak, jestem gejem. Nikt tego nie tolerował oprócz niego. Nawet jego dziewczyna robi mu wyrzuty że się ze mną widuje. Uważa że to może mieć na niego zły wpływ. Najwyraźniej boi się że mogę się w nim zakochać, albo co najgorsze się z nim przespać. Nic nie rozumie, ale tacy bywają już ludzie. Nietolerancyjni i zapatrzeni w siebie.
   Wstałem zaspany z łóżka i leniwie podreptałem do kuchni. Zagotowałem wodę na kawę i podszedłem to lodówki w poszukiwaniu czegoś do zjedzenia. Lodówka była prawie że pusta, więc postanowiłem zrobić sobie moją ulubioną kanapkę z masłem. Zalałem wrzątkiem kawę i usiadłem przy stoliku w jadalni, spokojnie spożywając śniadanie. Jak zwykle nie miałem co ze sobą zrobić. Nie miałem pracy, gdyż z wykształcenia byłem psychologiem, a gdzie by zatrudnili psychologa który sam sobie nie potrafi poradzić ze swoim życiem?! Czuję się niechciany, odrzucony. Właściwie nie wiem po co żyję. Wciąż mam cichą nadzieję że wszystko się ułoży, ale ta nadzieja z każdym dniem maleje. 
   Po zjedzeniu śniadania przypomniało mi się że obiecałem zadzwonić do Phill'a. Na śmierć o tym zapomniałem! Szybko zacząłem szukać telefonu. Zaraz wybrałem numer do przyjaciela i cierpliwie czekałem aż odbierze.
-Halo?-usłyszałem
-Phill? Przepraszam że wczoraj nie zadzwoniłem. Zupełnie o tym zapomniałem i....- tu mi przerwał
-Będę u ciebie za 15 min...okej?- powiedział. Nie czekając na odpowiedź rozłączył się.
    Nie wiedziałem czego się spodziewać. Był tak dziwnie poważny, ale w jego głosie słyszałem szczęście i radość jednocześnie. Spojrzałem na moje mieszkanie, a potem na siebie. Sam się wystraszyłem. Przecież on nie może mnie zobaczyć w takim stanie! Szybko wbiegłem do łazienki i ogarnąłem się. Zaraz potem pozbierałem wszystkie walające się po mieszkaniu brudne ubrania i zaniosłem do sypialni, a brudne naczynia zaniosłem do zlewu. Mieszkanie wyglądało w miarę dobrze. Nagle rozległo się głośne pukanie do drzwi. Byłem pewien że to Phill, więc krzyknąłem że drzwi są otwarte. Po chwili do mojego mieszkania wpadł szczęśliwy przyjaciel. Przytulił mnie i ucałował w policzek. Nie miałem pojęcia jak na to zareagować więc spytałem po prostu.
-Co się stało?
-Oświadczyłem się! Oświadczyłem się Ally!-odparł uradowany.
    Ally to była jego dziewczyna, no ale teraz to już chyba narzeczona. Był z nią już ok. 5 lat, więc to bardzo fajnie że w końcu postanowił zrobić krok do przodu. On miał dla kogo żyć i ktoś go kochał, nie to co mnie...No ale koniec użalania się nad sobą.
-To cudownie! Gratulację!- Odpowiedziałem równie szczęśliwy!- Nie sądziłem że w końcu odważysz się to zrobić!
-Ja też! Ale uznałem że to już ten czas. To kobieta, z którą chcę spędzić resztę swojego życia-Mówił
   Rozmawialiśmy tak jeszcze jakiś czas. Poprosił mnie bym zorganizował mu wieczór kawalerski. Nie spodziewałem się! Od razu się zgodziłem! Imprezy to takie moje drugie życie, bo nie mam co innego ze sobą zrobić. Na pewno wyjdzie idealnie!