piątek, 27 grudnia 2013

# IV Rozdział

Dedykuję ten rozdział mojej kochanej przyjaciółce, która jest dla mnie inspiracją^^
Miłego...Czytania... ;D

   ...Zapukałem do drzwi chłopaka, on leniwie wstał od komputera i podszedł mi otworzyć. Gdy mnie zobaczył, jakoś dziwnie mi się przyglądał z przerażeniem na twarzy. Również doznałem szoku, ponieważ okazał się być on chłopakiem, który na lekcji historii nie zwrócił na mnie uwagi. Patrzał na mnie w milczeniu, nie zmieniając wyrazu twarzy.
-No nie wierzę...Ty jesteś bratem Mikey'a?!- Zapytałem zdziwiony.
-Tak...-Odpowiedział niepewnie. Wyglądał na przestraszonego.
-Chciałem cię poznać, ale szczerze nie spodziewałem się, że bratem mojego przyjaciela będziesz własnie ty. Miałem nadzieję jeszcze cię zobaczyć-mówiłem..
-Dlaczego?- Nie ukrywał zdziwienia, lecz trochę już się uspokoił.
-Usiadłeś obok mnie na lekcji historii. Wtedy zacząłeś malować. To było niesamowite. Ten pomysł i wykonanie. Zaintrygowałeś mnie, a w dodatku wyglądem nie różnisz się za bardzo ode mnie.
-Myślałem, że nie zwróciłeś wtedy na mnie uwagi..-wbił swój wzrok w podłogę.
-Ależ wręcz przeciwnie! I naprawdę nie sądziłem, że jeszcze cię spotkam.
-Może wejdziesz?- zapytał miło.
   Wszedłem do środka. Jego pokój był ciemny, cały w plakatach, rysunkach i płytach. Czułem się tam bardzo dobrze. Zaczęliśmy rozmowę i dowiedziałem się, że na imię ma Gerard. On już jakimś cudem znał moje imię. Byłem pewien, że po prostu Mikey mu powiedział. Nie rozmawialiśmy zbyt długo, ponieważ musiałem iść na imprezę urodzinową, która odbywała się piętro niżej. Chłopak wyraźnie zainteresował mnie swoją osobą i chciałbym go bliżej poznać. 
   Solenizant od razu zorientował się, że byłem u jego brata i bał się,  że zmienię o nim samym zdanie. Nie mam pojęcia dlaczego. Jego brat był naprawdę miły i jak na mój gust przystojny i utalentowany. Na miejscu Mikey'a nie wstydziłbym się za niego. On na chwilę ode mnie odszedł i po chwili wrócił z Alice i przedstawił jej mnie. Była miła i urocza. Oni poszli tańczyć, a ja otrzymałem sms-a. Napisał do mnie Oliver z godziną naszego jutrzejszego spotkania, które miało odbyć się w kawiarni blisko sklepu muzycznego, w którym chłopak pracuje. Cieszyłem się na to spotkanie. On wydawał się fajny, lecz był nieco starszy ode mnie. Właściwie różnica wieku nigdy mi nie przeszkadzała, więc tu tym bardziej nie powinno być problemu. Oliver mi się spodobał.
   Zrobiło się już późno. Poszedłem do domu. Nie byłem zmęczony, ale nie miałem tego dnia ochoty na sprzeczkę z rodzicami. Okazało się, że jest nieunikniona. Po wejściu do domu, natychmiast kazali mi przyjść z nimi porozmawiać. Nagle udają, że ich obchodzę. To żałosne.
-Gdzie byłeś?- Zaczęła 'zmartwiona' matka.
   Nie okazywałem żadnego zaiteresowania. Milczałem z nadzieją, że dadzą sobie ze mną spokój. Nie miałem ochoty na żadną rozmowę z nimi. Nic o mnie nie wiedzą. Nie czuję potrzeby zwierzania się im.
-Mama cię o coś pyta.- Powiedział podirytowany ojciec.
-Zauważyłem- Powiedziałem obojętnie.
-Możesz łaskawie odpowiedzieć?- Pytał.
-Nie widzę takiej potrzeby. Jakoś nigdy się tym nie interesowaliście. Dlaczego coś miałoby się zmienić?- Wciąż byłem obojętny wobec nich.
-Chcemy wiedzieć co robisz i zaangażować się w twoje życie. Przeprowadziliśmy się tutaj by to zrealizować, a ty znowu uciekasz z domu!- Mówiła matka.
-Jakoś nie mam ochoty się dzisiaj z wami kłócić. Nie mam wam nic do powiedzenia.- Chciałem wstać, lecz tata mnie przytrzymał.
-Nie masz się z nami kłócić, tyko porozmawiać. Pierwszy raz cię zagoniliśmy do rozmowy i zamierzam to wykorzystać- Mówiła coraz pewniej.
-Ale o czym wy chcecie ze mną rozmawiać?! Od kliku lat w ogóle nie interesujecie się mną i tym co robię, gdzie jestem. Macie mnie w głębokim poważaniu. Dopóki się nie przeprowadziliśmy, to nie obchodziło was czy wracam do domu rano pijany, naćpany. Nie ruszyłoby was nawet jakby mnie znaleziono w rowie przy drodze! Nagle coś chcecie zmienić?! Zabawni jesteście!
-Proszę Cię, nie mów tak. Wcale nie jest tak, że nic o tobie nie wiemy. Wiemy dużo- Starała się wytłumaczyć.
-Dużo?!- Zakpiłem- Nawet mnie nie znacie! Nie macie o mnie najmniejszego pojęcia!
-Wiemy o tobie tyle, ile powinniśmy. Staramy się dowiedzieć czegoś więcej- Drążyła.
   Miałem ochotę wyjść z salonu i zamknąć się w pokoju. To co mówili było niedorzeczne. Mam szesnaście lat, a przez ostanie trzy lata byłem dla rodziców obojętny. Zajęli się pracą.
-Nie wiecie o mnie zupełnie nic! Nie macie pojęcia jakiej słucham muzyki, jakie mam zainteresowania. Nie wiecie, że jestem gejem i przez ostatni rok, kiedy nie wracałem do domu na noc, puszczałem się naćpany z różnymi facetami w ich mieszkaniach. Nie ukrywajmy...Byłem dziwką za narkotyki i alkohol. Mam w dupie co o mnie inni myślą!- Wykrzyczałem i wybiegłem do swojego pokoju, zostawiając zszokowanych rodziców w salonie.
    Zatrzasnąłem się w pokoju i rzuciłem się na łóżko. Rodzice w pokoju milczeli. Teraz mogą powiedzieć, że coś o mnie wiedzą. Teraz wiedzą coś, co nigdy nie powinno mieć miejsca w naszym życiu. To wszystko ich wina. Olewali mnie na każdym kroku. Teraz niech zobaczą do czego doprowadzili.
   Nagle usłyszałem pukanie do moich drzwi. Ignorowałem to. Położyłem głowę na poduszkę i zamknąłem oczy. Po piętnastu minutach pukanie ustało, a ja zasnąłem.

wtorek, 17 grudnia 2013

# III Rozdział

Co tu dużo pisać... Za niedługo święta, więc napiszę świątecznego One Shot'a ;) Jeżeli macie jakieś konkretne propozycje, prośby co do jakiegoś nowego One Shot'a lub kolejnego rozdziału to piszcie w komentarzach :) >brak pomysłów<

   Nadszedł weekend. Spałem spokojnie, gdy nagle obudził mnie telefon. Dzwonił Mikey, by zaprosić mnie do sobie, na swoje urodziny. Kończył 16 lat. Oczywiście zgodziłem się, ponieważ jakiś czas temu staliśmy się przyjaciółmi. Postanowiłem pójść do sklepu muzycznego i kupić mu na urodziny płytę, którą tak bardzo chciał dostać. Impreza urodzinowa miała się odbyć wieczorem.
   Wstałem z łóżka i powlokłem się zmęczony do łazienki, by wziąć prysznic. Potem nałożyłem na siebie czyste ubrania i wyszedłem do sklepu. Byłem tam pierwszy raz, gdyż nie mieszkałem w tym mieście zbyt długo. Wchodząc do środka od razu  było czuć przyjemny, muzyczny klimat. Pomieszczenie było przyciemnione i podszedł do mnie sprzedawca. Był dość wyższy ode mnie, posiadał mnóstwo tatuaży oraz miał na sobie czarne rurki, dokładnie jak ja. Zdziwiło mnie, że od razu się przedstawił. Wydaje mi się, że pracownik zwykle nie przedstawia się klientowi. Miał na imię Oliver. Pomógł mi znaleźć wybraną płytę i poszedłem do kasy, by za nią zapłacić. Wyszedłem ze sklepu, a za mną wyszedł Oliver.
-Przepraszam Cię na chwilę...-zatrzymał mnie, łapiąc za moje ramię.
-Tak?-zapytałem.
-Czy...Mógłbym zaprosić Cię dzisiaj na kawę?- Zapytał odważnie.
-Dzisiaj niestety nie mogę, ale jutro byłoby miło..Jeżeli chcesz...-odpowiedziałem.
-Dziękuję! A dałbyś mi swój numer telefonu, by się umówić?-pytał dalej.
   Dałem mu swój numer. Poszedłem dalej. Byłem nieźle zaskoczony jego zachowaniem. Był to niezwykle przystojny chłopak, który najwyraźniej chce mnie poznać. Powędrowałem do domu, by zapakować płytę. Rodzice natychmiast zaczęli mnie wypytywać dokąd idę, ale ostatecznie i tak nie odpowiedziałem. Denerwowało mnie, że wszystko chcą wiedzieć i mnie kontrolują.  Nagle po tylu latach zgrywają dobrych rodziców.
   Do wyjścia zostało mi jeszcze trochę czasu, więc włączyłem komputer. Miałem jedną wiadomość. Okazała się być wiadomością od tego tajemniczego chłopaka:
Przepraszam, że tak zniknąłem, ale stała się rzecz dla mnie niemożliwa. Musiałem wszystko przemyśleć i poukładać.
   Byłem ciekaw co dokładnie się stało, ale nie zamierzałem zmuszać go do zwierzania się mi. Miałem nadzieję, że sam mi o tym powie.
   Czas szybko zleciał i musiałem już iść. Poszedłem do domu przyjaciela. Gdy przyszedłem, w domu grała głośna muzyka, a goście już świetnie się bawili. Dałem Mikey'owi prezent. Rozpakował go i był zaskoczony, że pamiętałem co chciałby dostać.
   Usiadłem na jednej z kanap w dużym domu i przyglądałem się mojemu przyjacielowi stojącemu przy ścianie z Alice. Ładnie ze sobą wyglądali...
   W pewnym momencie przypomniało mi się, że Mikey ma przecież brata. Po tym jak dowiedziałem się, że słucha tych samych zespołów chciałbym go poznać, jednak byłem pewien, że nie ma go wśród gości. Pewnie siedział sam w pokoju. Wstałem i zacząłem iść w kierunku schodów, by pójść do pokoju starszego Way'a......
 

sobota, 7 grudnia 2013

# II Rozdział

Rozdział dodaję szybciej dla Mia 5 ;) Dziękuję, że komentujesz. Te komentarze sprawiają, że chce się pisać dalej. Przynajmniej wiem, że komuś się chce to czytać:)
Miłego czytania <3


   Całą noc przegadałem z chłopakiem w internecie. Na drugi dzień nie poszedłem do szkoły, bo do południa spałem, a potem znów chłopak napisał. To chyba pierwsza osoba, z którą mam tyle wspólnego. Niestety dzisiaj zostałem zmuszony zwlec się z łóżka i pójść do tej pieprzonej szkoły. Gdy na jednej z przerw siedziałem sam, w kącie, podszedł do mnie pewien chłopak. Próbował nawiązać ze mną rozmowę. Jemu wyjątkowo nie przeszkadzał mój wygląd, lecz on ani odrobinkę mnie nie przypominał. Miło mi się z nim rozmawiało, ale zadzwonił już dzwonek na lekcje. Znów miałem historię. Poszedłem do tej samej ławki co ostatnio, jednak czarnowłosy chłopak ze swoimi rysunkami nie pojawił się.
   Urwałem się z ostatnich lekcji i poszedłem do domu. Włączyłem komputer i od razu zacząłem rozmawiać z chłopakiem poznanym w internecie. On mnie uważnie słuchał.
-Wiem, że znamy się zaledwie trzy dni, ale chciałbym cię poznać- napisałem do niego.
-Lepiej będzie, jak nie będziesz wiedział kim jestem-odpisał.
-A dasz mi jakąś wskazówkę?-pytałem dalej.
-Nie. Nie chcę byś wiedział kim jestem- Był bardzo tajemniczy. Nawet nie zdradził mi nawet swojego imienia.
   Nasza rozmowa tego dnia na tym się skończyła. Chłopak zniknął, a ja nie mogłem zasnąć z ciekawości kim on może być. Liczyłem na to, że chociaż dłużej pośpię, ale mama rano wparowała do mojego pokoju i kazała mi wstawać. Musiałem iść do szkoły.
   Szedłem zamyślony, ale nagle podszedł do mnie chłopak, z którym wczoraj rozmawiałem. Przedstawił się jako Mikey Way. Poszliśmy razem do budynku. On zaprosił mnie do siebie do domu zaraz po lekcjach, ponieważ miło nam się ze sobą rozmawia. Zastanawiałem się jaka będzie reakcja jego mamy, gdy zobaczy swojego syna z kimś takim jak ja. On był dobrym uczniem, przez co nie namówiłem go na wagary. Musiałem siedzieć w szkole.
    Po lekcjach on już czekał na mnie pod szkołą, a potem poszliśmy do jego domu. Mieszkał zdecydowanie bliżej niż ja. Po wejściu do środka Mikey od razu przedstawił mnie swojej mamie, a ona jakoś specjalnie nie była zaskoczona moim wyglądem. Trochę mnie to zdziwiło, bo nawet moi rodzice są przerażeni. Jego mama dała nam szklanki z sokiem i poszliśmy po schodach do góry, do pokoju chłopaka. Po wejściu na piętro słyszałem jak za drzwiami jednego z pokoi wydobywa się bardzo głośna muzyka, a co najlepsze był to jeden z moich ulubionych zespołów. Postanowiłem jednak nic na ten temat nie mówić. Usiadłem na kanapie w pokoju Mikey'a.
-Wybacz za ten hałas. To mój braciszek- zaczął.
-Nie wiedziałem, że masz brata...-powiedziałem.
-Bo... Siedzi całymi dniami zamknięty w pokoju, słucha muzyki i siedzi przed komputerem, bądź maluje. Na prawdę rzadko wychodzi do szkoły i w ogóle z domu. A.....i jest w twoim wieku.
-To ile ty masz lat?- Zapytałem zdziwiony.
-Mi zbliża się szesnastka, a wam siedemnastka. Między mną, a bratem jest rok różnicy. A tak w ogóle to fajny jesteś! Nie wiem dlaczego ludzie są do ciebie źle nastawieni.- uśmiechnął się.
-Dziękuję. Jakoś przy tobie czuję się swobodnie. Może dlatego, że zechciałeś ze mną rozmawiać...
-Dlaczego nie miałbym chcieć z tobą rozmawiać?
-Przez mój wygląd i wszelkie plotki na mój temat.
-Twój wygląd mi się podoba! A co do plotek...Słyszałem coś, że jesteś gejem i takie tam, ale ja nie wierzę w plotki. Człowieka trzeba poznać-mówił.
   Nie wiedziałem czy powiedzieć mu prawdę. Może lepiej będzie jak teraz nic na ten temat nie powiem, a on dowie się w swoim czasie.
-A ty...Masz dziewczynę?- zapytałem.
-Tak, mam. Ma na imię Alice. Ona chyba chodzi z tobą do klasy- odpowiedział.
-Szczerze mówiąc nie orientuję się kto chodzi ze mną do klasy- zaśmiałem się.
   Nasza rozmowa trwała jeszcze jakiś czas, a potem poszedłem do domu. Zrobiło się już dość ciemno i późno. Po powrocie do domu rodzice natychmiast wypytywali mnie gdzie tak długo byłem. Zignorowałem ich pytania i poszedłem zamknąć się w swoim pokoju. Usiadłem przed komputerem, lecz chłopaka nie było. Czekałem a on wciąż był niedostępny. Stwierdziłem, że pójdę już spać. Myślałem tylko o tym dlaczego on się nie pojawił. Nie wiem właściwie co się ze mną dzieje. Nigdy nie zależało mi tak na kimś poznanym w internecie. Często zdarzało się tak, że ludzie odchodzili bez słowa, jednak odnosiłem wrażenie, że on jest inny niż wszyscy. Intrygowała mnie jego tajemniczość. Nie wiem co za uczucie się we mnie pojawiło, ale to jakieś dziwne. Nigdy czegoś takiego nie czułem.


piątek, 6 grudnia 2013

# I Rozdział

W końcu pojawił się ten rozdział. Pomysł zaczerpnięty z różnych źródeł razem wziętych ;-; Dziękuję za komentarze...<3 WESOŁYCH MIKOŁAJEK <3

Frank
  
   Moje życie, hmm...Jest przeciętne, jednak nie narzekam na nie. Jestem singlem i w pełni to wykorzystuję. Co prawda jestem gejem, ale ludzi tego typu nie brakuje w mojej okolicy. Często imprezuję i na drugi dzień znajduję się u jakiegoś innego chłopaka w domu. Stało się to dla mnie normalne. Jednak moim rodzicom nie podobało się, że często nie wracam na noc do domu i nie wiedzą co robię. Postanowili się przeprowadzić. Byłem niepełnoletni, więc nie miałem w tej kwestii nic do gadania. W nowym mieście nie znałem nikogo i nikt nie znał mnie. Mogłem zacząć nowe życie, lecz mnie podobało się stare. Jestem trudnym szesnastolatkiem. Bunt przeciwko nie wiadomo czemu. 
   Musiałem odwiedzić nową szkołę, nieco oddaloną od naszego domu. Nie zostałem tam zbyt miło przyjęty. Nauczycielom głównie nie podobał się mój wygląd. Czarna bluzka zwykle z nazwą zespołu, czarne rurki, glany, pomalowane oczy czarną kredką oraz czarne włosy z grzywką na bok. Na ręku noszę pieszczochę, a do plecaka jest przypiętych kilka łańcuchów. Mój wygląd odstrasza również uczniów, ale mnie właśnie o to chodzi. Nienawidzę szkoły, a zwłaszcza tych ludzi tam. W każdej możliwej chwili zrywam się z lekcji.
   Nadszedł czas na jeden z najnudniejszych dla mnie przedmiotów. Otóż, była to historia. Usiadłem do najbardziej oddalonej od nauczyciela ławki. Ku mojemu zdziwieniu usiadł obok mnie pewien chłopak. Z wyglądu nieco przypominał mój buntowniczy styl. Zauważyłem, że również nie ma ochoty słuchać paplaniny nauczyciela. Wyciągnął jakiś zeszyt z rysunkami i zaczął kreślić na kartce kontury. Przyglądałem się temu uważnie, lecz tak by nie zauważył. Ujrzałem zarys nagiej skulonej kobiety, która w zakrwawionej dłoni trzymała żyletkę. Spodobało mi się, a rysunek był na prawdę piękny. Był niezwykły. Chłopak nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Zupełnie jakbym był powietrzem. Nie przejąłem się zbytnio tym, gdyż to do mnie niepodobne. Jestem typem kogoś, kto lubi się zabawić, nie ma w życiu sentymentów, a życie ogólnie jest mi zupełnie obojętne.
   Po powrocie do domu tak jak zwykle od razu siadam do komputera. Tam ludzie byli inni, wyrozumiali, miło się z nimi rozmawia, mają podobne zainteresowania. Tego dnia ktoś nowy do mnie napisał. Podawał się za wysokiego, czarnowłosego homoseksualistę a w dodatku lubił podobne zespoły muzyczne. Nie pokazał mi jednak swojego zdjęcia. Nie miałem pojęcia z kim rozmawiam. Był tajemniczy. Bardzo szybko nawiązaliśmy ze sobą dobry kontakt....