wtorek, 30 grudnia 2014

@ Rozdział I

 No więc zaczynam nowego Frerarda. Będzie on się dość różnił od reszty, ale mam nadzieję, że w jakiś sposób przypadnie Wam do gustu. Jak można się w trakcie domyślić, pisany jest z perspektywy Gerarda. Życzę miłego czytania, skarby :)

   Piski fanów, tłum, krzyk, stres. Za moment wychodzimy na scenę. Już ostatnie poprawki, głęboki wdech i wychodzimy. Publiczność szaleje, światła gasną, a w mojej głowie totalna pustka i skupienie. Wreszcie dałem znak i usłyszałem pierwsze dźwięki gitary i perkusji do piosenki "The End". Po chwili odwracam się do publiczności i zaczynam śpiewać. Cały stres mnie opuszcza na widok rozbawionych i szczęśliwych ludzi, którzy przyszli by nas zobaczyć. Od razu przechodziliśmy w następne piosenki. Wszedłem na wybieg i starałem się rozruszać fanów. Większość z przodu ledwo oddychała wciśnięta w barierki, ale mimo to starali się wychylać, by być bliżej. Kocham takie momenty,gdy ludzie doceniają naszą twórczość i widzę po co żyję.
   Po dość długim i wyczerpującym koncercie wszyscy usiedliśmy w garderobie. Serce biło mi jak szalone, po czole spływał pot, a moje ręce lekko trzęsły się ze stresu, który ze mnie schodził. Obok mnie usiadł Frank i pocałował w policzek, odgarniając z twarzy moje włosy.
-Świetny koncert, a teraz czeka nas spotkanie z fanami- Powiedział z uśmiechem.
   Westchnąłem ciężko i wstałem. Podszedłem do lustra, ścierając pot i ogarnąłem się jakoś, do robienia zdjęć. Chyba tylko Frank po koncercie wciąż był pełen życia. Właśnie to mi się w nim najbardziej podoba. Ten chłopak jest wiecznie wesoły, uśmiechnięty i pozytywnie nastawiony do życia. Nie przeszkadzało mu, że daliśmy prawie 2-godzinny koncert. Teraz myślał tylko o tym, by zobaczyć fanów, którzy wydali pewnie swoje ostatnie oszczędności, by zrobić sobie z nami zdjęcie i chwilę porozmawiać. Jest niesamowity.
   Wreszcie gotowi zebraliśmy się na spotkanie. Każdy kto podchodził to głównie był zapłakany i podekscytowany. Robiliśmy sobie ze wszystkimi zdjęcia i odpowiadaliśmy na ich poszczególne pytania. W końcu spojrzałem w prawo. Stała tam jedna, czarnowłosa, chuda i blada dziewczyna. Uśmiechnąłem się na jej widok i podszedłem do niej. Wydawała się być całkiem obojętna na to, że znajduje się w jednym pomieszczeniu ze swoimi idolami.
-A ty nie chcesz nawet podejść?- Zapytałem ją.
-Na razie jest tłum. Nie chcę stracić oka,skoro mogę podejść pięć minut później- Odpowiedziała również z uśmiechem.
-A jak ci na imię?- Zapytałem od razu.
-Lindsay.- Powiedziała wesoło i poszła do reszty.
   Nie wiem co mi się stało w tym momencie, ale poczułem się, jakbym znał ją już długo. Jakby nie była mi wcale obca. Dodatkowo jej uśmiech jest śliczny.. Och, koniec tego. Otrząsnąłem się i wróciłem do wszystkich, kończąc powoli to spotkanie. Po jakimś czasie fani wyszli, a dziewczyna obojętna na mnie przeszła obok. Stałem w miejscu i patrzałem za nią, aż Ray przywrócił mnie na ziemię, mówiąc, że idziemy do busa. Zamyślony wsiadłem do środka i wyruszyliśmy do następnego miasta.
   Położyłem się na łóżku ze słuchawkami w uszach, zamykając oczy. Cały czas miałem ją przed oczami, co zaczynało mnie już denerwować. Chłopacy opijali koncert, a ja leżałem jak idiota, myśląc o jednej z miliona fanek. To nawet głupio brzmi, a jednak.

niedziela, 28 grudnia 2014

...

Kochani, miałam zamiar zakończyć publikację czegokolwiek na tym blogu. Jednakże mam wielki sentyment do niego, a dodatkowo jestem świadoma, że przybyło mi obserwatorów. W takim wypadku po prostu nie umiem od tak zakończyć całej tej pracy i zacznę nowego Frerarda. Postaram się dodawać rozdziały w miarę szybko, ale jak wyjdzie, to się okaże :) Mam szczerą nadzieję, że nie zawiodę was nowym opowiadaniem i również wam się spodoba^_^ W najbliższym czasie dodam pierwszy rozdział.

sobota, 27 grudnia 2014

*** Rozdział XXV

Dziś po długiej nieobecności dodaję ostatni rozdział. Przepraszam za długą przerwę, ale no jakoś nie miałam weny,by to pisać. Tak już zostało. Uważam, że ten Frerard jest nudny i po tych przeklętych 25 rozdziałach doprowadziłam go do końca. Dziękuję Wam bardzo, że to czytacie. To strasznie miłe co słyszę na temat tego bloga. 
Miłego czytania<3

   Nasz wyjazd był udany. Codziennie spędzaliśmy razem naprawdę dużo czasu. Szczerze mówiąc, nawet nie spodziewałem się, że wytrzymamy tyle czasu bez żadnej kłótni. A jednak nam się udało. Niestety, gdy nadszedł czas powrotu wszyscy myśleliśmy o tym co zrobić, by jeszcze tu zostać. Jest tak wspaniale. Ostatecznie i tak w końcu pojechaliśmy na lotnisko, przeszliśmy przez te wszystkie sprawdzenia i weszliśmy do samolotu. Podróż była dość przyjemna. Ja czytałem książkę, Gerard słuchał muzyki, a Bandit jak zwykle zasnęła.
   Kolejne miesiące mijały strasznie szybko. Każdy z nas miał bardzo dużo pracy, swoich zmartwień i ważnych spraw. Oddaliliśmy się od siebie. Wierzyliśmy, że za niedługo wróci to do normy. Żeby było jak dawniej. Chciałbym, by właśnie tak się stało.
   Moje rozmyślania przerwał telefon.
-Zbieraj się, kochanie. Jedziemy do szpitala, bo córeczka Jareda i Hannah się urodziła- Usłyszałem głos Gerarda.
   Od razu wszystko zamknąłem i czekałem na chłopaka. Gdy tylko podjechał, wsiadłem do samochodu i pojechaliśmy do szpitala. Tam od razu powiedziano nam gdzie leży dziewczyna z dzieckiem. Przywitaliśmy się z nimi. Spojrzeliśmy na dziecko i obaj od razu zaniemówiliśmy. Dziewczynka jest śliczna. Gerard wziął ją na ręce, a popatrzałem na niego z uśmiechem. Strasznie chciałbym żeby nosił tak kiedyś nasze dziecko. Wiem, że to jest niemożliwe, ale chyba niczego tak bardzo nie pragnę, jak stworzenia z nim prawdziwej rodziny.
   Po dwóch godzinach męczenia świeżych rodziców naszą obecnością, wróciliśmy do domu. Usiedliśmy razem na kanapie, a ja wziąłem na kolana Bandit. Dziewczynka dała nam obojgu prezenty.
-Wszystkiego Najlepszego, tatusie!- Przytuliła nas ze szczerą radością.
   Całkiem zapomniałem, że dzisiaj jest dzień ojca. Nigdy nie miałem potrzeby tego pamiętać, w końcu nie jestem, a raczej nie byłem ojcem. Bandit nazwała mnie tak po raz pierwszy. Aż nie wiem jak się zachować, to strasznie miłe uczucie mieć świadomość, że ma mnie za kogoś tak ważnego. Wreszcie rozpakowałem swój prezent. Był tam rysunek przedstawiający mnie i narysowana przez nią kartka z życzeniami. Spojrzałem z uśmiechem na dziewczynkę wraz z Gerardem.
-Dziękujemy Ci bardzo, córeczko- Szepnął Gee i obaj daliśmy jej buziaki w policzek, na co się zaśmiała, tuląc nas.
   Cały ten dzień spędziliśmy naprawdę miło. Poszliśmy na lody, a potem na plac zabaw, by mogła się wyszaleć. Byłoby o wiele lepiej, gdyby tak mocno nie przygrzewało słońce, ale dało się jakoś wytrzymać. Wieczorem przygotowaliśmy wspólną kolację, a noc spędziłem z Gerardem bardzo namiętnie. Już od dłuższego czasu nie było tak dobrze między nami. Ten dzień ponownie zbliżył nas do siebie. Niewątpliwie była to zasługa narodzin Caroline-córki Jareda i Hannah, oraz naszej cudownej Bandit.
   Tak dalej toczyło się nasze życie. Były gorsze i lepsze momenty, jak u każdego. Przez ten czas zdążyliśmy się przeprowadzić do większego domu, do lepszej okolicy. Życie jak w bajce, ciekawe jak będzie potem.

*Caroline urodzona 23 czerwca... hm, to nie przypadek. Dziecko Hannah wzorowane jest na mojej przyjaciółce:*

środa, 17 września 2014

*** Rozdział XXIV

Dobrze, postanowiłam wreszcie kontynuować mego Frerarda :) Przepraszam za tak długą nieobecność, w roku szkolnym wena jest nieco większa (pewnie dlatego, że wszystko jest lepsze od nauki) i postaram się wrócić do dawnego tempa dodawania nowych rozdziałów :)
Miłego czytania! <3  

   Było nam tak przyjemnie. Czułem na sobie każdy jego dotyk, pocałunek. Nagle usłyszeliśmy ciche kroki, co od razu nas speszyło i oderwaliśmy się od siebie. W ekspresowym tempie ubraliśmy się, a wtedy do kuchni weszła córeczka Gerarda. Miała na sobie niebieską piżamkę w misie, roztrzepane włosy i zaspane oczka.
-Śniło mi się, że nas zostawiłeś-Powiedziała cichutko dziewczynka, przytulając się do mojej nogi.
   Od razu wziąłem dziewczynkę na ręce i przytuliłem ją. Pocałowałem ją w główkę, opierając się o blat.
-Nigdy was nie zostawię, już spokojnie, to tylko sen- Szeptałem jej do ucha.
-Obiecujesz? Nigdy?- Zapytała.
-Oczywiście, obiecuję. Zawsze przy Was będę. A teraz chodź się położyć, dobrze?
   Ona tylko przytaknęła główką i zaniosłem ją do jej pokoiku. Położyłem ją na łóżku, otuliłem i głaskałem tak długo, aż słodko zasnęła. Po tym wstałem i poszedłem do Gerarda, do sypialni. Położyłem się obok niego, na łóżku, na brzuchu. On uśmiechnął się na to i pocałował mnie lekko.
-Mało brakowało, a córka by nas nakryła...-Stwierdził
-Ale nic nie widziała i to się liczy- Uśmiechnąłem się.- A teraz idę się kąpać- Wstałem.
-Ej, mogę z tobą?- Spojrzał na mnie czerwonowłosy.
-Nie, dzisiaj idę sam- Posłałem mu buziaczka i wszedłem do łazienki.
   Rozebrałem się i od razu wszedłem pod prysznic.Gdy gorący strumień wody spływał po moim ciele, rozmyślałem o wszystkim co miało miejsce. Zwłaszcza o śnie Bandit. To dało mi do zrozumienia, że nie potrafiłbym bez nich normalnie żyć. Tworzymy razem małą rodzinę i nie chciałbym, by to uległo jakiejkolwiek zmianie.
   Wyszedłem zawinięty w sam ręcznik do sypialni i tam ubrałem na siebie bokserki. Położyłem się w łóżku, obok Gerarda, który już zasnął. Przykryłem nas obu kołdrą i wtuliłem się w niego. Zamknąłem oczy, od razu zasypiając.
*3 tygodnie później, południe*
-Frank, gdzie jest nasza kosmetyczka?!- Krzyknął z drugiego końca domu, do mnie, Gerard.
-Nie wiem, poszukaj na walizkach!- Odkrzyknąłem.
-No dzięki! Nie wpadłbym na to!-Krzyknął ironicznie.
   Westchnąłem cicho i pakowałem Bandit. Właśnie dzisiaj jedziemy na upragniony urlop do Japonii. Jeśli oczywiście zdążymy na samolot. Z naszym tempem i zorganizowaniem, możemy się spóźnić. Powinniśmy być na lotnisku za dwie godziny, a my jeszcze nie jesteśmy nawet dobrze spakowani. Każdy z nas przyspieszył i staraliśmy się już kończyć.
-Dobra, chodźcie się już ubierać, bo się spóźnimy, no!- W drzwiach stanął Gerard i podniósł mnie z kolan, z podłogi.
-Ale jeszcze muszę..- Mówiłem
-Nic nie musisz! Jedziemy- Zapiął walizkę córki i wyszliśmy z pokoju. Przebraliśmy się wszyscy i z bagażami zeszliśmy do samochody, którym od razu pojechaliśmy na lotnisko. Tam, po załatwieniu już wszystkiego, mogliśmy wreszcie wejść do środka. Usiedliśmy na swoich miejscach i po jakimś czasie wzbiliśmy się w powietrze. Bandit siedziała przy oknie i wszystko podziwiała. Cieszyłem się, że dziewczynka tak przeżywa cały ten wyjazd. 
   Po dość długim locie, wreszcie mogliśmy wyjść z samolotu. Trzymaliśmy się cały czas razem, by się nie zgubić i poszliśmy odebrać nasze walizki. Taksówką pojechaliśmy do naszego hotelu, choć było nam się ciężko dogadać co do adresu. Wreszcie otrzymaliśmy klucz i weszliśmy do swojego apartamentu. Obaj byliśmy zachwyceni. Bandit od razu wskoczyła na duże, miękkie łóżko. Pokój był pięknie urządzony, ze smakiem. Wszyscy położyliśmy się razem na tym łóżku i spojrzeliśmy na siebie. 
-Zwiedzać zaczynamy od jutra?- Spojrzał na mnie Gerard.
-Tak, ale dziś koniecznie musimy iść na spacer! Proooszę- Uśmiechnąłem się do niego.
-Oczywiście, jak sobie życzysz. Możemy iść nawet teraz!- Powiedział.
-Tak, tak, tak! Chodźmy!- Ucieszyła się dziewczynka, od razu wstając. Nie wiem gdzie ona magazynuje energię, ale my byliśmy wykończeni podróżą, a ona cały czas szalała. 
   Leniwie podnieśliśmy się i poszliśmy razem na wieczorny już spacer. Szliśmy główną ulicą podziwiając wszystko. Było zupełnie inaczej niż u nas. Nie mogłem się napatrzeć na nawet zwykłe dla tutejszych mieszkańców miejsca. Po dwugodzinnym spacerze, wróciliśmy do hotelu, zamawiając do pokoju kolację. Zaraz po tym przeczytałem Bandit książeczkę, a ona zasnęła w osobnym łóżku.Wreszcie miałem czas tylko dla siebie i Gee. Położyliśmy się razem, wtuleni w siebie na łóżku.
-Dziękuję, że mnie tutaj zabrałeś- Szepnąłem do niego.
-To ja dziękuję, że jesteś tutaj ze mną.- Pocałował mnie w głowę.
-Obiecasz mi, że te 10 dni będą niezapomniane?- Podniosłem się lekko.
-Nie zapomnisz stąd nigdy, ani dni, ani nocy, obiecuję- Szepnął z uśmiechem.
   Odpowiedziałem mu tym samym gestem i położyłem się na jego klatce piersiowej. Wsłuchując się w bicie jego serca, powoli zasypiałem.

czwartek, 7 sierpnia 2014

*** Rozdział XXIII

I o to kolejny rozdział. Wreszcie dopadłam komputer;-; Mam nadzieję, że wakacje wam miło mijają! U mnie dopiero coś zacznie się dziać, gdy wreszcie dobrnę do domu*_* Tutaj, gdzie jestem nawet weny nie ma, bo muszę uważać, by nikt nie nakrył z rodziny mojego bloga...^.^
Miłego czytania! <3
 
 Obudziłem się obok Jareda na balkonie, obolały. Głowa mi pękała, a w gardle była susza. Wstając, zachwiałem się, ale szybko odzyskałem równowagę. Chciałem wejść do środka, ale drzwi balkonu okazały się zamknięte.
-Halo! Otwórzcie balkon!!-Zacząłem pukać w szybę, ale zdawało się, że nikt nie słyszy. Nawet Jared leżący obok nie drgnął. Wreszcie zauważyłem jak ktoś otwiera.
-No już. Weź tak nie krzycz, głowę mi od środka rozwala- Powiedział Gerard. Gdy go zobaczyłem od razu wpadłem w śmiech. -Z czego się śmiejesz?-zapytał.
-Widziałeś się w lustrze?-Nie mogłem się opanować.
-Nie...-Powiedział niepewne. Od razu poszedł się przejrzeć.-O kurwa-Usłyszałem tylko z jego słów zanim znów pojawił się przede mną. -Co to kurwa jest?
-Czerwone włosy, Gee-Ja wciąż nie mogłem wytrzymać ze śmiechu.-Bardzo pięknie wyglądasz-pocałowałem go w policzek.
-Wyglądam jakbym miał okres głową, do jasnej cholery!-Spojrzał za mną.
-Oj tam, pomiń te szczegóły-zaśmiałem się i poszedłem do kuchni zrobić kawę.
   Gdy tylko wszedłem do środka, nie mogłem nawet poznać kuchni. Wszystko się kleiło, a dodatkowo był okropny bałagan. Zaparzyłem dzbanek kawy, starając nie przykleić się do mebli, a potem odszukałem kubki. Poszedłem do salonu. Zrzuciłem wszystkie puszki z kanapy i usiadłem z kawą,  którą popiłem tabletki. Tam weszła też Hannah.
-O, Frankie, robiłeś tatuaż?-Zapytała siadając obok.
-Co? Jaki tatuaż?-Spojrzałem na nią.
-No na szyi. Nie widziałam go wcześniej- wzięła łyk mojej kawy.
   Od razu zerwałem się i podszedłem do lustra. Przeraziłem się widząc na swojej szyi nowy tatuaż, przedstawiający skorpiona. Poszedłem do Gerarda, ale na jego widok znowu zacząłem się śmiać.
-No dobra, dobra, już przestań-Westchnął załamany. Ja się powoli uspokajałem.
-Powiedz mi... to twoja sprawka?-Pokazałem mu tatuaż.
-Nie!-Teraz on się śmiał.- Mi farba w końcu zejdzie, a ty masz tatuaż na szyi!
-Ale ja nie wyglądam jakbym zanurkował w kroku kobiety w czasie okresu!-Dogryzłem mu.
-Ja cię dorwę!- rzucił się na mnie i zaczął łaskotać. W końcu chwycił za moje nadgarstki i siedział na mnie okrakiem, co sprawiło, że nie mogłem się ruszyć- Ja mogę zaraz w twoim kroku zanurkować-mruknał w moje usta.
-Nie, nie możesz.-Weszła Hannah.-Teraz pomożecie mi to wszystko posprzątać-Rzuciła w nas workami i uśmiechnęła się.
   Wstaliśmy i zaczęliśmy sprzątać. W między czasie dobudziliśmy Jareda. Jego reakcja na Gee była podobna do mojej. Jedynie Hannah wszystkiego się spodziewała i jak powiedziała, nie była zdziwiona, że takich nas zastała rano. Przy sprzątaniu o dziwo było bardzo wesoło. Włączyliśmy głośno muzykę i zbieraliśmy śmieci, a potem staraliśmy się wyczyścić wszystko. Następnie zabrałem Gerarda do łazienki i próbowałem mu zmyć z głowy farbę, jednak ona w ogóle nie straciła swojej intensywności. Zrezygnowany spłukałem jego włosy i wysuszyłem je. stanąłem z nim przed lustrem, tuląc go od tyłu.
-W sumie wyglądasz strasznie seksownie-Szepnąłem.
-Taaaa, jedźmy już do domu-Odszepnął.
   Zrobiliśmy jak chciał chłopak. Od razu zebraliśmy swoje rzeczy i poszliśmy do samochodu.  Pojechaliśmy do domu, wcześniej odbierając Bandit od babci. Ona sama nie poznała swojego ojca i śmiała się ze mną całą drogę. Naburmuszony Gee wyszedł z samochodu, a ja z jego córką za nim. Zaprowadziłem ją do pokoju, a sam poszedłem do chłopaka.
-No Gee...nie gniewaj się- Przytuliłem go.
-Jestem twoim i Bandit obiektem drwin. Cudowne uczucie-Powiedział, odwracając wzrok.
-wcale tak nie jest- Zacząłem całować jego szyję.
-Jest i nie kłam-Powiedział udając wciąż obrażonego.
   Długo nie musiałem mu się podlizywać i poddał mi się od razu. Rozebrałem go i posadziłem na kuchennym blacie. On nie pozostał mi dłużny i zrobił to samo z moimi ubraniami. Zaczęliśmy pieścić nasze rozpalone ciała, a potem zaspakajać się nawzajem. Musieliśmy starać się być cicho, by Bandit nie przyszło do głowy odwiedzić nas teraz w kuchni.

środa, 16 lipca 2014

*** Rozdział XXII

W te wakacje tracę poczucie czasu. Eh, kiedy minęły już te dwa tygodnie... no cóż. Napisałam kolejny rozdział! Rozważałam zakończenie tego opowiadania, ale postanowiłam, że przeciągnę jeszcze kilka rozdziałów;*
Miłego czytania♥

-Będziemy tutaj leżeć całą noc?-Szepnąłem z uśmiechem w jego ucho.
-Z tobą mogę wieczność- Odszepnął i przekręcił się w moją stronę.
-Pieprzony romantyk-Pocałowałem go lekko.
-Ciekawe kto mnie tak wypieprzył- Uśmiechnął się zadziornie.
-Głupek!-Zaśmiałem się i lekko uderzyłem go w ramię.  Na moich policzkach można było dostrzec delikatne rumieńce. On lekko pocałował mnie w jeden z nich.
-Wyglądasz uroczo-Szepnął po tym-Wstajemy się ubrać?-Uśmiechnął się.
   Ja tylko pokiwałem głową w geście potwierdzenia i wstałem. Zakrywając się, odnalazłem swoje bokserki i włożyłem je na siebie. Gerard zrobił to samo i podszedł do mnie. Ubrał na mnie moją bluzkę i pocałował lekko.
-kocham cię"-szepnął mi do ucha, po czym poszedł ubrać się do końca.
   Uśmiechnąłem się pod nosem. Te słowa za każdym razem wywoływały u mnie taką samą reakcję. Po chwili zaczął dzwonić mój telefon.
-Halo?-Odebrałem
-Nie obudziłem cię?- Usłyszałem głos Jareda.
-Nie... jeszcze nie spałem. Coś się stało?-Usiadłem na trawie, a obok mnie usiadł Gerard. Oparłem o niego głowę.
-Gdzie ty jesteś?-zapytał zdziwiony.
-Na polanie z Gee...-Odpowiedziałem od razu.
-To wiele wyjaśnia-Powiedział nieco rozbawiony.- Chcieliśmy z Hannah zaprosić was jutro do nas na kolację!
-Uuu, a cóż to za okazja?-zapytałem.
-Bez okazji. Wpadniecie?
-Oczywiście.  Dziękujemy za zaproszenie. W takim razie do jutra!-Powiedziałem wesoło.
-Do jutra, Frankie-Powiedzial równie miło i rozłączył się.
   Odłożyłem telefon i wtuliłem się w czarnowłosego chłopaka. Powiedziałem mu o zaproszeniu. Ucieszył się tak samo jak ja. Po jakimś czasie niebo zaczęło się przejaśniać i siedząc w tym miejscu,  mieliśmy okazję obejrzeć wschód słońca.  Było tak romantycznie... jak w jakiejś beznadziejnej komedii. Jednak, gdy to się przeżyje z tą ukochaną osobą, można poczuć się wyjątkowo. Wreszcie nad ranem zebraliśmy wszystko i poszliśmy do samochodu. Na początku musieliśmy pojechać do jego mamy po Bandit. Zabraliśmy ją na lody i spędziliśmy miło razem cały dzień we troje. Dziewczynka była już bardzo dobrze przyzwyczajona do mojej obecności i mojego związku z jej tatą. Cieszyło mnie to.
   Wieczorem znów pojechała do babci, a ja z Gee poszliśmy przygotować się na kolację u naszych przyjaciół. Ubraliśmy się tak jak zwykle,  nic nadzwyczajnego.  Mój chłopak jak zwykle wyglądał zniewalająco. Wreszcie wyszliśmy gotowi z domu i pojechaliśmy w stronę mieszkania Hannah. Mieszkała ona w wysokim wieżowcu. Wydawałoby się, że wszystko będzie nowoczesne, a wręcz przeciwnie. Ta kobieta ma doskonały gust i wyczucie. Jej mieszkanie nie jest przepełnione, a jednak niezwykle przytulne. Po wejściu tam po raz pierwszy czułem się swobodnie. Wszystko było jasne i wyglądało na delikatne. Za każdym razem mam takie same odczucia, nawet w tej chwili. Wszedłem z Gerardem do środka i usiedliśmy przy niewielkim jadalnianym stole, będącym obok sporych okien z pięknym widokiem na miasto. Hannah podała nam kolację, którą sama dla nas przygotowała.  Cały wieczór minął nam w bardzo miłej atmosferze. Po tym stwierdziliśmy, że mamy ochotę się zabawić. W tym celu Jared zadzwonił do znajomych, Hannah posprzątała po kolacji, a ja z Gerardem pojechaliśmy do sklepu po jakiś alkohol i przekąski. Zajęło nam to sporo czasu, bo kolejki supermarketach się nie kończą. Zrobiliśmy naprawdę duże zapasy i nie było nawet możliwości by czegoś zabrakło. Wróciliśmy do mieszkania kobiety i przygotowaliśmy resztę razem. Po jakimś czasie zaczęli schodzić się do nas znajomi. Nie sądziłem nawet, że przyjdzie aż tak dużo osób, zwłaszcza, że zostali poinformowani o imprezie w ostatniej chwili. Muzyka była włączona na cały regulator, alkohol się lał, a wszyscy zebrani tańczyli i śpiewali. Nie było nawet jednej osoby, która by siedziała. Gerard nie odchodził ode mnie na krok, lecz alkohol robił swoje. W niemal każdym kącie można było zobaczyć całujące się pary. Zaczęło to wszystko przypominać dyskotekę. Powoli przestawaliśmy kontrolować to co się dzieje. W pewnym momencie mi urwał się film, ale bawiłem się dalej.

wtorek, 1 lipca 2014

*** Rozdział XXI

Nooo witam! I kto tu wrócił? Wasz Dżełałd! Tak strasznie przepraszam, że długo czekaliście, ale brak weny, koniec szkoły, koncert, urodziny....To wszystko jakoś nie pomagało mi pisać *-* Dlatego na przeprosiny napisałam taki rozdział. Mam nadzieję, że się spodoba. ;)
Miłego czytania♥

   Porozmawiałem z Jaredem jeszcze na ten temat. Po dwóch godzinach przyjechał po mnie Gerard. O dziwo w samochodzie nie było jego córki. Zdziwiło mnie to, ale nie zadawałem zbędnych pytań. Wsiadłem do środka.
-Wiedziałeś, że Hannah jest w ciąży?- Zapytałem.
-Co?!- Zdziwiony spojrzał na mnie.
-No to co słyszałeś... Dowiedziałem się dzisiaj, że zaliczyli wpadkę i będą mieć dziecko- Powiedziałem.
-Nic nie mówiła...Wow, nie spodziewałbym się tego po nich- Odpalił samochód.
-Ja również!-Zaśmiałem się.- Czemu jedziesz w tę stronę? Do domu jedzie się w przeciwną...
-Bo nie jedziemy do domu. Zabieram cię dziś na kolację- Powiedział.
   Uśmiechnąłem się pod nosem i nie pytałem o nic więcej.  Gerard zabrał mnie na kolację, gdzie przez cały czas podstępnie się uśmiechał. Zjedliśmy wspólnie posiłek, a potem czarnowłosy zabrał mnie wraz z szampanem do samochodu. Ignorował moje pytania. Zawiózł nas na piękną polanę, której dzisiejsza noc dodawała uroku. Tam posadził mnie na kocu, nalał nam do kieliszków szampana. Po pewnym czasie wpił się namiętnie w moje usta, siadając okrakiem na mnie. Uśmiechnąłem się pod wpływem tego i odwzajemniłem pocałunek, odkładając na bok kieliszek. Położyłem dłonie na jego biodrach i spojrzałem w jego oczy.
-Jedziemy do Japonii-Szepnął w moje usta.
   I ja wtedy zamilknąłem. Nigdy nawet nie myślałem, że będę miał szansę znaleźć się w tym pięknym miejscu. Kiedy Gerard wypowiedział te słowa, miałem wrażenie, że się przesłyszałem. Wiedziałem, że planuje dla nas wycieczkę, ale to przerosło moje oczekiwania.
-Cieszysz się?- Szepnął muskając moje usta.
-Nawet nie wiesz jak bardzo! Jesteś cudowny- Zacząłem go bardziej całować,  wsuwając język w jego usta.
   On się na to tylko cicho zaśmiał i oddał mi się w całości. Położyłem go na kocu, a sam położyłem się na nim. Błądziłem dłońmi po jego ciele, wsuwając je po chwili po jego koszulkę. Ściągnąłem  ją z niego. Przejechałem dłonią po jego niezbyt umięśnionej klacie, którą tak bardzo uwielbiałem. Czułem jak drży pod wpływem każdego mojego dotyku. Okropnie podobało mi się, że tak na mnie reaguje. W jego oczach, w słabym blasku księżyca widziałem narastające podniecenie. Niewyraźnie szeptał moje imię, kiedy zacząłem całować jego szyję, bawiąc się zapięciem jego spodni. Przyssałem się do jego szyi, zostawiając malinkę. Naznaczyłem go tej nocy. Czułem, że mogę z nim zrobić co chcę i nie zamierzałem zaprzepaścić takiej okazji. Pochyliłem się nad jego twarzą i czułem na swoich ustach jego przyspieszony i przerywany oddech. Jego oczy były zamglone, a serce waliło jak szalone. Położyłem dłoń na jego policzku i zacząłem muskać jego wargi, zamykając oczy. Lekko naparłem swoim kroczem na jego, równie podniecone. Cicho westchnął w moje usta, przez co się uśmiechnąłem. Poczułem jak kładzie dłonie na moich pośladkach i zaczyna je masować. Już nie mogłem dłużej wytrzymać. Rozpiąłem jego spodnie i zsunąłem je z niego wraz z bokserkami. W ten sposób mój mężczyzna leżał całkiem nagi. Zrobiłem to samo ze swoimi ubraniami. Ponownie wpiłem się w jego usta, lecz już bardziej namiętnie, a ręką delikatnie masowałem jego członka. Pojękiwał, starając się odwzajemniać pocałunki. Następnie zjechałem nieco niżej i drażniłem palcem jego wejście. Polizałem jednego palce na jego oczach i wsunąłem go w niego, cały czas patrząc na jego twarz. Nie potrafię wyrazić tego uczucia, gdy patrzy się na swojego kochanka w takim stanie. To zbyt piękne. Nie ma nawet porównania. Zacząłem nim poruszać. Słyszałem jak wypowiada tylko ciche, pojedyncze słowa. Gdy poczułem, że jest gotowy, wysunąłem z niego palec, rozszerzyłem jego nogi, które dałem sobie na ramiona. Położyłem ręce na jego biodrach i powoli w niego wszedłem, starając się nie sprawić chłopakowi żadnego bólu. Poruszał się wraz ze mną, dając nam mnóstwo przyjemności. Zacząłem się już męczyć, ale nie miałem zamiaru przerywać. Wreszcie z niego wydobył się głośny jęk i jego ciało wygięło się lekko w łuk. Ja po chwili również osiągnąłem szczyt i wysunąłem się z niego. Opadłem na niego delikatnie. Nasze przyspieszone oddechy się pokrywały. Żaden z nas nic nie mówił. Ta chwila nie potrzebowała słów.

sobota, 7 czerwca 2014

*** Rozdział XX

Powróciłam! Jeszcze tylko tydzień i wreszcie nie będzie tyle sprawdzianów<3 No a wtedy, pod warunkiem jak będę miała wenę, rozdziały mogą pojawiać się częściej :) Mam nadzieję, że nie zawiodę was obrotem spraw w opowiadaniu:*
Miłego czytania:*

   Rano obudził mnie ten cudowny zapach. Kawa. Otworzyłem oczy i niemal natychmiast podniosłem się z łóżka. Poszedłem do kuchni, skąd dochodził zapach. Stał tam Gerard w samych bokserkach, na co cichutko, z uśmiechem westchnąłem. Stał odwrócony do mnie tyłem, więc nawet nie zauważył, że wszedłem. Podszedłem bliżej i objąłem go od tyłu, kładąc głowę na jego ramieniu. On uśmiechnął się pod nosem.
-Cóż to za miłe powitanie?- Zapytał czarnowłosy.
-Oj Gee- Zaśmiałem się.- Czemu tak wcześnie wstałeś?
-Nie wiem...Tak jakoś z tobą się bardziej wysypiam- Uśmiechnął się i odwrócił w moją stronę.
-No i już zaczynasz się podlizywać- Zaśmiałem się i pocałowałem go.
-Chcesz kawę?-Zapytał
-Jeszcze pytasz? Chyba na tyle mnie znasz- Powiedziałem, siadając do stołu.
-Oczywiście, że cię znam- Powiedziawszy to, wziął z blatu świeżo dwie zalane kawy i usiadł obok mnie.
   Wziąłem jeden łyk i od razu poczułem się jak nowo narodzony. Poranna kawa stawia na nogi. Czarnowłosy chłopak miał takie samo zdanie na ten temat. Nie ma dnia, w którym moglibyśmy opuścić wypicie kawy.
   Po naszych porannych obowiązkach oboje musieliśmy pójść do pracy. Najpierw Gerard zawiózł Bandit do przedszkola, a potem mnie podwiózł do pracy. Otworzyłem studio. Zawsze robiła to Hannah, ale akurat dzisiaj dostałem wiadomość, że się trochę spóźni. Przygotowałem wszystko i usiadłem przed komputerem, by sprawdzić co czeka mnie tego dnia. Pierwszego klienta, umówionego na dziś rano, obsłużyłem sam, a w między czasie kobieta przyszła do pracy. Dopiero gdy podszedłem do niej, zauważyłem, że jest dziwnie radosna. Cały czas uśmiechnięta rysowała zamówiony wzór. Usiadłem na przeciw niej i spoglądałem na nią.
-Co się stało, że masz taki świetny humor?- Zapytałem miło, również się uśmiechając.
-Co? Nic...- Wyrwała się z zamyśleń i popatrzała na mnie. Bardzo lekko po tym pytaniu zarumieniły się jej policzki, przez co wyglądała jeszcze piękniej niż zwykle.
-Nie kłam, widzę przecież...- zaśmiałem się cicho.- Przez Jay'a, prawda?
-Może....- Powiedziała tajemniczo i wróciła do swojego poprzedniego zajęcia, wyraźnie nie chcąc drążyć tematu.
   Odpuściłem jej tłumaczenia. Postanowiłem, że sam wypytam o to przyjaciela. Zawsze mówił mi wszystko, więc to raczej też powinien powiedzieć. 
   Dzisiejszy dzień zleciał mi wyjątkowo szybko. Dosłownie cały czas byłem zajęty i musiałem wiele nadrobić po mojej długiej nieobecności. Nawet nie zauważyłem kiedy zbliżała się godzina zamknięcia. Dopiero Hannah mnie w tym uświadomiła. Wtedy dokończyłem to co robiłem i mogliśmy zamknąć budynek. Od razu poszedłem do Jareda, gdyż mój chłopak musiał zostać dłużej w pracy. Wybrałem się tam dłuższą drogą, by przewietrzyć się. Pogoda była nawet ładna, lecz mocno wiało. 
   Zapukałem do drzwi przyjaciela. Otworzył mi i od razu po nim zauważyłem, że stało się coś dziwnego. Miał równie świetny humor co jego kobieta.
-Mów co się stało, że oboje jesteście myślami gdzie indziej!- Powiedziałem od razu z uśmiechem.
-To nic takiego..- Stwierdził Jay.
-Coś mi się nie wydaje, żeby to była błahostka...- Powiedziałem, siadając na kanapie.
-No...Dobra, niech ci będzie- Usiadł obok.- Hannah jest w ciąży.
   Popatrzałem na niego z niedowierzaniem. Myślałem, że sobie ze mnie żartuje, ale po jego wyrazie twarzy nic takiego nie można było wywnioskować, a wręcz przeciwnie. Teraz wszystko tłumaczy ich zachowanie, jednakże nie spodziewałem się, że oni zdecydują się na rodzicielstwo.
-Co? Jak to się stało?- Zapytałem, wracając na ziemię.
-No chyba raczej nie muszę ci tłumaczyć skąd biorą się dzieci, Frank!- Zaśmiał się.
-Nie o to chodzi! Jakoś nie przypominam sobie żebyście planowali dziecko, a wydawało mi się, że w tych sprawach to ty jesteś nadwyraz ostrożny..- Powiedziałem
-Oboje chcieliśmy mieć kiedyś dzieci, a szczerze mówiąc teraz wyszła wpadka. Nie mniej jednak, strasznie cieszymy się z tego. Sam wiesz, że jesteśmy ze sobą szczęśliwi, a dziecko tylko umocni nasze relacje. Za jakiś czas mieliśmy zacząć się o nie starać, a tu samo wyszło- Uśmiechnął się.
   Zdziwienie mnie nie opuszczało. Spodziewałbym się po nich wszystkiego, jednak o tym nawet nie pomyślałem. Widząc ich oboje w takim stanie, robiło mi się samemu miło. To był niesamowity widok. Hannah ma szczęście, że trafiła na mężczyznę, który z pewnością nie będzie próbował unikać odpowiedzialności za swoją wpadkę. To dość niespotykana cecha u młodych mężczyzn.

piątek, 23 maja 2014

*** Rozdział XIX

Pisaliście mi tak miłe rzeczy, że nawet nie mam serca, by przerwać pisanie. Będę dodawać jak zwykle, lecz ten rozdział daję wcześniej, gdyż jutro na tydzień wyjeżdżam do Paryża i nie będzie na pewno nic dodawane;* Dziękuję, że czytacie. Dziękuję za miłe słowa. Bez was nic by tutaj nie było. Awww♥
Miłego czytania;*

   Usiadłem na kanapie, na przeciwko Hannah, a Gerard popatrzał na mnie i uśmiechnął się.  Nie wiem dlaczego, ale zawsze pociągałem go w mokrych włosach i delikatną kreską na oczach. Uważał, że wtedy wyglądam niewinnie i delikatnie, a gdy do tego się rumienie, to całkiem jest to nie do opisania. Mógłbym się z nim sprzeczać, ale zauważyłem, że nie ma to najmniejszego sensu.
   Omówili z kobietą pewne sprawy, a potem ona wyszła. Czarnowłosy bez zastanowienia podszedł do mnie i usiadł obok. Wziął moją dłoń w swoją i delikatnie ją pocałował, patrząc w moje oczy. Uśmiechnąłem się lekko.
-Pozwolisz mi wrócić do domu?- Szepnąłem.
-Absolutnie. Mam ciebie w swoim domu. Taka okazja często się nie zdarza. Nigdzie cię nie wypuszczam!-Odpowiedział.
-To ja może obiad zrobię- Powiedziałem i wstałem udając się do kuchni.
   Tam przygotowałem wszystko, co było mi potrzebne i zacząłem gotować. Akurat kroiłem ogórka do sałatki,  aż poczułem, że ktoś obejmuje mnie od tyłu. Delikatnie zjechał ręką do przodu i brutalnie podniósł do góry, chwytając moją męskość w ręce. Zamknąłem oczy i odłożyłem nóż, a on zaczął szybciej poruszać ręką.
-G-gerad- Jęknąłem, trzymając się blatu.
-Tak?- Szepnął podniecająco do mojego ucha.
-Co ty robisz?-Ledwo wydusiłem z siebie, a on lekko ścisnął.
-Chyba widać- Mruknął.
   W tamtym momencie już całkiem oddałem mu się.  Pojękiwałem cicho, do czasu aż mnie puścił. Odwrócił mnie w swoją stronę.
-Wyjeżdżamy...na tydzień...sami we dwoje. Co ty na to?-Zapytał.
-Ale jak to? Gdzie? Kiedy?- Zacząłem pytać.
-Najpierw chcę wiedzieć czy zgadzasz się na to- szepnął.
   Na chwilę zamilknąłem. Z jednej strony bardzo tego chcę, z drugiej strony nic nie wiem. Nie mam pojęcia czy zgodzić się w ciemno. Właściwie nic mi nie szkodzi. Przyjemniej miło spędzony czas we dwoje gdziekolwiek on planuje jechać.
-Dobra, zgadzam się-Odpowiedzialem.
   Chciałem powiedzieć coś więcej, lecz on wpił się namiętnie w moje usta. Złapał za moje pośladki i przyciągnął mnie do siebie. Westchnąłem cicho, gdy nasze krocza się zetknęły. Czułem jego podniecone krocze przez spodnie i uśmiechnąłem się lekko. Spojrzałem w jego oczu i w tym czasie rozpinałem jego pasek.
-Tato? Gdzie moja książka o tych chorych kotkach?- Usłyszeliśmy nagle.
   Gerard oderwał się ode mnie i spojrzał na nią,  szybko zapinając pasek.
-Jest na półce,  nad łóżkiem.-Odpowiedział zdezorientowany, a dziewczynka tam poszła.
   Zaśmiałem się i spojrzałem na niego.
-chyba nie jest nam to pisane jak na razie...ktoś drugi raz nam przerywa-Powiedziałem uroczo.
-Do trzech razy sztuka- Powiedział i wyszedł z kuchni.
   Skończyłem robić obiad i zjedliśmy wspólnie. Gee ani słowem nie wspomniał o tym, co planuje. Nie wiedziałem czego się po nim spodziewać. Nieobliczalny stał się w ostatnim czasie. Bardzo podoba mi się to. Czuję się przez niego kochany i co więcej pożądany.
   Zaraz po skończonym obiedzie, wybraliśmy się wszyscy na lody. Usiedliśmy w trójkę na ławce w parku. Czułem się jakby w ogóle między nami wcześniej nie było kłótni. Cały czas śmialiśmy się, wygłupialiśmy... Czuliśmy się bardzo dobrze w swoim towarzystwie. Chciałbym, aby tak właśnie było zawsze. Szczerze, miło i z zaufaniem. Takie życie to marzenie. Jak to się mówi 'W życiu liczą się tylko chwile'. Oto właśnie jedna z tych chwil, która jest warta zapamiętania. Tylko ja, Gerard i Bandit. Mała rodzina.
   Po powrocie do domu wszyscy zmęczeni położyliśmy się do łóżka. Dziewczynka w swoim pokoju, a ja wraz z czarnowłosym w sypialni. Przytuliłem się do niego i niemalże od razu zasnąłem. Bicie jego serca było uspokajające, kojące. Czułem się bezpiecznie w jego ramionach. Wiem, że mnie nie skrzywdzi i ze strony innych również na to nie pozwoli. Czuję miłość. Czuję, że to właśnie on jest moją połówką. Lekarstwem na wszystko. Niesamowite uczucie, którego nie da się opisać.

niedziela, 18 maja 2014

*** Rozdział XVIII

Witaaam! Informacja: Rozważam przerwanie dodawania rozdziałów przez najbliższy miesiąc, co głównie spowodowane jest brakiem weny. Sama nie jestem przekonana co do tego. Jak wy uważacie?
Miłego czytania;*

*8 dni później*
   Dzisiaj wychodzę ze szpitala. Miałem tam czas na przemyślenie wszystkiego, jednak nie wybaczyłem Geradowi do końca. Niech czuje respekt do sytuacji. Podoba mi się, że teraz się stara naprawić swój błąd. Przychodził codziennie, przynosił kwiaty, przepraszał, mówił czułe słówka. Udawałem, że na mnie to nie działa, ale w środku z każdym jego kolejnym czynem zakochiwałem się bardziej, o ile to możliwe.
   Gotowy i już spakowany, usiadłem na łóżku. Po niedługiej chwili przyjechał po mnie Jared, tak jak to było ustalone. Niewiele się odzywałem. Nie miałem ostatnio ochoty z nikim rozmawiać. Zauważyłem, że nie jedziemy drogą, prowadzącą do mojego domu.
-Jared? Gdzie jedziemy?- Zapytałem.
-Do Gerarda. Musisz być pod czyjąś obserwacją, a zresztą zabronił mi wręcz puszczać cię samego do domu-Powiedział i zaparkował pod domem czarnowłosego.
-Chyba cię popieprzyło, że ja mam tu z nim zostać!- Powiedziałem.
-Nie marudź, tylko idź do niego. Wiesz, że zawsze stoję po twojej stronie...ale nie tym razem. Sam dobrze wiesz, że on się stara.- Powiedział i wyszedł z samochodu.
   Westchnąłem i wyszedłem za nim. Wyciągnął moją walizkę z bagażnika, po czym pożegnaliśmy się i podszedłem pod drzwi. Zapukałem, a w drzwiach ukazała się mała dziewczynka, która od razu rzuciła się na mnie. Przytuliłem ją i wniosłem do domu na rękach.
-Gdzie tatuś?- Zapytałem ją, odstawiając ją na ziemię.
-Tata Się kąpie...Nie miałeś wyjść po południu ze szpitala?-Zapytała.
-Miałem...ale jestem wcześniej-Uśmiechnąłem się. Chwilkę z nią porozmawiałem, po czym ona poszła do swojego pokoju. Ja chwyciłem za klamkę z drzwi łazienki i nie były zamknięte, jak się spodziewałem. Wszedłem do środka i usiadłem pod ścianą, patrząc na Gerarda. Miał zamknięte oczy i wannę pełną piany.
-Bandit, zostawisz mnie?"-Zapytał.
-Nie mogę popatrzeć na swojego mężczyznę?-Zapytałem, uśmiechając się uroczo.
   On słysząc mój głos, gwałtownie otworzył oczy. Spojrzał na mnie i zarumienił się uroczo.
-Co ty tu robisz?- Uśmiechnął się.
-Jared mi kazał tu przyjść-Westchnąłem.
-Chodzi o to, że konkretnie tutaj, w łazience....
-A tak jakoś naszła mnie ochota by zobaczyć cię nago- Odpowiedziałem.
-To chodź do mnie...
   Wstałem z podłogi i wyciągnąłem wszystko z kieszeni, po czym podszedłem do wanny. On popatrzał na mnie z dołu, a ja wszedłem w ubraniach do niego. Zanim zdążył coś powiedzieć, wypiłem się w jego usta.
-Kocham cię-Szepnąłem mu do ucha.
-Ja ciebie również...Najmocniej!-Objął mnie.
   Uśmiechnąłem się i ściągnąłem z siebie koszulkę. On przejechał dłonią po moim nagim torsie i zaczął go całować.
-Pieprz mnie...proszę- Szepnąłem mu do ucha.
    On popatrzał na mnie zdziwiony, lecz nie próbował protestować. Rozpiął mój pasek i rozporek, po czym podniósł wzrok.
-Tylko mam pytanie....w jaki sposób ściągnę ci spodnie?-Zapytał.
    Wstałem i sam je z siebie ściągnąłem,  rzucając je na bok. Bez wahania ściągnął ze mnie bokserki. Znów na nim usiadłem, a on zaczął pięścić moje pośladki. Przerwało nam pukanie do drzwi.
-Taaato! Hannah przyszła!-Krzyknęła Bandit zza drzwi.
   Zaśmiałem się pod nosem i wyszedłem z wody pierwszy, specjalnie seksownie poruszając pośladkami. Zawinąłem się w ręcznik i wyszedłem, gdyż moja walizka leży w salonie. Siedziała tam kobieta.
-Frankie? A to nie Gee jest w łazience?-Zapytała.
-Jest... Już się ubiera, zaraz będzie- Uśmiechnąłem się.
-Okeeej...nie mam więcej pytań-Zaśmiała się. Również się Zaśmiałem i wróciłem do łazienki, by się ubrać. Tam Gerard się już czesał.
-Dobra, wynocha z łazienki-Powiedziałem do niego.
-Jeszcze chwilę- odpowiedział.
-Spadaj, ślicznotko!-Uderzyłem go w tyłek zawiniętym, mokrym ręcznikiem.
   On przeklnął pod nosem z bólu i popatrzał na mnie, po czym niepewnie wyszedł. Zaśmiałem się i zamknąłem drzwi na klucz. Wreszcie miałem łazienkę dla siebie. Ubrałem się, przygotowałem standardowo i wyszedłem do salonu, gdzie oni we dwójkę siedzieli.

sobota, 10 maja 2014

*** Rozdział XVII

Ten rozdział pragnę zadedykować kochanej Oleńce, która nieświadomie napisała część zakończenia tego rozdziału<3 DZIĘKUJĘ!<3 Ogólnie mam nadzieję, że rozdział się spodoba, lecz nie miałam pomysłu jak wybrnąć z kłótni Frania z Gee! ;-;
Miłego czytania!:*

   Usiadłem na łóżku i odwróciłem się w stronę postaci. Stał tam Gerard. Był wyraźnie zmieszany, gdy popatrzyłem na niego.
-Co chciałeś mi powiedzieć?-Zapytałem słabo.
   On bez słowa podszedł bliżej. Chwilę patrzał na mnie, a zaraz potem przytulił mnie i zaczął cichutko płakać. Odruchowo objąłem go. Położyłem głowę na jego ramieniu i Zamknąłem oczy.
-J-ja p-przepraszam, Frankie...- wyjąkał.
-To koniec. Nie dzwoń do mnie, nie pokazuj mi się na oczy.-Powiedziałem stanowczo, odciągając go lekko od siebie.
   On spojrzał na mnie z przerażeniem i łzami w oczach. Ja wyszedłem z łóżka i stanąłem przy oknie. Oparłem się o parapet.
-Nie, Frank..Nie możesz mi tego zrobić, błagam- powiedział nagle i stanął niedaleko mnie.
-Czułem się jak nic nie warty pedał, wiesz? Poleciałeś na ździrę z baru. Całowałeś się z nią na moich oczach. Obmacałeś jej tyłek.- Gdy to mówiłem, po moich policzkach spływały łzy. Wciąż byłem zwrócony w stronę okna.
-Przepraszam, ja nie chciałem...to znaczy... To był moment! Nie wiem jak to się stało..
-Nie wiem jak to się stało- zakpiłem pod nosem.- A jakby zaciągnęła cię do toalety, to byś mi się tłumaczył, że to był moment i nie wiesz jak jakim cudem jej uległeś!?- Podszedłem do niego i wykrzyczałem mu w twarz.
   Momentalnie zakręciło mi się w głowie i wszystko zamazało mi się przed oczami. Słyszałem zaledwie głosy ludzi. Jakbym był odcięty od świata.
-Frankie! Błagam cię! Odezwij się do mnie! Kocham cię! Przepraszam Cię za wszystko! Jesteś dla mnie wszystkim, nie zostawiaj mnie. Jestem idiotą.  Wiem , że wszystko zepsułem. Jeśli mnie zostawisz, nigdy nie wybaczę sobie, że Cię straciłem przez własną głupotę. Zrobię wszystko żebyś mi wybaczył! Proszę..-Usłyszałem.
   Po tych słowach niepewnie otworzyłem oczy. Leżałem w łóżku szpitalnym,  a obok mnie siedział załamany,  zalany łzami Gee. Pod ścianą naprzeciwko stał Jared.
-Co tu...się dzieje?-zapytałem.
-Boże! Obudziłeś się!...jaka ulga..-Czarnowłosy otarł z twarzy łzy.
-Zemdlałeś przez gorączkę...- Szepnął do mnie Jay i wyszedł z sali.
   Powoli podniosłem się do siadu. Spojrzałem niepewnie na Gerarda. Chwilę się zawahałem, ale ostatecznie wtuliłem się w niego.
-Frank, ja...- Zaczął, lecz ja ucieszyłem go delikatnym pocałunkiem.
-Idź już.. Chcę się przespać..-Szepnąłem.
-Ale czy ja..Mogę przyjść jutro?- Zapytał cicho.
-Po prostu mnie zostaw- Puściłem go i położyłem się.
   On tak jak poprosiłem, wyszedł. Zostałem sam. Nagle poczułem taką pustkę. Pomimo tego co się stało, ja go kocham. Nie wyobrażam sobie, żeby rozstać się przez taką głupotę.
   Zmęczony wszystkim w końcu zasnąłem. Dopiero rano obudził mnie dźwięk telefonu. Spojrzałem na wyświetlacz zaspanymi oczami. To była Hannah.
-Halo?- Zapytałem cicho.
-Witaj, Frankie... Porozmawiaj z Gerardem, proszę... Do niego nawet nie da się dotrzeć. Nie słucha jeśli ktoś, coś do niego mówi. Nie je, jakby to miało coś pomóc....-Powiedziała kobieta.
-Niech przyjdzie, to z nim pogadam- Westchnąłem.
-Dziękuję, miłego dnia-Powiedziała miło i rozłączyła się, zanim zdążyłem coś powiedzieć. Odłożyłem telefon i znów zasnąłem. Gdy się przebudziłem, byłem dalej sam na sali. Na stoliku była koperta. Wziąłem ją do ręki i otworzyłem. W środku były dwie kartki. Na jednej były przeprosiny czarnowłosego i wszelkie wytłumaczenia. Niechętnie to czytałem. Złość mi jeszcze nie przeszła. Natomiast na drugiej kartce był rysunek ołówkiem. Przedstawiał mnie i Gerarda załączonych w pocałunku. Mimowolnie uśmiechnąłem się na widok tego, a po policzku spłynęła mi łza. Ujrzałem zza uchylonych drzwi postać pod ścianą. Cicho westchnąłem i wstałem z łóżka. Ruszyłem w tym kierunku. Był to Gerard. Cichutko płakał i siedział w bezruchu, z twarzą schowaną w dłoniach. Na widok tego poczułem ból. Niepewnie podszedłem bliżej i usiadłem obok niego.
-Gerard- Szepnąłem cichutko i położyłem rękę na jego plecach.
   Podniósł głowę i spojrzał na mnie zapłakany. Widok ten sprawił, że moje gardło zacisnęło się z żalu i smutku. Położyłem dłoń na jego policzku i otarłem łzy. Uśmiechnął się pod wpływem mojego dotyku. Przybliżyłem się i złożyłem na jego policzku delikatny pocałunek, przez co czarnowłosy się zarumienił. Otarł łzy i objął mnie w pasie. W duszy cieszyłem się, że jest w lepszym stanie, lecz złość we mnie dalej była. Oparłem głowę o jego ramię i zamknąłem oczy. Czując ciepło jego ciała, jego przyspieszone bicie serca, spowolniony oddech czułem się znów wyjątkowo. W tym momencie marzyłem tylko o tym, by tak zostało. Nie chciałem wracać więcej do sytuacji sprzed kilku dni, ale było to nieuniknione. Wreszcie czułem, że on nie kłamie. Czułem, że zależy mu na mnie i mnie kocha. Tego oczekiwałem. Czy można to nazwać spełnieniem?

niedziela, 4 maja 2014

*** Rozdział XVI

Wróciłam z majówki i dodaję obiecany rozdział! Znów szybciej dzięki mojej przyjaciółce, która sprawdziła błędy <3 Mam nadzieję, że się spodoba:*
Miłego czytania!:)

   Otworzyłem ponownie oczy i ujrzałem jego twarz. Wyglądał marnie. Jakby całą noc płakał i nie spał. Miał podkrążone oczy. Jego bladą twarz zdobiły kruczoczarne włosy, w lekkim nieładzie. Jak dla mnie wyglądał jak ideał. Mój ideał.
-Co tu robisz?-Zapytałem oschle.
-Frankie, ja cię bardzo przepraszam! Błagam, wybacz mi!-Powiedział od razu.
-Wyjdź.-Odwróciłem wzrok.
-Ale skarbie, ja bardzo..-Mówił, lecz przerwałem mu.
-Mam ci to kurwa przeliterować!? Wyjdź! Nie chcę Cię widzieć!- Krzyknąłem.
   On zszokowany moim zachowaniem powoli wstał i bez słowa wyszedł. Nie czułem się nawet winny temu co się stało. Sam sobie to zrobił. Nie mam zamiaru teraz rozmawiać z nim. Jestem zawiedziony, że tak łatwo przyszło mu całowanie innej kobiety po półrocznym związku ze mną. Doskonale wiedział, że obserwuję go, a on nie protestował przy tym cholernym pocałunku!
   Usiadłem na łóżku i schowałem twarz w dłoniach. Chciało mi się płakać, ale byłem tak obolały, że nie miałem sił na to. Po jakimś czasie wzięto mnie na badania. Cały dzień znów przespałem. Gerard wielokrotnie starał się ze mną tego dnia skontaktować. Całe czas odrzucałem, bądź ignorowałem jego połączenia.
   Wieczorem do sali, w której leżałem, wszedł lekarz. Stanął przy moim łóżku popatrzył na mnie.
-Czy pan jest niepoważny? Jak można wyjść spocony na minusową temperaturę na dwór w samej bluzie!? Troszkę pana tutaj potrzymamy.- powiedział.
-Troszkę, czyli?-Zapytałem niepewnie.
-Czyli minimum półtora tygodnia.-Powiedział i wyszedł.
   Usiadłem na łóżku i zamarłem. Nie wiem jak mam tyle czasu tutaj wytrzymać. Od razu wstałem i wziąłem z półki telefon. Wybrałem numer do Jareda. Minęło kilka sygnałów a on nie odbierał.
-Frank, proszę, posłuchaj mnie- Odebrał wreszcie telefon. Lecz to nie był mój przyjaciel. To był Gerard.
-Dlaczego masz telefon Jareda!?- Zapytałem.
-Jestem u niego, ale nie ważne. Proszę, porozmawiaj ze mną...Franiu...-Mówił błagalnym tonem.
-Daj mi go do telefonu.-Powiedziałem stanowczo.
-Wysłuchaj mnie...-Mówił dalej.
-Powiedziałem, żebyś dał mi Jareda do telefonu. Jak chcesz pogadać, to przyjdź jutro. Teraz nie mam ochoty.-Powiedziałem, zamykając oczy. W tle słyszałem szepty.
-Halo?-Odezwał się wreszcie przyjaciel.
-Co on u ciebie robi, do cholery!? Prosiłem cię, żebyś nie mówił mu gdzie jestem, a teraz namawiasz go na rozmowę ze mną?!- Zacząłem.
-Przepraszam, ale tak nie może być. Kiedy wychodzisz? Wiesz już coś?-Zaczął wypytywać.
-Za półtora tygodnia, albo i dłużej...- Westchnąłem.
-Boże, jak długo... Jutro przyjadę, obiecuję.. Teraz połóż się i prześpij. Miłych snów- powiedział.
-Dziękuję, do jutra...- Odpowiedziałem i rozłączyłem się.
   Położyłem się w łóżku. Nie umiałem zasnąć. Ta cała sytuacja z Gerardem nie daje mi spokoju. Czuję się coraz gorzej. Mam wrażenie, że te leki, które mi tutaj podają, mocno mnie otumaniają. Jestem teraz dziwnie spokojny, lecz rozdarty od środka. Ten idiota zwykłym pocałunkiem zranił mnie bardziej niż kiedykolwiek. Nigdy się nie czułem tak jak teraz. Jak szmata. Nic nie warta szmata.
   Sam już miałem dosyć swoich myśli. Włożyłem słuchawki do uszu i włączyłem cichutko muzykę. Zasnąłem niedługo później.
   Obudził mnie lekarz. Miałem mieć badania i podane leki. Byłem praktycznie nieprzytomny. Miałem wysoką gorączkę, przez co moje policzki nabrały niezdrowego różowego koloru. Nie pamiętam kiedy ostatni raz byłem tak chory. Lekarz stwierdził, że na razie muszę spać. Problem w tym, że ja nie jestem zmęczony. Nie chcę spać. Potrzebuję porozmawiać z przyjacielem.
   Położyłem się na boku, tyłem do drzwi. Spojrzałem przez okno, znajdujące się przede mną. Obserwowałem goniące się ptaki na drzewie. Była całkiem ładna pogoda. Zapatrzyłem się na okno, ale w pewnym momencie poczułem, że ktoś mnie obserwuje. Nie odezwałem się. Udawałem, że nie wiem, że ktoś jest w tym pomieszczeniu, prócz mnie. Zamknąłem oczy i cichutko westchnąłem. Doskonale wiedziałem kto na mnie patrzy.

sobota, 3 maja 2014

*** Rozdział XV

I powróciłaaam! Szczerze to jestem ciekawa jak zareagujecie na rozdział tego typu^^ Może was zaskoczy, może nie...Dedykuję go mojej przyjaciółce, dzięki której jest dodany szybciej!
Miłego czytania;*

*pół roku później*
   Właśnie szykuję się na wyjście z Gerardem na imprezę do klubu. Dawno razem nie wychodziliśmy. Zazwyczaj siedzimy w trójkę w domu i oglądamy coś ciekawego w telewizji,  a jak jestem sam na sam z chłopakiem...To chyba oczywiste co robimy. Czas najwyższy coś zmienić w naszym związku. Monotonność na nikogo dobrze nie wpływa, a ja zaczynam się bać, że mogę mu nie wystarczyć.
   Wziąłem z szafy ubrania i poszedłem do łazienki. Wyszykowałem się w pół godziny, a potem zszeďłem do salonu i poczekałem chwilę na czarnowłosego. Wreszcie ktoś zapukał do moich drzwi. Otworzyłem i oczywiście był to on.
-Witaj, skarbie. Pięknie wyglądasz- Szepnął Gerard i przytulił mnie.
   Uśmiechnąłem się i odwzajemniłem uścisk. Wziął mnie za rękę i poszliśmy razem do jednego z klubów w naszym mieście. Od razu zabraliśmy się za alkohol. W ciągu zaledwie dwóch godzin ledwo z Gerardem staliśmy na nogach. Wreszcie jakaś dziewczyna wyciągnęła go na parkiet. Był tak pijany, że nie odmówił. Obserwowałem ich cały czas, aż ona pocałowała go w usta. Gerard nie protestowała, a wręcz odniosłem wrażenie, że mu się to podobało. On położył swoje dłonie na jej biodrach, a ona pogłębiła pocałunek. Szybko wstałem od stolika i wyszedłem z klubu. Może i byłem pijany, ale czegoś takiego nie zniosę w każdym stanie. Wybiegłem na dwór i uderzyło we mnie chłodne powietrze. W końcu mamy końcówkę zimy, a ja wyszedłem w samej bluzie z tego miejsca. Za mną chwiejnym krokiem wybiegł czarnowłosy chłopak. Obrzuciłem go tylko morderczym spojrzeniem i wziąłem taksówkę do domu. Pojechałem na miejsce i to tyle co pamiętam.
   Obudziłem się w swoim łóżku, czyli nie było ze mną wczoraj tak źle. Miałem strasznie sucho w gardle. Ze wczorajszej imprezy pamiętam tylko urywki wydarzeń, lecz jedno wyjątkowo zapadło w mojej pamięci.
   Spojrzałem na telefon. Szesnaście  nieodebranych wiadomości od Gerarda. Nie miałem nawet najmniejszej ochoty by z nim rozmawiać. Wyłączyłem telefon i zamknąłem oczy. Znów zasnąłem. Czułem się fatalnie. I psychicznie, i fizycznie. Wyraźnie widać, że bardzo niska temperatura na dworze wymaga grubszego ubrania niż sama bluza. Cały dzień przeleżałem w łóżku, wstając jedynie do toalety i po wodę. Wieczorem dostałem wysokiej gorączki. Czułem się coraz gorzej. Włączyłem wreszcie telefon i zignorowałem wszystkie powiadomienia od Gerarda. Wybrałem numer do Jareda i czekałem aż odbierze.
-Halo? Frankie? Jest 2 w nocy...-Powiedział zaspanym głosem przyjaciel.
-Przepraszam, w sumie powinienem spojrzeć najpierw na zegarek zanim zadzwonię...-Zacząłem.
-Będę za pół godziny- Powiedział, a właściwie wyszeptał i rozłączył się.
   Punktualnie pół godziny później zjawił się w moim domu. Ledwo podniosłem się z łóżka, by otworzyć mu drzwi. Gdy tylko mnie zobaczył zabrał mnie do łóżka i bez słowa kazał wziąć termometr. Poszedł zrobić dla mnie herbatę, a gdy wrócił sprawdził ile mam temperatury.
-Frank, ja dzwonię po pogotowie...-Powiedział wystraszony.
-Nie ma takiej potrzeby..-Ledwo usiadłem, by się napić.
-Nie ma takiej potrzeby!? Masz 40,3 stopni gorączki! Coś ty robił!? - Usiadł obok.
-Byłem wczoraj na imprezie z Gerardem...No i wracałem w samej bluzie... a było bardzo zimno...-Mówiłem cicho.
-Właśnie. Jego też powiadomię, że pojedziesz do szpitala..
-Co!? Nie! Nie dzwoń do niego. Nie chcę z nim się widzieć, ani rozmawiać. Proszę. -Spojrzałem na niego błagalnie.
   Bez zbędnych pytań przyjaciel zadzwonił na pogotowie. Przyjechali już kilka minut później. Najpierw dano mi jakiś zastrzyk, a potem zabrano do karetki. Przywieźli mnie do szpitala. Wszystko działo się szybko. W pewnym momencie straciłem orientację. Nie wiedziałem co dzieje się wokół mnie.
   Obudziłem się już w łóżku szpitalnym. Rozejrzałem się po pokoju. Był cały biały,  a na krzesełku obok łóżka ktoś siedział. Był to Gerard. Szybko ponownie zamknąłem oczy, jednak on zdążył zauważyć, że się obudziłem.
   Co teraz czułem? Strach, obrzydzenie, nienawiść, zazdrość, złość. Nie wiem nawet jak opisać co we , nie dokładnie siedzi. Kocham go, ale ta sytuacja sprzed dwóch dni cały czas odtwarza się w mojej głowie. Nie miałem ochoty na rozmowę z kimkolwiek, a tym bardziej z nim. Co to wszystko miało znaczyć!? Czuję się jak szmata! Okropne uczucie.

środa, 30 kwietnia 2014

*** Rozdział XIV

Dodaję rozdział szybciej, ponieważ wyjeżdżam na majówkę i z pewnością wtedy nic nie napiszę, bo internetu nie będzie :c Mam nadzieję, że nie jest aż taki zły, gdyż pisałam go totalnie bez pomysłu i absolutnie żadnej weny..
Miłego czytania;*

   Zająłem się nowym szkicem, który jest zamówiony przez stałego klienta. Skupiłem się na nim bardzo i nawet nie zauważyłem, że znów ktoś wszedł do środka. Poczułem jak ktoś obejmuje mnie w pasie. Uśmiechnąłem się pod nosem, lecz nie przerywałem.
-Daj mi kluczyki i pojadę po twoje rzeczy- Szepnął mi do ucha.
   Bez słowa wyciągnąłem z kieszeni klucze od mojego domu i podałem mu.
-W sypialni, na piętrze jest szafa- Musnąłem jego usta.
-Za niedługo przyjadę po ciebie- Powiedział słodko i wyszedł.
   Gdy wyszedł, Hannah spojrzała pytająco na mnie. Gdy tylko skończyła obsługiwać ostatniego na dziś klienta, podeszła do mnie.
-Już mieszkacie razem?- zaśmiała się.
-Nie...Gee wykorzystuje to, że jego córka prosi mnie bym został na noc, a on dobrze wie, że dziecku nie odmówię..- Westchnąłem.
-Sprytnie...Ale jeśli Bandit cię o to prosi, to zaszczyt. Ona naprawdę jest nieufna wobec ludzi- Powiedziała z uśmiechem.
   Również odpowiedziałem uśmiechem. Wciąż nie rozumiem co Bandit we mnie widzi. Nie rozumiem też, dlaczego Gerard akurat wybrał mnie, jako swój wyjątek. Jestem zwykłym człowiekiem. Nie wnoszę do życia innych nic szczególnego, a jednak mam bliskich, na których mogę liczyć.
   Po godzinie przyjechał do studio  i usiadł obok mnie. Objął mnie w pasie i zaczął całować po szyi.
-Gerard, jestem w pracy!- Zaśmiałem się.
-Ale już za pół godziny kończysz...- Szepnął.
-No właśnie! Za pół godziny, a nie teraz... Muszę to skończyć, to jest ważne..-Powiedziałem nie przerywając.
-Mogę?- Spojrzał na kartkę i ołówek w mojej ręce.
-A proszę bardzo...-Westchnąłem i podałem mu to.
   On zaczął rysunek. Każdy jego ruch był niezwykle precyzyjny i pewny. Pomysły na bieżąco przychodziły mu do głowy. Byłem wręcz zaskoczony jego umiejętnościami. Na końcu spojrzał na rysunek i podał go mnie.
-Czy jesteś już wolny?- Zapytał.
-Jeju, Gee..To jest niesamowite..-Powiedziałem, patrząc na jego dzieło.
-To nie odpowiedź na moje pytanie...- Zaśmiał się.
-Tak, jestem już wolny..-Pocałowałem go w policzek.
   On bez zastanowienia zabrał mnie do samochodu i pojechał pod jakiś dom. Wyszedł z pojazdu i mi pomógł. Nie miałem pojęcia gdzie jesteśmy. Rozejrzałem się, ale byłem pewien, że wcześniej tutaj nie byłem. Czarnowłosy zapukał do drzwi. W nich stanęła starsza kobieta. Teraz już wiedziałem o co chodzi. To jego mama.
   Gerard od razu przedstawił mnie miłej kobiecie. Nie powiedział jej jednak kim jestem. Przekroczyliśmy próg domu, a na mnie rzuciła się Bandit, co zdziwiło Donnę, że dziewczynka jest do mnie tak nastawiona pozytywnie.
   Długo tam nie byliśmy. Gerard dosłownie wziął córkę i kilka minut później wyszliśmy. Od razu poszliśmy do samochodu. Pojechaliśmy do jego mieszkania. Były tam już moje rzeczy. Otworzyłem walizkę i zaśmiałem się.
-Gerard! Robisz sobie żarty, tak?- Podszedłem do niego.
-Ależ nie... wziąłem tylko najpotrzebniejsze rzeczy..- Uśmiechnął się.
-Bokserki!? TYLKO bokserki!? Gee!- Oburzyłem się.
-Najchętniej nie brałbym ich, ale stwierdziłem, że jakoś je wytrzymam - Powiedział i poszedł do kuchni.
   Westchnąłem i usiadłem na kanapie w salonie. Zamknąłem oczy, a po chwili poczułem na swoich ustach ciepły, delikatny pocałunek. Natychmiast go odwzajemniłem.
-Bandit czeka..- Szepnął za mną Czarnowłosy.
   Od razu wstałem i poszedłem do jej pokoju. Zagrałem jej do snu, podobnie jak wczoraj, a potem od razu udałem się do łazienki. Ściągnąłem z siebie koszulkę, aż usłyszałem pukanie do drzwi. Otworzyłem je i do środka wszedł Gerard, od razu wpijając się namiętnie w moje usta. Nie przerywając odnalazł ręką zamek w drzwiach i przekręcił go. Teraz jestem sam na sam w łazience, zamknięty, ze swoim chłopakiem. Zaczął błądzić dłońmi po moim nagim torsie. Ja od razu zacząłem rozpinać pasek jego spodni. Gdy tylko mi się to udało, zsunąłem w niego spodnie wraz z bokserkami i zacząłem pieścić jego pośladki. Czułem jak jego serce szybko bije.On też szybko pozbył się moich spodni. Po niedługiej chwili obaj staliśmy całkiem nadzy, w swoich objęciach. Czułem jak jego zwinne palce wędrują powoli do mojej męskości. Gdy jego dłoń znalazła się na moim podbrzuszu, przeszedł mnie lekki dreszczyk podniecenia i cichutko westchnąłem. Powoli zaprowadziłem nas pod prysznic. On przyparł mnie do ściany i odkręcił wodę. Ciepła woda dodatkowo ogrzewała nasze rozgrzane ciała. Zaczął się lekko ocierać o mnie, a moje jęki z każdym razem nasilały się.

niedziela, 27 kwietnia 2014

*** Rozdział XIII

I już powróciłam do dodawania rozdziału w większym odstępie czasu. Znów się zacznie szkoła i nie będę mogła siedzieć do nocy, by pisać Frerardy ://
Miłego Czytania*-*

  Zaraz po tym jak Bandit się wykąpała i ubrała,  przebiegła do salonu, w którym właśnie siedziałem. Chwyciła mnie za rękę i bez słowa, ale z uśmiechem, zaprowadziła mnie do swojego pokoju. Był całkiem duży i cały różowy. Było wiele plakatów z księżniczkami, naklejki z motylkami. Czułem się zabawnie w takim miejscu. Jej łóżko stało pod ścianą, na przeciwko małego okna. Położyła się w nim i kazała mi usiąść obok niej. Dała mi do ręki moją gitarę, którą przyniosła do pokoju wcześniej. Uśmiechnęła się uroczo i popatrzyła na mnie.
-więc co byś chciała?- Zapytałem.
-Znasz zespół Green Day?-Zapytała wesoło.
-Oczywiście. Uwielbiam go...- Uśmiechnąłem się.
-To chcę "21 Guns"-Ułożyła się do snu.
   Uśmiechnąłem się w duchu. Taka mała dziewczynka, a słucha takiej samej muzyki co ja. Zamknąłem oczy i zacząłem grać,  a po chwili dołączyłem bardzo cichutki wokal. Co jakiś czas zerkałem na nią. Miała zamknięte oczka i cały czas była uśmiechnięta. Gdy skończyłem, pocałowałem ją w główkę i cichutko wyszedłem z jej pokoju, zamykając za sobą drzwi. Tuż przy nich stał Gerard.
-A co ty tutaj robisz?-Zapytałem zdziwiony.
-Słucham jak grasz...-Uśmiechnął się.
-Jak mogłeś mnie podsłuchiwać!-Zaśmiałem się.
-Zbyt pięknie grasz, żebym tak sobie odpuścił- Powiedział i podszedł bliżej mnie.
   Niespodziewanie wziął mnie na ręce, na co ja zareagowałem cichym śmiechem. Objąłem go wokół szyi, a on zaniósł mnie do swojej sypialni. Położył mnie na łóżku,  a sam usiadł na mnie okrakiem. Chwycił moje nadgarstki i przytrzymał je tuż przy mojej głowie. Pocałował lekko moje usta i spojrzał w oczy. Delikatnie napierał swoim ciałem na moje krocze. Gdy się poruszył cichutko westchnąłem, przymykając oczy. Wciąż trzymając moje ręce, zaczął całować moją szyję. Odchyliłem głowę w tył powoli oddychając.
-Jesteś piękny- szepnął.
   Uśmiechnąłem się i otworzyłem oczy. Spojrzałem na niego, a on złączył nasze noski.
-Nie wiem co ty ze mną robisz... Kiedy jestem przy tobie, mam ochotę cię cały czas całować, przytulać, kochać... Wyglądasz tak niewinnie i delikatnie...- Mówił cichutko.
-Gee..- Zacząłem, ale on uciszył mnie pocałunkiem.
   Natychmiast Zamknąłem oczy i delektowałem się słodyczą jego ust. Po chwili wsunął język w moje usta, a ja zrobiłem to samo. Nasze języki ocierały się o siebie, podobnie jak krocza. W pewnym momencie cicho jęknąłem w jego usta, przez co on się uśmiechnął. Po chwili się oderwał i spojrzał na mnie.
-Idziemy spać, bo jutro obiecałem odwieźć cię do pracy...- Uśmiechnął się, puszczając moje ręce.
   Położyliśmy się razem w jednym łóżku. Od razu wtuliłem się w mojego ukochanego. Pocałowałem go na dobranoc i Zamknąłem oczy, po chwili zasypiając.
   Rano obudził mnie ten okropny budzik. Gerard też się wtedy obudził i od razu mnie do siebie przytulił. Pocałował mnie delikatnie w policzek i po chwili wstał.
-Fraankie...Wstawaj!- Rzucił we mnie poduszką.
-Nie chcę iść do pracy- Mruknąłem.
-Ja też idę do pracy za dwie godziny... Później przyjadę do ciebie, obiecuję-Powiedział i poszedł do łazienki.
   Leniwie wstałem. Po niedługim czasie byliśmy gotowi. Ja poszedłem obudzić Bandit. Na mój widok wstała od razu i poprosiła mnie o wybranie jej ubrań. Wybrałem jej sukienkę i coś do tego, a ona zachwycona szybko się w to przebrała, a potem razem poszliśmy do kuchni. Ona usiadła przy stole i razem jedliśmy śniadanie.
-Będziesz dzisiaj wieczorem znowu u nas, Franiu?- Zapytała dziewczynka i błagalnym wzrokiem spojrzała na mnie i Gerarda.
-Będzie dzisiaj.- Powiedział stanowczo czarnowłosy zanim zdążyłem coś powiedzieć.
   Spojrzałem pytająco na niego, a on się tylko uśmiechnął. Po zjedzonym śniadaniu poszliśmy wszyscy do samochodu. Najpierw Gerard zawiózł dziecko do przedszkola, a potem pojechaliśmy w stronę studio.
-Dzisiaj po pracy pojedziemy do ciebie, weźmiesz kilka swoich rzeczy i jedziemy do mnie, hm?-Zapytał nie spuszczając z oczu ulicy.
-Dzisiaj śpię w domu...- Powiedziałem stanowczo.
-Tak, tak-Zaśmiał się.
   Już nie miałem zamiaru się sprzeczać, bo akurat pojechaliśmy pod budynek. Pocałowałem Gerarda w policzek na pożegnanie i wyszedłem do pracy, po czym on również pojechał do swojej. Przywitałem się z Hannah i po krótkim czasie przyszedł pierwszy klient, którego przyjąłem ja. Dzień mijał dość szybko. Sam obsłużyłem dwóch klientów, a potem usiadłem za biurkiem i robiłem nowe szkice.

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

*** Rozdział XII

Niespodziewałam się, że napiszę ten rozdział w czasie świąt. A jednak noc jest od pisania Frerardów, zdecydowanie. Bardzo Wam dziękuję za te komentarze. Byłam przygotowana na najgorsze, a nie było nawet złego słowa. Jesteście kochani ;)
Miłego czytania;*

   W wejściu stanął Jared z Hannah. Uśmiechali się do nas, lecz nic nie mówili.
-Frank, mogę cię prosić na słówko?- Zapytał przyjaciel.
   Pokiwałem głową i poszedłem z nim do salonu. Stanęliśmy pod ścianą.
-Ej, ja byłem pewien, że ty jeszcze nigdy wcześniej nikogo nie pieprzyłeś..- Powiedział od razu.
-No bo to prawda....ale o co chodzi?- Zapytałem.
-Chodzi o dzisiaj, a mianowicie o to, że to niewiarygodne, że będąc niedoświadczonym potrafisz robić niesamowite rzeczy- Zaśmiał się cicho.
-Skąd wiesz co robiliśmy?- Zarumieniłem się.
-Głuchy by was usłyszał.- Stwierdził i położył dłoń na moim policzku.- Nie wstydź się,...- Szepnął i podniósł moją głowę, bym spojrzał mu w oczy.- Wychodzi na to, że jesteś świetny.
-Widzę to, Jay!- Usłyszałem głos Gerarda z kuchni, a przyjaciel zabrał rękę z mojego policzka. Zaśmiałem się pod nosem.
-Jak będziesz trochę zazdrosny, to się nic nie stanie- Zaśmiał się Jared wchodząc ze mną do kuchni, trzymając mnie za rękę.
   Czarnowłosy posłał mu tylko zabójcze spojrzenie. To wystarczyło, by Jared puścił moją rękę. Usiadł obok dziewczyny,  a ja z Gerardem na przeciwko. Zjedliśmy śniadanie i spojrzałem na zegarek. O tej godzinie powinniśmy jeść już właściwie obiad.
-Za dwie godziny muszę iść do parku...- Powiedziałem do Gerarda, gdy zostaliśmy sami w pomieszczeniu.
-Co? Dlaczego?-Zdziwił się.
-Bo jest niedzielne popołudnie... Traktuję to jak obowiązek, bo dzieci przychodzą zawsze...- Powiedziałem patrząc w podłogę.
-Nie dziwię się, że przychodzą... Kto by nie chciał posłuchać kiedy na gitarze gra taki aniołek- Powiedział i objął mnie.
-Daleko jest stąd do mnie, do domu?- Spojrzałem mu w oczy.
-Troszkę...ale zawiozę cię. Pod warunkiem, że mogę popatrzeć- Powiedział.
-Dziękuję. Jasne, że możesz- Uśmiechnąłem się.
   Cała nasza czwórka wyszła z domu, gdyż Jared też musiał pojechać do siebie, by się przebrać. Odnosiłem wrażenie, że on jest w związku z Hannah, ale nie przyznaje się. Chodzi z nią wszędzie, dobrze się bawi, budzi się obok niej po imprezie. To daje mi do myślenia. Jednak poczekam, aż przyjaciel sam powie mi jaka jest prawda. Nie chcę naciskać.
   Gerard powiózł mnie pod dom. Ja poszedłem do środka, a on pojechał do mamy po swoją córkę. Poszedłem w stronę sypialni i otworzyłem swoją szafę. Wybrałem jeansowe rurki, czarną koszulkę i chustkę na szyi. Ogarnąłem w łazience włosy, podmalowałem oczy. Przy wyjściu ubrałem na nogi glany i spakowałem gitarę do pokrowca. Wyszedłem z domu. Gdy zamykałem drzwi, zatrąbił za mną samochód. Szybko się odwróciłem. To Gerard. Miał przyjechać od razu do parku. Uśmiechnąłem się i podszedłem do samochodu.
-Co ty tutaj robisz?-Zapytałem przez otwarte okno.
-Wsiadaj i jedziemy powiedział miło.
   Wsiadłem do środka i przywitałem się z małą Bandit. Czarnowłosy cały czas na mnie spoglądał, uśmiechając się przy tym.
-Wyglądasz cudownie, wiesz?- Powiedział wreszcie.
-Dziękuję- Uśmiechnąłem się nieśmiało.
   On zaparkował samochód i wyszliśmy wszyscy. Wziąłem gitarę na plecy, a dziewczynka od razu chwyciła mnie za rękę. Całą drogę w wyznaczone miejsce mocno mnie trzymała i opowiadała różne rzeczy. Była takim uroczym dzieckiem.
   Wreszcie doszliśmy na miejsce, a tam siedział już Jared z Hannah na ławce. W pewnym momencie pocałował ją.
-Teraz my wam przerwiemy ten piękny pocałunek- Zaśmiałem się podchodząc bliżej.
   Jared się tylko uśmiechnął pod nosem i oderwali się od siebie. Znów wraz z dziećmi usiedliśmy w kółeczku, jak zawsze. Bandit usiadła obok mnie. Odkąd wyszliśmy z samochodu nie odstępuje mnie na krok. Zacząłem grać,  a Jared śpiewać wraz z dziećmi. Oczywiście wszyscy cały czas się śmialiśmy. Traktuję to nawet jako rozrywkę dla samego siebie, ponieważ bardzo lubię spędzać w ten sposób wolny czas.
   Po prawie dwóch godzinach pożegnaliśmy dzieci. Bandit mnie tak przytuliła, że byłem zmuszony wziąć ją na ręce. Podeszliśmy do swoich drugich połówek, a ja mając na rękach dziewczynkę.
-Zabieram Frania dzisiaj do domu na noc! Zagra mi do snu- Powiedziała do Gerarda i wtuliła się we mnie.
-To jest bardzo dobry pomysł. .. Franio chyba nie odmówi, prawda?- Uśmiechnął się do mnie.
-Nie mogę odmówić- Powiedziałem słodko.
-Tylko pamiętaj, że jutro masz pracę- Zaśmiała się Hannah.
-Osobiście go odwiozę- Powiedział Gerard.
   Poszliśmy do samochodu. Zapiąłem z tyłu Bandit pasami i usiadłem z przodu. Gerard od razu, bez wahania pojechał pod swój dom. Byłem pewien, że z tym graniem do snu, to żart, a jednak nie. Weszliśmy do jego mieszkania,  a dziewczynka poszła się wykąpać. Czarnowłosy złapał mnie za rękę i zaprowadził do salonu.
-Powiedz mi, co ty zrobiłeś mojej córce- Zaśmiał się.
-Ale o co chodzi?-Zmieszałem się,
-Ona cię uwielbia! Zna cię tak krótko,  a ona ci opowiada wszystko. Nie ufa tak łatwo ludziom, a tobie od razu... Masz w sobie coś takiego przyciągającego...- Powiedział obejmując mnie.
-Gerard, ale ja nic nie zrobiłem... Nie wiem dlaczego tak na mnie reaguje..- Powiedziałem.
-Dzięki niej mam ciebie na noc- Musnął moje usta.
   Po chwili usłyszeliśmy jak Bandit woła mnie do pomocy. Gee się zaśmiał i sam poszedł. Zastanawiało mnie, skąd u niej tyle zaufania do mnie. Przecież ja nic nie zrobiłem w stosunku do niej.Ta mała, drobna dziewczynka jest cudowna. Po tatusiu, z całą pewnością.