Pisaliście mi tak miłe rzeczy, że nawet nie mam serca, by przerwać pisanie. Będę dodawać jak zwykle, lecz ten rozdział daję wcześniej, gdyż jutro na tydzień wyjeżdżam do Paryża i nie będzie na pewno nic dodawane;* Dziękuję, że czytacie. Dziękuję za miłe słowa. Bez was nic by tutaj nie było. Awww♥
Miłego czytania;*
Usiadłem na kanapie, na przeciwko Hannah, a Gerard popatrzał na mnie i uśmiechnął się. Nie wiem dlaczego, ale zawsze pociągałem go w mokrych włosach i delikatną kreską na oczach. Uważał, że wtedy wyglądam niewinnie i delikatnie, a gdy do tego się rumienie, to całkiem jest to nie do opisania. Mógłbym się z nim sprzeczać, ale zauważyłem, że nie ma to najmniejszego sensu.
Omówili z kobietą pewne sprawy, a potem ona wyszła. Czarnowłosy bez zastanowienia podszedł do mnie i usiadł obok. Wziął moją dłoń w swoją i delikatnie ją pocałował, patrząc w moje oczy. Uśmiechnąłem się lekko.
-Pozwolisz mi wrócić do domu?- Szepnąłem.
-Absolutnie. Mam ciebie w swoim domu. Taka okazja często się nie zdarza. Nigdzie cię nie wypuszczam!-Odpowiedział.
-To ja może obiad zrobię- Powiedziałem i wstałem udając się do kuchni.
Tam przygotowałem wszystko, co było mi potrzebne i zacząłem gotować. Akurat kroiłem ogórka do sałatki, aż poczułem, że ktoś obejmuje mnie od tyłu. Delikatnie zjechał ręką do przodu i brutalnie podniósł do góry, chwytając moją męskość w ręce. Zamknąłem oczy i odłożyłem nóż, a on zaczął szybciej poruszać ręką.
-G-gerad- Jęknąłem, trzymając się blatu.
-Tak?- Szepnął podniecająco do mojego ucha.
-Co ty robisz?-Ledwo wydusiłem z siebie, a on lekko ścisnął.
-Chyba widać- Mruknął.
W tamtym momencie już całkiem oddałem mu się. Pojękiwałem cicho, do czasu aż mnie puścił. Odwrócił mnie w swoją stronę.
-Wyjeżdżamy...na tydzień...sami we dwoje. Co ty na to?-Zapytał.
-Ale jak to? Gdzie? Kiedy?- Zacząłem pytać.
-Najpierw chcę wiedzieć czy zgadzasz się na to- szepnął.
Na chwilę zamilknąłem. Z jednej strony bardzo tego chcę, z drugiej strony nic nie wiem. Nie mam pojęcia czy zgodzić się w ciemno. Właściwie nic mi nie szkodzi. Przyjemniej miło spędzony czas we dwoje gdziekolwiek on planuje jechać.
-Dobra, zgadzam się-Odpowiedzialem.
Chciałem powiedzieć coś więcej, lecz on wpił się namiętnie w moje usta. Złapał za moje pośladki i przyciągnął mnie do siebie. Westchnąłem cicho, gdy nasze krocza się zetknęły. Czułem jego podniecone krocze przez spodnie i uśmiechnąłem się lekko. Spojrzałem w jego oczu i w tym czasie rozpinałem jego pasek.
-Tato? Gdzie moja książka o tych chorych kotkach?- Usłyszeliśmy nagle.
Gerard oderwał się ode mnie i spojrzał na nią, szybko zapinając pasek.
-Jest na półce, nad łóżkiem.-Odpowiedział zdezorientowany, a dziewczynka tam poszła.
Zaśmiałem się i spojrzałem na niego.
-chyba nie jest nam to pisane jak na razie...ktoś drugi raz nam przerywa-Powiedziałem uroczo.
-Do trzech razy sztuka- Powiedział i wyszedł z kuchni.
Skończyłem robić obiad i zjedliśmy wspólnie. Gee ani słowem nie wspomniał o tym, co planuje. Nie wiedziałem czego się po nim spodziewać. Nieobliczalny stał się w ostatnim czasie. Bardzo podoba mi się to. Czuję się przez niego kochany i co więcej pożądany.
Zaraz po skończonym obiedzie, wybraliśmy się wszyscy na lody. Usiedliśmy w trójkę na ławce w parku. Czułem się jakby w ogóle między nami wcześniej nie było kłótni. Cały czas śmialiśmy się, wygłupialiśmy... Czuliśmy się bardzo dobrze w swoim towarzystwie. Chciałbym, aby tak właśnie było zawsze. Szczerze, miło i z zaufaniem. Takie życie to marzenie. Jak to się mówi 'W życiu liczą się tylko chwile'. Oto właśnie jedna z tych chwil, która jest warta zapamiętania. Tylko ja, Gerard i Bandit. Mała rodzina.
Po powrocie do domu wszyscy zmęczeni położyliśmy się do łóżka. Dziewczynka w swoim pokoju, a ja wraz z czarnowłosym w sypialni. Przytuliłem się do niego i niemalże od razu zasnąłem. Bicie jego serca było uspokajające, kojące. Czułem się bezpiecznie w jego ramionach. Wiem, że mnie nie skrzywdzi i ze strony innych również na to nie pozwoli. Czuję miłość. Czuję, że to właśnie on jest moją połówką. Lekarstwem na wszystko. Niesamowite uczucie, którego nie da się opisać.
Witam na blogu poświęconym wyłącznie dla Frerardów ;) Mile widziane wszelkie poprawy i propozycje w komentarzach ;) Rozdziały będą się pojawiać w zależności od chęci i weny Dżełałda *___*
piątek, 23 maja 2014
niedziela, 18 maja 2014
*** Rozdział XVIII
Witaaam! Informacja: Rozważam przerwanie dodawania rozdziałów przez najbliższy miesiąc, co głównie spowodowane jest brakiem weny. Sama nie jestem przekonana co do tego. Jak wy uważacie?
Miłego czytania;*
*8 dni później*
Dzisiaj wychodzę ze szpitala. Miałem tam czas na przemyślenie wszystkiego, jednak nie wybaczyłem Geradowi do końca. Niech czuje respekt do sytuacji. Podoba mi się, że teraz się stara naprawić swój błąd. Przychodził codziennie, przynosił kwiaty, przepraszał, mówił czułe słówka. Udawałem, że na mnie to nie działa, ale w środku z każdym jego kolejnym czynem zakochiwałem się bardziej, o ile to możliwe.
Gotowy i już spakowany, usiadłem na łóżku. Po niedługiej chwili przyjechał po mnie Jared, tak jak to było ustalone. Niewiele się odzywałem. Nie miałem ostatnio ochoty z nikim rozmawiać. Zauważyłem, że nie jedziemy drogą, prowadzącą do mojego domu.
-Jared? Gdzie jedziemy?- Zapytałem.
-Do Gerarda. Musisz być pod czyjąś obserwacją, a zresztą zabronił mi wręcz puszczać cię samego do domu-Powiedział i zaparkował pod domem czarnowłosego.
-Chyba cię popieprzyło, że ja mam tu z nim zostać!- Powiedziałem.
-Nie marudź, tylko idź do niego. Wiesz, że zawsze stoję po twojej stronie...ale nie tym razem. Sam dobrze wiesz, że on się stara.- Powiedział i wyszedł z samochodu.
Westchnąłem i wyszedłem za nim. Wyciągnął moją walizkę z bagażnika, po czym pożegnaliśmy się i podszedłem pod drzwi. Zapukałem, a w drzwiach ukazała się mała dziewczynka, która od razu rzuciła się na mnie. Przytuliłem ją i wniosłem do domu na rękach.
-Gdzie tatuś?- Zapytałem ją, odstawiając ją na ziemię.
-Tata Się kąpie...Nie miałeś wyjść po południu ze szpitala?-Zapytała.
-Miałem...ale jestem wcześniej-Uśmiechnąłem się. Chwilkę z nią porozmawiałem, po czym ona poszła do swojego pokoju. Ja chwyciłem za klamkę z drzwi łazienki i nie były zamknięte, jak się spodziewałem. Wszedłem do środka i usiadłem pod ścianą, patrząc na Gerarda. Miał zamknięte oczy i wannę pełną piany.
-Bandit, zostawisz mnie?"-Zapytał.
-Nie mogę popatrzeć na swojego mężczyznę?-Zapytałem, uśmiechając się uroczo.
On słysząc mój głos, gwałtownie otworzył oczy. Spojrzał na mnie i zarumienił się uroczo.
-Co ty tu robisz?- Uśmiechnął się.
-Jared mi kazał tu przyjść-Westchnąłem.
-Chodzi o to, że konkretnie tutaj, w łazience....
-A tak jakoś naszła mnie ochota by zobaczyć cię nago- Odpowiedziałem.
-To chodź do mnie...
Wstałem z podłogi i wyciągnąłem wszystko z kieszeni, po czym podszedłem do wanny. On popatrzał na mnie z dołu, a ja wszedłem w ubraniach do niego. Zanim zdążył coś powiedzieć, wypiłem się w jego usta.
-Kocham cię-Szepnąłem mu do ucha.
-Ja ciebie również...Najmocniej!-Objął mnie.
Uśmiechnąłem się i ściągnąłem z siebie koszulkę. On przejechał dłonią po moim nagim torsie i zaczął go całować.
-Pieprz mnie...proszę- Szepnąłem mu do ucha.
On popatrzał na mnie zdziwiony, lecz nie próbował protestować. Rozpiął mój pasek i rozporek, po czym podniósł wzrok.
-Tylko mam pytanie....w jaki sposób ściągnę ci spodnie?-Zapytał.
Wstałem i sam je z siebie ściągnąłem, rzucając je na bok. Bez wahania ściągnął ze mnie bokserki. Znów na nim usiadłem, a on zaczął pięścić moje pośladki. Przerwało nam pukanie do drzwi.
-Taaato! Hannah przyszła!-Krzyknęła Bandit zza drzwi.
Zaśmiałem się pod nosem i wyszedłem z wody pierwszy, specjalnie seksownie poruszając pośladkami. Zawinąłem się w ręcznik i wyszedłem, gdyż moja walizka leży w salonie. Siedziała tam kobieta.
-Frankie? A to nie Gee jest w łazience?-Zapytała.
-Jest... Już się ubiera, zaraz będzie- Uśmiechnąłem się.
-Okeeej...nie mam więcej pytań-Zaśmiała się. Również się Zaśmiałem i wróciłem do łazienki, by się ubrać. Tam Gerard się już czesał.
-Dobra, wynocha z łazienki-Powiedziałem do niego.
-Jeszcze chwilę- odpowiedział.
-Spadaj, ślicznotko!-Uderzyłem go w tyłek zawiniętym, mokrym ręcznikiem.
On przeklnął pod nosem z bólu i popatrzał na mnie, po czym niepewnie wyszedł. Zaśmiałem się i zamknąłem drzwi na klucz. Wreszcie miałem łazienkę dla siebie. Ubrałem się, przygotowałem standardowo i wyszedłem do salonu, gdzie oni we dwójkę siedzieli.
Miłego czytania;*
*8 dni później*
Dzisiaj wychodzę ze szpitala. Miałem tam czas na przemyślenie wszystkiego, jednak nie wybaczyłem Geradowi do końca. Niech czuje respekt do sytuacji. Podoba mi się, że teraz się stara naprawić swój błąd. Przychodził codziennie, przynosił kwiaty, przepraszał, mówił czułe słówka. Udawałem, że na mnie to nie działa, ale w środku z każdym jego kolejnym czynem zakochiwałem się bardziej, o ile to możliwe.
Gotowy i już spakowany, usiadłem na łóżku. Po niedługiej chwili przyjechał po mnie Jared, tak jak to było ustalone. Niewiele się odzywałem. Nie miałem ostatnio ochoty z nikim rozmawiać. Zauważyłem, że nie jedziemy drogą, prowadzącą do mojego domu.
-Jared? Gdzie jedziemy?- Zapytałem.
-Do Gerarda. Musisz być pod czyjąś obserwacją, a zresztą zabronił mi wręcz puszczać cię samego do domu-Powiedział i zaparkował pod domem czarnowłosego.
-Chyba cię popieprzyło, że ja mam tu z nim zostać!- Powiedziałem.
-Nie marudź, tylko idź do niego. Wiesz, że zawsze stoję po twojej stronie...ale nie tym razem. Sam dobrze wiesz, że on się stara.- Powiedział i wyszedł z samochodu.
Westchnąłem i wyszedłem za nim. Wyciągnął moją walizkę z bagażnika, po czym pożegnaliśmy się i podszedłem pod drzwi. Zapukałem, a w drzwiach ukazała się mała dziewczynka, która od razu rzuciła się na mnie. Przytuliłem ją i wniosłem do domu na rękach.
-Gdzie tatuś?- Zapytałem ją, odstawiając ją na ziemię.
-Tata Się kąpie...Nie miałeś wyjść po południu ze szpitala?-Zapytała.
-Miałem...ale jestem wcześniej-Uśmiechnąłem się. Chwilkę z nią porozmawiałem, po czym ona poszła do swojego pokoju. Ja chwyciłem za klamkę z drzwi łazienki i nie były zamknięte, jak się spodziewałem. Wszedłem do środka i usiadłem pod ścianą, patrząc na Gerarda. Miał zamknięte oczy i wannę pełną piany.
-Bandit, zostawisz mnie?"-Zapytał.
-Nie mogę popatrzeć na swojego mężczyznę?-Zapytałem, uśmiechając się uroczo.
On słysząc mój głos, gwałtownie otworzył oczy. Spojrzał na mnie i zarumienił się uroczo.
-Co ty tu robisz?- Uśmiechnął się.
-Jared mi kazał tu przyjść-Westchnąłem.
-Chodzi o to, że konkretnie tutaj, w łazience....
-A tak jakoś naszła mnie ochota by zobaczyć cię nago- Odpowiedziałem.
-To chodź do mnie...
Wstałem z podłogi i wyciągnąłem wszystko z kieszeni, po czym podszedłem do wanny. On popatrzał na mnie z dołu, a ja wszedłem w ubraniach do niego. Zanim zdążył coś powiedzieć, wypiłem się w jego usta.
-Kocham cię-Szepnąłem mu do ucha.
-Ja ciebie również...Najmocniej!-Objął mnie.
Uśmiechnąłem się i ściągnąłem z siebie koszulkę. On przejechał dłonią po moim nagim torsie i zaczął go całować.
-Pieprz mnie...proszę- Szepnąłem mu do ucha.
On popatrzał na mnie zdziwiony, lecz nie próbował protestować. Rozpiął mój pasek i rozporek, po czym podniósł wzrok.
-Tylko mam pytanie....w jaki sposób ściągnę ci spodnie?-Zapytał.
Wstałem i sam je z siebie ściągnąłem, rzucając je na bok. Bez wahania ściągnął ze mnie bokserki. Znów na nim usiadłem, a on zaczął pięścić moje pośladki. Przerwało nam pukanie do drzwi.
-Taaato! Hannah przyszła!-Krzyknęła Bandit zza drzwi.
Zaśmiałem się pod nosem i wyszedłem z wody pierwszy, specjalnie seksownie poruszając pośladkami. Zawinąłem się w ręcznik i wyszedłem, gdyż moja walizka leży w salonie. Siedziała tam kobieta.
-Frankie? A to nie Gee jest w łazience?-Zapytała.
-Jest... Już się ubiera, zaraz będzie- Uśmiechnąłem się.
-Okeeej...nie mam więcej pytań-Zaśmiała się. Również się Zaśmiałem i wróciłem do łazienki, by się ubrać. Tam Gerard się już czesał.
-Dobra, wynocha z łazienki-Powiedziałem do niego.
-Jeszcze chwilę- odpowiedział.
-Spadaj, ślicznotko!-Uderzyłem go w tyłek zawiniętym, mokrym ręcznikiem.
On przeklnął pod nosem z bólu i popatrzał na mnie, po czym niepewnie wyszedł. Zaśmiałem się i zamknąłem drzwi na klucz. Wreszcie miałem łazienkę dla siebie. Ubrałem się, przygotowałem standardowo i wyszedłem do salonu, gdzie oni we dwójkę siedzieli.
sobota, 10 maja 2014
*** Rozdział XVII
Ten rozdział pragnę zadedykować kochanej Oleńce, która nieświadomie napisała część zakończenia tego rozdziału<3 DZIĘKUJĘ!<3 Ogólnie mam nadzieję, że rozdział się spodoba, lecz nie miałam pomysłu jak wybrnąć z kłótni Frania z Gee! ;-;
Miłego czytania!:*
Usiadłem na łóżku i odwróciłem się w stronę postaci. Stał tam Gerard. Był wyraźnie zmieszany, gdy popatrzyłem na niego.
-Co chciałeś mi powiedzieć?-Zapytałem słabo.
On bez słowa podszedł bliżej. Chwilę patrzał na mnie, a zaraz potem przytulił mnie i zaczął cichutko płakać. Odruchowo objąłem go. Położyłem głowę na jego ramieniu i Zamknąłem oczy.
-J-ja p-przepraszam, Frankie...- wyjąkał.
-To koniec. Nie dzwoń do mnie, nie pokazuj mi się na oczy.-Powiedziałem stanowczo, odciągając go lekko od siebie.
On spojrzał na mnie z przerażeniem i łzami w oczach. Ja wyszedłem z łóżka i stanąłem przy oknie. Oparłem się o parapet.
-Nie, Frank..Nie możesz mi tego zrobić, błagam- powiedział nagle i stanął niedaleko mnie.
-Czułem się jak nic nie warty pedał, wiesz? Poleciałeś na ździrę z baru. Całowałeś się z nią na moich oczach. Obmacałeś jej tyłek.- Gdy to mówiłem, po moich policzkach spływały łzy. Wciąż byłem zwrócony w stronę okna.
-Przepraszam, ja nie chciałem...to znaczy... To był moment! Nie wiem jak to się stało..
-Nie wiem jak to się stało- zakpiłem pod nosem.- A jakby zaciągnęła cię do toalety, to byś mi się tłumaczył, że to był moment i nie wiesz jak jakim cudem jej uległeś!?- Podszedłem do niego i wykrzyczałem mu w twarz.
Momentalnie zakręciło mi się w głowie i wszystko zamazało mi się przed oczami. Słyszałem zaledwie głosy ludzi. Jakbym był odcięty od świata.
-Frankie! Błagam cię! Odezwij się do mnie! Kocham cię! Przepraszam Cię za wszystko! Jesteś dla mnie wszystkim, nie zostawiaj mnie. Jestem idiotą. Wiem , że wszystko zepsułem. Jeśli mnie zostawisz, nigdy nie wybaczę sobie, że Cię straciłem przez własną głupotę. Zrobię wszystko żebyś mi wybaczył! Proszę..-Usłyszałem.
Po tych słowach niepewnie otworzyłem oczy. Leżałem w łóżku szpitalnym, a obok mnie siedział załamany, zalany łzami Gee. Pod ścianą naprzeciwko stał Jared.
-Co tu...się dzieje?-zapytałem.
-Boże! Obudziłeś się!...jaka ulga..-Czarnowłosy otarł z twarzy łzy.
-Zemdlałeś przez gorączkę...- Szepnął do mnie Jay i wyszedł z sali.
Powoli podniosłem się do siadu. Spojrzałem niepewnie na Gerarda. Chwilę się zawahałem, ale ostatecznie wtuliłem się w niego.
-Frank, ja...- Zaczął, lecz ja ucieszyłem go delikatnym pocałunkiem.
-Idź już.. Chcę się przespać..-Szepnąłem.
-Ale czy ja..Mogę przyjść jutro?- Zapytał cicho.
-Po prostu mnie zostaw- Puściłem go i położyłem się.
On tak jak poprosiłem, wyszedł. Zostałem sam. Nagle poczułem taką pustkę. Pomimo tego co się stało, ja go kocham. Nie wyobrażam sobie, żeby rozstać się przez taką głupotę.
Zmęczony wszystkim w końcu zasnąłem. Dopiero rano obudził mnie dźwięk telefonu. Spojrzałem na wyświetlacz zaspanymi oczami. To była Hannah.
-Halo?- Zapytałem cicho.
-Witaj, Frankie... Porozmawiaj z Gerardem, proszę... Do niego nawet nie da się dotrzeć. Nie słucha jeśli ktoś, coś do niego mówi. Nie je, jakby to miało coś pomóc....-Powiedziała kobieta.
-Niech przyjdzie, to z nim pogadam- Westchnąłem.
-Dziękuję, miłego dnia-Powiedziała miło i rozłączyła się, zanim zdążyłem coś powiedzieć. Odłożyłem telefon i znów zasnąłem. Gdy się przebudziłem, byłem dalej sam na sali. Na stoliku była koperta. Wziąłem ją do ręki i otworzyłem. W środku były dwie kartki. Na jednej były przeprosiny czarnowłosego i wszelkie wytłumaczenia. Niechętnie to czytałem. Złość mi jeszcze nie przeszła. Natomiast na drugiej kartce był rysunek ołówkiem. Przedstawiał mnie i Gerarda załączonych w pocałunku. Mimowolnie uśmiechnąłem się na widok tego, a po policzku spłynęła mi łza. Ujrzałem zza uchylonych drzwi postać pod ścianą. Cicho westchnąłem i wstałem z łóżka. Ruszyłem w tym kierunku. Był to Gerard. Cichutko płakał i siedział w bezruchu, z twarzą schowaną w dłoniach. Na widok tego poczułem ból. Niepewnie podszedłem bliżej i usiadłem obok niego.
-Gerard- Szepnąłem cichutko i położyłem rękę na jego plecach.
Podniósł głowę i spojrzał na mnie zapłakany. Widok ten sprawił, że moje gardło zacisnęło się z żalu i smutku. Położyłem dłoń na jego policzku i otarłem łzy. Uśmiechnął się pod wpływem mojego dotyku. Przybliżyłem się i złożyłem na jego policzku delikatny pocałunek, przez co czarnowłosy się zarumienił. Otarł łzy i objął mnie w pasie. W duszy cieszyłem się, że jest w lepszym stanie, lecz złość we mnie dalej była. Oparłem głowę o jego ramię i zamknąłem oczy. Czując ciepło jego ciała, jego przyspieszone bicie serca, spowolniony oddech czułem się znów wyjątkowo. W tym momencie marzyłem tylko o tym, by tak zostało. Nie chciałem wracać więcej do sytuacji sprzed kilku dni, ale było to nieuniknione. Wreszcie czułem, że on nie kłamie. Czułem, że zależy mu na mnie i mnie kocha. Tego oczekiwałem. Czy można to nazwać spełnieniem?
Miłego czytania!:*
Usiadłem na łóżku i odwróciłem się w stronę postaci. Stał tam Gerard. Był wyraźnie zmieszany, gdy popatrzyłem na niego.
-Co chciałeś mi powiedzieć?-Zapytałem słabo.
On bez słowa podszedł bliżej. Chwilę patrzał na mnie, a zaraz potem przytulił mnie i zaczął cichutko płakać. Odruchowo objąłem go. Położyłem głowę na jego ramieniu i Zamknąłem oczy.
-J-ja p-przepraszam, Frankie...- wyjąkał.
-To koniec. Nie dzwoń do mnie, nie pokazuj mi się na oczy.-Powiedziałem stanowczo, odciągając go lekko od siebie.
On spojrzał na mnie z przerażeniem i łzami w oczach. Ja wyszedłem z łóżka i stanąłem przy oknie. Oparłem się o parapet.
-Nie, Frank..Nie możesz mi tego zrobić, błagam- powiedział nagle i stanął niedaleko mnie.
-Czułem się jak nic nie warty pedał, wiesz? Poleciałeś na ździrę z baru. Całowałeś się z nią na moich oczach. Obmacałeś jej tyłek.- Gdy to mówiłem, po moich policzkach spływały łzy. Wciąż byłem zwrócony w stronę okna.
-Przepraszam, ja nie chciałem...to znaczy... To był moment! Nie wiem jak to się stało..
-Nie wiem jak to się stało- zakpiłem pod nosem.- A jakby zaciągnęła cię do toalety, to byś mi się tłumaczył, że to był moment i nie wiesz jak jakim cudem jej uległeś!?- Podszedłem do niego i wykrzyczałem mu w twarz.
Momentalnie zakręciło mi się w głowie i wszystko zamazało mi się przed oczami. Słyszałem zaledwie głosy ludzi. Jakbym był odcięty od świata.
-Frankie! Błagam cię! Odezwij się do mnie! Kocham cię! Przepraszam Cię za wszystko! Jesteś dla mnie wszystkim, nie zostawiaj mnie. Jestem idiotą. Wiem , że wszystko zepsułem. Jeśli mnie zostawisz, nigdy nie wybaczę sobie, że Cię straciłem przez własną głupotę. Zrobię wszystko żebyś mi wybaczył! Proszę..-Usłyszałem.
Po tych słowach niepewnie otworzyłem oczy. Leżałem w łóżku szpitalnym, a obok mnie siedział załamany, zalany łzami Gee. Pod ścianą naprzeciwko stał Jared.
-Co tu...się dzieje?-zapytałem.
-Boże! Obudziłeś się!...jaka ulga..-Czarnowłosy otarł z twarzy łzy.
-Zemdlałeś przez gorączkę...- Szepnął do mnie Jay i wyszedł z sali.
Powoli podniosłem się do siadu. Spojrzałem niepewnie na Gerarda. Chwilę się zawahałem, ale ostatecznie wtuliłem się w niego.
-Frank, ja...- Zaczął, lecz ja ucieszyłem go delikatnym pocałunkiem.
-Idź już.. Chcę się przespać..-Szepnąłem.
-Ale czy ja..Mogę przyjść jutro?- Zapytał cicho.
-Po prostu mnie zostaw- Puściłem go i położyłem się.
On tak jak poprosiłem, wyszedł. Zostałem sam. Nagle poczułem taką pustkę. Pomimo tego co się stało, ja go kocham. Nie wyobrażam sobie, żeby rozstać się przez taką głupotę.
Zmęczony wszystkim w końcu zasnąłem. Dopiero rano obudził mnie dźwięk telefonu. Spojrzałem na wyświetlacz zaspanymi oczami. To była Hannah.
-Halo?- Zapytałem cicho.
-Witaj, Frankie... Porozmawiaj z Gerardem, proszę... Do niego nawet nie da się dotrzeć. Nie słucha jeśli ktoś, coś do niego mówi. Nie je, jakby to miało coś pomóc....-Powiedziała kobieta.
-Niech przyjdzie, to z nim pogadam- Westchnąłem.
-Dziękuję, miłego dnia-Powiedziała miło i rozłączyła się, zanim zdążyłem coś powiedzieć. Odłożyłem telefon i znów zasnąłem. Gdy się przebudziłem, byłem dalej sam na sali. Na stoliku była koperta. Wziąłem ją do ręki i otworzyłem. W środku były dwie kartki. Na jednej były przeprosiny czarnowłosego i wszelkie wytłumaczenia. Niechętnie to czytałem. Złość mi jeszcze nie przeszła. Natomiast na drugiej kartce był rysunek ołówkiem. Przedstawiał mnie i Gerarda załączonych w pocałunku. Mimowolnie uśmiechnąłem się na widok tego, a po policzku spłynęła mi łza. Ujrzałem zza uchylonych drzwi postać pod ścianą. Cicho westchnąłem i wstałem z łóżka. Ruszyłem w tym kierunku. Był to Gerard. Cichutko płakał i siedział w bezruchu, z twarzą schowaną w dłoniach. Na widok tego poczułem ból. Niepewnie podszedłem bliżej i usiadłem obok niego.
-Gerard- Szepnąłem cichutko i położyłem rękę na jego plecach.
Podniósł głowę i spojrzał na mnie zapłakany. Widok ten sprawił, że moje gardło zacisnęło się z żalu i smutku. Położyłem dłoń na jego policzku i otarłem łzy. Uśmiechnął się pod wpływem mojego dotyku. Przybliżyłem się i złożyłem na jego policzku delikatny pocałunek, przez co czarnowłosy się zarumienił. Otarł łzy i objął mnie w pasie. W duszy cieszyłem się, że jest w lepszym stanie, lecz złość we mnie dalej była. Oparłem głowę o jego ramię i zamknąłem oczy. Czując ciepło jego ciała, jego przyspieszone bicie serca, spowolniony oddech czułem się znów wyjątkowo. W tym momencie marzyłem tylko o tym, by tak zostało. Nie chciałem wracać więcej do sytuacji sprzed kilku dni, ale było to nieuniknione. Wreszcie czułem, że on nie kłamie. Czułem, że zależy mu na mnie i mnie kocha. Tego oczekiwałem. Czy można to nazwać spełnieniem?
niedziela, 4 maja 2014
*** Rozdział XVI
Wróciłam z majówki i dodaję obiecany rozdział! Znów szybciej dzięki mojej przyjaciółce, która sprawdziła błędy <3 Mam nadzieję, że się spodoba:*
Miłego czytania!:)
Otworzyłem ponownie oczy i ujrzałem jego twarz. Wyglądał marnie. Jakby całą noc płakał i nie spał. Miał podkrążone oczy. Jego bladą twarz zdobiły kruczoczarne włosy, w lekkim nieładzie. Jak dla mnie wyglądał jak ideał. Mój ideał.
-Co tu robisz?-Zapytałem oschle.
-Frankie, ja cię bardzo przepraszam! Błagam, wybacz mi!-Powiedział od razu.
-Wyjdź.-Odwróciłem wzrok.
-Ale skarbie, ja bardzo..-Mówił, lecz przerwałem mu.
-Mam ci to kurwa przeliterować!? Wyjdź! Nie chcę Cię widzieć!- Krzyknąłem.
On zszokowany moim zachowaniem powoli wstał i bez słowa wyszedł. Nie czułem się nawet winny temu co się stało. Sam sobie to zrobił. Nie mam zamiaru teraz rozmawiać z nim. Jestem zawiedziony, że tak łatwo przyszło mu całowanie innej kobiety po półrocznym związku ze mną. Doskonale wiedział, że obserwuję go, a on nie protestował przy tym cholernym pocałunku!
Usiadłem na łóżku i schowałem twarz w dłoniach. Chciało mi się płakać, ale byłem tak obolały, że nie miałem sił na to. Po jakimś czasie wzięto mnie na badania. Cały dzień znów przespałem. Gerard wielokrotnie starał się ze mną tego dnia skontaktować. Całe czas odrzucałem, bądź ignorowałem jego połączenia.
Wieczorem do sali, w której leżałem, wszedł lekarz. Stanął przy moim łóżku popatrzył na mnie.
-Czy pan jest niepoważny? Jak można wyjść spocony na minusową temperaturę na dwór w samej bluzie!? Troszkę pana tutaj potrzymamy.- powiedział.
-Troszkę, czyli?-Zapytałem niepewnie.
-Czyli minimum półtora tygodnia.-Powiedział i wyszedł.
Usiadłem na łóżku i zamarłem. Nie wiem jak mam tyle czasu tutaj wytrzymać. Od razu wstałem i wziąłem z półki telefon. Wybrałem numer do Jareda. Minęło kilka sygnałów a on nie odbierał.
-Frank, proszę, posłuchaj mnie- Odebrał wreszcie telefon. Lecz to nie był mój przyjaciel. To był Gerard.
-Dlaczego masz telefon Jareda!?- Zapytałem.
-Jestem u niego, ale nie ważne. Proszę, porozmawiaj ze mną...Franiu...-Mówił błagalnym tonem.
-Daj mi go do telefonu.-Powiedziałem stanowczo.
-Wysłuchaj mnie...-Mówił dalej.
-Powiedziałem, żebyś dał mi Jareda do telefonu. Jak chcesz pogadać, to przyjdź jutro. Teraz nie mam ochoty.-Powiedziałem, zamykając oczy. W tle słyszałem szepty.
-Halo?-Odezwał się wreszcie przyjaciel.
-Co on u ciebie robi, do cholery!? Prosiłem cię, żebyś nie mówił mu gdzie jestem, a teraz namawiasz go na rozmowę ze mną?!- Zacząłem.
-Przepraszam, ale tak nie może być. Kiedy wychodzisz? Wiesz już coś?-Zaczął wypytywać.
-Za półtora tygodnia, albo i dłużej...- Westchnąłem.
-Boże, jak długo... Jutro przyjadę, obiecuję.. Teraz połóż się i prześpij. Miłych snów- powiedział.
-Dziękuję, do jutra...- Odpowiedziałem i rozłączyłem się.
Położyłem się w łóżku. Nie umiałem zasnąć. Ta cała sytuacja z Gerardem nie daje mi spokoju. Czuję się coraz gorzej. Mam wrażenie, że te leki, które mi tutaj podają, mocno mnie otumaniają. Jestem teraz dziwnie spokojny, lecz rozdarty od środka. Ten idiota zwykłym pocałunkiem zranił mnie bardziej niż kiedykolwiek. Nigdy się nie czułem tak jak teraz. Jak szmata. Nic nie warta szmata.
Sam już miałem dosyć swoich myśli. Włożyłem słuchawki do uszu i włączyłem cichutko muzykę. Zasnąłem niedługo później.
Obudził mnie lekarz. Miałem mieć badania i podane leki. Byłem praktycznie nieprzytomny. Miałem wysoką gorączkę, przez co moje policzki nabrały niezdrowego różowego koloru. Nie pamiętam kiedy ostatni raz byłem tak chory. Lekarz stwierdził, że na razie muszę spać. Problem w tym, że ja nie jestem zmęczony. Nie chcę spać. Potrzebuję porozmawiać z przyjacielem.
Położyłem się na boku, tyłem do drzwi. Spojrzałem przez okno, znajdujące się przede mną. Obserwowałem goniące się ptaki na drzewie. Była całkiem ładna pogoda. Zapatrzyłem się na okno, ale w pewnym momencie poczułem, że ktoś mnie obserwuje. Nie odezwałem się. Udawałem, że nie wiem, że ktoś jest w tym pomieszczeniu, prócz mnie. Zamknąłem oczy i cichutko westchnąłem. Doskonale wiedziałem kto na mnie patrzy.
Miłego czytania!:)
Otworzyłem ponownie oczy i ujrzałem jego twarz. Wyglądał marnie. Jakby całą noc płakał i nie spał. Miał podkrążone oczy. Jego bladą twarz zdobiły kruczoczarne włosy, w lekkim nieładzie. Jak dla mnie wyglądał jak ideał. Mój ideał.
-Co tu robisz?-Zapytałem oschle.
-Frankie, ja cię bardzo przepraszam! Błagam, wybacz mi!-Powiedział od razu.
-Wyjdź.-Odwróciłem wzrok.
-Ale skarbie, ja bardzo..-Mówił, lecz przerwałem mu.
-Mam ci to kurwa przeliterować!? Wyjdź! Nie chcę Cię widzieć!- Krzyknąłem.
On zszokowany moim zachowaniem powoli wstał i bez słowa wyszedł. Nie czułem się nawet winny temu co się stało. Sam sobie to zrobił. Nie mam zamiaru teraz rozmawiać z nim. Jestem zawiedziony, że tak łatwo przyszło mu całowanie innej kobiety po półrocznym związku ze mną. Doskonale wiedział, że obserwuję go, a on nie protestował przy tym cholernym pocałunku!
Usiadłem na łóżku i schowałem twarz w dłoniach. Chciało mi się płakać, ale byłem tak obolały, że nie miałem sił na to. Po jakimś czasie wzięto mnie na badania. Cały dzień znów przespałem. Gerard wielokrotnie starał się ze mną tego dnia skontaktować. Całe czas odrzucałem, bądź ignorowałem jego połączenia.
Wieczorem do sali, w której leżałem, wszedł lekarz. Stanął przy moim łóżku popatrzył na mnie.
-Czy pan jest niepoważny? Jak można wyjść spocony na minusową temperaturę na dwór w samej bluzie!? Troszkę pana tutaj potrzymamy.- powiedział.
-Troszkę, czyli?-Zapytałem niepewnie.
-Czyli minimum półtora tygodnia.-Powiedział i wyszedł.
Usiadłem na łóżku i zamarłem. Nie wiem jak mam tyle czasu tutaj wytrzymać. Od razu wstałem i wziąłem z półki telefon. Wybrałem numer do Jareda. Minęło kilka sygnałów a on nie odbierał.
-Frank, proszę, posłuchaj mnie- Odebrał wreszcie telefon. Lecz to nie był mój przyjaciel. To był Gerard.
-Dlaczego masz telefon Jareda!?- Zapytałem.
-Jestem u niego, ale nie ważne. Proszę, porozmawiaj ze mną...Franiu...-Mówił błagalnym tonem.
-Daj mi go do telefonu.-Powiedziałem stanowczo.
-Wysłuchaj mnie...-Mówił dalej.
-Powiedziałem, żebyś dał mi Jareda do telefonu. Jak chcesz pogadać, to przyjdź jutro. Teraz nie mam ochoty.-Powiedziałem, zamykając oczy. W tle słyszałem szepty.
-Halo?-Odezwał się wreszcie przyjaciel.
-Co on u ciebie robi, do cholery!? Prosiłem cię, żebyś nie mówił mu gdzie jestem, a teraz namawiasz go na rozmowę ze mną?!- Zacząłem.
-Przepraszam, ale tak nie może być. Kiedy wychodzisz? Wiesz już coś?-Zaczął wypytywać.
-Za półtora tygodnia, albo i dłużej...- Westchnąłem.
-Boże, jak długo... Jutro przyjadę, obiecuję.. Teraz połóż się i prześpij. Miłych snów- powiedział.
-Dziękuję, do jutra...- Odpowiedziałem i rozłączyłem się.
Położyłem się w łóżku. Nie umiałem zasnąć. Ta cała sytuacja z Gerardem nie daje mi spokoju. Czuję się coraz gorzej. Mam wrażenie, że te leki, które mi tutaj podają, mocno mnie otumaniają. Jestem teraz dziwnie spokojny, lecz rozdarty od środka. Ten idiota zwykłym pocałunkiem zranił mnie bardziej niż kiedykolwiek. Nigdy się nie czułem tak jak teraz. Jak szmata. Nic nie warta szmata.
Sam już miałem dosyć swoich myśli. Włożyłem słuchawki do uszu i włączyłem cichutko muzykę. Zasnąłem niedługo później.
Obudził mnie lekarz. Miałem mieć badania i podane leki. Byłem praktycznie nieprzytomny. Miałem wysoką gorączkę, przez co moje policzki nabrały niezdrowego różowego koloru. Nie pamiętam kiedy ostatni raz byłem tak chory. Lekarz stwierdził, że na razie muszę spać. Problem w tym, że ja nie jestem zmęczony. Nie chcę spać. Potrzebuję porozmawiać z przyjacielem.
Położyłem się na boku, tyłem do drzwi. Spojrzałem przez okno, znajdujące się przede mną. Obserwowałem goniące się ptaki na drzewie. Była całkiem ładna pogoda. Zapatrzyłem się na okno, ale w pewnym momencie poczułem, że ktoś mnie obserwuje. Nie odezwałem się. Udawałem, że nie wiem, że ktoś jest w tym pomieszczeniu, prócz mnie. Zamknąłem oczy i cichutko westchnąłem. Doskonale wiedziałem kto na mnie patrzy.
sobota, 3 maja 2014
*** Rozdział XV
I powróciłaaam! Szczerze to jestem ciekawa jak zareagujecie na rozdział tego typu^^ Może was zaskoczy, może nie...Dedykuję go mojej przyjaciółce, dzięki której jest dodany szybciej!
Miłego czytania;*
*pół roku później*
Właśnie szykuję się na wyjście z Gerardem na imprezę do klubu. Dawno razem nie wychodziliśmy. Zazwyczaj siedzimy w trójkę w domu i oglądamy coś ciekawego w telewizji, a jak jestem sam na sam z chłopakiem...To chyba oczywiste co robimy. Czas najwyższy coś zmienić w naszym związku. Monotonność na nikogo dobrze nie wpływa, a ja zaczynam się bać, że mogę mu nie wystarczyć.
Wziąłem z szafy ubrania i poszedłem do łazienki. Wyszykowałem się w pół godziny, a potem zszeďłem do salonu i poczekałem chwilę na czarnowłosego. Wreszcie ktoś zapukał do moich drzwi. Otworzyłem i oczywiście był to on.
-Witaj, skarbie. Pięknie wyglądasz- Szepnął Gerard i przytulił mnie.
Uśmiechnąłem się i odwzajemniłem uścisk. Wziął mnie za rękę i poszliśmy razem do jednego z klubów w naszym mieście. Od razu zabraliśmy się za alkohol. W ciągu zaledwie dwóch godzin ledwo z Gerardem staliśmy na nogach. Wreszcie jakaś dziewczyna wyciągnęła go na parkiet. Był tak pijany, że nie odmówił. Obserwowałem ich cały czas, aż ona pocałowała go w usta. Gerard nie protestowała, a wręcz odniosłem wrażenie, że mu się to podobało. On położył swoje dłonie na jej biodrach, a ona pogłębiła pocałunek. Szybko wstałem od stolika i wyszedłem z klubu. Może i byłem pijany, ale czegoś takiego nie zniosę w każdym stanie. Wybiegłem na dwór i uderzyło we mnie chłodne powietrze. W końcu mamy końcówkę zimy, a ja wyszedłem w samej bluzie z tego miejsca. Za mną chwiejnym krokiem wybiegł czarnowłosy chłopak. Obrzuciłem go tylko morderczym spojrzeniem i wziąłem taksówkę do domu. Pojechałem na miejsce i to tyle co pamiętam.
Obudziłem się w swoim łóżku, czyli nie było ze mną wczoraj tak źle. Miałem strasznie sucho w gardle. Ze wczorajszej imprezy pamiętam tylko urywki wydarzeń, lecz jedno wyjątkowo zapadło w mojej pamięci.
Spojrzałem na telefon. Szesnaście nieodebranych wiadomości od Gerarda. Nie miałem nawet najmniejszej ochoty by z nim rozmawiać. Wyłączyłem telefon i zamknąłem oczy. Znów zasnąłem. Czułem się fatalnie. I psychicznie, i fizycznie. Wyraźnie widać, że bardzo niska temperatura na dworze wymaga grubszego ubrania niż sama bluza. Cały dzień przeleżałem w łóżku, wstając jedynie do toalety i po wodę. Wieczorem dostałem wysokiej gorączki. Czułem się coraz gorzej. Włączyłem wreszcie telefon i zignorowałem wszystkie powiadomienia od Gerarda. Wybrałem numer do Jareda i czekałem aż odbierze.
-Halo? Frankie? Jest 2 w nocy...-Powiedział zaspanym głosem przyjaciel.
-Przepraszam, w sumie powinienem spojrzeć najpierw na zegarek zanim zadzwonię...-Zacząłem.
-Będę za pół godziny- Powiedział, a właściwie wyszeptał i rozłączył się.
Punktualnie pół godziny później zjawił się w moim domu. Ledwo podniosłem się z łóżka, by otworzyć mu drzwi. Gdy tylko mnie zobaczył zabrał mnie do łóżka i bez słowa kazał wziąć termometr. Poszedł zrobić dla mnie herbatę, a gdy wrócił sprawdził ile mam temperatury.
-Frank, ja dzwonię po pogotowie...-Powiedział wystraszony.
-Nie ma takiej potrzeby..-Ledwo usiadłem, by się napić.
-Nie ma takiej potrzeby!? Masz 40,3 stopni gorączki! Coś ty robił!? - Usiadł obok.
-Byłem wczoraj na imprezie z Gerardem...No i wracałem w samej bluzie... a było bardzo zimno...-Mówiłem cicho.
-Właśnie. Jego też powiadomię, że pojedziesz do szpitala..
-Co!? Nie! Nie dzwoń do niego. Nie chcę z nim się widzieć, ani rozmawiać. Proszę. -Spojrzałem na niego błagalnie.
Bez zbędnych pytań przyjaciel zadzwonił na pogotowie. Przyjechali już kilka minut później. Najpierw dano mi jakiś zastrzyk, a potem zabrano do karetki. Przywieźli mnie do szpitala. Wszystko działo się szybko. W pewnym momencie straciłem orientację. Nie wiedziałem co dzieje się wokół mnie.
Obudziłem się już w łóżku szpitalnym. Rozejrzałem się po pokoju. Był cały biały, a na krzesełku obok łóżka ktoś siedział. Był to Gerard. Szybko ponownie zamknąłem oczy, jednak on zdążył zauważyć, że się obudziłem.
Co teraz czułem? Strach, obrzydzenie, nienawiść, zazdrość, złość. Nie wiem nawet jak opisać co we , nie dokładnie siedzi. Kocham go, ale ta sytuacja sprzed dwóch dni cały czas odtwarza się w mojej głowie. Nie miałem ochoty na rozmowę z kimkolwiek, a tym bardziej z nim. Co to wszystko miało znaczyć!? Czuję się jak szmata! Okropne uczucie.
Miłego czytania;*
*pół roku później*
Właśnie szykuję się na wyjście z Gerardem na imprezę do klubu. Dawno razem nie wychodziliśmy. Zazwyczaj siedzimy w trójkę w domu i oglądamy coś ciekawego w telewizji, a jak jestem sam na sam z chłopakiem...To chyba oczywiste co robimy. Czas najwyższy coś zmienić w naszym związku. Monotonność na nikogo dobrze nie wpływa, a ja zaczynam się bać, że mogę mu nie wystarczyć.
Wziąłem z szafy ubrania i poszedłem do łazienki. Wyszykowałem się w pół godziny, a potem zszeďłem do salonu i poczekałem chwilę na czarnowłosego. Wreszcie ktoś zapukał do moich drzwi. Otworzyłem i oczywiście był to on.
-Witaj, skarbie. Pięknie wyglądasz- Szepnął Gerard i przytulił mnie.
Uśmiechnąłem się i odwzajemniłem uścisk. Wziął mnie za rękę i poszliśmy razem do jednego z klubów w naszym mieście. Od razu zabraliśmy się za alkohol. W ciągu zaledwie dwóch godzin ledwo z Gerardem staliśmy na nogach. Wreszcie jakaś dziewczyna wyciągnęła go na parkiet. Był tak pijany, że nie odmówił. Obserwowałem ich cały czas, aż ona pocałowała go w usta. Gerard nie protestowała, a wręcz odniosłem wrażenie, że mu się to podobało. On położył swoje dłonie na jej biodrach, a ona pogłębiła pocałunek. Szybko wstałem od stolika i wyszedłem z klubu. Może i byłem pijany, ale czegoś takiego nie zniosę w każdym stanie. Wybiegłem na dwór i uderzyło we mnie chłodne powietrze. W końcu mamy końcówkę zimy, a ja wyszedłem w samej bluzie z tego miejsca. Za mną chwiejnym krokiem wybiegł czarnowłosy chłopak. Obrzuciłem go tylko morderczym spojrzeniem i wziąłem taksówkę do domu. Pojechałem na miejsce i to tyle co pamiętam.
Obudziłem się w swoim łóżku, czyli nie było ze mną wczoraj tak źle. Miałem strasznie sucho w gardle. Ze wczorajszej imprezy pamiętam tylko urywki wydarzeń, lecz jedno wyjątkowo zapadło w mojej pamięci.
Spojrzałem na telefon. Szesnaście nieodebranych wiadomości od Gerarda. Nie miałem nawet najmniejszej ochoty by z nim rozmawiać. Wyłączyłem telefon i zamknąłem oczy. Znów zasnąłem. Czułem się fatalnie. I psychicznie, i fizycznie. Wyraźnie widać, że bardzo niska temperatura na dworze wymaga grubszego ubrania niż sama bluza. Cały dzień przeleżałem w łóżku, wstając jedynie do toalety i po wodę. Wieczorem dostałem wysokiej gorączki. Czułem się coraz gorzej. Włączyłem wreszcie telefon i zignorowałem wszystkie powiadomienia od Gerarda. Wybrałem numer do Jareda i czekałem aż odbierze.
-Halo? Frankie? Jest 2 w nocy...-Powiedział zaspanym głosem przyjaciel.
-Przepraszam, w sumie powinienem spojrzeć najpierw na zegarek zanim zadzwonię...-Zacząłem.
-Będę za pół godziny- Powiedział, a właściwie wyszeptał i rozłączył się.
Punktualnie pół godziny później zjawił się w moim domu. Ledwo podniosłem się z łóżka, by otworzyć mu drzwi. Gdy tylko mnie zobaczył zabrał mnie do łóżka i bez słowa kazał wziąć termometr. Poszedł zrobić dla mnie herbatę, a gdy wrócił sprawdził ile mam temperatury.
-Frank, ja dzwonię po pogotowie...-Powiedział wystraszony.
-Nie ma takiej potrzeby..-Ledwo usiadłem, by się napić.
-Nie ma takiej potrzeby!? Masz 40,3 stopni gorączki! Coś ty robił!? - Usiadł obok.
-Byłem wczoraj na imprezie z Gerardem...No i wracałem w samej bluzie... a było bardzo zimno...-Mówiłem cicho.
-Właśnie. Jego też powiadomię, że pojedziesz do szpitala..
-Co!? Nie! Nie dzwoń do niego. Nie chcę z nim się widzieć, ani rozmawiać. Proszę. -Spojrzałem na niego błagalnie.
Bez zbędnych pytań przyjaciel zadzwonił na pogotowie. Przyjechali już kilka minut później. Najpierw dano mi jakiś zastrzyk, a potem zabrano do karetki. Przywieźli mnie do szpitala. Wszystko działo się szybko. W pewnym momencie straciłem orientację. Nie wiedziałem co dzieje się wokół mnie.
Obudziłem się już w łóżku szpitalnym. Rozejrzałem się po pokoju. Był cały biały, a na krzesełku obok łóżka ktoś siedział. Był to Gerard. Szybko ponownie zamknąłem oczy, jednak on zdążył zauważyć, że się obudziłem.
Co teraz czułem? Strach, obrzydzenie, nienawiść, zazdrość, złość. Nie wiem nawet jak opisać co we , nie dokładnie siedzi. Kocham go, ale ta sytuacja sprzed dwóch dni cały czas odtwarza się w mojej głowie. Nie miałem ochoty na rozmowę z kimkolwiek, a tym bardziej z nim. Co to wszystko miało znaczyć!? Czuję się jak szmata! Okropne uczucie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)