One Shot-Dream

   Właśnie leżałem na łóżku, na brzuchu. Śniłem. Sen to rozplątywanie w ciemności tego, co zostało poplątane w pełnym świecie. Zostawił mnie chłopak. Byliśmy ze sobą długo. Nastąpiło to dzisiaj. Niespodziewanie. To dla mnie cios prosto w serce. Sen jest bardzo podobny do śmierci. Pewnie nie wiele osób zdaje sobie z tego sprawę. Pewnie tyle by nie spali. A może... Właśnie wręcz przeciwnie. Może właśnie dlatego to robią. Chcą choć na chwilę stać się martwi. Być w innym świecie. Żyć po swojemu. Śnić.
   Poczułem na swoim policzku ciepły oddech. Chciałem otworzyć oczy, lecz nie mogłem. "Nie otwieraj oczu"-usłyszałem cichy szept. Głos był mi znajomy. Przez szept, nie potrafiłem go rozpoznać. Oddychałem powoli. Płytki wdech i wolny wydech. Czułem jak chłodna i delikatna dłoń sunie po mojej szyi. Przejechała po koszulce, wzdłuż kręgosłupa. Chciałem coś powiedzieć, ale nie potrafiłem. "Zapomnij..."-znów usłyszałem szept, ciepły oddech- "Kochać to także umieć się rozstać. Umieć pozwolić komuś odejść, nawet jeśli darzy się go wielkim uczuciem. Miłość jest zaprzeczeniem egoizmu, zaborczości, jest skierowaniem się ku drugiej osobie, jest pragnieniem przede wszystkim jej szczęścia, czasem wbrew własnemu" *. Powoli brakowało mi oddechu. Dlaczego? Co jest nie tak? Dlaczego nie mogę nic z siebie wydusić, ani otworzyć oczu? Może się boję? Odczuwam strach przed rzeczywistością. Zostałem zraniony przez kogoś, kogo kocham. To może być sen. Kiedy się obudzę, nic nie będzie. Tego się boję.
   Nagle ręka od kręgosłupa, przesunęła się na moje żebra, zsuwając się w stronę brzucha. Mój oddech przyspieszył, serce zaczęło mocniej bić. Byłem jak sparaliżowany. Poczułem jak ktoś kładzie się delikatnie na moich plecach i obie ręce wsuwa pod mój brzuch, otulając mnie. "Żeby uczucie trwało, trzeba zgodzić się na niepewność, wypłynąć na niebezpieczne wody, tam gdzie posuwa się do przodu ten, kto ufa, odpoczywać, unosząc się na zmiennych falach zwątpienia, znużenia, spokoju, ale nigdy nie zbaczać z kursu." **- wciąż słyszałem szept, gdy jego dłonie rozluźniły mój pasek od spodni. Co to wszystko ma oznaczać? Kim jest osoba, która wie co czuje, ubiera moje myśli w słowa? 
   Delikatnie pocałował mnie w szyję. Poczułem jego jednodniowy zarost. Wciąż nie wiedziałem co się dzieje. Jego usta przemieściły się na mój policzek. "On nie był Cię wart, Frankie"- po tych słowach, jego słodkie usta, musnęły lekko moje. Jego ręka znalazła się w moich bokserkach. Lekko uścisnął czubek mojej męskości, a ja wydałem z siebie cichy jęk. Ponownie ruszył dłonią. Jęki wychodziły ze mnie same. Robił to delikatnie. Za wszelką cenę chciałem otworzyć oczy. Nie potrafiłem.
   Powoli wysunął dłoń i przesunął nią wzdłuż mojego uda. Podniósł się i czułem jego obecność, obok łóżka. "Podejdź do mnie. Nie otwieraj oczu"- szeptał nade mną. Złapał mnie za dłoń i wstałem. Poprowadził mnie. Poczułem świeży wiatr we włosach. Tak, wyszliśmy na balkon. Balkon w moim hotelowym pokoju. Stanęliśmy przy poręczy. Objął mnie od tyłu. "Teraz otwórz oczy. Patrz tylko przed siebie. Nie próbuj się do mnie odwracać"- powiedział szeptem, zdecydowanie. Tak zrobiłem. W jego objęciach czułem się bardzo bezpiecznie. Bardzo ciepło. Moje serce wciąż biło jak szalone. Czułem podniecenie i strach. Właściwie dlaczego strach? Przed nieznanym. Nie wiedziałem kim on jest. Mimo to ufałem mu. "Wolność ludzi polega zaledwie na tym, że człowiek zna swoje pragnienia, nie zna natomiast przyczyn, które je wywołują.*** A ty? Jesteś wolny? Znasz swoje pragnienia?"- mruczał cicho, prosto do mojego ucha. Wciąż nic nie potrafiłem z siebie wydusić. To prawda. Mam pragnienia. Pragnę człowieka, który teraz za mną stoi. Nie wiem kim jest. I tu się pojawia nieznana przyczyna. Nieznana siła, która mnie do tego prowadzi. "Zamknij znowu oczy.."-usłyszałem. Automatycznie to zrobiłem. Jakby wbrew swojej woli. Obrócił mnie w swoją stronę. Delikatnie musnął moje usta, po czym namiętnie się w nie wpił. Po chwili włączyłem się do pocałunku. Czułem się... Inaczej. Jakby wszystko co mnie dręczy, odeszło. Zostało tylko jedno. Kim on jest? "Tylko to, co jest poznane, jest bezpieczne. Tylko to, co jest poznane, można tolerować. Tolerując nieznane... osłabia się samego siebie.**** Sam tego doświadczasz. Tolerujesz mnie, nie znając mnie. Jesteś teraz słaby. Nic nie zrobisz"- wychuchał prosto w moje usta, przerywając pocałunek. Zaintrygował mnie. Jakby dokładnie wiedział co czuję, co myślę. Bałem się coraz bardziej. Strach mnie paraliżował. "No dalej...Otwórz oczy. Zobacz kim jestem"-powiedział cicho, spokojnie. Wziąłem głęboki oddech. Z trudem uniosłem powieki. Ujrzałem swojego przyjaciela. Przyjaciela z dzieciństwa, który zawsze był dla mnie wsparciem. Pomimo poznania prawdy, wciąż czułem strach. Patrzałem mu w oczy. On robił to samo. Wciąż byłem w jego objęciach. Na ustach wciąż czułem jego pocałunki, choć dawno się skończyły. Nie wydusiłem z siebie nawet słowa. Obaj milczeliśmy. Napawaliśmy się sobą. Ale... O co tu chodzi? To Ray. To osoba, której zawdzięczam najwięcej. Czyżbym... To właśnie jego kochał? To wyjaśnia dlaczego czułem się bezpiecznie. Znałem głos. Jego dotyk działał na mnie kojąco. Wiedział co czuję, co myślę. To on wybudził mnie ze snu. Sprawił, że rzeczywistość stała się snem. Jesteśmy tu, na hotelowym balkonie. Tylko ja i on. Sami. Zakochani.


-----------------------------------------------
CYTATY:
* Vincent van Gogh
** Éric-Emmanuel Schmitt 
*** Baruch Spinoza
**** Stephenie Meyer

-----------------------------------------------
Jest to taka trochę odskocznia od tego co dzieje się na tym blogu. Mamy tu Fray'a (?). Jest to One Shot napisany specjalnie dla mojej przyjaciółki. Obiecałam, że coś takiego napiszę i miało być tajemniczo. Nie wiem jak wyszło. Mam nadzieję, że się podobało^^ :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz