One Shot- Life

Po nocach dostaję weny do pisania takich One Shot'ów. Bardzo dziękuję za te miłe komentarze. One od razu poprawiają humor <3 Miłego czytania :"D

    Życie. Czym ono właściwie jest? Po co jest? Każde życie kończy się śmiercią. Jest trudne, a więc to tak jakby kara przed błogim spokojem, jakim jest śmierć. Tu pojawiają nam się kolejne pytania. Otóż, czy po śmierci czeka nas nowe życie? Nie potrafimy na to odpowiedzieć. Niby to głupie rozmyślania, ale jakby się głębiej zastanowić to mają sens.
    Często zastanawiam się co myślą samobójcy tuż przed śmiercią. W końcu sam się o tym przekonam. Chcę być w lepszym świecie, który nawet nie wiadomo czy istnieje. Chciałbym tam być z osobą, którą kocham, a jest nią Frank.
    Jestem skryty w sobie. On nie zrozumiałby co teraz myślę, rozważam, czuję. Nie miał pojęcia o niczym. Tak mi się bynajmniej wydawało. Po mimo, że zdałem sobie sprawę z tego, że się zamknąłem , nie potrafię tego zmienić. Udaję, że wszystko jest w porządku, a nic nie jest. Chciałbym mu powiedzieć co się dzieje, ale bałem się. Bałem się odrzucenia i niezrozumienia. Teraz wszystkiego żałuję.
   
    Leżeliśmy w łóżku po dość upojnej nocy, aż Frank nagle zauważył rysy na moich udach. Rysy to mało powiedziane. To były głębokie rany, które powoli się goiły. Spojrzał na mnie wtedy z przerażeniem. Nigdy nie zapomnę tego strachu w jego oczach. Delikatnie dotknął ran i pytająco spoglądał mi w oczy, a ja nie potrafiłem wydusić z siebie słowa. Niespodziewanie po jego policzku spłynęła łza. Czułem jak Frankowi na mnie zależy, jednak ja nie potrafiłem tego docenić. Wtedy zaproponował mi pomoc. Ja wciąż nic nie mówiłem. Wiedziałem, że nie jestem w stanie z tym skończyć, lecz on zawsze miał w sobie nadzieję. Był uroczy, gdy posyłał mi te troskliwe spojrzenia. Wydawało mi się, że jest z nim wszystko w porządku. Zawsze był uśmiechnięty i mówił mi o wszystkim, a przynajmniej takie odnosiłem wrażenie. 
    Nie mieszkaliśmy razem, co przyczyniało się do wystąpienia u mnie objawów depresji. Całe wieczory spędzałem sam, a tylko czasami ze swoim chłopakiem. Wieczorami dopadała mnie wspomnienia. Złe i dobre jednocześnie. W moim życiu przydarzyło się coś okropnego, ale dzięki temu poznałem Franka. Byliśmy razem ponad dwa lata. Nasza miłość wciąż kwitła.
    Pewnego dnia próbowałem do niego zadzwonić, a on nie odbierał. Nagrałem mu się dziesiątki razy na pocztę głosową, jednak on wciąż nie odpowiadał. Postanowiłem pójść do jego domu i sprawdzić co się dzieje i dlaczego nie odbiera ode mnie telefonów. Zastałem tam karetkę. Byłem przerażony, ale nawet przez myśl mi nie przeszło, że to może być coś związane z Franiem. Pod drzwiami ujrzałem jego płaczącą matkę. Na mój widok otarła oczy i przytuliła się do mnie bez słowa. Uroniłem łzę, choć nie wiedziałem o co może chodzić. Chwilę później wyniesiono nosze przykryte czarnym workiem. Widząc to natychmiast odepchnąłem matkę chłopaka od siebie i podbiegłem do tego. Klęknąłem przy nim i lekko odchyliłem worek. Ukazała się twarz Franka. Zaszokowany odchyliłem większą część worka. Nie mogłem uwierzyć w to co widzę. Serce zaczęło mi być jak szalone, łzy płynęły strumieniami po mojej twarzy. Pocałowałem go, lecz... On był już martwy. Już za późno.
    Po tym wydarzeniu przez tydzień nie wychodziłem ze swojego pokoju, z nikim się nie kontaktowałem, nie jadłem. Totalna separacja od świata. Byłem tylko ja i moje najlepsze wspomnienia związane z Franiem. Ciężko mi było myśleć, że już go nigdy nie zobaczę na ziemi. Ta myśl jednak nie chciała wyjść z mojej głowy. Dzisiaj jest dzień jego pogrzebu. Nie umiem się pozbierać i znów wyjść do ludzi, ale dla niego musiałem.
    Na pogrzebie matka chłopca ubrana w czarną sukienkę, w rozmytym od płaczu makijażu, zaczęła przemowę:
    Frank był cudownym synem, wnukiem, chłopakiem. Był w naszych sercach kimś bardzo ważnym. Niestety postanowił nas opuścić... Odejść z tego świata. Co tu dużo mówić. Najlepiej przeczytam list, który znalazłam na jego biurku. Napisał go tuż przed śmiercią.
"Życie jest piękne, ale nie dla mnie. Nie zasługuję na nie. Długo zbierałem się na odwagę. Bardzo przepraszam wszystkich moich bliskich, że tak namieszałem, a w szczególności moją mamę, babcię oraz Gerarda. Nikt nie może obwiniać się za moją śmierć. Ja sam tego chciałem. Nie ma co tu dużo pisać. Jak ktoś to będzie czytał to na pewno będę już martwy. Moim ostatnim marzeniem byłoby pochowanie mnie z kimś kogo nad życie kocham. Jest nim Gerard. Wiedziałem o jego zamiarach, dlatego chciałem być pierwszy. Ja nie potrafił bym znieść śmierci Gee. Jestem na to za słaby. Teraz słowa skierowane prosto do niego. Przepraszam Cię kochanie za wszystko. Byłeś, jesteś i będziesz najwspanialszym chłopakiem jakiego można mieć. Dziękuję Ci za wszystko i czekam na ciebie.
Żegnam, 
Wasz Frank."
    Wszyscy po przeczytaniu listu zaczęli płakać, a ja podszedłem do otwartej trumny. Ściskało mnie w gardle. Nachyliłem się i wyszeptałem do niego "Już nie długo się zobaczymy. Za jakiś czas do ciebie dołączę i będziemy razem już na zawsze.". Odsunąłem się od trumny, a następnie odbyła się cała ceremonia, po której wszyscy, prócz mnie, udali się na obiad. Ja zostałem przy grobie i zacząłem rozmawiać z Franiem. Ledwo potrafiłem coś z siebie wydusić przez płacz. Ten ból po stracie kogoś tak dla nas bliskiego, ważnego, jest nie do opisania. "Wkrótce się spotkamy Frank. Obiecuję."

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz