Dedykuję ten rozdział mojej kochanej przyjaciółce, która jest dla mnie inspiracją^^
Miłego...Czytania... ;D
...Zapukałem do drzwi chłopaka, on leniwie wstał od komputera i podszedł mi otworzyć. Gdy mnie zobaczył, jakoś dziwnie mi się przyglądał z przerażeniem na twarzy. Również doznałem szoku, ponieważ okazał się być on chłopakiem, który na lekcji historii nie zwrócił na mnie uwagi. Patrzał na mnie w milczeniu, nie zmieniając wyrazu twarzy.
-No nie wierzę...Ty jesteś bratem Mikey'a?!- Zapytałem zdziwiony.
-Tak...-Odpowiedział niepewnie. Wyglądał na przestraszonego.
-Chciałem cię poznać, ale szczerze nie spodziewałem się, że bratem mojego przyjaciela będziesz własnie ty. Miałem nadzieję jeszcze cię zobaczyć-mówiłem..
-Dlaczego?- Nie ukrywał zdziwienia, lecz trochę już się uspokoił.
-Usiadłeś obok mnie na lekcji historii. Wtedy zacząłeś malować. To było niesamowite. Ten pomysł i wykonanie. Zaintrygowałeś mnie, a w dodatku wyglądem nie różnisz się za bardzo ode mnie.
-Myślałem, że nie zwróciłeś wtedy na mnie uwagi..-wbił swój wzrok w podłogę.
-Ależ wręcz przeciwnie! I naprawdę nie sądziłem, że jeszcze cię spotkam.
-Może wejdziesz?- zapytał miło.
Wszedłem do środka. Jego pokój był ciemny, cały w plakatach, rysunkach i płytach. Czułem się tam bardzo dobrze. Zaczęliśmy rozmowę i dowiedziałem się, że na imię ma Gerard. On już jakimś cudem znał moje imię. Byłem pewien, że po prostu Mikey mu powiedział. Nie rozmawialiśmy zbyt długo, ponieważ musiałem iść na imprezę urodzinową, która odbywała się piętro niżej. Chłopak wyraźnie zainteresował mnie swoją osobą i chciałbym go bliżej poznać.
Solenizant od razu zorientował się, że byłem u jego brata i bał się, że zmienię o nim samym zdanie. Nie mam pojęcia dlaczego. Jego brat był naprawdę miły i jak na mój gust przystojny i utalentowany. Na miejscu Mikey'a nie wstydziłbym się za niego. On na chwilę ode mnie odszedł i po chwili wrócił z Alice i przedstawił jej mnie. Była miła i urocza. Oni poszli tańczyć, a ja otrzymałem sms-a. Napisał do mnie Oliver z godziną naszego jutrzejszego spotkania, które miało odbyć się w kawiarni blisko sklepu muzycznego, w którym chłopak pracuje. Cieszyłem się na to spotkanie. On wydawał się fajny, lecz był nieco starszy ode mnie. Właściwie różnica wieku nigdy mi nie przeszkadzała, więc tu tym bardziej nie powinno być problemu. Oliver mi się spodobał.
Zrobiło się już późno. Poszedłem do domu. Nie byłem zmęczony, ale nie miałem tego dnia ochoty na sprzeczkę z rodzicami. Okazało się, że jest nieunikniona. Po wejściu do domu, natychmiast kazali mi przyjść z nimi porozmawiać. Nagle udają, że ich obchodzę. To żałosne.
-Gdzie byłeś?- Zaczęła 'zmartwiona' matka.
Nie okazywałem żadnego zaiteresowania. Milczałem z nadzieją, że dadzą sobie ze mną spokój. Nie miałem ochoty na żadną rozmowę z nimi. Nic o mnie nie wiedzą. Nie czuję potrzeby zwierzania się im.
-Mama cię o coś pyta.- Powiedział podirytowany ojciec.
-Zauważyłem- Powiedziałem obojętnie.
-Możesz łaskawie odpowiedzieć?- Pytał.
-Nie widzę takiej potrzeby. Jakoś nigdy się tym nie interesowaliście. Dlaczego coś miałoby się zmienić?- Wciąż byłem obojętny wobec nich.
-Chcemy wiedzieć co robisz i zaangażować się w twoje życie. Przeprowadziliśmy się tutaj by to zrealizować, a ty znowu uciekasz z domu!- Mówiła matka.
-Jakoś nie mam ochoty się dzisiaj z wami kłócić. Nie mam wam nic do powiedzenia.- Chciałem wstać, lecz tata mnie przytrzymał.
-Nie masz się z nami kłócić, tyko porozmawiać. Pierwszy raz cię zagoniliśmy do rozmowy i zamierzam to wykorzystać- Mówiła coraz pewniej.
-Ale o czym wy chcecie ze mną rozmawiać?! Od kliku lat w ogóle nie interesujecie się mną i tym co robię, gdzie jestem. Macie mnie w głębokim poważaniu. Dopóki się nie przeprowadziliśmy, to nie obchodziło was czy wracam do domu rano pijany, naćpany. Nie ruszyłoby was nawet jakby mnie znaleziono w rowie przy drodze! Nagle coś chcecie zmienić?! Zabawni jesteście!
-Proszę Cię, nie mów tak. Wcale nie jest tak, że nic o tobie nie wiemy. Wiemy dużo- Starała się wytłumaczyć.
-Dużo?!- Zakpiłem- Nawet mnie nie znacie! Nie macie o mnie najmniejszego pojęcia!
-Wiemy o tobie tyle, ile powinniśmy. Staramy się dowiedzieć czegoś więcej- Drążyła.
Miałem ochotę wyjść z salonu i zamknąć się w pokoju. To co mówili było niedorzeczne. Mam szesnaście lat, a przez ostanie trzy lata byłem dla rodziców obojętny. Zajęli się pracą.
-Nie wiecie o mnie zupełnie nic! Nie macie pojęcia jakiej słucham muzyki, jakie mam zainteresowania. Nie wiecie, że jestem gejem i przez ostatni rok, kiedy nie wracałem do domu na noc, puszczałem się naćpany z różnymi facetami w ich mieszkaniach. Nie ukrywajmy...Byłem dziwką za narkotyki i alkohol. Mam w dupie co o mnie inni myślą!- Wykrzyczałem i wybiegłem do swojego pokoju, zostawiając zszokowanych rodziców w salonie.
Zatrzasnąłem się w pokoju i rzuciłem się na łóżko. Rodzice w pokoju milczeli. Teraz mogą powiedzieć, że coś o mnie wiedzą. Teraz wiedzą coś, co nigdy nie powinno mieć miejsca w naszym życiu. To wszystko ich wina. Olewali mnie na każdym kroku. Teraz niech zobaczą do czego doprowadzili.
Nagle usłyszałem pukanie do moich drzwi. Ignorowałem to. Położyłem głowę na poduszkę i zamknąłem oczy. Po piętnastu minutach pukanie ustało, a ja zasnąłem.
Witam na blogu poświęconym wyłącznie dla Frerardów ;) Mile widziane wszelkie poprawy i propozycje w komentarzach ;) Rozdziały będą się pojawiać w zależności od chęci i weny Dżełałda *___*
piątek, 27 grudnia 2013
wtorek, 17 grudnia 2013
# III Rozdział
Co tu dużo pisać... Za niedługo święta, więc napiszę świątecznego One Shot'a ;) Jeżeli macie jakieś konkretne propozycje, prośby co do jakiegoś nowego One Shot'a lub kolejnego rozdziału to piszcie w komentarzach :) >brak pomysłów<
Nadszedł weekend. Spałem spokojnie, gdy nagle obudził mnie telefon. Dzwonił Mikey, by zaprosić mnie do sobie, na swoje urodziny. Kończył 16 lat. Oczywiście zgodziłem się, ponieważ jakiś czas temu staliśmy się przyjaciółmi. Postanowiłem pójść do sklepu muzycznego i kupić mu na urodziny płytę, którą tak bardzo chciał dostać. Impreza urodzinowa miała się odbyć wieczorem.
Wstałem z łóżka i powlokłem się zmęczony do łazienki, by wziąć prysznic. Potem nałożyłem na siebie czyste ubrania i wyszedłem do sklepu. Byłem tam pierwszy raz, gdyż nie mieszkałem w tym mieście zbyt długo. Wchodząc do środka od razu było czuć przyjemny, muzyczny klimat. Pomieszczenie było przyciemnione i podszedł do mnie sprzedawca. Był dość wyższy ode mnie, posiadał mnóstwo tatuaży oraz miał na sobie czarne rurki, dokładnie jak ja. Zdziwiło mnie, że od razu się przedstawił. Wydaje mi się, że pracownik zwykle nie przedstawia się klientowi. Miał na imię Oliver. Pomógł mi znaleźć wybraną płytę i poszedłem do kasy, by za nią zapłacić. Wyszedłem ze sklepu, a za mną wyszedł Oliver.
-Przepraszam Cię na chwilę...-zatrzymał mnie, łapiąc za moje ramię.
-Tak?-zapytałem.
-Czy...Mógłbym zaprosić Cię dzisiaj na kawę?- Zapytał odważnie.
-Dzisiaj niestety nie mogę, ale jutro byłoby miło..Jeżeli chcesz...-odpowiedziałem.
-Dziękuję! A dałbyś mi swój numer telefonu, by się umówić?-pytał dalej.
Dałem mu swój numer. Poszedłem dalej. Byłem nieźle zaskoczony jego zachowaniem. Był to niezwykle przystojny chłopak, który najwyraźniej chce mnie poznać. Powędrowałem do domu, by zapakować płytę. Rodzice natychmiast zaczęli mnie wypytywać dokąd idę, ale ostatecznie i tak nie odpowiedziałem. Denerwowało mnie, że wszystko chcą wiedzieć i mnie kontrolują. Nagle po tylu latach zgrywają dobrych rodziców.
Do wyjścia zostało mi jeszcze trochę czasu, więc włączyłem komputer. Miałem jedną wiadomość. Okazała się być wiadomością od tego tajemniczego chłopaka:
Przepraszam, że tak zniknąłem, ale stała się rzecz dla mnie niemożliwa. Musiałem wszystko przemyśleć i poukładać.
Byłem ciekaw co dokładnie się stało, ale nie zamierzałem zmuszać go do zwierzania się mi. Miałem nadzieję, że sam mi o tym powie.
Czas szybko zleciał i musiałem już iść. Poszedłem do domu przyjaciela. Gdy przyszedłem, w domu grała głośna muzyka, a goście już świetnie się bawili. Dałem Mikey'owi prezent. Rozpakował go i był zaskoczony, że pamiętałem co chciałby dostać.
Usiadłem na jednej z kanap w dużym domu i przyglądałem się mojemu przyjacielowi stojącemu przy ścianie z Alice. Ładnie ze sobą wyglądali...
W pewnym momencie przypomniało mi się, że Mikey ma przecież brata. Po tym jak dowiedziałem się, że słucha tych samych zespołów chciałbym go poznać, jednak byłem pewien, że nie ma go wśród gości. Pewnie siedział sam w pokoju. Wstałem i zacząłem iść w kierunku schodów, by pójść do pokoju starszego Way'a......
Nadszedł weekend. Spałem spokojnie, gdy nagle obudził mnie telefon. Dzwonił Mikey, by zaprosić mnie do sobie, na swoje urodziny. Kończył 16 lat. Oczywiście zgodziłem się, ponieważ jakiś czas temu staliśmy się przyjaciółmi. Postanowiłem pójść do sklepu muzycznego i kupić mu na urodziny płytę, którą tak bardzo chciał dostać. Impreza urodzinowa miała się odbyć wieczorem.
Wstałem z łóżka i powlokłem się zmęczony do łazienki, by wziąć prysznic. Potem nałożyłem na siebie czyste ubrania i wyszedłem do sklepu. Byłem tam pierwszy raz, gdyż nie mieszkałem w tym mieście zbyt długo. Wchodząc do środka od razu było czuć przyjemny, muzyczny klimat. Pomieszczenie było przyciemnione i podszedł do mnie sprzedawca. Był dość wyższy ode mnie, posiadał mnóstwo tatuaży oraz miał na sobie czarne rurki, dokładnie jak ja. Zdziwiło mnie, że od razu się przedstawił. Wydaje mi się, że pracownik zwykle nie przedstawia się klientowi. Miał na imię Oliver. Pomógł mi znaleźć wybraną płytę i poszedłem do kasy, by za nią zapłacić. Wyszedłem ze sklepu, a za mną wyszedł Oliver.
-Przepraszam Cię na chwilę...-zatrzymał mnie, łapiąc za moje ramię.
-Tak?-zapytałem.
-Czy...Mógłbym zaprosić Cię dzisiaj na kawę?- Zapytał odważnie.
-Dzisiaj niestety nie mogę, ale jutro byłoby miło..Jeżeli chcesz...-odpowiedziałem.
-Dziękuję! A dałbyś mi swój numer telefonu, by się umówić?-pytał dalej.
Dałem mu swój numer. Poszedłem dalej. Byłem nieźle zaskoczony jego zachowaniem. Był to niezwykle przystojny chłopak, który najwyraźniej chce mnie poznać. Powędrowałem do domu, by zapakować płytę. Rodzice natychmiast zaczęli mnie wypytywać dokąd idę, ale ostatecznie i tak nie odpowiedziałem. Denerwowało mnie, że wszystko chcą wiedzieć i mnie kontrolują. Nagle po tylu latach zgrywają dobrych rodziców.
Do wyjścia zostało mi jeszcze trochę czasu, więc włączyłem komputer. Miałem jedną wiadomość. Okazała się być wiadomością od tego tajemniczego chłopaka:
Przepraszam, że tak zniknąłem, ale stała się rzecz dla mnie niemożliwa. Musiałem wszystko przemyśleć i poukładać.
Byłem ciekaw co dokładnie się stało, ale nie zamierzałem zmuszać go do zwierzania się mi. Miałem nadzieję, że sam mi o tym powie.
Czas szybko zleciał i musiałem już iść. Poszedłem do domu przyjaciela. Gdy przyszedłem, w domu grała głośna muzyka, a goście już świetnie się bawili. Dałem Mikey'owi prezent. Rozpakował go i był zaskoczony, że pamiętałem co chciałby dostać.
Usiadłem na jednej z kanap w dużym domu i przyglądałem się mojemu przyjacielowi stojącemu przy ścianie z Alice. Ładnie ze sobą wyglądali...
W pewnym momencie przypomniało mi się, że Mikey ma przecież brata. Po tym jak dowiedziałem się, że słucha tych samych zespołów chciałbym go poznać, jednak byłem pewien, że nie ma go wśród gości. Pewnie siedział sam w pokoju. Wstałem i zacząłem iść w kierunku schodów, by pójść do pokoju starszego Way'a......
sobota, 7 grudnia 2013
# II Rozdział
Rozdział dodaję szybciej dla Mia 5 ;) Dziękuję, że komentujesz. Te komentarze sprawiają, że chce się pisać dalej. Przynajmniej wiem, że komuś się chce to czytać:)
Miłego czytania <3
Całą noc przegadałem z chłopakiem w internecie. Na drugi dzień nie poszedłem do szkoły, bo do południa spałem, a potem znów chłopak napisał. To chyba pierwsza osoba, z którą mam tyle wspólnego. Niestety dzisiaj zostałem zmuszony zwlec się z łóżka i pójść do tej pieprzonej szkoły. Gdy na jednej z przerw siedziałem sam, w kącie, podszedł do mnie pewien chłopak. Próbował nawiązać ze mną rozmowę. Jemu wyjątkowo nie przeszkadzał mój wygląd, lecz on ani odrobinkę mnie nie przypominał. Miło mi się z nim rozmawiało, ale zadzwonił już dzwonek na lekcje. Znów miałem historię. Poszedłem do tej samej ławki co ostatnio, jednak czarnowłosy chłopak ze swoimi rysunkami nie pojawił się.
Urwałem się z ostatnich lekcji i poszedłem do domu. Włączyłem komputer i od razu zacząłem rozmawiać z chłopakiem poznanym w internecie. On mnie uważnie słuchał.
-Wiem, że znamy się zaledwie trzy dni, ale chciałbym cię poznać- napisałem do niego.
-Lepiej będzie, jak nie będziesz wiedział kim jestem-odpisał.
-A dasz mi jakąś wskazówkę?-pytałem dalej.
-Nie. Nie chcę byś wiedział kim jestem- Był bardzo tajemniczy. Nawet nie zdradził mi nawet swojego imienia.
Nasza rozmowa tego dnia na tym się skończyła. Chłopak zniknął, a ja nie mogłem zasnąć z ciekawości kim on może być. Liczyłem na to, że chociaż dłużej pośpię, ale mama rano wparowała do mojego pokoju i kazała mi wstawać. Musiałem iść do szkoły.
Szedłem zamyślony, ale nagle podszedł do mnie chłopak, z którym wczoraj rozmawiałem. Przedstawił się jako Mikey Way. Poszliśmy razem do budynku. On zaprosił mnie do siebie do domu zaraz po lekcjach, ponieważ miło nam się ze sobą rozmawia. Zastanawiałem się jaka będzie reakcja jego mamy, gdy zobaczy swojego syna z kimś takim jak ja. On był dobrym uczniem, przez co nie namówiłem go na wagary. Musiałem siedzieć w szkole.
Po lekcjach on już czekał na mnie pod szkołą, a potem poszliśmy do jego domu. Mieszkał zdecydowanie bliżej niż ja. Po wejściu do środka Mikey od razu przedstawił mnie swojej mamie, a ona jakoś specjalnie nie była zaskoczona moim wyglądem. Trochę mnie to zdziwiło, bo nawet moi rodzice są przerażeni. Jego mama dała nam szklanki z sokiem i poszliśmy po schodach do góry, do pokoju chłopaka. Po wejściu na piętro słyszałem jak za drzwiami jednego z pokoi wydobywa się bardzo głośna muzyka, a co najlepsze był to jeden z moich ulubionych zespołów. Postanowiłem jednak nic na ten temat nie mówić. Usiadłem na kanapie w pokoju Mikey'a.
-Wybacz za ten hałas. To mój braciszek- zaczął.
-Nie wiedziałem, że masz brata...-powiedziałem.
-Bo... Siedzi całymi dniami zamknięty w pokoju, słucha muzyki i siedzi przed komputerem, bądź maluje. Na prawdę rzadko wychodzi do szkoły i w ogóle z domu. A.....i jest w twoim wieku.
-To ile ty masz lat?- Zapytałem zdziwiony.
-Mi zbliża się szesnastka, a wam siedemnastka. Między mną, a bratem jest rok różnicy. A tak w ogóle to fajny jesteś! Nie wiem dlaczego ludzie są do ciebie źle nastawieni.- uśmiechnął się.
-Dziękuję. Jakoś przy tobie czuję się swobodnie. Może dlatego, że zechciałeś ze mną rozmawiać...
-Dlaczego nie miałbym chcieć z tobą rozmawiać?
-Przez mój wygląd i wszelkie plotki na mój temat.
-Twój wygląd mi się podoba! A co do plotek...Słyszałem coś, że jesteś gejem i takie tam, ale ja nie wierzę w plotki. Człowieka trzeba poznać-mówił.
Nie wiedziałem czy powiedzieć mu prawdę. Może lepiej będzie jak teraz nic na ten temat nie powiem, a on dowie się w swoim czasie.
-A ty...Masz dziewczynę?- zapytałem.
-Tak, mam. Ma na imię Alice. Ona chyba chodzi z tobą do klasy- odpowiedział.
-Szczerze mówiąc nie orientuję się kto chodzi ze mną do klasy- zaśmiałem się.
Nasza rozmowa trwała jeszcze jakiś czas, a potem poszedłem do domu. Zrobiło się już dość ciemno i późno. Po powrocie do domu rodzice natychmiast wypytywali mnie gdzie tak długo byłem. Zignorowałem ich pytania i poszedłem zamknąć się w swoim pokoju. Usiadłem przed komputerem, lecz chłopaka nie było. Czekałem a on wciąż był niedostępny. Stwierdziłem, że pójdę już spać. Myślałem tylko o tym dlaczego on się nie pojawił. Nie wiem właściwie co się ze mną dzieje. Nigdy nie zależało mi tak na kimś poznanym w internecie. Często zdarzało się tak, że ludzie odchodzili bez słowa, jednak odnosiłem wrażenie, że on jest inny niż wszyscy. Intrygowała mnie jego tajemniczość. Nie wiem co za uczucie się we mnie pojawiło, ale to jakieś dziwne. Nigdy czegoś takiego nie czułem.
Miłego czytania <3
Całą noc przegadałem z chłopakiem w internecie. Na drugi dzień nie poszedłem do szkoły, bo do południa spałem, a potem znów chłopak napisał. To chyba pierwsza osoba, z którą mam tyle wspólnego. Niestety dzisiaj zostałem zmuszony zwlec się z łóżka i pójść do tej pieprzonej szkoły. Gdy na jednej z przerw siedziałem sam, w kącie, podszedł do mnie pewien chłopak. Próbował nawiązać ze mną rozmowę. Jemu wyjątkowo nie przeszkadzał mój wygląd, lecz on ani odrobinkę mnie nie przypominał. Miło mi się z nim rozmawiało, ale zadzwonił już dzwonek na lekcje. Znów miałem historię. Poszedłem do tej samej ławki co ostatnio, jednak czarnowłosy chłopak ze swoimi rysunkami nie pojawił się.
Urwałem się z ostatnich lekcji i poszedłem do domu. Włączyłem komputer i od razu zacząłem rozmawiać z chłopakiem poznanym w internecie. On mnie uważnie słuchał.
-Wiem, że znamy się zaledwie trzy dni, ale chciałbym cię poznać- napisałem do niego.
-Lepiej będzie, jak nie będziesz wiedział kim jestem-odpisał.
-A dasz mi jakąś wskazówkę?-pytałem dalej.
-Nie. Nie chcę byś wiedział kim jestem- Był bardzo tajemniczy. Nawet nie zdradził mi nawet swojego imienia.
Nasza rozmowa tego dnia na tym się skończyła. Chłopak zniknął, a ja nie mogłem zasnąć z ciekawości kim on może być. Liczyłem na to, że chociaż dłużej pośpię, ale mama rano wparowała do mojego pokoju i kazała mi wstawać. Musiałem iść do szkoły.
Szedłem zamyślony, ale nagle podszedł do mnie chłopak, z którym wczoraj rozmawiałem. Przedstawił się jako Mikey Way. Poszliśmy razem do budynku. On zaprosił mnie do siebie do domu zaraz po lekcjach, ponieważ miło nam się ze sobą rozmawia. Zastanawiałem się jaka będzie reakcja jego mamy, gdy zobaczy swojego syna z kimś takim jak ja. On był dobrym uczniem, przez co nie namówiłem go na wagary. Musiałem siedzieć w szkole.
Po lekcjach on już czekał na mnie pod szkołą, a potem poszliśmy do jego domu. Mieszkał zdecydowanie bliżej niż ja. Po wejściu do środka Mikey od razu przedstawił mnie swojej mamie, a ona jakoś specjalnie nie była zaskoczona moim wyglądem. Trochę mnie to zdziwiło, bo nawet moi rodzice są przerażeni. Jego mama dała nam szklanki z sokiem i poszliśmy po schodach do góry, do pokoju chłopaka. Po wejściu na piętro słyszałem jak za drzwiami jednego z pokoi wydobywa się bardzo głośna muzyka, a co najlepsze był to jeden z moich ulubionych zespołów. Postanowiłem jednak nic na ten temat nie mówić. Usiadłem na kanapie w pokoju Mikey'a.
-Wybacz za ten hałas. To mój braciszek- zaczął.
-Nie wiedziałem, że masz brata...-powiedziałem.
-Bo... Siedzi całymi dniami zamknięty w pokoju, słucha muzyki i siedzi przed komputerem, bądź maluje. Na prawdę rzadko wychodzi do szkoły i w ogóle z domu. A.....i jest w twoim wieku.
-To ile ty masz lat?- Zapytałem zdziwiony.
-Mi zbliża się szesnastka, a wam siedemnastka. Między mną, a bratem jest rok różnicy. A tak w ogóle to fajny jesteś! Nie wiem dlaczego ludzie są do ciebie źle nastawieni.- uśmiechnął się.
-Dziękuję. Jakoś przy tobie czuję się swobodnie. Może dlatego, że zechciałeś ze mną rozmawiać...
-Dlaczego nie miałbym chcieć z tobą rozmawiać?
-Przez mój wygląd i wszelkie plotki na mój temat.
-Twój wygląd mi się podoba! A co do plotek...Słyszałem coś, że jesteś gejem i takie tam, ale ja nie wierzę w plotki. Człowieka trzeba poznać-mówił.
Nie wiedziałem czy powiedzieć mu prawdę. Może lepiej będzie jak teraz nic na ten temat nie powiem, a on dowie się w swoim czasie.
-A ty...Masz dziewczynę?- zapytałem.
-Tak, mam. Ma na imię Alice. Ona chyba chodzi z tobą do klasy- odpowiedział.
-Szczerze mówiąc nie orientuję się kto chodzi ze mną do klasy- zaśmiałem się.
Nasza rozmowa trwała jeszcze jakiś czas, a potem poszedłem do domu. Zrobiło się już dość ciemno i późno. Po powrocie do domu rodzice natychmiast wypytywali mnie gdzie tak długo byłem. Zignorowałem ich pytania i poszedłem zamknąć się w swoim pokoju. Usiadłem przed komputerem, lecz chłopaka nie było. Czekałem a on wciąż był niedostępny. Stwierdziłem, że pójdę już spać. Myślałem tylko o tym dlaczego on się nie pojawił. Nie wiem właściwie co się ze mną dzieje. Nigdy nie zależało mi tak na kimś poznanym w internecie. Często zdarzało się tak, że ludzie odchodzili bez słowa, jednak odnosiłem wrażenie, że on jest inny niż wszyscy. Intrygowała mnie jego tajemniczość. Nie wiem co za uczucie się we mnie pojawiło, ale to jakieś dziwne. Nigdy czegoś takiego nie czułem.
piątek, 6 grudnia 2013
# I Rozdział
W końcu pojawił się ten rozdział. Pomysł zaczerpnięty z różnych źródeł razem wziętych ;-; Dziękuję za komentarze...<3 WESOŁYCH MIKOŁAJEK <3
Frank
Moje życie, hmm...Jest przeciętne, jednak nie narzekam na nie. Jestem singlem i w pełni to wykorzystuję. Co prawda jestem gejem, ale ludzi tego typu nie brakuje w mojej okolicy. Często imprezuję i na drugi dzień znajduję się u jakiegoś innego chłopaka w domu. Stało się to dla mnie normalne. Jednak moim rodzicom nie podobało się, że często nie wracam na noc do domu i nie wiedzą co robię. Postanowili się przeprowadzić. Byłem niepełnoletni, więc nie miałem w tej kwestii nic do gadania. W nowym mieście nie znałem nikogo i nikt nie znał mnie. Mogłem zacząć nowe życie, lecz mnie podobało się stare. Jestem trudnym szesnastolatkiem. Bunt przeciwko nie wiadomo czemu.
Musiałem odwiedzić nową szkołę, nieco oddaloną od naszego domu. Nie zostałem tam zbyt miło przyjęty. Nauczycielom głównie nie podobał się mój wygląd. Czarna bluzka zwykle z nazwą zespołu, czarne rurki, glany, pomalowane oczy czarną kredką oraz czarne włosy z grzywką na bok. Na ręku noszę pieszczochę, a do plecaka jest przypiętych kilka łańcuchów. Mój wygląd odstrasza również uczniów, ale mnie właśnie o to chodzi. Nienawidzę szkoły, a zwłaszcza tych ludzi tam. W każdej możliwej chwili zrywam się z lekcji.
Nadszedł czas na jeden z najnudniejszych dla mnie przedmiotów. Otóż, była to historia. Usiadłem do najbardziej oddalonej od nauczyciela ławki. Ku mojemu zdziwieniu usiadł obok mnie pewien chłopak. Z wyglądu nieco przypominał mój buntowniczy styl. Zauważyłem, że również nie ma ochoty słuchać paplaniny nauczyciela. Wyciągnął jakiś zeszyt z rysunkami i zaczął kreślić na kartce kontury. Przyglądałem się temu uważnie, lecz tak by nie zauważył. Ujrzałem zarys nagiej skulonej kobiety, która w zakrwawionej dłoni trzymała żyletkę. Spodobało mi się, a rysunek był na prawdę piękny. Był niezwykły. Chłopak nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Zupełnie jakbym był powietrzem. Nie przejąłem się zbytnio tym, gdyż to do mnie niepodobne. Jestem typem kogoś, kto lubi się zabawić, nie ma w życiu sentymentów, a życie ogólnie jest mi zupełnie obojętne.
Po powrocie do domu tak jak zwykle od razu siadam do komputera. Tam ludzie byli inni, wyrozumiali, miło się z nimi rozmawia, mają podobne zainteresowania. Tego dnia ktoś nowy do mnie napisał. Podawał się za wysokiego, czarnowłosego homoseksualistę a w dodatku lubił podobne zespoły muzyczne. Nie pokazał mi jednak swojego zdjęcia. Nie miałem pojęcia z kim rozmawiam. Był tajemniczy. Bardzo szybko nawiązaliśmy ze sobą dobry kontakt....
Frank
Moje życie, hmm...Jest przeciętne, jednak nie narzekam na nie. Jestem singlem i w pełni to wykorzystuję. Co prawda jestem gejem, ale ludzi tego typu nie brakuje w mojej okolicy. Często imprezuję i na drugi dzień znajduję się u jakiegoś innego chłopaka w domu. Stało się to dla mnie normalne. Jednak moim rodzicom nie podobało się, że często nie wracam na noc do domu i nie wiedzą co robię. Postanowili się przeprowadzić. Byłem niepełnoletni, więc nie miałem w tej kwestii nic do gadania. W nowym mieście nie znałem nikogo i nikt nie znał mnie. Mogłem zacząć nowe życie, lecz mnie podobało się stare. Jestem trudnym szesnastolatkiem. Bunt przeciwko nie wiadomo czemu.
Musiałem odwiedzić nową szkołę, nieco oddaloną od naszego domu. Nie zostałem tam zbyt miło przyjęty. Nauczycielom głównie nie podobał się mój wygląd. Czarna bluzka zwykle z nazwą zespołu, czarne rurki, glany, pomalowane oczy czarną kredką oraz czarne włosy z grzywką na bok. Na ręku noszę pieszczochę, a do plecaka jest przypiętych kilka łańcuchów. Mój wygląd odstrasza również uczniów, ale mnie właśnie o to chodzi. Nienawidzę szkoły, a zwłaszcza tych ludzi tam. W każdej możliwej chwili zrywam się z lekcji.
Nadszedł czas na jeden z najnudniejszych dla mnie przedmiotów. Otóż, była to historia. Usiadłem do najbardziej oddalonej od nauczyciela ławki. Ku mojemu zdziwieniu usiadł obok mnie pewien chłopak. Z wyglądu nieco przypominał mój buntowniczy styl. Zauważyłem, że również nie ma ochoty słuchać paplaniny nauczyciela. Wyciągnął jakiś zeszyt z rysunkami i zaczął kreślić na kartce kontury. Przyglądałem się temu uważnie, lecz tak by nie zauważył. Ujrzałem zarys nagiej skulonej kobiety, która w zakrwawionej dłoni trzymała żyletkę. Spodobało mi się, a rysunek był na prawdę piękny. Był niezwykły. Chłopak nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Zupełnie jakbym był powietrzem. Nie przejąłem się zbytnio tym, gdyż to do mnie niepodobne. Jestem typem kogoś, kto lubi się zabawić, nie ma w życiu sentymentów, a życie ogólnie jest mi zupełnie obojętne.
Po powrocie do domu tak jak zwykle od razu siadam do komputera. Tam ludzie byli inni, wyrozumiali, miło się z nimi rozmawia, mają podobne zainteresowania. Tego dnia ktoś nowy do mnie napisał. Podawał się za wysokiego, czarnowłosego homoseksualistę a w dodatku lubił podobne zespoły muzyczne. Nie pokazał mi jednak swojego zdjęcia. Nie miałem pojęcia z kim rozmawiam. Był tajemniczy. Bardzo szybko nawiązaliśmy ze sobą dobry kontakt....
czwartek, 21 listopada 2013
...
Witajcie! Za jakiś czas pojawi się pierwszy rozdział nowego opowiadania...Jak tylko nawiedzi mnie wena ;)
Wybaczcie, ale to może trochę potrwać bo ostatnio jest dużo nauki w szkole :c Dziękuję przede wszystkim tym, którzy czytają co napiszę na tym blogu (Jak dla mnie całkiem spora liczba wyświetleń) <3
niedziela, 10 listopada 2013
XI Rozdział-The End
I w końcu jest ostatni rozdział. Za jakiś czas pojawi się One Shot :)
Bardzo Dziękuję wszystkim, którzy to czytają ;)
Frank
Close your eyes
Turn up the silence
The heartache of your life
Dance forever
Under the lights
This brutal love. *
Bardzo Dziękuję wszystkim, którzy to czytają ;)
Frank
Po miło spędzonej nocy nadszedł czas na spotkanie rodzinne. Gerd powiedział, że już należę do rodziny. To bardzo urocze.
Ubraliśmy nasze garnitury i czekaliśmy na parkingu, na wujka, który ma po nas przyjechać. Czuliśmy się dosyć głupio w takich ubraniach. Raczej rzadko się tak ubieramy, ale to jest wyjątkowy dzień.
-Jak my powiemy o nas wszystkim?- Zapytałem.
-Myślałem o tym wczoraj, jak już zasnąłeś i jakoś brak pomysłów z mojej strony.- Odpowiedział Gee.
-A może nie chcesz, żeby twoja rodzina znała prawdę?- Stwierdziłem.
-Oczywiście, że chcę! Nawet nie próbuj myśleć inaczej!- Mocno się do mnie przytulił.
-To słodkie. Miło, że chcesz mnie przedstawić jako swojego chłopaka.- Powiedziałem.- A gdzie jest wuj? Już dawno miał być.
-Nie wiem właśnie- Powiedział Gerard, który wciąż się do mnie przytulał. W tym momencie oparł mnie o słup, stojący obok nas i zaczął mnie namiętnie całować.
-Gerd! W każdej chwili może ktoś nas tu zobaczyć! Mało ci wczoraj było?- Próbowałem przerwać.
-Trudno. Jak jeszcze go nie ma, to pewnie się troszkę spóźni.- Wymruczał czarnowłosy, nie przerywając pocałunku.
Podjechał samochód...
-Hej! Chłopaki! Koniec tego dobrego. Wsiadajcie do samochodu, bo się spóźnimy.- Zaśmiał się.
Bez słowa usiedliśmy na tylnych siedzeniach samochodu. Gerard się do mnie uśmiechał i widział, że jestem skrępowany, przez tą sytuację, która miała miejsce kilka chwil temu.
-Ej Frank! Uśmiechnij się. Co jest?- Gee próbował mnie jakoś rozluźnić, całując w policzek.
Odpowiedziałem uśmiechem, lecz wciąż nie wiedziałem jak się zachować.
-No jak chłopaki wam się spało?- Zapytał wujek.
-Nie długo spaliśmy, ale to była bardzo przyjemna noc- Odpowiedział Gerard, wywołując u mnie tym samym rumieńce.
-A to może mi opowiesz, jak to z wami jest? Z tego co słyszę to łączy was coś wyjątkowego- mówił dalej wujek.
-Szczerze mówiąc poznaliśmy się przez przypadek- Zacząłem mówić, by Gerard nie powiedział znowu za dużo- wszedłem do baru, gdzie Gee okazał się być barmanem. Chwilę rozmawialiśmy, a potem zaprosił mnie do dyskoteki. To spotkanie wtedy przebiegło nieco inaczej niż się spodziewałem i od tego wszystko się zaczęło.
-Frank...Jaki ty jesteś tajemniczy!- Krzyknął czarnowłosy- Po prostu wtedy, w dyskotece chciałem pocałować Franka, lecz on się nie chciał zgodzić. Strasznie pociąga mnie w nim właśnie ta tajemniczość. Trzeba go codziennie odkrywać na nowo.
-No, no Gerardzie...Nigdy nie podejrzewałbym cię o homoseksualizm. Na pewno wszyscy będą nieźle zaskoczeni, gdy im o tym powiecie. Jednak widzę, że wy na prawdę do siebie coś czujecie i to jest piękne- Uśmiechnął się wujek.
Nastała cisza. Byłem pozytywnie zaskoczony reakcją wujka. To bardzo miły i niezwykle tolerancyjny człowiek. Nic dziwnego, że mój chłopak mu tak ufa.
Gdy już dojeżdżaliśmy na miejsce zacząłem z Gee zastanawiać się znowu, jak powiemy o nas wszystkim. Bardziej baliśmy się ich reakcji. Wujek słysząc, że nie mamy pomysłu, wpadł na pewien plan. Bardzo nam się spodobał, dlatego też postanowiliśmy tak zrobić.
Wysiedliśmy z samochodu i weszliśmy do małego kościółka. Msza nie była aż taka nudna jak zwykle. Przysięga została złożona po raz kolejny. Później wszyscy udaliśmy się do restauracji. Obiad już na wszystkich czekał, lecz wujek poprosił o chwilę uwagi.
-Dziękuję Wam wszystkim, że przyszliście. Jesteśmy już razem dwadzieścia pięć lat, jednak nie tylko my cieszymy się szczęściem. Myślę, że Gerard chciałby nam coś powiedzieć.- Oddał głos Gee.
-Dziękuję. Chciałbym wam powiedzieć, że... Frank i ja od pewnego czasu jesteśmy parą- Powiedział.
Na sali nastała grobowa cisza,a po chwili wszyscy, bez wyjątku zaczęli klaskać. To było niesamowite. Okazało się, że rodzina Gee bardzo ciepło mnie przyjęła. Cieszyli się, że jesteśmy ze sobą szczęśliwi i jest nam razem dobrze.
Rozpoczęły się tańce. Mój ukochany zaprosił mnie do tańca, a ja nie potrafiłem mu odmówić. Weszliśmy na parkiet i przygasły nagle światła. Nie wiedzieliśmy co się dzieje. Spojrzałem w stronę orkiestry, a tam za mikrofonem stał już wujek Gerarda.
-Teraz utwór dla naszej świeżo upieczonej pary.- Powiedział i zaczęto grać wolny, spokojny utwór.
Uśmiechnąłem się nieśmiało do czarnowłosego, a on przytulił się do mnie. Kołysaliśmy się w rytm muzyki. Wszyscy na nas tak patrzeli, jakby to był dzisiaj nasz dzień. Po zakończonej piosence wszyscy krzyczeli, abyśmy się pocałowali. Serio czułem się jakby to był nasz ślub. Gerard widział, że jestem zdezorientowany.
-Chcesz tego?- Wyszeptał mi do ucha.
-Nie wiem. To bardzo dziwne, że wszyscy nas tak traktują. Czuję się jak..jakby to był nasz ślub, ale...- To "ale" było dla Gee oczywistą odpowiedzią.
Pewnie wpił się w moje usta, wplątując palce w moje włosy. Całował mnie bardzo namiętnie, aż w pewnym momencie brakło mi tchu. Wszyscy zaczęli gwizdać i cieszyć się. Chcieli żebyśmy to powtórzyli, ale Gee powiedział, że już wystarczy. Wiedział, że nie warto przesadzać. *Nie ukrywam...Ten pocałunek był nieziemski* .
Cały dzień miło spędziliśmy w rodzinnym gronie. Późnym wieczorem wszyscy zaczęli się zbierać i wujek postanowił zawieźć nas do domu.
Siedząc w samochodzie oparłem głowę o ramię Gee. Było bardzo romantycznie.
-Jesteśmy- Powiedział wuj, wjeżdżając na parking, jednocześnie wybijając mnie z myśli.- Dziękuję wam, że to tak wszystko wyglądało. Ile jeszcze chcecie tu zostać?
-Jeszcze sześć dni- Odpowiedziałem.
-Oooo...To jeszcze koniecznie musimy się spotkać.- Powiedział.
Pożegnaliśmy się i poszliśmy zmęczeni do domu. Od razu opadliśmy na łóżko i pełni wrażeń zasnęliśmy.
***
Przez te wszystkie dni świetnie się razem bawiliśmy. Niestety nadszedł już czas powrotu. Spakowaliśmy walizki i poszliśmy na parking w oczekiwaniu na wuja, który ma nas zawieźć na lotnisko. Przyjechał dość szybko. Zapakowaliśmy do bagażnika nasze bagaże i odjechaliśmy na lotnisko.
-No cóż... Szkoda, że musicie już wracać. Na prawdę miło z wami było i tak wesoło. Przyjedziecie jeszcze?- Zapytał wujek, gdy wyciągaliśmy walizki z samochodu.
-Jak nas jeszcze zaprosisz to z chęcią cię odwiedzimy- Odparł Gee- I jeszcze raz za wszystko ci dziękujemy.
Wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Odprowadził nas pod sam samolot. Pożegnaliśmy się i weszliśmy do środka. Ja już na samym wejściu zacząłem panikować. Samoloty są przerażające. Gerard mnie uspakajał. Założył mi na uszy słuchawki, z których wydobywała się piosenka, która zawsze mnie niezwykle uspokaja.
Gerard o tym doskonale wiedział. Wsłuchałem się i słyszałem:
Turn out the lightsClose your eyes
Turn up the silence
The heartache of your life
Dance forever
Under the lights
This brutal love. *
Zasnąłem. Obudził mnie Gerard, gdy już mieliśmy lądować. Dzięki niemu cała ta podróż minęła mi szybko i bez strachu.
Taxi dojechaliśmy do domu. Ledwo wnieśliśmy do domu walizki, a do Gerarda już dobijał się telefon.
-Halo?- Odebrał.
-Witam. Mogą państwo już odebrać pieska wcześniej. Jest gotowy, by znaleźć się w nowym domu.
-Dziękuję bardzo. Jutro go odbierzemy.- Odpowiedział.
-To wspaniale. Będę państwa wyczekiwać- Rozłączyła się.
Gerard spojrzał na mnie z uśmiechem na twarzy. Oznajmił mi, że jutro jedziemy odebrać mojego Ray'a. Cudownie! Byłem już dobrze przygotowany na nadejście nowego mieszkańca domu.
Usiedliśmy na kanapie w salonie.
-Kocham Cię Gerd. Kocham Cię najmocniej na świecie. Nigdy cię nie opuszczę i będę ci wierny. Tylko mnie kochaj.- Powiedziałem i pocałowałem go.
To jest właśnie ten jedyny. Mężczyzna, z którym chcę spędzić resztę życia, a nawet i więcej.
---------------------------------------
* Fragment piosenki:
Green Day- Brutal Love
KONIEC
czwartek, 7 listopada 2013
XI Rozdział
Za nie długo pojawi się ostatni rozdział.
Frank
*Co do One Shota, wciąż będę starała się namówić przyjaciółkę na dodanie tutaj swojego. Jest na prawdę
świetny, ale jakoś nie mogę jej przekonać*
świetny, ale jakoś nie mogę jej przekonać*
Scenę +18 napisały osoby poznane przeze mnie w internecie:3 Kris i Marta <3 DZIĘKUJĘ WAM <3
Są genialne:>
Miłego czytania :*
Są genialne:>
Miłego czytania :*
Frank
Jadę samochodem, a nie mam prawa jazdy. Stromo, ślisko, pada śnieg. Akurat śnieżyca się rozpoczęła. Modliłem się w duchu, by przeżyć. Straciłem panowanie nad kierownicą, samochód zawirował na niezbyt uczęszczanej drodze. Wpadł do rowu. W tym momencie obudziłem się cały spocony. To był tylko sen.
Jesteśmy już w samolocie. Lecimy do Hiszpanii. Gdy tylko się obudziłem, spojrzałem na Gerarda. On jeszcze spał.
-Prosimy zapiąć pasy. Zaraz lądujemy- Z małego głośnika w ścianie samolotu wydobył się miły, kobiecy głos.
Zacząłem budzić Gee, który najwyraźniej nie miał zamiaru mnie posłuchać.
-Gerard...Gerard! Wstawaj! Zaraz lądujemy!- dźgałem go, żeby w końcu otworzył oczy.
-Już? Już lądujemy?- Zapytał zaspany czarnowłosy.
-Tak. Zapinaj już lepiej pasy. - Odpowiedziałem nerwowo.
-Ej Frank! Co ty taki zdenerwowany? Spokojnie, to tylko samolot. Szczęśliwie wylądujemy. O nic się nie martw. - Uspokajał mnie Gerard, widząc moje zdenerwowanie.
Od zawsze bałem się latać samolotem. To może zabawne, ale lecę pierwszy raz. Zawsze tego unikam. Nigdy nie odważyłem się do niego wejść. Moja kolejna fobia...
Samolot zaczął zbliżać się ku ziemi. Zamknąłem oczy i zacząłem głęboko oddychać, by wyeliminować strach. Gerard złapał mnie mocno za rękę i siedział spokojnie. Nagle wylądowaliśmy, a ja odetchnąłem z ulgą. Miło było poczuć w końcu ląd. Jeszcze minęła chwila zanim się uspokoiłem.
Gerard
Wyszliśmy z samolotu, a tam czekał już na nas mój kuzyn, który przyjechał by odebrać nas z lotniska. Frank w tym czasie poszedł do toalety. Podczas lotu się nie odważył wstać z miejsca.
-Witaj Gerd! Jak ja cię dawno nie widziałem! Bardzo się zmieniłeś! A gdzie jest ta twoja dziewczyna, która miała z tobą przyjechać?- zapytał kuzyn.
-Witaj! Dziewczyna? Nie przyjechałem z dziewczyną. Przyjechałem z pewnym chłopakiem. Wujek mi nie dał dojść do słowa i nie zdołałem mu powiedzieć, że nie mam żadnej dziewczyny- odparłem.
-Oooo...A to gdzie ten twój przyjaciel?- Pytał dalej.
-Ma na imię Frank. Zaraz przyjdzie, bo akurat poszedł do toalety- Odpowiedziałem-Chodźmy po bagaże!
Podeszliśmy do całej sterty bagaży i zaczęliśmy szukać naszego. Po chwili dołączył do nas Frank. Poznałem ich ze sobą i po znalezieniu bagaży, poszliśmy do samochodu, by w końcu pojechać do mojego wujka. Musimy się przywitać i dowiedzieć się gdzie będziemy spać.
Dojechaliśmy do małej willi, nie daleko plaży. Na wejściu już wszyscy na nas czekali. Bardzo ciepło nas przywitali, lecz wuj nie ukrył swojego zdziwienia, dlaczego nie przyjechałem z dziewczyną.
Zaprosił nas do środka. Dom był bardzo elegancki. Wujek nigdy nie należał do biednych osób. Odkąd pamiętam, nigdy nie narzekał na brak pieniędzy.
Usiedliśmy na kanapie w ogromnym salonie, z widokiem na ocean. Podczas gdy piliśmy sobie z całą rodzinką kawę, padło w naszym kierunku mnóstwo pytań, ale chyba nikt nie podejrzewał, że my jesteśmy parą.
Powiedziano nam kiedy dokładnie ma się odbyć ceremonia odnawiania przysięgi. Miało się to odbyć już jutro...
-Gerard... Jestem zmęczony. Kiedy idziemy?- szepnął do mnie Frank, gdy wszyscy byli zajęci oglądaniem zdjęć ze ślubu, sprzed dwudziestu pięciu lat.
-Ja też bym już chętnie się stąd zmył. Jeszcze zdążymy porozmawiać z rodziną- Odpowiedziałem, w tym samym momencie wstając- Bardzo miło się z Wami tu siedzi, ale chyba powinniśmy już iść. Jesteśmy zmęczeni po podróży, a jutro ważny dzień.- Powiedziałem do wszystkich.
-No dobrze. To chodźcie za mną. Zawiozę was do waszego domu i zostawię wam kluczę- Powiedział wujek.
Pożegnaliśmy się ze wszystkimi. Nie wiadomo po co, skoro i tak jutro wszyscy znowu się spotykamy na ceremonii.
Pojechaliśmy na mały parking przy samej plaży. O dziwo wuj kazał nam już wychodzić z samochodu. Poszliśmy za nim, zabierając walizki z bagażnika. Zaprowadził nas do niewielkiego domku, leżącego na samej plaży. Wokół niego był niski płotek i kilka drzew.
-To jest wasz dom. Byłem pewien Gerardzie, że przyjedziesz z dziewczyną i chciałem, by było romantycznie, a teraz pewnie będzie wam dziwnie tak spać razem, w jednym pokoju. Ale nie martwcie się. Są przynajmniej dwa łóżka i..- Mówił wujek.
Spojrzałem na Franka i jego wzrok mówił sam za siebie. Oboje uważaliśmy, że warto powiedzieć wujkowi, że Frank to mój chłopak. Zaraz potem oddalił się, wędrował wzdłuż plaży.
-Dziękuję- Przerwałem mu- To na prawdę trafione i najlepsze co mogłeś dla nas przygotować!
-Ale jak to? Nie ma żadnego problemu?- Zapytał zdziwiony.
-Ależ skąd! Miło będzie pobyć wraz ze swoim chłopakiem w tak cudownym miejscu!- uśmiechnąłem się.
-Chłopakiem? Tak się teraz przyjaciół nazywa?- zaśmiał się myśląc, że żartuję.
-Nie! Frank i ja jesteśmy od jakiegoś czasu razem. Lepiej będzie jak na razie nie powiesz tego nikomu. Nie chcę, by pochopnie oceniano Franka- Powiedziałem.
-No nieźle mnie zaskoczyłeś młody! Ja też myślę, że lepiej będzie jak nikt się nie dowie o was. Wszystko w swoim czasie. Do jutra w takim razie- Wręczył mi kluczyki i uśmiechnął się.
-Do jutra! Jeszcze raz bardzo ci za wszystko dziękuję- Powiedziałem, odwzajemniając uśmiech.
Wujek się oddalił, a ja podbiegłem do spacerującego wzdłuż plaży Franka.
-Spójrz tylko. Mamy cały dom dla siebie, plażę..własną plażę- Powiedział Frank.
-To cudowne!- Odpowiedziałem.
-Wciąż jestem zmęczony. Chodźmy się położyć na piasku przy domku!- zaproponował, a właściwie narzucił Frank.
-Świetny pomysł- Powiedziałem.
Nawet nie wchodząc jeszcze do domu, położyliśmy się na na plaży.
Drobny piasek, powiew ciepłego wiatru w cieniu...ach, czego chcieć więcej. Miałem wrażenie, jakby coś łaskotało mnie w twarz. Otworzyłem oczy i spostrzegłem, że robi się już ciemno. Długo musiałem spać. Gerard leżał obok mnie, gładząc mnie listkiem po twarzy.
-No nareszcie się obudziłeś! Z nudów tu bez ciebie umieram.- Powiedział Gerd.
Oparłem go całego na ziemię i położyłem się na nim.
-A co takiego chciałbyś robić ze mną, a nie możesz tego robić sam?- Zapytałem. On w odpowiedzi pocałował mnie.
-Na przykład to- Powiedział Gee, mając na myśli pocałunek.
-Tylko tyle?- Zapytałem, doskonale wiedząc do czego zmierza czarnowłosy- A czy może mój kotek nie miałby ochoty na małą zabawę?
-Twój kotek zawsze ma ochotę na to co masz teraz na myśli- Odpowiedział, wsuwając swoją rękę pod moją koszulkę.-Ale przygotowałem dla nas kolację! Chodźmy zanim wystygnie.
(Tu zaczynają pisać dziewczyny*Kris i Marta*)
Hiszpania, wieczór i tylko my dwaj. Właśnie jedliśmy kolację, Gerard się postarał. Dbał o mnie jak nikt inny. Nigdy się tak nie czułem. Patrzył mi w oczy, gdy tylko podniosłem głowę znad talerza. Ta jego słodka, delikatna twarzyczka... Gerard i ja popatrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Taka słodka chwila, taka romantyczna...W końcu go pocałowałem. Nie mogłem się powstrzymać, tak słodko na mnie patrzył.
-Kochanie, ta kolacja była świetna- Powiedziałem uśmiechając się.
Cieszyło mnie to, że był teraz ze mną. Tylko tego mi było trzeba. Wstałem od stołu, gdy on to zrobił. Podszedł do mnie powoli, patrząc w oczy.
-Frankie skarbie... Kocham cię- Powiedział Gee i mnie pocałował.
Był to cudowny pocałunek, długi i romantyczny. Kiedy w końcu oderwaliśmy się od siebie, pociągnąłem go do naszej sypialni. Nie mogłem się opanować, to przez niego, działał na mnie jak narkotyk. Rzuciłem go na łóżko, a potem sam się na nim położyłem. Zaczęło się tylko od niewinnych pocałunków, jednak potem zdjąłem z niego koszulkę. Miał taką seksowną klatę. Nie mogłem nacieszyć się jego ciałem. Ciągle chciałem go więcej i więcej. I wreszcie go mam. Tylko my. Nikt nie mógł nam tego zepsuć. Powoli rozpinałem jego spodnie, Gerard nie został w tyle, zrzucił ze mnie koszulę, potem zajął się paskiem od spodni. Uśmiechnąłem się.
Nagle zadzwonił telefon, to wszystko popsuło, cały romantyczny nastrój, jednak kiedy tylko Gerard pogadał wróciliśmy do tego co zaczęliśmy.
-Zdradzasz mnie?- Spytałem dla żartu, ale gdy usiadł mi na biodrach, zaraz zapomniałem, że coś nam przeszkodziło.
Kontynuował rozpinanie moich spodni, aż pozbył się ich na dobre. Uśmiechnąłem się szerzej, on także. Po chwili nasze usta złączyły się w długim, namiętnym pocałunku. Gee wiedział co lubię. Obmacywał mnie jak pedofil, jednak podobało mi się to. Taaak, zdecydowanie chciałbym być gwałcony przez kogoś takiego. Dłońmi błądziłem po jego nagich plecach i brzuchu. Jego ciało kusiło mnie coraz bardziej, nie mogłem już wytrzymać, jednak jemu mogłem dać się tak męczyć nawet kilka godzin. Ale chciałem mieć go tylko dla siebie. Chciałem stać się z nim jednością tutaj, teraz..I tak się też stało. Najpierw poczułem ból, jednak potem było mi zajebiście dobrze.
-Gee, nie przestawaj...- Wyjęczałem.
Złapałem w dłonie poduszkę i przycisnąłem ją do swojej twarzy, by nie jęczeć zbyt głośno. Jednak nie mogłem. Dźwięki rokoszy było słychać w całym pokoju. Z ust Gerarda też niekiedy wydał się przytłumiony jęk. Widać, że było mu cholernie dobrze. Tak ja i mnie.Nagle poczułem, że dochodzę. Gee chyba też to poczuł, bo przyspieszył. Doszliśmy prawie w tym samym czasie...Opadł na mnie bez sił. Oboje oddychaliśmy szybko, a nasze serca nie trzymały się jednego rytmu. Mocno go przytuliłem.
(I tu znów piszę ja..)
-Co powiesz na małe szaleństwo?- Zapytałem.
-Hmmm...co masz na myśli?-Zapytał Gerard.
-Może pójdziemy teraz wykąpać się w oceanie przed domem..nago?-Zaproponowałem.
-A postarasz się?- Wymruczał.
-Śmiesz twierdzić, że kiedyś się nie postarałem?- Zapytałem z oburzeniem.
-Nie złość się tak, to żart. Jesteś w tym najlepszy- Zaśmiał się Gee.
Oboje wyszliśmy nago z domku i szybko wbiegliśmy do wody. Próbowałem przytulić Gerarda, lecz on zanurkował i zaczął się bawić pod wodą moim przyrodzeniem. Starałem się nie krzyczeć, ale się nie udało. Z każdym kolejnym uściśnięciem czarnowłosego pod wodą, wydawałem z siebie coraz głośniejsze odgłosy. W końcu wynurzył się, by zaczerpnąć powietrza.
-Wiesz, że twoje jęki słychać pod wodą?- Zaśmiał się.
Rzuciłem się na niego, tak że razem wpadliśmy pod wodę.
-Widzisz jak na mnie działasz!- odpowiedziałem, zaraz potem wpijając się w jego jędrne usta.
Wypłynęliśmy na brzeg i położyliśmy się razem na piasku. Złapaliśmy się za ręce i leżeliśmy tak przez jakiś czas w milczeniu, obserwując gwiazdy. Niebo było wyjątkowo gwieździste tej nocy.
Zrobiło nam się już chłodno. W końcu to już noc i dopiero wyszliśmy z lodowatej wody. Poszliśmy do domku. Gerard pchnął mnie na łóżko i położył się na mnie. Do jego ucha szepnąłem tylko krótkie "kocham Cię". Potem przykryłem go kołdrą. Zasnęliśmy dość szybko po tych jakże upojnych chwilach. Nie zapomnę tego. Nigdy.
czwartek, 31 października 2013
X Rozdział
DZIŚ NASZ KOCHANY FRANK OBCHODZI URODZINKI <3
Tak się złożyło, że w moim opowiadaniu również ma urodziny :*
Życzę Wam wszystkim udanego Ieroween i miłego czytania :)))
Frank
Tak się złożyło, że w moim opowiadaniu również ma urodziny :*
Życzę Wam wszystkim udanego Ieroween i miłego czytania :)))
Frank
Obudziłem się i zerknąłem w bok, by sprawdzić czy Gee już wstał. Jego tam nie było. On zawsze wstaje szybciej ode mnie. Tego dnia szczególnie nie chciałem zostać w łóżku i przespać cały dzień. Są moje urodziny. Jak ja ich nie lubię! Z roku na rok bliżej trumny. W dzieciństwie urodziny są fajne, zwłaszcza że moje są w lubiane przez dzieciaki Halloween, ale od jakiegoś dłuższego czasu nie są niczym przyjemnym.
-Wstawaj śpiochu! Mam dla ciebie niespodziankę. Przed nami długa droga, a ty śpisz w najlepsze!- powiedział Gerard, zrywając ze mnie kołdrę.
-Niespodziankę? Ale co, gdzie i jak?- zapytałem zdezorientowany.
-Dosyć pytań. Ubieraj się i jedziemy. Zobaczysz o co chodzi na miejscu. -powiedział Gee.
Bez zadawania więcej pytań, wstałem i ubrałem się, tak jak to powiedział czarnowłosy. Kazał mi szybko ubrać buty i wychodzić.
Zamknął za nami drzwi i wyszliśmy na parking, który był na naszym osiedlu. Chłopak pożyczył samochód od swoich rodziców, by mnie gdzieś zabrać. Wsiedliśmy do niego i Gee podał mi kanapkę oraz kawę w termosie. On wie czego potrzebuję na rozbudzenie się rano.
Jechaliśmy długą drogę. Prawie całą przespałem. Gdy w końcu dojechaliśmy na miejsce, moim oczom ukazał się piękny, duży dom. Nie wiedziałem po co się tu zatrzymaliśmy. Gerard po drodze nie chciał mi nic powiedzieć.
Wyszliśmy z samochodu i od razu podeszliśmy to wielkich, rzeźbionych drzwi domu. Gee wciąż ignorował wszystkie moje pytania i próby dowiedzenia się czegokolwiek. Drzwi otworzyła nam dosyć młoda, ładna kobieta. Miło nas powitała i było już dla mnie oczywiste, że się nas spodziewała.
-Witajcie! Idźcie tam- Powiedziała do nas, wskazując kolejne wielkie drzwi w domu.
Gerard bez wahania wziął mnie za rękę i zaprowadził do drzwi. Otworzył je, a ja w tym momencie zaniemówiłem. Nie mogłem uwierzyć w to co właśnie zobaczyłem. Pełno małych szczeniaczków. Ja tak kocham psy... Były takie malutkie, bezbronne.
-Jeden będzie twój kochanie. Możesz wybrać- Powiedział Gee.
-Poważnie? Chyba żartujesz!?- Pytałem, wciąż nie mogąc w to uwierzyć.
-Nie, nie żartuję. Można odebrać go najwcześniej za trzy tygodnie, więc zdążysz się przygotować na przyjęcie nowego członka naszej rodziny.- Mówił uśmiechnięty.
Na chwilę zamyśliłem się...'Naszej rodziny'. Jak to pięknie brzmi. Nie spodziewałem się, ze tak szybko nazwie nas rodziną. To cudowne, na prawdę.
Uradowany usiadłem wśród tych wszystkich słodkich piesków, dla których natychmiast stałem się obiektem lizania. Zastanawiałem się którego pieska wybrać. Wszystkie były tak nieziemsko kochane. Jeden z nich szczególnie zwrócił na siebie uwagę. Zdecydowanie różnił się od innych. Był to mały, biały pudelek, który cały czas energicznie skakał i biegał. Powiedziałem Gerardowi, że chciałbym tego właśnie pieska. Od razu przyszło mi nawet imię do głowy. Będę mówić na niego Ray. *Mój kolega ze szkoły miał takie włosy jak pudelek. Na imię było mu Ray. Tak mi się kojarzy z tym psem*
Podczas, gdy Gerard rozmawiał z młodą kobietą o piesku, ja wykorzystałem jeszcze chwilę i bawiłem się z psami. W końcu jednak musieliśmy już opuścić dom, jednakże to jeszcze nie był koniec niespodzianek jakie zaplanował mój ukochany na ten dzień.
Wsiedliśmy do samochodu i nie długo potem znaleźliśmy się w restauracji. Była bardzo elegancka. Gee wcześniej zarezerwował dla nas obojga stolik. Zamówiliśmy sobie szampana i coś do jedzenia. Po chwili oczekiwań przyniesiono nam zamówienia, a ja cały czas byłem podekscytowany wydarzeniami sprzed kilkudziesięciu minut. Najedzeni rozmawialiśmy jak zwykle o wszystkim, aż nagle do naszego stolika podszedł kelner, w ręku trzymając mały torcik z napisem "Wszystkiego Najlepszego Kochanie. Twój Gerard". Aż mi się łezka w oku zakręciła. To było takie słodkie.
-No więc kochanie. Zanim zdmuchniesz świeczki , chcę ci coś jeszcze powiedzieć- Przerwał Gee.
-Słucham- powiedziałem
-Za nie cały tydzień jedziemy do Hiszpanii. Teraz bez pytań zdmuchnij świeczki- uśmiechnął się czarnowłosy.
Zdmuchnąłem świeczki i zaraz potem zacząłem wypytywać o ten wyjazd. Już się go nie mogę doczekać.
Gdy już się zrobiło dość późno wyruszyliśmy w długą drogę powrotną. Jak zwykle zasnąłem zaraz po wyjechaniu z parkingu restauracji.
sobota, 26 października 2013
IX Rozdział
Wybaczcie, że tak późno kolejny rozdział, ale duuużo nauki w szkole i zadań domowych. Już mówię z góry, że następny rozdział będzie w czwartek...w Ieroween <3
UWAGA: JEST ZMIANA PUNKTU WIDZENIA. Tym razem Gerard a nie Frank.
Gerard
UWAGA: JEST ZMIANA PUNKTU WIDZENIA. Tym razem Gerard a nie Frank.
Gerard
Gdy tylko się obudziłem i zobaczyłem, że Frank śpi, wstałem po cichu, tak żeby go nie obudzić i poszedłem pod prysznic. Wychodząc spod niego, zdałem sobie sprawę, że zapomniałem wziąć ze sobą jakieś ubrania ze sobą do łazienki. Ubrania leżą jeszcze w walizce obok kanapy, na której spał teraz Frank.
Zawinąłem się w ręcznik i wyszedłem z łazienki. Udałem się w kierunku walizki. Okazało się, że Frank już nie śpi.
-No,no ...Co to za piękne widoki z rana-uśmiechnął się Frank, patrząc na mnie.
-Zapomniałem wziąć ze sobą ubrań-powiedziałem, odwzajemniając uśmiech.
-To może nie ubieraj się i chodź tu do mnie?-zaproponował Frank, przybliżając mnie do siebie.
-Wybacz Franiu. Dzisiaj praca, ale wieczorem możemy nad tym pomyśleć...Jak będziesz grzeczny to się zastanowię-mówiłem.
Pocałowałem Franka w czoło, wziąłem ubrania i poszedłem z powrotem do łazienki. Po wyjściu z łazienki, natychmiast zabrałem telefon, pożegnałem Franka i wyszedłem do pracy.
Taaaak....Już za nie długo Frank ma urodziny. Fajnie byłoby przygotować dla niego jakąś niespodziankę. Z tego co mi wiadomo, to nie ma zbyt wielu znajomych. Ma tylko mnie i Phill'a. Może zabrać go na jakąś romantyczną kolację, a może z Phill'em wyjść razem do dyskoteki lub baru. Tyle pomysłów, ale który wybrać. Chociaż nie głupim pomysłem byłoby przygotować jakiś wyjątkowy prezent, a wieczór spędzić w domu, we dwoje.
Gdy tak rozmyślałem, zamiast skupić się na pracy, nagle zadzwonił telefon. Byłem pewien, że to Frank, ale się pomyliłem.
-Halo?-powiedziałem, odbierając telefon.
-Gerd? W końcu mogę z tobą porozmawiać. Strasznie trudno jest się do ciebie dodzwonić. Jest taka sprawa... Za nie całe dwa tygodnie mam z żoną 25 rocznicę ślubu. Z tej okazji zaplanowaliśmy odnowić przysięgę małżeńską. Chcielibyśmy żebyś do nas przyjechał i oczywiście dojazd, nocleg, itp. płacę ja. Ty tylko musisz załatwić sobie urlop w pracy i zgodzić się.
Na chwilę zamilkłem. To był mój wujek. W dzieciństwie najbliższa mi osoba. Mieszka w Hiszpanii, więc to takie jakby wakacje. Jakżeby odmówić takiej propozycji. Ale jeszcze Frank...
-No jasne, że mógłbym przyjechać. To miło, że o mnie pamiętasz. Jest tylko jeden problem- odpowiedziałem.
-Jaki?-zapytał wujek.
-No więc..Czy mógłbym z kimś jeszcze przyjechać?
-Ooo! Widzę, że też kogoś masz! I nawet się nie pochwaliłeś. No jasne, że możesz z nią przyjechać. Przygotuję dla was wyjątkowe miejsce.- powiedział.
-Tylko, że to nie jest..-próbowałem się wtrącić
-Nie tłumacz mi się. Muszę już kończyć. Bilety jutro powinny się u ciebie pojawić. Dziękuję, że przyjedziesz. Pa.- rozłączył się.
Cieszyłem się, że razem z Frankiem pojadę do Hiszpanii. Nie zdołałem tylko poinformować wuja, że nie przyjedzie ze mną dziewczyna, jak to sobie wyobraża. Może się troszkę zdziwić.
W ten oto sposób już wiem, co zorganizuję na urodziny Franka. Kupię mu prezent (który jeszcze przemyślę), następnie zaproszę go na kolację do restauracji, a tam oznajmię mu, że jedziemy na 'wakacje' do Hiszpanii. To doskonały plan.
Próbowałem sobie przypomnieć, czy Frank kiedyś wspominał o czymś, co chciałby dostać. Rzeczywiście było takie coś, o czym Frank od dłuższego czasu pragnął mieć. To było jego marzenie, a ja postanowiłem je spełnić.
Wszystko już obmyślane i akurat skończyła mi się zmiana.
Jest już wieczór. Szedłem przez park prowadzący do domu. Wchodząc do salonu ujrzałem Franka grającego na gitarze. Śpiewał coś i grał, przy tym zapisując na kartce pojedyncze nuty. Usiadłem przy nim i wsłuchiwałem się w jego dzieło. Spojrzał na mnie tylko i nie przestawał tworzyć. Wpadł w trans tworzenia. To było urocze.
sobota, 19 października 2013
VIII Rozdział
Jest kolejny rozdział. Dziękuję Wam wszystkim, że czytacie to co tu piszę... Zapraszam do komentowania :* Miłego czytania <3
Frank
Frank
Słońce przebijało się przez zasłonięte okna. Otworzyłem oczy i wciąż byłem wtulony w ciepłe ciało Gerarda. Leżeliśmy dokładnie w takiej pozycji, w jakiej zasnęliśmy. Nie chciałem budzić Gee. On tak słodko spał, trzymając mnie w swoich objęciach. Leżałem chwilę, wpatrując się w niego, aż mój ukochany otworzył w końcu oczy.
-Dzień Dobry kochanie - powiedziałem. On zamiast odpowiedzieć, wpił się w moje usta namiętnie. Wplątał swoje palce w moje włosy i położył się na mnie.
Przerwał nam dzwonek do drzwi.
-Kogo niesie o tej godzinie?- Zapytałem na moment odrywając się od Gerarda.
-Ja sprawdzę- uśmiechnął się słodko i naciągnął na siebie bokserki.
Poszedł otworzyć drzwi.
-Yyy...Dzień Dobry. Ja do Franka- Powiedział zmieszany mężczyzna, stojący właśnie przed naszymi drzwiami.
-A to proszę wejść. Napije się pan czegoś?- zapytał uprzejmie czarnowłosy.
-Kawę bym prosił, jeśli można- odpowiedział.
Ja nic nie wiedząc, że ktoś jest w naszym domu, zawinąłem się w kołdrę i wszedłem do salonu.
-Ooo...Frank! Jak miło cię w końcu zobaczyć!- Krzyknął uradowany mężczyzna, który właśnie się na mnie rzucił i zaczął mnie przytulać.
-Phill! Co ty tu robisz? Przecież miałeś wrócić za nie całe trzy miesiące!- odparłem szczęśliwy, że wrócił wcześniej.
-Nie chciałem dłużej siedzieć sam... A powiesz mi kto tu jeszcze jest?- zapytał.
W tym momencie uświadomiłem sobie, że stoję zawinięty w samą kołdrę , a Gerard otworzył drzwi w samych bokserkach. Phill może być trochę zmieszany. Nie wiele mu mówiłem o Gerardzie. Właściwie to prawie nic, a tu zastaje nas w takiej sytuacji. To czas, by chłopacy się poznali.
-No tak..To jest Gerard. Mój chłopak.- Gdy wypowiadałem ostatnie słowo, wszedł Gee.
-Już mnie przedstawiłeś kochanie?- uśmiechnął się Gee do mnie i wyciągnął rękę do Phill'a.
-Tak, przedstawił. Phill jestem.- uścisnął rękę Gee.
-No to fajnie! Już się znacie. To pozwolicie, że was na chwilkę zostawię, bo wypadało by się ubrać- Powiedziałem to i rzuciłem w Gerarda koszulką, żeby ją na siebie założył.
Idąc się ubrać, pomyślałem, że to musiało na prawdę dziwnie wyglądać. On może się czegoś domyślać. Obawiam się, że o coś zapyta.
Gdy tylko się ubrałem, natychmiast poszedłem do salonu, do chłopaków. Jak zauważyłem, nieźle się dogadują. Phill opowiadał nam jak to było na wyjeździe.
-Wiem, że nie powinienem was o to pytać. bo to może dla was zbyt prywatne, ale...-tu się zawahał. Wiedziałem o co chce zapytać, ale byłem pewien że o to nie zapyta. Nie chciałem mu mówić co się działo tej nocy-czy wy mieszkacie razem?
Zrobił tak jak myślałem. Zapytał o coś innego niż chciał..Ale mi to na rękę.
-Och tak. Nie długo. A wczoraj wróciłem z wyjazdu służbowego i ten cały tydzień nieobecności sobie nieźle wynagrodziliśmy- Gee wyręczył mnie odpowiedziom i jak widać też wiedział o co Phill chciał zapytać. Mówiąc to przytulił mnie od tyłu (ja siedziałem na środku kanapy a on za mną) i pocałował w policzek.
-Gerard! - krzyknąłem oburzony tym co powiedział.
-No co?! To jest twój przyjaciel. I tak byś musiał mu powiedzieć, a ja cię wyręczyłem- powiedział czarnowłosy.
Phill się tylko zaśmiał. Przez jakiś czas jeszcze rozmawialiśmy i dowiedziałem się, że już zostaje w naszym kraju na stałe i nie zamierza już wyjeżdżać. Bardzo się ucieszyłem.
Nasze spotkanie dobiegło końca.
-To ja następnym razem zadzwonię , że przyjdę, żebyście zdążyli się ubrać- uśmiechnął się i wyszedł.
Po jego wyjściu wybuchliśmy śmiechem. W końcu przywitaliśmy Phill'a prawie nadzy!.
-No to już znasz mojego przyjaciela kochanie- powiedziałem.
-Hmm... nigdy mi o nim wcześniej nie wspominałeś. Czy mam konkurencję, czy to na prawdę tylko przyjaciel? - zapytał niespokojnie Gerard.
-No czekaj, niech się zastanowię- Na chwilę przestałem mówić, co zdecydowanie bardziej zaniepokoiło Gee-To przyjaciel. W stu procentach woli kobiety-zaśmiałem się, widząc jak na twarzy czarnowłosego zagościł spokój.
-Uff... Kamień z serca! Wiesz przecież, że ja cię kocham najmocniej na świecie! Nie da się mocniej.
-Pff... Udowodnij- odpowiedziałem
Przycisnął mnie do drzwi, które były obok i się o mnie oparł, tak że byliśmy do siebie maksymalnie przytuleni. Spojrzał mi prosto w oczy, wplótł palce w moje włosy, uniósł lekko moją głowę i namiętnie pocałował. Po chwili przerwał i powiedział:
-Kocham Cię najmocniej na świecie- Po tych słowach natychmiast go przytuliłem.
-Ja ciebie też Gerd.
Wpadliśmy na pomysł, żeby przejść się do parku. Chodziliśmy sobie wśród kolorowych liści. Jesień pod tym względem była magiczna. Nie było tam nawet żywej duszy, prócz nas. Było zimno i mokro po deszczu, a słoneczko przebijało się przez zachmurzone niebo. Przez to, że byliśmy tam sami, mogliśmy bez nie potrzebnych spojrzeń nietolerancyjnych ludzi, iść trzymając się za ręce.
Do domu wróciliśmy przemarznięci. Gee zaproponował mi herbatkę na rozgrzanie, a ja oczywiście nie odmówiłem. To było słodkie jak on się o mnie troszczył. Czułem, że bardzo mnie kocha. Poszedłem w tym czasie do salonu i usiadłem na kanapie, przykrywając się kocem. Gerard chwilę później przyniósł dla mnie herbatę i usiadł obok mnie. Włączyliśmy sobie jakiś film w telewizji, potem następny. Zrobiło się już późno i w pewnym momencie zasnęliśmy razem.
poniedziałek, 14 października 2013
VII Rozdział
Wreszcie wyczekiwany rozdział. Wybaczcie, że nie umiem fajnie opisać całego zajścia pomiędzy Frankiem i Gerardem. No cóż. Obiecałam i jest ;) Przede wszystkim dedykuję ten rozdział mojej kochanej przyjaciółce <3 Zdradzę wam sekret-To dzięki niej napisałam ten rozdział. On mnie do tego namówiła i w ogóle do utworzenia bloga. Dziękuję ci kochanie, bo wiem że to teraz czytasz :* Miłego czytania :>
Frerard +18, ale kto by się ograniczeniami wiekowymi przejmował ;)
Frank
Frerard +18, ale kto by się ograniczeniami wiekowymi przejmował ;)
Frank
Obudziłem się na kanapie w salonie. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem, ale to nie ważne. Najważniejsze jest to, że dziś wraca Gee!
Jak zwykle wstałem późno. Była już 14.00. Gdy tylko wstałem poszedłem napić się kawy, a potem wszedłem do łazienki i umyłem twarz. Postanowiłem się przejść do parku, przewietrzyć się, a przy okazji czas szybciej upłynie.
Podczas spacerowania wśród kolorowych liści i prawie nagich drzew pomyślałem sobie, że może mógłbym zrobić Gerardowi jakąś powitalną niespodziankę... Jakąś romantyczną kolację. Bez długiego namysłu, od razu poszedłem do najbliższego sklepu po wszystkie potrzebne składniki do zrobienia spaghetti. Wiem, że Gee bardzo lubi to danie.
O 16.00 znalazłem się już w domu z siatkami pełnymi zakupów. Zrobiłem już zapasy na cały tydzień. Pierwsze co zrobiłem po przyjściu, to wysprzątałem cały dom, w którym wcale nie było bałaganu, ale chciałem przywitać mojego chłopaka w czystym, pachnącym jedzeniem domu. Trochę dużo czasu mi to zajęło, dlatego zaraz potem zabrałem się za przygotowanie stołu. Rozłożyłem na nim dwa talerze, sztućce i kieliszki do wina. Na środku postawiłem świeże, piękne kwiaty. Tak się zająłem tym przystrajaniem stołu, że kompletnie zapomniałem o zrobieniu kolacji. Ugotowałem makaron, i przygotowałem sos. Wszystko włożyłem do naczynia, w którym to danie będzie długo ciepłe.
Spojrzałem na zegarek i za nie całą godzinę miał być Gee. Wziąłem czyste ubrania i poszedłem się wykąpać. Gdy tylko wyszedłem z łazienki, ktoś zapukał do drzwi. Byłem pewien, że to mój ukochany, więc poszedłem otworzyć.
-Witaj kochanie!- Powiedziałem, opierając się o drzwi. Gdy tylko zorientowałem się, że to mój sąsiad, od razu się wyprostowałem.
-Dzień Dobry...Ja chciałem tylko pożyczyć śrubokręt, ale widzę, że chyba przeszkadzam. To ja może przyjdę jutro- Odparł zdezorientowany sąsiad.
-O matko! Przepraszam pana! Spodziewałem się kogoś innego, ale proszę chwilę zaczekać i zaraz przyniosę śrubokręt- Odszedłem od drzwi. W drodze do szafki, w której miałem narzędzia, przeklinałem pod nosem, lecz z drugiej strony to było zabawne.
-Proszę bardzo- Powiedziałem podając śrubokręt.
-Dziękuje. Jutro odniosę.- Odpowiedział i poszedł.
Zamknąłem drzwi i wybuchnąłem śmiechem. Mina sąsiada była bezcenna. No ale gdzie ten Gee. Już powinien być. Usiadłem na kanapie i wpatrywałem się w zegar na ścianie, jak mijają minuty. Po długiej godzinie oczekiwań, usłyszałem ponowne pukanie do drzwi. Tym razem postanowiłem otworzyć normalnie.
Ledwo zdążyłem zauważyć kto przyszedł i już miałem w ramionach najwspanialszego mężczyznę. Trwaliśmy tak w uścisku przez jakiś czas.
-Co tu tak pięknie pachnie?- zapytał Gerard.
-Przygotowałem kolację, ale pewnie jest już zimna-odpowiedziałem zmieszany.
-Przepraszam, ale samolot mi się opóźnił,a telefon rozładował. To skoro kolacja i tak już wystygła, to może najpierw pójdę się odświeżyć po podróży. Ale ty...może poszedł byś ze mną?-Zapytał.
Byłem zupełnie zaskoczony tą propozycją. Ja też miałem na to ochotę i uważałem, że to już dobry czas. Skoro oboje jesteśmy zdecydowani to powinniśmy to zrobić. Zgodziłem się. Gerard złożył mały pocałunek na moich ustach, po czym wpił się w nie. Nie odrywając się od siebie doszliśmy do łazienki. Odkręciłem wodę w kabinie prysznicowej, a Gee już rozebrany niespodziewanie przytulił mnie od tyłu.
-Rozbierzesz się sam, czy mam ci pomóc- Szepnął mi do ucha, wkładając swoją chłodną rękę pod moją koszulkę, co wywołało u mnie lekki dreszczyk.
-Możesz mi pomóc rozpiąć pasek- Odpowiedziałem uśmiechając się i ściągnąłem koszulkę.
Gee wciąż był za mną. Objął mnie w pasie i rozpiął mój pasek. Po woli zsunął ze mnie spodnie, a potem bokserki i weszliśmy razem pod prysznic. Całowaliśmy się namiętnie, aż w końcu Gerard wyplątał jedną rękę z moich włosów i zjechał nią powoli w dół, łaskocząc mnie przy tym. Doszedł do mojego krocza, po czym lekko uścisnął moją męskość. Cicho pisnąłem, a Gee widząc to uśmiechnął się i powtórzył czynność, doprowadzając mnie przy tym do głośniejszych jęknięć. Nie pozostałem mu dłużny i postanowiłem przejąć inicjatywę. Oparłem go o ścianę kabiny, odkleiłem się od jego ust i zacząłem całować go od szyi, w dół. Doszedłem do brzucha, a zaraz potem do jego męskości. Lekko ją przygryzłem, po czym on wcale tak cicho już nie zapiszczał. Uśmiechnąłem się, ale nie przestawałem. Po chwili Gee zauważył, że nie mam zamiaru przestać i powoli zsunął się po ścianie tak, że spojrzeliśmy sobie w oczy. W jego oczach było widać podniecenie. Ciepła woda spływała po naszych nagich, splecionych ciałach. Trwaliśmy tak długi czas w pocałunkach, na kolanach pod prysznicem. Wstaliśmy znowu. Czarnowłosy przysunął mnie bardzo blisko siebie, tak że musiałem stanąć rozkrokiem, żeby go nie podeptać. Złapał mnie za pośladki i podniósł, a ja zaplątałem nogi wokół jego bioder. Jedną ręką otworzył kabinę i poczułem chłód na placach. Kiedy nasze języki walczyły o dominację, Gee zabrał nas do sypialni i tam rzuciliśmy się na łóżko. Położyłem się na niego i zacząłem coraz mocniej ocierać się o jego krocze, a on wydawał przez to ciche jęknięcia. Gerard przewrócił mnie na plecy, spojrzał prosto w oczy, przygryzając wargę.
-Hmm..Jestem strasznie głodny. Może pójdziemy zjeść to co tam przygotowałeś?- uśmiechnął się Gee
-No jasne! Też jestem głodny.
Zawinęliśmy się w ręczniki i poszliśmy do kuchni. Odgrzałem kolację i nałożyłem nam na talerze.
-Mmm pyszne- Powiedział czarnowłosy, delektując się każdym kęsem- Tak w ogóle to słodko piszczysz- zaśmiał się.
-No wiesz co?!- Odparłem oburzony.
-No przepraszam...- Podszedł do mnie i przygryzł moją dolną wargę, po czym wpił się w moje usta. Usiadł na mnie rozkrokiem na kolanach i przybliżył się tak bardzo, jak tylko mógł.
-Ja już zjadłem. Ty widzę również. Do sypialni?-zapytał Gee
-Prowadź tygrysie- Odpowiedziałem.
-Mrrrał- Mówiąc to zaśmiał się.
Opadliśmy znowu na łóżko, a gdzieś po drodze zgubiliśmy nasze ręczniki. Gerard dziko pchał się we mnie coraz mocniej i z każdym moim jęknięciem, on przybierał na sile. Gdy już osiągnął to czego chciał, opadł na mnie i zaczął się bawić moimi włosami, próbując uspokoić oddech. Po chwili położył się obok i wtuliliśmy się do siebie.
-No Frank...nie sądziłem, że jesteś taki dziki w łóżku. Zwierzak.- Powiedział Gee
Ja nie wiedząc co mam powiedzieć, odpowiedziałem delikatnym pocałunkiem i przytuliłem się bardziej do niego. Oboje zasnęliśmy w swoich objęciach.
niedziela, 13 października 2013
VI Rozdział
Bardzo dziękuję wam, że czytacie to co tu piszę. Ta ilość wyświetleń jest dla mnie zaskakująco duża. No więc dodaję kolejny rozdział ;) Jutro może dodam następny, bo wolny poniedziałek <3 W tygodniu raczej czasu nie będzie :( Miłego czytania :D
Frank
Gee mieszka u mnie już cztery dni. Niestety dziś oznajmił mi, że musi wyjechać na tydzień. Boże... co ja bez niego zrobię przez cały tydzień! No ale nie będę podcinał mu skrzydeł. Niech wyjedzie, załatwi to co ma załatwić i do mnie szybko wraca. Będę na niego niecierpliwie czekał.
Wyszedłem na chwilę z domu się przejść. Czas bez niego okropnie się dłuży. Może powinienem zająć się szukaniem w końcu pracy. Nie mogę żyć cały czas za pieniądze, które przysyłają mi rodzice. Oni nawet nie wiedzą, że mam chłopaka. Z decyzją o podjęcie pracy poczekam chyba do powrotu Gee. Mój przyjaciel Phill wyjechał już jakiś czas temu za granicę. Cały czas mam z nim doskonały kontakt, a jednak brakuje mi go. Wraca za nie całe trzy miesiące. Jakoś wytrzymam. Muszę wytrzymać. Teraz przez cały tydzień będę sam. Och...nudy!
Tak mijały dni. Codziennie rutyna. Wstać późno, pójść na spacer, pograć na gitarze i pójść spać. Chciałem, by ten czas szybko zleciał. Opróżniłem kilka szafek, żeby Gee mógł się rozpakować po przyjeździe i wreszcie poczuć się jak w domu. Po pięciu dniach postanowiłem w końcu do niego zadzwonić. Wiedziałem, że nie mogę do niego dzwonić, ponieważ on wyjechał służbowo na jakieś spotkanie, ale już nie wytrzymywałem. Musiałem go usłyszeć.
-Mrrr kocie... Nawet nie wiesz jak ja za tobą tęsknie!- odezwał się miły, doskonale mi znany głos w słuchawce telefonu.
-Witaj kochanie! Przepraszam, że dzwonię choć wiem, że jesteś zajęty, ale już nie mogłem wytrzymać i musiałem cię usłyszeć.- Odpowiedziałem.
-Akurat jestem w samochodzie. Sam nie wiem gdzie dokładnie teraz jedziemy, ale ważne jest to, że chwilkę żeby z tobą porozmawiać- mówił
-Haha...przy wszystkich powiedziałeś do mnie kocie?-zapytałem
-Tak. Jakoś zapomniałem, że tu wszyscy są. Olać ich. Okropnie za tobą tęsknie.
-Ja też za tobą bardzo tęsknie! Z nudów już zacząłem myśleć o podjęciu pracy, a jeszcze zacznę gadać sam do siebie!
-No lepiej nie! Już jutro o 20.00 będę w domku
-Ojej! Będziesz jeden dzień wcześniej?- zapytałem uradowany
-Tak. Postarałem się zrobić wszystko co miałem do zrobienia na tyle szybko, żeby wreszcie móc cię zobaczyć. No ale już dojechałem i muszę kończyć. Do jutra kochanie.- Powiedział Gee
-Paa! Będę niecierpliwie czekał!
Po tej rozmowie byłem szczęśliwy jak mała dziewczynka , która dostała wymarzoną lalkę. Miałem ochotę skakać z radości. On przyjedzie o jeden dzień szybciej. To cudownie! Gdy się w miarę uspokoiłem, poszedłem pooglądać telewizję, a potem pograłem na gitarze. Trzeba jakoś wytrzymać do jutra... Mój kochany Gerard przyjedzie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)