piątek, 28 lutego 2014

# XIV Rozdział

Wybaczcie, że tak długo musieliście czekać na kolejny rozdział, ale jestem taka genialna, że popsułam sobie komputer. Postaram się poprawić i trzymać się w terminie <3 Dodatkowo chciałam wam powiedzieć, że te komentarze są niesamowite. Zazwyczaj padam przy nich ze śmiechu. Dziękuję Wam bardzo :*
Miłego czytania ;)

   Otworzyłem oczy, a Gerard już na mnie patrzał. Ja wciąż leżałem w niego wtulony, tak jak zasnęliśmy.
-Witaj, Frankie- Uśmiechnął się chłopak.
-Hej- Przetarłem zaspane oczy, z uśmiechem.
-Jak się spało?- Zapytał.
-Jesteś bardzo wygodny...- Spojrzałem na niego.
-Nie wiem czy uznać to za komplement- Zaśmiał się.
-Tak, to komplement- Położyłem dłoń na jego ramieniu- A teraz zamknij oczka, bo chcę wstać.
-A po co mam je zamykać?- Uroczo się uśmiechnął.
-Bo może nie pamiętasz, ale jestem nagi teraz...
-No, ale już cię takiego widziałem... Nie mogę jeszcze raz?
-Nie możesz, dlatego zamykaj oczy- Powiedziałem uroczo.
-Oj no dobra- Zamknął posłusznie oczy.
-A spróbuj podglądać!- Wstałem, zostawiając go pod kołdrą.
-Masz ładny tyłeczek- Uśmiechnął się, a ja wsunąłem szybko na siebie bokserki.
-Miałeś nie podglądać!- udałem oburzonego i od razu odwróciłem się w jego stronę.
-Wybacz- Powiedział i usiał na łóżku.
-Nie- Zrobiłem smutną minkę.
-No proszę cię...- Uwierzył, że się na niego obraziłem.
-Teraz ja też nie zamknę oczu, jak będziesz chciał wstać- Powiedziałem stanowczo.
-No cóż- Odkrył kołdrę i wstał. Od razu podszedł do mnie.
   Objął mnie w pasie i przysunął do siebie. Byłem zdziwiony, że nie wstydził się wstać bez wcześniejszego ubrania się. Przejechał dłonią po mojej klatce piersiowej i spojrzał w oczy. Delikatnie musnął moje usta nie tracąc kontaktu wzrokowego.
-To jak mam rozumieć ostatnią noc?- Zapytał od razu.
-A w jakim sensie?- Uśmiechnąłem się.
-No bo...skoro się ze mną przespałeś to znaczy, że..oficjalnie jesteśmy razem?- Zapytał nieśmiało.
-Oj no nie wiem... Nie posłuchałeś mnie kiedy kazałem ci zamknąć oczy.- Powiedziałem, a on się wyraźnie przestraszył.
-Przepraszam Cię, bardzo!- przytulił się bardziej do mnie, a ja się uśmiechnąłem.
-Oficjalnie Gerard jest moim chłopakiem- Wpiłem mu się w usta.
   On zaskoczony, od razu odwzajemnił pocałunek. Przejechałem dłońmi po jego nagich plecach, schodząc niżej. Położyłem ręce na jego pośladkach i powoli zamknąłem oczy, oddając się całkiem pocałunkowi. Było tak cudownie, że żaden z nas nie chciał przerywać, aż brakło nam powietrza i się powoli oderwaliśmy od siebie.
-Pójdę do łazienki- wyszeptałem mu na ucho.
   Wziąłem swoje ubrania i poszedłem do łazienki. Spędziłem tam zaledwie kilka minut i wychodząc natknąłem się na mamę Way'ów. 
-Na dole macie śniadanie, a ja właśnie zbieram się do pracy. Miłego dnia, Frank- Powiedziała z uśmiechem i zanim zdążyłem coś powiedzieć, ona już wyszła z domu. 
   Ja poszedłem do pokoju Gerarda, a potem obaj zeszliśmy na dół, do kuchni i zjedliśmy śniadanie. Postanowiliśmy pójść na spacer do lasu. Była akurat ładna pogoda, świeciło słońce i było ciepło jak na jesień. 
   Ubraliśmy na siebie kurtki i wyszliśmy wolnym krokiem do lasu. Szliśmy sobie ścieżką, całą zasypaną kolorowymi liśćmi. W pewnym momencie Gee złapał mnie za rękę i zaczął prowadzić. Nie wiedziałem dokąd mnie zabiera, ale nie sprzeciwiałem się. Wreszcie doszliśmy do małego jeziorka i stanęliśmy na pomoście. Uśmiechnąłem się, a Gerard przytulił mnie od tyłu, bez słowa. Staliśmy tak wpatrzeni w wodę przed nami.
-Podoba ci się tu?- Zapytał w końcu Gerard, cały czas mnie obejmując.
-Jest pięknie... Skąd wiedziałeś o tym miejscu? Ciężko tu trafić...
-Zawsze kiedy było mi smutno, to przychodziłem tutaj, bo można się wyciszyć. Z drugiej strony takie miejsca są najlepsze kiedy się jest z ukochaną osobą... Dlatego cię tu przyprowadziłem"-powiedział.
   Uśmiechnąłem się pod nosem i położyłem ręce na jego splątanych dłoniach, na moim brzuchu. Po chwili odwróciłem się w jego stronę i musnąłem jego wargi. Usiedliśmy razem na pomoście i wtuleni w siebie, siedzieliśmy tak przez jakiś czas. Później zebraliśmy się do jego domu i akurat trafiliśmy na Mikey'ego. 
-O, świetnie że jesteś! Możemy w trójkę na spokojnie porozmawiać?- Zapytałem go, gdy weszliśmy do domu. Gdy Gerard to usłyszał to się zdziwił, a Mikey tym bardziej.
-Jasne..- Odpowiedział.
   Poszliśmy wszyscy usiąść do salonu. Nie wiedziałem jak zacząć. Wziąłem głęboki oddech i spojrzałem na nich. Potem skupiłem wzrok na Mikey'u, który czekał aż zacznę.
-Może zacznę od tego, że... Ja i Gerard jesteśmy od dzisiejszego poranka razem- Powiedziałem w końcu.
-Byłem pewien, że potrzymasz go w niepewności trochę dłużej- Zaśmiał się i spojrzał na Gerarda.
-Jak to w niepewności? Wy o tym rozmawialiście?!- Zdziwił się zdezorientowany chłopak.
-Rozmawialiśmy z Frankiem wczoraj na temat tego, czy nie mam nic przeciwko, byście byli razem- Uśmiechnął się Mikey.
-No czyli nie miałem żadnej konkurencji? A ten chłopak z którym byłeś na spotkaniu?- Drążył Gee.
-To był mój znajomy, ale to słodkie kiedy starałeś się o mnie- Odpowiedziałem z uśmiechem.
-Oj no to był jakiś podstęp?! Oboje przeciwko mnie?!- Spojrzał na nas Gerard.
-Ależ skąd... Chciałem mieć pewność, że spędzę noc z chłopakiem, któremu na mnie zależy- Spojrzałem uroczo na niego.
   Gdy to powiedziałem, on się lekko zarumienił i zakrył sobie rękawem usta w geście zawstydzenia, a wzrok skierował w stronę Mikey'ego. Natomiast młodszy z braci spojrzał pytająco na mnie.
-To wy...no... Zrobiliście To już?- Zapytał.
-Dobra, koniec rozmowy...- powiedział Gerard i wstał, wychodząc do kuchni.
-Zrobiliśmy- powiedziałem cicho, tak by mój chłopak nie usłyszał.
   On nie ukrył zdziwienia. Razem wstaliśmy i również poszliśmy do kuchni, gdzie był Gerard. Postanowiliśmy wszyscy razem zrobić obiad. Wyciągnęliśmy wszystko, co będzie nam potrzebne. W niespodziewanym momencie zaczęliśmy się wszyscy obrzucać mąką. Całą kuchnię zasypaliśmy i sami też byliśmy biali. Któż by pomyślał, że podczas robienia obiadu może być tyle zabawy. Śmialiśmy się niemal przez cały czas. 
   Gdy wszytko już było gotowe, zabraliśmy się za posprzątanie kuchni, a podczas tego Gerard mnie pocałował. Czułem się niesamowicie w jego obecności. Z każdą chwilą zakochiwałem się bardziej. Był po prostu wyjątkowy.


piątek, 14 lutego 2014

# XIII Rozdział

Nie ma co tu dużo mówić...Mam nadzieję, że się spodoba :* Dzisiaj mamy walentynki a z tej okazji coś dla was specjalnego tutaj :)
Miłego czytania^^

   Cały czas bez słowa na mnie patrzał.
-Powiesz coś, Mikey?- Zapytałem w końcu. Nie mogłem znieść tej ciszy.
-Nie wiem co mam powiedzieć. Właśnie powiedziałeś mi, że zakochałeś się w moim bracie! Dlaczego chcesz znać moje zdanie?- Zamknął oczy i westchnął.
-Bo jesteś moim przyjacielem i nie chcę by coś się zmieniło. Nie chcę robić nic wbrew tobie.- Powiedziałem spokojnie.
-Mówisz mi to akurat po tym jak Gerarda nie było całą noc w domu. On był u ciebie?- Spojrzał na mnie.
-Czy to ma znaczenie? Gdyby coś się wydarzyło, to bym ci powiedział- Odwróciłem wzrok.
-Wiesz, Frank... Zrób jak chcesz. To twoje życie. Nie jestem twoimi rodzicami żeby zakazywać ci spotykania się z nim. Może się zmieni. Po przyjściu do domu był wesoły, ale nie chciał powiedzieć dlaczego. Teraz już się można domyślić...- Mówił.
-Przysięgam, że do niczego nie doszło!- Przerwałem mu.
-Uwierzę ci, bo wydaje mi się, że jesteś ze mną szczery. Dziękuję, że powiedziałeś mi o tym. Mam nadzieję, że dalej będziemy się przyjaźnić.- Uśmiechnął się delikatnie
-Jezu..A ja tak się bałem, że mnie za to znienawidzisz- Odetchnąłem z ulgą.
-Tylko nie wiem co ty w nim widzisz...- Zaśmiał się.
-Chyba nie chcesz tego słuchać- Uśmiechnąłem się.
-Owszem, chcę. Co w nim jest takiego wyjątkowego co cię urzekło?- Patrzał na mnie.
-Nie da się powiedzieć co w nim jest najlepszego. Zakochałem się w całości, a nie w jednym szczególe. Zakochałem się w nim, jeszcze zanim wiedziałem, że jest twoim bratem.- Powiedziałem.
-Znaliście się wcześniej?- Zdziwił się.
-Można tak powiedzieć. Poznaliśmy się przez internet i nie wiedziałem kim jest. Nie wiedziałem jak wygląda, ani jak ma na imię. Po prostu lubiłem z nim rozmawiać. Dopiero potem powiedział mi, że to on jest tym chłopakiem, z którym rozmawiałem po nocach.- Uśmiechnąłem się pod nosem.
-O tym nie wspominałeś wcześniej. W tym wypadku to tym bardziej nie mam nic do powiedzenia- Zaśmiał się.
-Dziękuję. Jesteś świetnym przyjacielem- Przytuliłem go z uśmiechem.
   Rozmawialiśmy jeszcze jakiś czas, a potem postanowiłem iść do domu. Mikey też zbierał się do swojej dziewczyny. Szedł dzisiaj do niej na noc. Zszedłem na dół do wyjścia, a tam w salonie siedział Gerard.
-O, cóż to za miła niespodzianka..- Uśmiechnął się do mnie.
-Właśnie wracam do domu- Odwzajemniłem uśmiech.
-Wpadniesz dzisiaj na noc? Mikey znika do dziewczyny...- Zapytał miło.
-Gerard...- Zaśmiałem się i lekko uderzyłem do w ramie.
-No bardzo proszę, Frankie.- Zrobił słodkie oczka.
-Ej, nie patrz tak na mnie!- Wciąż się śmiałem- Do wieczora, Gee- Pocałowałem go w policzek i wyszedłem.
   Szedłem wolno do domu, z uśmiechem. Nie wierzę, że zgodziłem się na nockę u niego. Tracę przy nim głowę.
   Wszedłem do środka i przemknąłem do pokoju. Wziąłem plecak i spakowałem do niego tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Położyłem się na łóżku i miałem na twarzy ten mimowolny uśmiech. Och, jakie to głupie uczucie, nie móc przestać się uśmiechać. Leżąc tak straciłem poczucie czasu.
-Wychodzę i nie będzie mnie na noc- Krzyknąłem do rodziców wychodząc po pewnym czasie z pokoju.
-Idziesz do tego Gerarda?- Zapytała mama, podchodząc do mnie.
-Skąd ten pomysł?- Zdziwiłem się.
-Bo się zakochałeś- Uśmiechnęła się.
-Po prostu wychodzę- Powiedziałem i od razu wyszedłem z domu.
   Nagle sam zacząłem się śmiać z tej sytuacji. Wygląda na to, że mocno widać, że się w nim zakochałem. Zauważył to Oliver, rodzice i zapewne Mikey, dlatego to zrozumiał. Co miłość robi z człowiekiem. Zawsze starałem się być twardy, ale teraz zachowuję się jak zakochana nastolatka. Myślę tylko o nim i szczerze się od razu jak o nim usłyszę, albo go zobaczę.
   Doszedłem wolno do domu Way'ów. Był już wieczór. Zapukałem, a drzwi otworzył mi Gerd. Miałem wrażenie, że ucieszył się na mój widok. Pewnie nie spodziewał się, że naprawdę przyjdę. Ja sam w to nie wierzyłem.
   Wpuścił mnie do środka i od razu przytulił. Ściągnąłem z siebie kurtkę i buty, i poszliśmy po schodach do jego pokoju. Plecak położyłem gdzieś w kącie, a sam usiadłem na kanapie. Gerard usiadł dokładnie na przeciwko mnie, na fotelu.
-Co ty tak serio nagadałeś moim rodzicom?- Zapytałem z uśmiechem.
-Powiedziałem ci prawdę... A dlaczego pytasz?
-Hmm.. Bo mi mówią, że się w tobie zakochałem- Zaśmiałem się.
-A zaprzeczyłeś im chociaż raz?- Uśmiechnął się.
-No niby nie... Ale też nie potwierdziłem.
-A jak jest naprawdę? Zakochałeś się?- Zrobił tą swoją słodką minkę.
-Nie zaprzeczę, ani nie potwierdzę. Żyj w niewiedzy- Zaśmiałem się.
-No więc jeśli mi nie chcesz powiedzieć, to mogę sam to sprawdzić?
-Ale jak?- Zdziwiłem się
-Na swój sposób. Ale zamknij oczy.
-No dobrze.- Zrobiłem tak, jak powiedział.
   Nagle poczułem, że rozkłada moje złączone ręce. Powoli usiadł mi rozkrokiem na kolanach, wciąż trzymając moje ręce. Czułem jego ciepły oddech blisko moich ust.
-Zakochałeś się- Wyszeptał i wpił się w moje usta.
   Delikatnie muskał moje wargi, nie pozwalając sobie na nic więcej. Wreszcie się oderwał i otworzyłem oczy.
-Poddałeś mi się, czyli coś czujesz- Uśmiechnął się chłopak.
-Może masz rację..- Uroczo odwzajemniłem uśmiech.
-Może? A jakbym teraz zaczął ściągać z ciebie koszulkę to co byś zrobił?
-Ściągnąłbym twoją- Położyłem ręce na jego biodrach.
-A później?- Przygryzł wargę.
-A później to by się okazało- Zjechałem rękami nieco niżej.
   Nagle chłopak złapał mnie za dłonie i z powrotem położył je na biodra. Trochę się zdziwiłem, bo on ewidentnie dążył do tego jednego, a jak ja podejmuję kroki to staje się nieśmiały.
-Przepraszam, ale... Boję się tego- Zamknął oczy.
-Czego?- Zdziwiłem się.
-Tego co może między nami zajść- Powiedział niepewnie.
-Dlaczego? Co w tym strasznego?
-Bo... Ja tego nigdy nie robiłem i boję się, że zrobię coś źle- Powiedział cicho.
-Otwórz oczy- Powiedziałem i on od razu to zrobił- Tu się nie da zrobić nic źle. Nie bój się... Wiem, że tego chcesz...
   On się lekko uśmiechnął i położył ręce na moich ramionach, a ja znów zjechałem rękami niżej, dotykając jego pośladków. Tym razem mi na to pozwolił. Patrzał mi w oczy.
-Masz rację, chcę tego- Uśmiechnął się szerzej.
   Od razu musnąłem jego usta i zamknąłem oczy. Moje ręce powędrowały za jego koszulkę. On jednym ruchem ściągnął ze mnie koszulkę na co się cicho zaśmiałem i zrobiłem to samo z jego. Przejechał dłonią po moim torsie, a ja opadłem na łóżko i przygryzłem zachęcająco wargę. Zacząłem rozpinać pasek jego spodni, nie tracąc kontaktu wzrokowego. Gdy mi się już to udało, złapałem go za ręce i pociągnąłem w swoją stronę, tak że delikatnie na mnie opadł. Wykorzystałem moment i przewróciłem go na plecy, by do końca pozbyć się jego spodni. Po chwili został w samych bokserkach. Przejechałem dłonią wzdłuż jego linii brzucha zahaczając o jego męskość. Jego oddech przyspieszył. Wciąż na mnie patrzał, a ja siedziałem na nim rozkrokiem. Powoli zacząłem rozpinać mój pasek. Po tym nachyliłem się nad jego głową i delikatnie muskałem jego wargi, a on niespodziewanie zaczął mi zsuwać spodnie. Dość szybko mu się o udało. Uroczo się uśmiechnąłem i lekko na niego opadłem, jednak wciąż podtrzymywałem się rękami. Nasze krocza się zetknęły. W jego oczach dostrzegłem podniecenie, ale też nutkę niepokoju.
-Nie bój się- Wyszeptałem i wtedy poczułem jego dłonie na moich biodrach.
   Złapał za gumkę moich bokserek i je zsunął.
-Nie boję się- Cichutko się zaśmiał.
   Nie pozostając mu dłużny zrobiłem to samo z jego bokserkami. Wróciłem do całowania jego ust, przeszedłem do policzków, szyi, obojczyków, ramion, brzucha i zatrzymałem się na jego podbrzuszu. Wtedy uniosłem głowę i spojrzałem na twarz czarnowłosego chłopaka. On miał zamknięte oczy. Przybliżyłem twarz do jego męskości, a jego ręce delikatnie zaciskały pościel na łóżku. Złożyłem delikatny pocałunek na jego czułym miejscu i chwilę odczekałem aż się uspokoi. Gdy jego oddech zwalniał, ja polizałem po całej długości jego męskość i wziąłem ją do ust. Gerard bardziej zacisnął pięści na pościeli, a ja delikatnie pieściłem go językiem. Cichutko pojękiwał. Robiłem mu dobrze, aż w pewnym momencie w moich ustach pojawiła się biała ciecz. Zwycięsko się uśmiechnąłem i połknąłem wszytko. Podciągnąłem się do góry i spojrzałem na twarz mojego partnera. Policzki były lekko zarumienione, uchylone usta, przez które szybko oddychał, oczy pełne podniecenia i strachu, włosy lekko opadające na jego śliczną buźkę. Chwyciłem go za ramiona i przewróciłem na brzuch. Położyłem się na jego plecach.
-Jesteś gotowy?- Zapytałem uroczo.
-Tak- Odpowiedział cicho.
-Jeśli będziesz chciał przerwać, będzie boleć czy coś, to mów- Powiedziałem.
-Jestem gotów, Frankie- Powiedział i zamknął oczy.
   Po tych słowach podniosłem się i usiadłem nieco niżej jego pośladków. Oblizałem trzy palce i najpierw włożyłem w niego jeden. Czekałem aż po pierwszym się rozluźni i stopniowo wprowadziłem dwa kolejne. Cały czas patrzałem na niego. Zacisnął zęby. Wyciągnąłem z niego palce i załapałem się jego bioder. Powoli i delikatnie w niego wszedłem. Na początku pchnięcia były wolne i dość płytkie żeby się rozluźnił, o ile można w takiej sytuacji mówić o rozluźnieniu. Po jakimś czasie trochę przyspieszyłem. Widać było, że chciał wszystkie emocje stłumić w sobie, ale ciche jęki podniecenia wydobywały się z jego ust. Obaj doszliśmy niemal w tym samym czasie. Zmęczony opadłem na niego, próbując wyrównać nasze oddechy, lecz do nie trwało długo. On od razu przewrócił się na plecy i wpił się w moje usta. Ja leżałem na nim. Zawinął się na mnie nogami i delikatnie naprężył ciało. Pogłębił pocałunek, niepewnie wsuwając język w moje usta, ale ja zaraz odwdzięczyłem się tym samym. Nasze języki się złączyły, a usta zwarły w pocałunku. Gdy brakowało nam już powietrza, Gee rozluźnił nogi i swobodnie opadł na łóżko, a ja opadłem na niego. Położyłem głowę na jego torsie i oddychałem wolno.

----------------------------------------------------------------------------
Oj, jak ja dawno nie pisałam takiej sceny ;-; Napisane specjalnie na wasze życzenie :)

piątek, 7 lutego 2014

# XII Rozdział

No więc....Czytając wsze komentarze, od razu wiem o co chodzi....heh. Szczerze to nawet nie pomyślałam o tym, żeby między nimi coś się działo. A jak będzie... Przeczytajcie sami :)
Miłego czytania <3

   Usiadłem na swoim łóżku i przyglądałem się mu. Znowu odnosiłem wrażenie, że jest nieśmiały. Jest taki uroczy. Opadłem na łóżko, tym samym kładąc się na plecy. Zamknąłem oczy. Nagle poczułem ciężar na sobie. Powoli otworzyłem oczy i zobaczyłem, że Gerard właśnie na mnie siedzi rozkrokiem. Uśmiechnąłem się delikatnie i nic nie mówiłem. Nachylił się nade mną i złożył na moich ustach pocałunek. Złapał moje ręce i uśmiechnął się.
-Chciałem ci powiedzieć dobranoc...-Powiedział słodko.
-Tylko? Nie uważasz, że to dość nietypowy sposób?- Zaśmiałem się cichutko.
-Tylko- wciąż był uśmiechnięty- Tak więc..Dobranoc, Frankie- Pocałował mnie w policzek.
   Zaraz potem podniósł się ze mnie i położył na swoim miejscu. Zostałem bez słowa. W tej chwili jak sparaliżowany, nawet nie mogłem się ruszyć, nic powiedzieć. To był szok.
   Po kilku minutach położyłem się pod kołdrę i zasnąłem. Było już późno.

   Otworzyłem oczy i odruchowo spojrzałem w stronę biurka. Tam na krześle siedział Gerard. Był odwrócony w moją stronę tak, jakby mi się przyglądał. Był już uczesany i umyty, czyli...On wychodził z pokoju. To oznacza, że napotkał moich rodziców. Usiadłem na łóżku.
-Masz miłych rodziców- Powiedział po chwili.
   Jest właśnie tak jak się obawiałem. Rozmawiał z nimi. Tylko nie rozumiem dlaczego uważa, że są mili. Jak to się stało, że go nie wyrzucili z domu...
-Miłych? Nie powiedziałbym tak...- Westchnąłem.
-Pytali kim dla ciebie jestem i próbowali się czegoś o tobie dowiedzieć, bo podobno z nimi nie rozmawiasz.- Mówił.
-Co im powiedziałeś?- Zapytałem od razu, lekko przestraszony.
-Prawdę, oczywiście- Uśmiechnął się.
-Czyli?- Wciąż nie rozumiałem.
-Powiedziałem, że staram się zdobyć twoje zaufanie, ponieważ bardzo mi się podobasz- Uroczo na mnie spojrzał.
-Naprawdę im tak powiedziałeś? I nie urządzili ci gadaniny, że nie jestem gejem i to tylko mi się tak wydaje?- Zdziwiłem się.
-Nie, a dlaczego mieliby to robić?
-Bo to do nich podobne, ale w sumie tego się nie spodziewałem- Uśmiechnąłem się lekko.
-Porozmawiaj z nimi- Powiedział miło- Ja już będę wracał do domu, Frankie. Dziękuję za wszystko.
-Nie ma za co, Gee- Zwlokłem się z łóżka i pocałowałem go w policzek.
   Z uśmiechem wyszedł z pokoju i wrócił do domu. Ja zaraz potem wziąłem do ręki czyste ubrania i wyszedłem do łazienki. Już po otworzeniu drzwi, spojrzenia rodziców skierowały się ku mnie.
-Nie wspominałeś nic, że masz adoratorów.- Powiedział od razu tata.
-Bo nie mam..- Powiedziałem obojętnie.
-A ten Gerard? Wydaje się być bardzo miłym chłopakiem. I chyba coś do siebie macie skoro był tutaj na noc- Uśmiechnął się.
-To jest....w sumie przyjaciel. Został na noc, bo było już ciemno i nie chciałem by wracał o tej godzinie sam do domu- Odpowiedziałem i chciałem wejść do łazienki.
-Niech ci będzie, Frank...- Powiedział z uśmiechem ojciec.
   Uśmiechnąłem się pod nosem i wskoczyłem pod prysznic. Nie skupiałem się na tym co robię. Myślami wciąż wracałem do Gerarda. Odważył się nawet porozmawiać z moimi rodzicami, o tym co do mnie czuje. Jemu chyba naprawdę zależy na mnie. Coraz bardziej przekonuję się, by dać nam szansę. Zanim jednak podejmę decyzję, powinienem porozmawiać o tym z Mikey'em. Mam nadzieję, że nie będzie miał mi za złe, że chcę spotykać się z jego bratem. Chciałbym by nasze relacje nie uległy zmianie.
   Wyszedłem z łazienki, wziąłem telefon i wyszedłem z domu. Na dworze było dość chłodno. Miałem zamiar pójść do domu Way'ów. Gdy byłem coraz bliżej, coraz bardziej się bałem. To do mnie nie podobne. Moje życie się całkiem zmieniło. Ja się całkiem zmieniłem. Sam nie poznaję siebie.
   Stanąłem przed drzwiami domu chłopaków. Wziąłem głęboki oddech i zapukałem. Otworzyła mi ich mama. Jak zwykle miło mnie przywitała. Powoli poszedłem po schodach na górę i zapukałem do drzwi przyjaciela. Na mój widok się uśmiechnął i wpuścił mnie do środka.
-Dlaczego tak długo się nie odzywałeś?!- Zapytał od razu.
-Bo jest taka jedna sprawa, którą musiałem przemyśleć...A teraz chciałem z tobą o tym porozmawiać- Powiedziałem lekko zestresowany.
-Brzmi poważnie... Ale słucham.- Powiedział Mikey i usiadł obok mnie.
-Powiem tak wprost. Mam nadzieję, że nie obrazisz się na mnie przez to i dalej będziesz chciał ze mną rozmawiać. Bo... Podoba mi się twój brat. Na początku broniłem się przed tym, biorąc również pod uwagę to co mi o nim mówiłeś, ale on się stara. Nie jest nachalny. Jeśli coś pójdzie nie tak, to mogę mieć pretensje tylko do siebie, ale nie dałem mu ostatecznej decyzji. Chciałbym poznać twoje zdanie...- Odetchnąłem.
   On w milczeniu na mnie patrzał. Nie wiedziałem czy mam coś powiedzieć, zrobić. Bałem się, że tego nie zroumie.

niedziela, 2 lutego 2014

# XI Rozdział

Widzę, że ktoś tu bacznie obserwuje mojego aska^^Dziękuję za te przecudowne komentarze:*
Miłego czytania:D

   Na wejściu od razu można było wyczuć zapach świeżo parzonej kawy. To postawiło mnie na nogi, choć cały czas byłem głową w chmurach po tym śnie. Myślałem o Gerardzie, a poszedłem na spotkanie z innym chłopakiem. Chyba mnie do reszty pojebało. Jakby tego było mało, sam zaproponowałem to spotkanie. Dopiero teraz jestem pewien, że coś czuję do brata mojego przyjaciela. Jak Mikey się o tym dowie, to aż boję co zrobi.
   Podszedłem do stolika gdzie siedział już Oliver i z uśmiechem przysiadłem się. On od razu zamówił dla nas po kawie.
-Co się działo?- Zapytał chłopak z przejęciem.
-To nieistotne... Musiałem przemyśleć pewną rzecz i na kilka dni zamknąłem się w sobie- Spuściłem głowę.
-Ale już jest w porządku? Wszystko przemyślałeś?
-Hmm... W sumie to przemyślałem, ale nie do końca jest w porządku. Za szybko żeby to stwierdzić- Powiedziałem z lekkim uśmiechem i spojrzałem na swoje splątane dłonie.
-Ty się zakochałeś...- Zaśmiał się chłopak.- Kim ten ktoś jest?
-Co?! Ja się nie zakochałem! Skąd w ogóle taki pomysł?- Również się zaśmiałem.
-No przecież widzę. Może chciałbyś o tym porozmawiać? Jak z przyjacielem..-Uśmiechnął się miło.
   No właśnie... Z przyjacielem. Z moim jedynym jak do tej pory przyjacielem nie mogę o tym porozmawiać, a nikogo innego nie mam. Rodzice by nie zrozumieli, a nawet nie mam ochoty im o czymkolwiek mówić. Oliver najwyraźniej widział we mnie przyjaciela, a nie kogoś więcej, na szczęście. Jednak po przemyśleniu tego, chyba nie chcę się zwierzać obcemu chłopakowi na temat moich uczuć. To co jest między mną a Gerardem powinno zostać u nas samych. Właściwie między nami na razie nic nie ma. 
-Nie jestem zakochany...Nie ma o czym mówić- Odwzajemniłem uśmiech.
   W końcu rozmowa zeszła na inny temat i chociaż na chwilę zapomniałem o dręczącym mnie 'problemie'. Straciliśmy poczucie czasu i dopiero gdy zaczęło się robić ciemno za oknem, postanowiliśmy pójść do domu. Po wyjściem z kawiarni pożegnaliśmy się i poszliśmy każdy w swoją stronę. Sprawdziłem telefon i miałem dwa nieodebrane połączenia od Gerarda. Postanowiłem od razu oddzwonić. Wybrałem jego numer i czekałem na sygnał.
-Miałeś mieć telefon prze sobie, Frank- Powiedział od razu Gerd.
-No i mam przy sobie! Ale wyciszyłem go bo byłem na spotkaniu. Teraz wracam i zobaczyłem, że dzwoniłeś- Wytłumaczyłem się.
-Jest już dosyć ciemno. Daleko jesteś od domu?- Zmienił ton.
-Jakieś pół godziny... Właściwie to jestem blisko parku- Rozejrzałem się.
-Mogę cię odprowadzić do domu?- Zapytał niespodziewanie.
-Nie fatyguj się.- Odpowiedziałem
-Jestem blisko, bo wyszedłem z domu już dawno..wiesz..Mikey wrócił i jakoś nie chcę z nim gadać.
-W takim razie czekam na ciebie w parku..- Rozłączyłem się.
   Po kilku minutach znalazłem się na miejscu i usiadłem na ławkę w oczekiwaniu na chłopaka. 
-Tęskniłeś?- Usłyszałem nagle nad głową. Podniosłem ją i zobaczyłem wyszczerzonego Gerarda. Miał śliczny uśmiech. Jego małe, białe ząbki przykuwały uwagę.
-To ty do mnie wydzwaniasz.- Powiedziałem i wstałem.
-Oj dobra...Chodźmy już.- Ruszyliśmy.- Z kim dzisiaj się spotkałeś?
-No to już chyba nie twoja sprawa, prawda?- Zdziwiłem się.
-Niby nie... A mogę wiedzieć czy to był chłopak, czy dziewczyna?- Pytał dalej.
-Chłopak. Czy to ma jakieś znaczenie?
-Owszem ma...- Powiedział i na chwilę zamilkł.- Zapytam wprost... Czy mam jakąś konkurencję w stosunku do ciebie? 
-Ale w jakim sensie?
-Czy jeszcze jakiś chłopak się o ciebie stara?- Był poważny.
-Może...- Postanowiłem wzbudzić w nim trochę zazdrości. 
-Czyli jest jeszcze ktoś?! Mam jakiekolwiek szanse? Mam jakoś się bardziej starać?- Przejął się Gerard.
-Rób co chcesz.- Powiedziałem obojętnie.
-Lepiej nie dawaj mi takich pozwoleń, bo to wykorzystam...-Uśmiechnął się.
   Wtedy ja się uśmiechnąłem pod nosem i nic nie mówiłem. Czułem, że w końcu jestem przez kogoś chciany. To cudowne, mieć świadomość, że ktoś chce o mnie zawalczyć. Nagle znaleźliśmy się pod moim domem, a konkretnie pod drzwiami. 
-Teraz wiem gdzie mieszkasz!- Krzyknął uradowany chłopak.
-Wejdziesz?- Zapytałem spokojnie, z uśmiechem.
-Mówisz poważnie?- Zdziwił się.
-Całkiem poważnie. Masz jedyną szansę- posłałem mu zachęcające spojrzenie i otworzyłem drzwi, wchodząc.
   W domu nikogo nie było. Dobrze wiedziałem, że rodzice dzisiaj wrócą późnym wieczorem. Zaprowadziłem chłopaka do mojego pokoju, a sam poszedłem do kuchni, nalać nam coś do picia. Po chwili wróciłem ze szklankami pełnymi soku. Obaj siedzieliśmy w milczeniu.
-Z tym, że mam robić co chcę to mówiłeś na poważnie?- Zapytał nagle Gerard, przerywając ciszę.
-Zaczynam się zastanawiać czy dobrze zrobiłem, ale tak... Mówiłem poważnie.
   On odstawił szklankę i wziął głęboki oddech. Ja spojrzałem na niego i w tym momencie nasze usta się złączyły. Lekko się przy tym uśmiechnąłem co nie umknęło Gee. Zaczął mnie bardziej namiętnie całować, a ja po chwili pogłębiłem pocałunek. Delikatnie wsunąłem swój język do jego ust, a on zrobił o samo. Ujął w dłonie moją twarz i powoli się oderwał. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Na jego twarzy dostrzegłem lekki uśmiech. To była niesamowita chwila. Gdy się ocknęliśmy, z uśmiechami usiedliśmy prosto.
-Cudownie całujesz- Zauważył chłopak.
-To się nie powinno zdarzyć.- Powiedziałem z uśmiechem, nie patrząc na niego.
-Ale się zdarzyło... I jeżeli chodzi o mnie to nie żałuję- mówił.
   Gdy to usłyszałem zrobiło mi się gorąco. Ja też nie żałuję, że to się stało. Gdybym miał możliwość cofnąć czas, to i tak bym to zrobił.
-Ja już pójdę, Frankie..Późno się zrobiło- Powiedział Gerard, wstając.
-O tej godzinie nigdzie nie idziesz- Uroczo na niego spojrzałem.
-Ale..jak to?- Zdziwił się.
-Tak to. Zostajesz na noc.- Oznajmiłem.
   On z uśmiechem usiadł znów na łóżku. Chyba nie wierzył w moje słowa. Szczerze mówiąc, ja sam w nie nie wierzyłem. To była nieprzemyślana, spontaniczna decyzja. Myślę, że nie będę jej żałować. Chociaż... Ja ostatnio za dużo myślę. Nie wiadomo co z tego mojego myślenia wyjdzie.
   Rozłożyłem jeden materac na podłodze, który był wygodniejszy od mojego łóżka. Potem nakryłem go świeżą pościelą. Gerard w tym czasie był z łazience. Po chwili przyszedł i usiadł na materacu. Wciąż był zdziwiony tą moją decyzją.