środa, 17 września 2014

*** Rozdział XXIV

Dobrze, postanowiłam wreszcie kontynuować mego Frerarda :) Przepraszam za tak długą nieobecność, w roku szkolnym wena jest nieco większa (pewnie dlatego, że wszystko jest lepsze od nauki) i postaram się wrócić do dawnego tempa dodawania nowych rozdziałów :)
Miłego czytania! <3  

   Było nam tak przyjemnie. Czułem na sobie każdy jego dotyk, pocałunek. Nagle usłyszeliśmy ciche kroki, co od razu nas speszyło i oderwaliśmy się od siebie. W ekspresowym tempie ubraliśmy się, a wtedy do kuchni weszła córeczka Gerarda. Miała na sobie niebieską piżamkę w misie, roztrzepane włosy i zaspane oczka.
-Śniło mi się, że nas zostawiłeś-Powiedziała cichutko dziewczynka, przytulając się do mojej nogi.
   Od razu wziąłem dziewczynkę na ręce i przytuliłem ją. Pocałowałem ją w główkę, opierając się o blat.
-Nigdy was nie zostawię, już spokojnie, to tylko sen- Szeptałem jej do ucha.
-Obiecujesz? Nigdy?- Zapytała.
-Oczywiście, obiecuję. Zawsze przy Was będę. A teraz chodź się położyć, dobrze?
   Ona tylko przytaknęła główką i zaniosłem ją do jej pokoiku. Położyłem ją na łóżku, otuliłem i głaskałem tak długo, aż słodko zasnęła. Po tym wstałem i poszedłem do Gerarda, do sypialni. Położyłem się obok niego, na łóżku, na brzuchu. On uśmiechnął się na to i pocałował mnie lekko.
-Mało brakowało, a córka by nas nakryła...-Stwierdził
-Ale nic nie widziała i to się liczy- Uśmiechnąłem się.- A teraz idę się kąpać- Wstałem.
-Ej, mogę z tobą?- Spojrzał na mnie czerwonowłosy.
-Nie, dzisiaj idę sam- Posłałem mu buziaczka i wszedłem do łazienki.
   Rozebrałem się i od razu wszedłem pod prysznic.Gdy gorący strumień wody spływał po moim ciele, rozmyślałem o wszystkim co miało miejsce. Zwłaszcza o śnie Bandit. To dało mi do zrozumienia, że nie potrafiłbym bez nich normalnie żyć. Tworzymy razem małą rodzinę i nie chciałbym, by to uległo jakiejkolwiek zmianie.
   Wyszedłem zawinięty w sam ręcznik do sypialni i tam ubrałem na siebie bokserki. Położyłem się w łóżku, obok Gerarda, który już zasnął. Przykryłem nas obu kołdrą i wtuliłem się w niego. Zamknąłem oczy, od razu zasypiając.
*3 tygodnie później, południe*
-Frank, gdzie jest nasza kosmetyczka?!- Krzyknął z drugiego końca domu, do mnie, Gerard.
-Nie wiem, poszukaj na walizkach!- Odkrzyknąłem.
-No dzięki! Nie wpadłbym na to!-Krzyknął ironicznie.
   Westchnąłem cicho i pakowałem Bandit. Właśnie dzisiaj jedziemy na upragniony urlop do Japonii. Jeśli oczywiście zdążymy na samolot. Z naszym tempem i zorganizowaniem, możemy się spóźnić. Powinniśmy być na lotnisku za dwie godziny, a my jeszcze nie jesteśmy nawet dobrze spakowani. Każdy z nas przyspieszył i staraliśmy się już kończyć.
-Dobra, chodźcie się już ubierać, bo się spóźnimy, no!- W drzwiach stanął Gerard i podniósł mnie z kolan, z podłogi.
-Ale jeszcze muszę..- Mówiłem
-Nic nie musisz! Jedziemy- Zapiął walizkę córki i wyszliśmy z pokoju. Przebraliśmy się wszyscy i z bagażami zeszliśmy do samochody, którym od razu pojechaliśmy na lotnisko. Tam, po załatwieniu już wszystkiego, mogliśmy wreszcie wejść do środka. Usiedliśmy na swoich miejscach i po jakimś czasie wzbiliśmy się w powietrze. Bandit siedziała przy oknie i wszystko podziwiała. Cieszyłem się, że dziewczynka tak przeżywa cały ten wyjazd. 
   Po dość długim locie, wreszcie mogliśmy wyjść z samolotu. Trzymaliśmy się cały czas razem, by się nie zgubić i poszliśmy odebrać nasze walizki. Taksówką pojechaliśmy do naszego hotelu, choć było nam się ciężko dogadać co do adresu. Wreszcie otrzymaliśmy klucz i weszliśmy do swojego apartamentu. Obaj byliśmy zachwyceni. Bandit od razu wskoczyła na duże, miękkie łóżko. Pokój był pięknie urządzony, ze smakiem. Wszyscy położyliśmy się razem na tym łóżku i spojrzeliśmy na siebie. 
-Zwiedzać zaczynamy od jutra?- Spojrzał na mnie Gerard.
-Tak, ale dziś koniecznie musimy iść na spacer! Proooszę- Uśmiechnąłem się do niego.
-Oczywiście, jak sobie życzysz. Możemy iść nawet teraz!- Powiedział.
-Tak, tak, tak! Chodźmy!- Ucieszyła się dziewczynka, od razu wstając. Nie wiem gdzie ona magazynuje energię, ale my byliśmy wykończeni podróżą, a ona cały czas szalała. 
   Leniwie podnieśliśmy się i poszliśmy razem na wieczorny już spacer. Szliśmy główną ulicą podziwiając wszystko. Było zupełnie inaczej niż u nas. Nie mogłem się napatrzeć na nawet zwykłe dla tutejszych mieszkańców miejsca. Po dwugodzinnym spacerze, wróciliśmy do hotelu, zamawiając do pokoju kolację. Zaraz po tym przeczytałem Bandit książeczkę, a ona zasnęła w osobnym łóżku.Wreszcie miałem czas tylko dla siebie i Gee. Położyliśmy się razem, wtuleni w siebie na łóżku.
-Dziękuję, że mnie tutaj zabrałeś- Szepnąłem do niego.
-To ja dziękuję, że jesteś tutaj ze mną.- Pocałował mnie w głowę.
-Obiecasz mi, że te 10 dni będą niezapomniane?- Podniosłem się lekko.
-Nie zapomnisz stąd nigdy, ani dni, ani nocy, obiecuję- Szepnął z uśmiechem.
   Odpowiedziałem mu tym samym gestem i położyłem się na jego klatce piersiowej. Wsłuchując się w bicie jego serca, powoli zasypiałem.