środa, 30 kwietnia 2014

*** Rozdział XIV

Dodaję rozdział szybciej, ponieważ wyjeżdżam na majówkę i z pewnością wtedy nic nie napiszę, bo internetu nie będzie :c Mam nadzieję, że nie jest aż taki zły, gdyż pisałam go totalnie bez pomysłu i absolutnie żadnej weny..
Miłego czytania;*

   Zająłem się nowym szkicem, który jest zamówiony przez stałego klienta. Skupiłem się na nim bardzo i nawet nie zauważyłem, że znów ktoś wszedł do środka. Poczułem jak ktoś obejmuje mnie w pasie. Uśmiechnąłem się pod nosem, lecz nie przerywałem.
-Daj mi kluczyki i pojadę po twoje rzeczy- Szepnął mi do ucha.
   Bez słowa wyciągnąłem z kieszeni klucze od mojego domu i podałem mu.
-W sypialni, na piętrze jest szafa- Musnąłem jego usta.
-Za niedługo przyjadę po ciebie- Powiedział słodko i wyszedł.
   Gdy wyszedł, Hannah spojrzała pytająco na mnie. Gdy tylko skończyła obsługiwać ostatniego na dziś klienta, podeszła do mnie.
-Już mieszkacie razem?- zaśmiała się.
-Nie...Gee wykorzystuje to, że jego córka prosi mnie bym został na noc, a on dobrze wie, że dziecku nie odmówię..- Westchnąłem.
-Sprytnie...Ale jeśli Bandit cię o to prosi, to zaszczyt. Ona naprawdę jest nieufna wobec ludzi- Powiedziała z uśmiechem.
   Również odpowiedziałem uśmiechem. Wciąż nie rozumiem co Bandit we mnie widzi. Nie rozumiem też, dlaczego Gerard akurat wybrał mnie, jako swój wyjątek. Jestem zwykłym człowiekiem. Nie wnoszę do życia innych nic szczególnego, a jednak mam bliskich, na których mogę liczyć.
   Po godzinie przyjechał do studio  i usiadł obok mnie. Objął mnie w pasie i zaczął całować po szyi.
-Gerard, jestem w pracy!- Zaśmiałem się.
-Ale już za pół godziny kończysz...- Szepnął.
-No właśnie! Za pół godziny, a nie teraz... Muszę to skończyć, to jest ważne..-Powiedziałem nie przerywając.
-Mogę?- Spojrzał na kartkę i ołówek w mojej ręce.
-A proszę bardzo...-Westchnąłem i podałem mu to.
   On zaczął rysunek. Każdy jego ruch był niezwykle precyzyjny i pewny. Pomysły na bieżąco przychodziły mu do głowy. Byłem wręcz zaskoczony jego umiejętnościami. Na końcu spojrzał na rysunek i podał go mnie.
-Czy jesteś już wolny?- Zapytał.
-Jeju, Gee..To jest niesamowite..-Powiedziałem, patrząc na jego dzieło.
-To nie odpowiedź na moje pytanie...- Zaśmiał się.
-Tak, jestem już wolny..-Pocałowałem go w policzek.
   On bez zastanowienia zabrał mnie do samochodu i pojechał pod jakiś dom. Wyszedł z pojazdu i mi pomógł. Nie miałem pojęcia gdzie jesteśmy. Rozejrzałem się, ale byłem pewien, że wcześniej tutaj nie byłem. Czarnowłosy zapukał do drzwi. W nich stanęła starsza kobieta. Teraz już wiedziałem o co chodzi. To jego mama.
   Gerard od razu przedstawił mnie miłej kobiecie. Nie powiedział jej jednak kim jestem. Przekroczyliśmy próg domu, a na mnie rzuciła się Bandit, co zdziwiło Donnę, że dziewczynka jest do mnie tak nastawiona pozytywnie.
   Długo tam nie byliśmy. Gerard dosłownie wziął córkę i kilka minut później wyszliśmy. Od razu poszliśmy do samochodu. Pojechaliśmy do jego mieszkania. Były tam już moje rzeczy. Otworzyłem walizkę i zaśmiałem się.
-Gerard! Robisz sobie żarty, tak?- Podszedłem do niego.
-Ależ nie... wziąłem tylko najpotrzebniejsze rzeczy..- Uśmiechnął się.
-Bokserki!? TYLKO bokserki!? Gee!- Oburzyłem się.
-Najchętniej nie brałbym ich, ale stwierdziłem, że jakoś je wytrzymam - Powiedział i poszedł do kuchni.
   Westchnąłem i usiadłem na kanapie w salonie. Zamknąłem oczy, a po chwili poczułem na swoich ustach ciepły, delikatny pocałunek. Natychmiast go odwzajemniłem.
-Bandit czeka..- Szepnął za mną Czarnowłosy.
   Od razu wstałem i poszedłem do jej pokoju. Zagrałem jej do snu, podobnie jak wczoraj, a potem od razu udałem się do łazienki. Ściągnąłem z siebie koszulkę, aż usłyszałem pukanie do drzwi. Otworzyłem je i do środka wszedł Gerard, od razu wpijając się namiętnie w moje usta. Nie przerywając odnalazł ręką zamek w drzwiach i przekręcił go. Teraz jestem sam na sam w łazience, zamknięty, ze swoim chłopakiem. Zaczął błądzić dłońmi po moim nagim torsie. Ja od razu zacząłem rozpinać pasek jego spodni. Gdy tylko mi się to udało, zsunąłem w niego spodnie wraz z bokserkami i zacząłem pieścić jego pośladki. Czułem jak jego serce szybko bije.On też szybko pozbył się moich spodni. Po niedługiej chwili obaj staliśmy całkiem nadzy, w swoich objęciach. Czułem jak jego zwinne palce wędrują powoli do mojej męskości. Gdy jego dłoń znalazła się na moim podbrzuszu, przeszedł mnie lekki dreszczyk podniecenia i cichutko westchnąłem. Powoli zaprowadziłem nas pod prysznic. On przyparł mnie do ściany i odkręcił wodę. Ciepła woda dodatkowo ogrzewała nasze rozgrzane ciała. Zaczął się lekko ocierać o mnie, a moje jęki z każdym razem nasilały się.

niedziela, 27 kwietnia 2014

*** Rozdział XIII

I już powróciłam do dodawania rozdziału w większym odstępie czasu. Znów się zacznie szkoła i nie będę mogła siedzieć do nocy, by pisać Frerardy ://
Miłego Czytania*-*

  Zaraz po tym jak Bandit się wykąpała i ubrała,  przebiegła do salonu, w którym właśnie siedziałem. Chwyciła mnie za rękę i bez słowa, ale z uśmiechem, zaprowadziła mnie do swojego pokoju. Był całkiem duży i cały różowy. Było wiele plakatów z księżniczkami, naklejki z motylkami. Czułem się zabawnie w takim miejscu. Jej łóżko stało pod ścianą, na przeciwko małego okna. Położyła się w nim i kazała mi usiąść obok niej. Dała mi do ręki moją gitarę, którą przyniosła do pokoju wcześniej. Uśmiechnęła się uroczo i popatrzyła na mnie.
-więc co byś chciała?- Zapytałem.
-Znasz zespół Green Day?-Zapytała wesoło.
-Oczywiście. Uwielbiam go...- Uśmiechnąłem się.
-To chcę "21 Guns"-Ułożyła się do snu.
   Uśmiechnąłem się w duchu. Taka mała dziewczynka, a słucha takiej samej muzyki co ja. Zamknąłem oczy i zacząłem grać,  a po chwili dołączyłem bardzo cichutki wokal. Co jakiś czas zerkałem na nią. Miała zamknięte oczka i cały czas była uśmiechnięta. Gdy skończyłem, pocałowałem ją w główkę i cichutko wyszedłem z jej pokoju, zamykając za sobą drzwi. Tuż przy nich stał Gerard.
-A co ty tutaj robisz?-Zapytałem zdziwiony.
-Słucham jak grasz...-Uśmiechnął się.
-Jak mogłeś mnie podsłuchiwać!-Zaśmiałem się.
-Zbyt pięknie grasz, żebym tak sobie odpuścił- Powiedział i podszedł bliżej mnie.
   Niespodziewanie wziął mnie na ręce, na co ja zareagowałem cichym śmiechem. Objąłem go wokół szyi, a on zaniósł mnie do swojej sypialni. Położył mnie na łóżku,  a sam usiadł na mnie okrakiem. Chwycił moje nadgarstki i przytrzymał je tuż przy mojej głowie. Pocałował lekko moje usta i spojrzał w oczy. Delikatnie napierał swoim ciałem na moje krocze. Gdy się poruszył cichutko westchnąłem, przymykając oczy. Wciąż trzymając moje ręce, zaczął całować moją szyję. Odchyliłem głowę w tył powoli oddychając.
-Jesteś piękny- szepnął.
   Uśmiechnąłem się i otworzyłem oczy. Spojrzałem na niego, a on złączył nasze noski.
-Nie wiem co ty ze mną robisz... Kiedy jestem przy tobie, mam ochotę cię cały czas całować, przytulać, kochać... Wyglądasz tak niewinnie i delikatnie...- Mówił cichutko.
-Gee..- Zacząłem, ale on uciszył mnie pocałunkiem.
   Natychmiast Zamknąłem oczy i delektowałem się słodyczą jego ust. Po chwili wsunął język w moje usta, a ja zrobiłem to samo. Nasze języki ocierały się o siebie, podobnie jak krocza. W pewnym momencie cicho jęknąłem w jego usta, przez co on się uśmiechnął. Po chwili się oderwał i spojrzał na mnie.
-Idziemy spać, bo jutro obiecałem odwieźć cię do pracy...- Uśmiechnął się, puszczając moje ręce.
   Położyliśmy się razem w jednym łóżku. Od razu wtuliłem się w mojego ukochanego. Pocałowałem go na dobranoc i Zamknąłem oczy, po chwili zasypiając.
   Rano obudził mnie ten okropny budzik. Gerard też się wtedy obudził i od razu mnie do siebie przytulił. Pocałował mnie delikatnie w policzek i po chwili wstał.
-Fraankie...Wstawaj!- Rzucił we mnie poduszką.
-Nie chcę iść do pracy- Mruknąłem.
-Ja też idę do pracy za dwie godziny... Później przyjadę do ciebie, obiecuję-Powiedział i poszedł do łazienki.
   Leniwie wstałem. Po niedługim czasie byliśmy gotowi. Ja poszedłem obudzić Bandit. Na mój widok wstała od razu i poprosiła mnie o wybranie jej ubrań. Wybrałem jej sukienkę i coś do tego, a ona zachwycona szybko się w to przebrała, a potem razem poszliśmy do kuchni. Ona usiadła przy stole i razem jedliśmy śniadanie.
-Będziesz dzisiaj wieczorem znowu u nas, Franiu?- Zapytała dziewczynka i błagalnym wzrokiem spojrzała na mnie i Gerarda.
-Będzie dzisiaj.- Powiedział stanowczo czarnowłosy zanim zdążyłem coś powiedzieć.
   Spojrzałem pytająco na niego, a on się tylko uśmiechnął. Po zjedzonym śniadaniu poszliśmy wszyscy do samochodu. Najpierw Gerard zawiózł dziecko do przedszkola, a potem pojechaliśmy w stronę studio.
-Dzisiaj po pracy pojedziemy do ciebie, weźmiesz kilka swoich rzeczy i jedziemy do mnie, hm?-Zapytał nie spuszczając z oczu ulicy.
-Dzisiaj śpię w domu...- Powiedziałem stanowczo.
-Tak, tak-Zaśmiał się.
   Już nie miałem zamiaru się sprzeczać, bo akurat pojechaliśmy pod budynek. Pocałowałem Gerarda w policzek na pożegnanie i wyszedłem do pracy, po czym on również pojechał do swojej. Przywitałem się z Hannah i po krótkim czasie przyszedł pierwszy klient, którego przyjąłem ja. Dzień mijał dość szybko. Sam obsłużyłem dwóch klientów, a potem usiadłem za biurkiem i robiłem nowe szkice.

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

*** Rozdział XII

Niespodziewałam się, że napiszę ten rozdział w czasie świąt. A jednak noc jest od pisania Frerardów, zdecydowanie. Bardzo Wam dziękuję za te komentarze. Byłam przygotowana na najgorsze, a nie było nawet złego słowa. Jesteście kochani ;)
Miłego czytania;*

   W wejściu stanął Jared z Hannah. Uśmiechali się do nas, lecz nic nie mówili.
-Frank, mogę cię prosić na słówko?- Zapytał przyjaciel.
   Pokiwałem głową i poszedłem z nim do salonu. Stanęliśmy pod ścianą.
-Ej, ja byłem pewien, że ty jeszcze nigdy wcześniej nikogo nie pieprzyłeś..- Powiedział od razu.
-No bo to prawda....ale o co chodzi?- Zapytałem.
-Chodzi o dzisiaj, a mianowicie o to, że to niewiarygodne, że będąc niedoświadczonym potrafisz robić niesamowite rzeczy- Zaśmiał się cicho.
-Skąd wiesz co robiliśmy?- Zarumieniłem się.
-Głuchy by was usłyszał.- Stwierdził i położył dłoń na moim policzku.- Nie wstydź się,...- Szepnął i podniósł moją głowę, bym spojrzał mu w oczy.- Wychodzi na to, że jesteś świetny.
-Widzę to, Jay!- Usłyszałem głos Gerarda z kuchni, a przyjaciel zabrał rękę z mojego policzka. Zaśmiałem się pod nosem.
-Jak będziesz trochę zazdrosny, to się nic nie stanie- Zaśmiał się Jared wchodząc ze mną do kuchni, trzymając mnie za rękę.
   Czarnowłosy posłał mu tylko zabójcze spojrzenie. To wystarczyło, by Jared puścił moją rękę. Usiadł obok dziewczyny,  a ja z Gerardem na przeciwko. Zjedliśmy śniadanie i spojrzałem na zegarek. O tej godzinie powinniśmy jeść już właściwie obiad.
-Za dwie godziny muszę iść do parku...- Powiedziałem do Gerarda, gdy zostaliśmy sami w pomieszczeniu.
-Co? Dlaczego?-Zdziwił się.
-Bo jest niedzielne popołudnie... Traktuję to jak obowiązek, bo dzieci przychodzą zawsze...- Powiedziałem patrząc w podłogę.
-Nie dziwię się, że przychodzą... Kto by nie chciał posłuchać kiedy na gitarze gra taki aniołek- Powiedział i objął mnie.
-Daleko jest stąd do mnie, do domu?- Spojrzałem mu w oczy.
-Troszkę...ale zawiozę cię. Pod warunkiem, że mogę popatrzeć- Powiedział.
-Dziękuję. Jasne, że możesz- Uśmiechnąłem się.
   Cała nasza czwórka wyszła z domu, gdyż Jared też musiał pojechać do siebie, by się przebrać. Odnosiłem wrażenie, że on jest w związku z Hannah, ale nie przyznaje się. Chodzi z nią wszędzie, dobrze się bawi, budzi się obok niej po imprezie. To daje mi do myślenia. Jednak poczekam, aż przyjaciel sam powie mi jaka jest prawda. Nie chcę naciskać.
   Gerard powiózł mnie pod dom. Ja poszedłem do środka, a on pojechał do mamy po swoją córkę. Poszedłem w stronę sypialni i otworzyłem swoją szafę. Wybrałem jeansowe rurki, czarną koszulkę i chustkę na szyi. Ogarnąłem w łazience włosy, podmalowałem oczy. Przy wyjściu ubrałem na nogi glany i spakowałem gitarę do pokrowca. Wyszedłem z domu. Gdy zamykałem drzwi, zatrąbił za mną samochód. Szybko się odwróciłem. To Gerard. Miał przyjechać od razu do parku. Uśmiechnąłem się i podszedłem do samochodu.
-Co ty tutaj robisz?-Zapytałem przez otwarte okno.
-Wsiadaj i jedziemy powiedział miło.
   Wsiadłem do środka i przywitałem się z małą Bandit. Czarnowłosy cały czas na mnie spoglądał, uśmiechając się przy tym.
-Wyglądasz cudownie, wiesz?- Powiedział wreszcie.
-Dziękuję- Uśmiechnąłem się nieśmiało.
   On zaparkował samochód i wyszliśmy wszyscy. Wziąłem gitarę na plecy, a dziewczynka od razu chwyciła mnie za rękę. Całą drogę w wyznaczone miejsce mocno mnie trzymała i opowiadała różne rzeczy. Była takim uroczym dzieckiem.
   Wreszcie doszliśmy na miejsce, a tam siedział już Jared z Hannah na ławce. W pewnym momencie pocałował ją.
-Teraz my wam przerwiemy ten piękny pocałunek- Zaśmiałem się podchodząc bliżej.
   Jared się tylko uśmiechnął pod nosem i oderwali się od siebie. Znów wraz z dziećmi usiedliśmy w kółeczku, jak zawsze. Bandit usiadła obok mnie. Odkąd wyszliśmy z samochodu nie odstępuje mnie na krok. Zacząłem grać,  a Jared śpiewać wraz z dziećmi. Oczywiście wszyscy cały czas się śmialiśmy. Traktuję to nawet jako rozrywkę dla samego siebie, ponieważ bardzo lubię spędzać w ten sposób wolny czas.
   Po prawie dwóch godzinach pożegnaliśmy dzieci. Bandit mnie tak przytuliła, że byłem zmuszony wziąć ją na ręce. Podeszliśmy do swoich drugich połówek, a ja mając na rękach dziewczynkę.
-Zabieram Frania dzisiaj do domu na noc! Zagra mi do snu- Powiedziała do Gerarda i wtuliła się we mnie.
-To jest bardzo dobry pomysł. .. Franio chyba nie odmówi, prawda?- Uśmiechnął się do mnie.
-Nie mogę odmówić- Powiedziałem słodko.
-Tylko pamiętaj, że jutro masz pracę- Zaśmiała się Hannah.
-Osobiście go odwiozę- Powiedział Gerard.
   Poszliśmy do samochodu. Zapiąłem z tyłu Bandit pasami i usiadłem z przodu. Gerard od razu, bez wahania pojechał pod swój dom. Byłem pewien, że z tym graniem do snu, to żart, a jednak nie. Weszliśmy do jego mieszkania,  a dziewczynka poszła się wykąpać. Czarnowłosy złapał mnie za rękę i zaprowadził do salonu.
-Powiedz mi, co ty zrobiłeś mojej córce- Zaśmiał się.
-Ale o co chodzi?-Zmieszałem się,
-Ona cię uwielbia! Zna cię tak krótko,  a ona ci opowiada wszystko. Nie ufa tak łatwo ludziom, a tobie od razu... Masz w sobie coś takiego przyciągającego...- Powiedział obejmując mnie.
-Gerard, ale ja nic nie zrobiłem... Nie wiem dlaczego tak na mnie reaguje..- Powiedziałem.
-Dzięki niej mam ciebie na noc- Musnął moje usta.
   Po chwili usłyszeliśmy jak Bandit woła mnie do pomocy. Gee się zaśmiał i sam poszedł. Zastanawiało mnie, skąd u niej tyle zaufania do mnie. Przecież ja nic nie zrobiłem w stosunku do niej.Ta mała, drobna dziewczynka jest cudowna. Po tatusiu, z całą pewnością.

sobota, 19 kwietnia 2014

*** Rozdział XI

Chciałabym życzyć Wam Wesołych Świąt! Jestem kiepska w składaniu życzeń... Ale macie rozdział!! Taki prezent ode mnie na święta. Mam nadzieję, że nie jest tak źle... Szczerze, to aż się boję komentarzy. ^.^
Miłego czytania;**

*kilka dni później*
   Obudziłem się obok Gerarda. Przetarłem zaspane oczy i podniosłem się powoli. Odetchnąłem z ulgą, gdy zobaczyłem, że mam na sobie ubrania. Leżeliśmy obaj na kanapie w salonie, na przeciwnej kanapie leżał Jared z Hannah. Tylko... nie wiem gdzie jesteśmy. Nie poznaję tego miejsca i jestem pewien, że jeszcze tutaj nie byłem. Wszyscy spali w najlepsze, więc wstałem i najciszej jak potrafiłem przedostałem się do kuchni. Napiłem się wody i oparłem o kuchenny blat. Zamknąłem oczy i starałem się przypomnieć sobie co się wczoraj działo. Niestety, pustka w głowie.
-Co ty tak szybko wstałeś?- Usłyszałem ten cudowny głos.
-Gdzie jesteśmy?- spojrzałem na Gerarda niepewnie.
-U mnie w domu... Nie bój się- Zaśmiał się czarnowłosy i podszedł do mnie.
-Pamiętasz cokolwiek z wczoraj?- zapytałem.
-Wiesz... Podejrzewam, że tylko ja będę cokolwiek pamiętać. Oni się pewnie z łóżka podniosą po południu...-uśmiechnął się.
-A powiesz mi coś?
-Wyglądasz teraz tak uroczo..
-Gerard...wiesz, że chodzi mi o wczorajszy wieczór!
-No wiem, wiem... Wczoraj jak byliśmy w tym klubie, to zaczęliście pić drinki i takie tam. Wypiłem jakieś cztery razy mniej niż wy. Później zaprowadziłem was tutaj, bo Bandit i tak jest u babci. Posiedzieliśmy razem jakąś godzinę,  a potem my poszliśmy spać, a Jay z Hannah siedzieli dalej... Nic więcej się nie działo- Powiedział spokojnie.
-Dziękuję- Uśmiechnąłem się i przytuliłem go.
-Za co?- Zdziwił się.
-Za ten komplement, że wyglądam uroczo, oczywiście- Zaśmiałem się.
   On delikatnie pocałował mnie w usta. Zawiesiłem ręce na jego szyi, całując namiętniej. Jego ręce powędrowały wzdłuż mojego kręgosłupa, na pośladki. Cichutko westchnąłem w jego usta, gdy poczułem jak pieści delikatnie moje dolne partie ciała. Przybliżyłem się do niego bardziej, a on złapał mnie za pośladki i posadził na blacie. Oplotłem się nogami wokół jego bioder, a moje dłonie powędrowały pod jego koszulkę. Zrzuciłem ją z niego. Przejechałem dłonią po jego nagim torsie, odrywając się dopiero od jego ust. Spojrzałem mu w oczy. Nie tracąc kontaktu wzrokowego, zacząłem rozpinać pasek jego spodni. Gdy tylko mi się to udało, rozpiąłem jego rozporek. On nie stawiał żadnego oporu. Patrzał jedynie w moje oczy i poddawał się. W tym momencie nie myślałem o niczym takim jak wstyd. Nie przejmowałem się nawet tym, że nigdy jeszcze nie kochałem się z nikim. Nie mam żadnego doświadczenia, a nawet pomysłu co robić. Jego usta drżały. Również się bał.
   Zacząłem składać na jego torsie pocałunki,  a moje nogi wciąż były oplecione wokół jego bioder. Cichutko wzdychał. W końcu swoje ręce położył na moim pasku i zaczął go rozpinać. Utrudniałem mu to, nie zaprzestając pocałunków. Wreszcie mu się udało go rozpiąć. Ściągnąłem z siebie koszulkę. Wpił się namiętnie w moje usta, wysuwając język. Pieścił językiem moje podniebienie, a po chwili ja robiłem to samo. Nasze ciała były rozpalone i spragnione siebie nawzajem. Oboje się boimy, ale kiedyś musi być ten pierwszy raz z drugim mężczyzną.
   Zsunął ze mnie spodnie, wraz z bokserkami z małą pomocą z mojej strony. Rozchylił bez wahania moje nogi, patrząc mi w oczy. Moje policzki zalały się rumieńcami, a serce biło niezwykle szybko. Położył dłonie po wewnętrznej stronie moich ud i zaczął całować moje ciało, powoli schodząc niżej. Klęknął przede mną i pocałował czubek mojej męskości, wywołując u mnie tym dreszczyk podniecenia. Błądził językiem po moich narządach. Odchyliłem głowę w tył i Zamknąłem oczy, a niedługo potem wziął moją męskość do ust. Idealnie radził sobie językiem. Rękami masował moje uda. Cichutko pojękiwałem, poddając się rozkoszy. Wreszcie on przestał, łapiąc za moje biodra. Przybliżył mnie maksymalnie do siebie, a ja to postanowiłem wykorzystać. Zsunąłem w dół jego spodnie oraz bokserki. Zszedłem z blatu, stając przed nim. Patrzał na mnie dosłownie z góry, bo był wyższy. Położyłem ręce na jego pośladkach, patrząc w jego oczy. Rękami sunąłem w dół,  a potem do góry. Zacząłem palcem drażnić jego wejście,  a swoją męskością ocierałem się o tę jego. Zaczął bardzo cichutko pojękiwać mi do ucha. Nie zaprzestając żadnych swoich ruchów, doprowadziłem go do ściany. Tam wpiłem mu się namiętnie w usta, dodatkowo. Po chwili obie swoje ręce położyłem na jego biodrach i obróciłem go plecami do mnie.
-Chcesz tego?- Szepnąłem mu do ucha.
-Ja możesz jeszcze pytać!? Jasne, że tak!-Niemalże krzyknął z oburzeniem.
   Cichutko się zaśmiałem i stanąłem za nim okrakiem. Pośliniłem jeden swój palec, Zamknąłem oczy i delikatnie go włożyłem w chłopaka. Był strasznie spięty. Jęknął cichutko, również zamykając oczy. Odczekałem chwilę, aż się rozluźni, po czym zacząłem ruszać palcem, wywołując u niego fale dźwięków rozkoszy. Gdy uznałem, że już jest gotowy, otworzyłem oczy i wyciągnąłem palec. Położyłem jedną rękę na jego męskości, a drugą na biodrze. Powoli w niego wszedłem, a tym razem jęk nie był już taki cichy. Czarnowłosy zacisnąć pięści na ścianie,  ciężko oddychając.
-Jeśli cię boli, to przestanę..-Szepnąłem.
-Frank, kurwa, nawet nie żartuj- jęknął.
   Pchnąłem lekko, robiąc mu dobrze ręką. Powtórzyłem tą czynność kilka razy, aż pchnięcia stawały się pewniejsze i silniejsze. Oboje nie potrafiliśmy opanować swoich jęków. To było takie przyjemne, że nawet nie potrafię tego opisać. Doszliśmy prawie jednocześnie. Zaraz po tym wyszedłem z niego i objąłem go od tyłu, próbując uspokoić oddech.
-Jesteś niesamowity-Szepnął Gerard.
-Pierwszy raz za sobą...- Zaśmiałem się cichutko.
-Co!?- Chłopak się odwrócił i spojrzał na mnie.
-Jesteś moim pierwszym, Gee- Uśmiechnąłem się.
   Po tych słowach on Wpił się w moje usta bez słowa. Całował namiętnie, wplątując palce w moje włosy. Delikatnie przy tym napierał na moje ciało. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie, ale niestety. Niespodziewanie usłyszeliśmy głosy dochodzące z pokoju. W ekspresowym tempie ubraliśmy się,  a w ostatniej chwili do kuchni weszli oni.

piątek, 18 kwietnia 2014

*** Rozdział X

No i pięknie...Mamy już okrągły 10-ty rozdział. Oj czas tutaj dać dedyk! W tym rozdziale się należy^^ Więc pragnę zadedykować to wszystkim moim wiernym czytelnikom. Tym, którzy komentują *te wyjątkowe dwie osoby*, którzy się nie ujawniają, którzy piszą do mnie na asku oraz tym, którzy zdają relacje na żywo^^ Dotrwaliście już do 10 rozdziału. Podziwiam, moje Dżełałdziątka *_*
Miłego czytania!)

   Na mój widok od razu się uśmiechnął. Poszliśmy obaj do samochodu. Gerard zawiózł mnie pod studio i uśmiech nie schodził mu z twarzy. Zaraz potem przyjechał samochód Jareda. Mój przyjaciel wyszedł z niego i wszedł do studio, a po kilku minutach wyszedł z równie zdziwioną Hannah, jak ja. Zamknęła drzwi, podeszła do samochodów. Ja wyszedłem i stanąłem obok niej. Spojrzeliśmy na chłopaków i oczekiwaliśmy wyjaśnień.
-Czy dowiemy się co to ma znaczyć?- Zapytałem.
-Dzisiaj macie wolne. Zabieramy was gdzieś i nawet nie mamy zamiaru słuchać waszych sprzeciwów, więc zapraszamy do samochodu...-Powiedział Jared.
   No czyli właściwie wciąż nic nie wiem. Wsiadłem posłusznie do samochodu Gerarda, którym dopiero przyjechaliśmy. On włączył muzykę. Zdziwiło mnie, że gustujemy w podobnych gatunkach. Wreszcie ruszyliśmy, a za nami jechał cały czas Jared. Po niedługim czasie rozluźniłem się i przywykłem do obecności Gerarda. No w końcu jesteśmy razem, choć nikt tego jeszcze nie wie. Wciąż zastanawiało mnie, gdzie on mnie wywozi. Oparłem głowę o szybę i patrzyłem z uwagą na mijające nas auta.
-Ulica jest ciekawsza ode mnie?- Zaśmiał się czarnowłosy.
-Dlaczego tak uważasz?- Zapytałem, odwracając głowę w jego stronę, z uśmiechem.
-Bo odkąd siedzimy w samochodzie, ani razu na mnie nie spojrzałeś...-Stwierdził.
-Bo dalej nie mogę uwierzyć, że jesteś mój...
   On już nic nie powiedział. Uśmiechnął się pod nosem, nie spuszczając jezdni, z oczu. Tym razem wpatrywałem się w niego. Po pół godzinnej jeździe, dojechaliśmy do jakiegoś lasku. Trochę mnie to zdziwiło, ale on wyszedł z samochodu, więc ja zrobiłem to samo. Za nami zatrzymał się Jared z dziewczyną. Również wyszli i wyglądało na to, że Hannah wie tyle co ja. Gerard chwycił mnie ostrożnie za rękę i ruszył przed siebie bez słowa. Już miałem pytać dokąd idziemy, ale nie musiałem. Moim oczom okazał się mały wodospad, zielone drzewa, rozłożone koce i jedzenie. Wszystko idealnie przygotowane.
   Stanęliśmy przy tym wszystkim. Uśmiechnąłem się i rozejrzałem się dookoła. Było zielono, ptaki ćwierkały, a wodospad nadawał wyjątkowy nastrój temu miejscu.
-Jak ci się tutaj podoba?- Zapytał Gerard, obejmując mnie od tyłu.
-Jest... przepięknie... aż brak mi słów.- Odpowiedziałem.
   Po chwili chwycił mnie za dłoń i zabrał na kocyk, a potem usiadł obok nas Jared i Hannah. Całe południe minęło nam okropnie miło. Śmialiśmy się, rozmawialiśmy. Aktualnie moja głowa leży na brzuchu mojego chłopaka. Miałem zamknięte oczy, aż coś połaskotało mój nos. Gwałtownie otworzyłem oczy i spojrzałem na buźkę Gerarda. Właśnie się uśmiechał. Miał lekko zmierzwione włosy, które opadły na jego bladą twarz. Jego oczy błyszczały, naświetlane dodatkowo blaskiem słońca. Wyglądał tak słodko, że aż mi się zrobiło gorąco. Podniosłem się i musnąłem delikatnie jego usta. Uśmiechnąłem się pod nosem i wróciłem do poprzedniej pozycji.
-Hm, czy... Czy nie chcielibyście czegoś nam powiedzieć..?- Zapytała Hannah.
-Ach, no tak... Jesteśmy parą..- Uśmiechnął się Gerard.
   Jared się uśmiechnął i spojrzał na mnie. Ja akurat wpatrywałem się w niebo. To piękne usłyszeć w końcu 'jesteśmy parą'. Nigdy nie miałem kogoś, od kogo naprawdę zależało mi to usłyszeć.
   Czarnowłosy chłopak poprawił moje włosy z twarzy. Cały czas mi się przyglądał. W pewnym momencie Jared z dziewczyną poszli do wody. Obróciłem głowę na bok i zalotnie przygryzłem wargę.
-Ej! Kusisz!- Zaśmiał się Gerard.
-A czym?- Uśmiechnąłem się.
-Całym sobą! Wyglądasz tak...wow!- Powiedział.
   Położyłem się obok niego. Nasze twarze były na przeciwko siebie. Położył dłoń na moim policzku i spojrzał w moje oczy. Oddychałem wolno. Czas się zatrzymał. Liczył się wyłącznie on. Ja swoją rękę położyłem na jego klatce piersiowej. Po chwili on złączył nasze usta w namiętnym pocałunku. Przybliżyłem się do niego maksymalnie, a dłoń przeniosłem na jego plecy.
-Pokochacie się w domu, gołąbeczki!- usłyszeliśmy śmiechy, a chwilę później oblali nas zimną wodą.
   Ja natychmiast wstałem, wziąłem Jareda i wrzuciłem go do wody. Wskoczyłem w ubraniach zaraz po nim.
-Jak mogłeś teraz przerwać!!- Zaśmiałem się.
-Ej no, wybacz, ale jeszcze chwila i byście się tam ruchali..Dziękuj nam, a nie krzyczysz na mnie!- Również się śmiał.
-Ja ci to wypomnę... Zobaczysz!!- Ochlapałem go wodą i wyszedłem.
   Po wyjściu cały ociekałem wodą. Podszedłem do koca i położyłem się mokry na Gerardzie. Jego przeszedł dreszczyk, bo woda w rzece jest naprawdę zimna. Zaraz potem przytulił mnie do siebie i ogrzewał własnym ciałem, choć nie było mi zimno. Jestem ciekaw jak długo potrwa taka sielanka. Przecież wiecznie tak nie będzie, nawet jakbym bardzo tego chciał. Przy nim czuję się zupełnie innym człowiekiem. Mam wtedy szacunek do samego siebie, czuję się wyjątkowo.

środa, 16 kwietnia 2014

*** Rozdział IX

Mam taki zaciesz, gdy widzę te komentarze. Naprawdę! Aż mam ochotę pisać dalej! Motywujecie mnie!
Miłego czytania; *


   Nie podniosłem nawet głowy. Byłem zamyślony, uśmiechnięty i skupiony na pracy. Wszystko starannie podpisywałem, przeglądałem i wpisywałem do komputera.
-No nie przywitasz się nawet ze mną!?- Zapytał z oburzeniem Gerard, który właśnie stanął przy moim biurku.
-Hej- Podniosłem głowę i zalotnie się uśmiechnąłem, po czym wróciłem do pracy.
-Olewasz mnie.- Stwierdził smutno.
-Nie. Chcę tylko dzisiaj skończyć tą pracę... Nie ma nic gorszego niż papierkowa praca- Westchnąłem.
-Przykro mi, ale musisz to skończyć i jedziesz z nami.- Powiedział miło.
-Co?-Zapytałem zdziwiony.
-Jared jest w samochodzie, Hannah się zbiera, a ja czekam na ciebie. Będziesz mi kazał długo czekać?- Oparł się o stół.
-Ale muszę to skończyć...- Zrobiłem smutną minkę.
   Podszedł do komputera, zapisał plik, który miałem otwarty i wyłączył komputer.
-Oj spójrz... skończyłeś na dziś!- Uśmiechnął się.
-Ugh, niech będzie- Powiedziałem z oburzeniem.
   Poszedłem po swoje rzeczy i po chwili obaj wyszliśmy do samochodu. Jared siedział z Hannah na tylnych siedzieniach, a mi kazano siedzieć z przodu, obok Gerarda. Oczywiście okropnie cieszyłem się z tego, ale nie chciałem dać po sobie poznać, że w środku skaczę z radości. Pojechaliśmy do ładnie urządzonej restauracji. Wszystko było urządzone na biało z czarnymi oraz czerwonymi akcentami. Było czuć piękne zapachy, wydobywające się z kuchnii. Był zarezerwowany stolik. Usiedliśmy w czwórkę. Wyglądało to, jakby to była podwójna randka. Tak też się wszyscy zachowywali. Zjedliśmy wspólnie kolację, poczym Gerard odwiózł każdego do domu. Odwiózł każdego, prócz mnie, choć mój dom był najbliżej. Wreszcie podjechał pod niego i spojrzał na mnie.
-Dziękuję ci za ten wieczór- Uśmiechnąłem się.
-Dziękuję, że zgodziłeś się pójść- Odwzajemnił uśmiech.
-Chciałbyś wejść?- Zapytałem nieśmiało.
-Jasne, czemu nie- Powiedział wychodząc z samochodu.
   Ja wyszedłem zaraz za nim. Otworzyłem dom i weszliśmy do środka. Chłopak rozejrzał się z uśmiechem po dolnej części domu. Ja poszedłem do kuchni, wziąłem szampana i kieliszki. Usiedliśmy w salonie, przy kominku, który akurat się nie palił i nalaliśmy sobie szampana. Nie wiem dlaczego, ale siedzieliśmy na miękkim, białym dywanie. Gee uważnie mnie obserwował, jakbym miał mu zaraz uciec. Wreszcie on odłożył nasze kieliszki na stole niedaleko. Przybliżył się do mnie, położył ręce na moich biodrach i wpił się namiętnie, aczkolwiek delikatnie w moje usta. Teraz już nie czułem tego stresu. Wplątałem palce w jego włosy i zacząłem całować namiętniej, wsuwając język. Pieściłem jego podniebienie językiem,a on robił to samo ze mną. Obaj mieliśmy zamknięte oczy i żaden nie miał ochoty tego kończyć. Wreszcie on pierwszy się oderwał i spojrzał od razu w moje oczy.
-Nigdy nie sądziłem, że zakocham się w mężczyźnie- Szepnął.
   Od razu zrobiło mi się gorąco, a moje serce biło jak szalone po usłyszeniu tych słów. Poczułem się wyjątkowo. Poczułem się jak spełniony człowiek.
-Ja nie sądziłem, że kiedykolwiek się zakocham- odszepnąłem.
   Podniosłem się lekko i usiadłem na nim okrakiem. Byliśmy twarzą w twarz. Bez słowa go przytuliłem. On objął mnie, dając mi tym samym poczucie bezpieczeństwa.
-Zostajesz dzisiaj na noc, wiesz?- Powiedziałem cichutko.
-O nie, nie..Wracam zaraz do domku..- Odpowiedział szybko.
-Nie puszczę cię o tej godzinie i po alkoholu.- Powiedziałem stanowczo.
-O, rzeczywiście... W takim razie jestem zmuszony zostać- Uśmiechnął się.
-Dziękuję- Szepnąłem.
   Położyłem głowę na jego ramieniu i zamknąłem oczy. To jest ta wyjątkowa osoba. Jestem tego pewien. Czuję się,jakbyśmy się znali niezwykle długo,jakbyśmy byli sobie bliscy. Pocałował mnie w policzek i zaczął śpiewać cichutko piosenkę. Było mi tak przyjemnie, że nawet nie wiem kiedy zasnąłem. Po prostu rano, gdy zadzwonił mój budzik, leżałem na Geradzie, na kanapie. Oboje byliśmy w ubraniach. Ułożyło mi. Chciałem się podnieść, ale ból głowy i suchość w ustach dał się we znaki. Zdziwiło mnie, że tak się czuję. Wypiliśmy...no tak...butelkę szampana. Jednak nie dziwię się, że mój organizm się zbuntował. Cicho mruknąłem i Gerard się przebudził.
-Jak się spało?- Uśmiechnął się.
-Spało się doskonale... Teraz jest gorzej!- Spojrzałem mu w oczka.
-Kawa czy woda?-Zapytał uroczo.
-To i to...- Usiadłem.
   On wstał od razu, bez żadnego problemu. Przyniósł mi oba napoje i usiadł obok. Objął mnie jedną ręką w pasie, a swoją głowę Oparł o moje ramię.
-Muszę iść zaraz do pracy- Powiedziałem od niechcenia.
-Przyjdę pod koniec pracy- Szepnął mi na ucho.
-A czy my... Czy my jesteśmy razem?- Zapytałem niepewnie, cicho.
-A chciałbyś?- Uśmiechnął się.
-Bardzo!-Spojrzałem w jego oczy.
-Więc jesteśmy parą- Musnął moje usta.
   Uśmiechnąłem się szczęśliwy. Od razu przytuliłem go. Zaraz gdy wypiłem kawę, poszedłem do łazienki. Dzisiaj do pracy chce zawieźć mnie Gee. Czeka na mnie na dole. Spojrzałem w lustro. Miałem czarne, rozczochrane włosy, roześmianą twarz, wygniecioną bluzkę. Szybko się ogarnąłem, ubrałem i zszedłem na dół.

wtorek, 15 kwietnia 2014

*** Rozdział VIII

Widzę, że czekacie już na moment kiedy to się pocałują. Nie dziwi mnie to! Ale tak bardzo lubię was trzymać w niepewności;* Mam w głowie plan wydarzeń, a wolno go realizuje. Znów wolny dzień od szkoły i staram się coś napisać ;)

   Cały czas czułem jego wzrok na sobie. Ja swoją uwagę poświęciłem kawie, by nie rozpłynąć się znów w jego oczach. Wreszcie podniosłem do niego głowę. Był uśmiechnięty. Ukazywał szereg swoich drobnych ząbków.
-Chcesz mi coś powiedzieć?- Zapytał wreszcie.
   Pierwsze pytanie z jego strony, a mi już odjęło mowę. Oczywiście, że chcę mu coś powiedzieć. Tylko nie wiem jak! Boję się.
-Przejdziemy się?- Szybko zmieniłem temat.
   On się cichutko zaśmiał widząc moje zakłopotanie i zgodził się. Zapłaciliśmy i wyszliśmy z kawiarni. Na dworze było o tej godzinie przyjemnie chłodno. Wolnym krokiem udaliśmy się w stronę parku. Nie było tam nawet żywej duszy, co mnie zdziwiło, ponieważ to idealna pogoda na spacer. Byliśmy tylko my. Niespodziewanie on się zatrzymał. Stanął w miejscu i patrzał na mnie.
-Och...czyli to jednak ja muszę być pierwszy- Powiedział z uroczym uśmiechem na twarzy.
   Zanim zdążyłem o cokolwiek zapytać poczułem na swoim policzku jego delikatne usta.
-wybacz..najpierw chciałem sprawdzić twoją reakcję na to- uśmiechnął się, po czym musnął moje usta. Odruchowo zamknąłem oczy i delektowałem się słodyczą jego ust. Położył ręce na moich ramionach i nie przerywał. W końcu odwzajemniłem pocałunek. Jedną dłoń niepewnie położyłem na jego policzku. Po niedługim czasie, oderwał się.
-Czy teraz możesz mi w końcu powiedzieć jaki jest powód, że jesteś myślami nieobecny?- Zapytał. Ze zdziwieniem spojrzałem na niego, dotykając swoich ust. Nie mogłem uwierzyć w to co się właśnie stało.
-Bo ja... ja...Nie wiem co powiedzieć...- Powiedziałem cicho.
-To nic nie mów... Wyglądasz uroczo, kiedy się rumienisz- uśmiechnął się.- Odprowadzić cię?
-Nie..To znaczy... Poradzę sobie...-Zdobyłem się na lekki uśmiech.- Dziękuję.
-Do zobaczenia, Frankie- Szepnął i poszedł w stronę samochodu.
   Szybkim krokiem wróciłem do domu. Zaraz po przyjściu usiadłem na kanapie i oparłem głowę o poduszkę. Dopiero teraz dochodzi do mnie to, co się stało przed kilkoma minutami. Przypominając sobie to wszystko w głowie, mimowolnie się uśmiechnąłem. Wziąłem telefon do ręki napisałem do Jareda smsa, by do mnie przyszedł. Zjawił się dość szybko i od razu usiadł obok mnie, widząc w jakim stanie jestem.
-Co się stało?- Zapytał z przerażeniem w głosie. Nie dziwię mu się. Jest już wieczór, jestem po spotkaniu z Gerardem i bez wyjaśnień proszę go o przyjście.
-Pocałował mnie- Szepnąłem.- Gerard mnie pocałował- Powiedziałem już pewniej i podniosłem głowę, uśmiechając się.
-Co? Jak to się stało?- Zdziwił się.
-Z kawiarni poszliśmy do parku. W pewnym momencie on się zatrzymał... Najpierw pocałował mnie w policzek, a potem w usta... A potem się rozeszliśmy..-Powiedziałem.
   Opowiadając to, nawet nie mogłem w to wierzyć. To nierealne. To nie mogło się zdarzyć. Przecież on miał żonę, ma z nią dziecko... skąd to nagle zachowanie w stosunku do mnie!?
-Poważnie!? To gratuluję ci! Wreszcie się oboje ogarneliście!- Uśmiechnął się.
-Myślisz, że dla niego to coś znaczyło? Może tylko chciał mnie sprawdzić, czy coś...
-Nie było mnie przy tym, więc nie wiem jak to wyglądało... Ale zwykle facet nie całuje drugiego faceta tak... ot tak. On nawet nie wygląda na osobę, która bawi się ludźmi..- Powiedział spokojnie.
-Jezu, dziękuję Ci, że przyszedłeś- Przytuliłem go z tych emocji.
-Nie ma problemu... Wiesz, że jutro mam z nim spotkanie?- Zaśmiał się.
-To nie dawaj po sobie poznać, że coś wiesz!- Również się zaśmiałem.
   Po zaledwie godzinie przyjaciel wrócił do domu, a ja poszedłem do łóżka. Nie wyobrażam sobie jutro znów się z nim po tym zobaczyć. Właściwie nic na ten temat dalej nie wiem. Nie wiem czy to było z uczuciem, czy aby mnie sprawdzić. Pewnie nie trudno jest się domyślić, że jestem gejem i mógł to wyczuć.
   Włożyłem sobie do uszu słuchawki i starałem sie zasnąć. Wreszcie upragniony sen przyszedł. Całą noc siły mi się dziwne sny. Nawet nie wiem jak je interpretować, lecz o dziwo, podobały mi się.
   Gdy tylko się obudziłem, poszedłem do łazienki, wziąć prysznic. Miałem bardzo dobry humor. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Zaraz po śniadaniu wyszedłem do pracy. Tam już była Hannah. Usiadłem obok niej z kawą.
-ooo...Już dawno nie byłeś taki wesoły!- Zaśmiała się.- Jaki jest powód twojego uśmiechu?
-Tak bez powodu- Spojrzałem na nią.
-A już myślałam, że to przez niego, ale skoro tak uważasz...-Powiedziała przywracając kolejną kartkę w gazecie, którą właśnie przegląda.
-Przez kogo?- Zapytałem.
-No przez Gerarda... Wiedziałam o tych zamiarach przed tobą- Zaśmiała się cicho.
-Dobra, masz rację... to przez niego!- Powiedziałem.- A mogę cię o coś zapytać?
-Chodzi o jego żonę, tak?- Spojrzała na mnie.
-No po części tak...- Powiedziałem nieśmiało.
-Sam z nim porozmawiaj na ten temat... Ode mnie się niczego nie dowiesz- Uśmiechnęła się i wróciła do czytania.
   Westchnąłem, ale uśmiech wciąż nie schodził z mojej twarzy, co wyraźnie rozbawiło Hannah.
-A Jared...on kogoś ma?- Zapytała wreszcie.
-Jesteś pierwsza, która nie próbowała go od razu po poznaniu przelecieć. Masz duże szanse u niego- Zaśmiałem się.
  Ona również się Zaśmiała i nie pytała o nic więcej. Później przyszedł umówiony klinet. Kobieta się nim zajęła, a ja zajmowałem się dzisiaj sprawami papierkowymi, których szczerze nienawidzę. Dzień mijał w zaskakująco szybkim tempie. Gdy już mieliśmy zamykać, do studio ktoś wszedł...

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

*** Rozdział VII

Hmm...dziś poniedziałek, a ja nie musiałam iść do szkoły... I w ten sposób w nocy dostałam weny! Od razu się obudziłam i zaczęłam pisać. Postanowiłam nie trzymać tego do następnego weekendu ;) Dziękuję za komentarze;*
Miłego czytania! ^^

   Wyszliśmy z domu i spędziliśmy cały dzień tak, jak w każdą niedzielę. Wreszcie nadszedł czas by pójść do parku, do dzieci. Wybraliśmy się tam krótszą drogą. Gdy dzieci nas ujrzały, natychmiast nas otoczyły. I to najbardziej mnie w nich intrygowało. Lubią spędzać czas z ludźmi, których nawet nie znają. Wystarczy poświęcić im odrobinę uwagi, by zdobyć ich zaufanie. Dlaczego to z wiekiem zanika? Byłoby wszystkim łatwiej. Jednak łatwowierność w tych czasach to z całą pewnością nie jest zaletą.
   Usiedliśmy w kółeczku. Ja wziąłem do ręki gitarę, a Jared usiadł obok. Do nas dochodziły nowe dzieci, podczas gdy ja stroiłem instrument. Wreszcie podbiegła dziewczynka, która wydawała się mi być znajoma. No tak...Bandit, córka Gerarda. Tylko gdzie on jest? Rozejrzałem się dookoła w poszukiwaniu mężczyzny. Przecież sama tutaj na pewno nie przyszła. Nigdzie jednak go nie widziałem. Zrezygnowany odwróciłem głowę do dzieci, jeszcze raz spoglądając przed siebie.
-Kogo tak szukasz?- Usłyszałem za plecami. Przeszedł mnie dreszcz, który dosłownie na chwilę sparaliżował moje ciało.
-Gerard?- odwróciłem się gwałtownie.
-Ostrzegałem, że przyjdę- zaśmiał się uroczo.- No już...zaczynajcie- dodał siadając na ławkę za nami.
   Łatwo mu powiedzieć. Jak ja mam teraz się skupić na grze!? On siedzi za mną. Spokojnie. To tylko mężczyzna, którego kochasz.- Powtarzałem sobie w myślach. Wreszcie zacząłem początek nowej piosenki, grać na gitarze. Razem z Jaredem uczyliśmy dzieci nowego tekstu. To niesamowite jak one szybko zapamiętują co się do nich mówi. Zaledwie pół godziny zajęła nam nauka tekstu. Zaraz potem śpiewaliśmy tą piosenkę na różne sposoby. Całkiem wyłączyłem się z całego otaczającego mnie świata. W tej chwili liczyła się tylko muzyka oraz dzieci. Pod koniec każde dziecko, jak zawsze, podeszło nas przytulić. Muszę przyznać, że Bandit jest strasznie słodka. Wszyscy się rozeszli, a Gerard do mnie podszedł.
-Nie sądziłem, że tak świetnie grasz- Uśmiechnął się.
-Amatorsko, ale dziękuję- Odpowiedziałem z odwzajemnionym uśmiechem.
-Możesz wyjść jutro po pracy na kawę?- Zapytał.
   W tym momencie zastanawiałem się, czy to dzieje się naprawdę. Gerard naprawdę to powiedział, czy moja wyobraźnia przekracza wszelkie wyobrażenia!? Nie wiem co mu odpowiedzieć.
-Frankie... w porządku?- Spojrzał w moje oczy dla pewności.
   Ten mężczyzna coraz bardziej mnie zaskakuje. Podsumowując: zgodził się na tatuaż ode mnie, zaproponował mi taniec, przyszedł z córką zobaczyć jak gram, a teraz zaprasza mnie na kawę. To nie może być prawda. Coś takiego nie przydarza się w prawdziwym życiu, a raczej w kiczowatych filmach romantycznych, których tak bardzo nie lubię. Moje życie naprawdę jest takie bajeczne? Jest tak pięknie, że mogę porównywać je do idealnego filmu? Zaczynam się wręcz bać moich myśli. Przecież to, co robi Gerard, do niczego nie zobowiązuje. On nawet, na dobrą sprawę, nie daje mi oczywistych powodów, by robić sobie nadzieje, ale to ja. Frank Iero- Osoba myśląca pozytywnie.
-Tak, wszystko dobrze- Powiedziałem w końcu.- Jasne, że mogę wyjść!- Zdobyłem się na lekki uśmiech.
-To świetnie! W takim razie do jutra- Powiedział miło i podszedł do córki, która zagadywała mojego przyjaciela. Wziął ją na ręce i zabrał do samochodu.
   Nie wiem dlaczego, ale spodobał mi się ten widok. Taki delikatny, opiekuńczy, lecz pewny siebie Gerard, o czarnych włosach i pięknych, brązowych oczach. Niby nic nadzwyczajnego, a jednak ma w sobie coś, co mnie do niego okropnie ciągnie.
   Wróciliśmy do swoich domów. Usiadłem na schodach, prowadzących na górę, do mojej sypialni. Oparłem głowę o ścianę i zamknąłem oczy. Jestem w tym momencie taki szczęśliwy, że nie potrafię tego opisać. Wydaje mi się, że nie ma słów, które wyrażałyby moje emocje. Dosłownie czuję się jak spełniony człowiek. Jeszcze czegoś takiego nie czułem. Motylki w brzuchu, jak zakochana nastolatka. Ach, żeby on wiedział, że zapraszając mnie na kawę wywołał u mnie coś takiego...
   Otrząsnąłem się dopiero, po godzinie. Wszedłem jakby otumaniony po schodach i położyłem się na łóżku, zasypiając niemal od razu, w ubraniach. Już dawno sen nie przyszedł mi tak łatwo i szybko.
   Z samego rana obudził mnie budzik, a jednocześnie silne skurcze w brzuchu. Mój organizm sam w sobie dawał znaki stresu przed spotkaniem z chłopakiem, a jednocześnie domagał się jedzenia. Od wczorajszego południa nic nie zjadłem.
   Zszedłem z łóżka i wybrałem ubrania, które moim zdaniem dobrze na mnie leżą. Zabrałem je do łazienki i tam w pół godziny się przygotowałem. Następnie poszedłem do kuchni, na śniadanie i wyszedłem do pracy. Całą drogę byłem głową w chmurach. Dzisiaj była wyjątkowo ładna pogoda. Sierpniowy, ciepły i słoneczny poranek. Idealny dzień na kawę z ukochanym...
   Po wejściu do studio usiadłem za biurkiem i zacząłem kończyć szkic, który jest na zamówienie. Jakiś czas później przyszła Hannah. Obsłużyliśmy wszystkich klientów,  a po pracy wpadł Gerard. Najwidoczniej powiedział o tym już wcześniej Hannah. Uśmiechnęła się do niego znacząco i wyszła, udając się w kierunku galerii handlowej, niedaleko. Ja już kończyłem ostatnie poprawki projektu, a on usiadł obok mnie. Pochylił się nade mną i widział, że próbuję wymyślić jeden bardzo istotny element. Jednak nic nie potrafiło mi przyjść do głowy. Uśmiechnął się i bez słowa wziął ołówek i coś namalował. Dokładnie to, co idealnie wpasowało sie w całość. Spojrzałem na niego z czymś w rodzaju podziwu.
-Czy teraz już skończyłeś pracę?- Zapytał miło. Jego uśmiech sprawiał, że moje nogi były jak z waty.
-Tak, teraz tak... Dziękuję- Odparłem,
   On rzucił mi tylko urocze spojrzenie i zszedł z wysokiego krzesła. Ja zrobiłem to samo i wreszcie mogliśmy wyjść. Szliśmy przed siebie. Zabrał mnie do ładnie urządzonej kawiarni. Już na samym wejściu zapach roznosił się na wszelkie strony, zachęcając każdego do spróbowania tego cudownego napoju. Usiedliśmy przy stoliku, mieszczącym się obok okna z widokiem na wąska uliczkę. Dalej czuję się jak w daremnej komedii romantycznej, ale strasznie mi się to podoba.
Podszedł do nas kelner i Gerard zamówił dla nas kawę. Nie wiem skąd wiedział jaką najbardziej lubię, ale bardzo mnie zaskoczył. To chyba po raz kolejny. Spojrzałem na niego, a on wlepiał we mnie swe błyszczące oczka. Czułem się przy nim tak inaczej, wyjątkowo, bezpiecznie. Ewidentnie się w nim zakochałem i teraz nie miałem już ku temu żadnych wątpliwości.
-Zajmujesz się sztuką?- Zapytałem w końcu.
-Skąd ten pomysł?- Wciąż nie odbywał ode mnie wzroku.
-Bo... nie wiem jak to wyjaśnić. Wziąłeś ołówek do ręki i od razu idealnie zrobiłeś to, co miałeś w głowie...
-Oj nie to miałem w głowie, ale jeśli chodzi o to... Lubię rysować, malować. Ogólnie tworzyć coś nowego. Amatorsko- Uśmiechnął się. Użył mojego słowa.
   Zastanawiało mnie w nim coraz więcej rzeczy. Niby bez problemu odpowiadał na moje pytania, a jednak był strasznie tajemniczy. Może odniosłem tylko takie wrażenie, ale coś się musi za tym kryć.
-A czy mogę ci zadać jeszcze jedno pytanie?- Spojrzałem niepewnie.
-Właśnie zadałeś. Ale oczywiście, pytaj o co chcesz- Powiedział miło.
-Chodzi o ten tatuaż...a dokładnie te słowa. Dlaczego akurat takie?- Zapytałem, a on się zmieszał. Na moment spuścił wzrok, ale szybko go przeniósł znów na mnie.
-Very much Alive... Moja żona...Ona trzy lata temu popełniła samobójstwo. W liście jej ostatnie słowa dokładnie tak brzmiały. To był ogromny cios, dlatego te słowa utkwiły w mojej głowie.- Powiedział.
-O, przepraszam. Ja...
-Nie ma sprawy- Przerwał mi.- To stare dzieje. Nie warto tego rozpamiętywać. Zostawiła mi po sobie wspaniałą córkę- Uśmiechnął się.
-Tak.. Jest naprawdę urocza- Powiedziałem.
   Przerwał nam kelner, który przyniósł dla nas kawę. Od razu wziąłem łyk swojej. Ciepło rozlewało się po moim organizmie, zostawiając słodycz w ustach.
-kluczowe pytanie. Skąd wiedziałeś jaką piję kawę?-Zapytałem znów.
-Zadajesz dużo pytań- Zaśmiał się- Zapytałem Hannah. Ona z tobą pracuje, więc wie takie rzeczy.
   Ta odpowiedź mnie totalnie zaskoczyła. Niespodziewałem się, że rozmawiał o mnie z przyjaciółką. Poczułem się w tym momencie jak ktoś ważny dla niego. Szkoda, że tak nie jest. Jestem dla niego zwykłym znajomym. Zwyczajnie chciał być uprzejmy.

piątek, 11 kwietnia 2014

*** Rozdział VI

Dwa dni temu były urodzinki Gerarda! Skończył już 37 lat, a dalej wygląda tak strasznie młodo...Wampir! To jedyne wytłumaczenie! A tak na temat komentarzy..KOCHAM WAS. Naprawdę strasznie dziękuję za te miłe słowa! Dzięki temu mam ochotę pisać to dalej*_*
Miłego czytania! :*

   Usiadłem razem z Jaredem na kanapie, w milczeniu.
-Dobra, mów co się dzisiaj działo- Przerwał wreszcie ciszę.
-Ale co się miało dziać?- Spojrzałem na niego.
-Nie rób ze mnie idioty! Hannah powiedziała mi, że on igły boi się najbardziej od zawsze, a ty go tak najzwyczajniej w świecie namówiłeś na tatuaż?
-Wiesz no... Sam się zgodził... Powiedziałem mu tylko, że będę delikatny...- Zmieszałem się.
-Co ty masz w sobie takiego, że ludzie ci ufają?- Zaśmiał się.
-Jared... On chyba chce przyjść z córką do nas, do parku w niedzielę...
-A czy to źle?- Zdziwił się.
-Tak! Zestresuję się kiedy będzie na mnie patrzał!
-Dramatyzujesz, Frankie. Sam nie wiesz czego chcesz. On chce przyjść, a ty mówisz, że to źle. Gdyby nie chciał przyjść, byłoby jeszcze gorzej. Czego właściwie oczekujesz?
-Sam nie wiem... Za dużo wrażeń. Chodźmy się położyć.- powiedziałem wstając z kanapy.
   Leżąc w łóżku, miałem mętlik w głowie. Mój przyjaciel ma rację. Sam nie wiem czego chcę. Niestety nic nie poradzę na to, że Gee jest dla mnie taki ważny, że boję się coś zepsuć. Nie umiałem zasnąć, dlatego cicho wstałem i wróciłem do salonu. Tam palił się jeszcze drobny płomyk w kominku. Wziąłem do ręki gitarę i zacząłem grać. Zamknąłem oczy, poświęcając całą uwagę muzyce. Zdałem sobie sprawę z tego, że Gerard nie będzie mój. No bo który homoseksualista ma dziecko? Nie mam żadnych szans. On traktuje mnie jak kolegę z pracy swojej przyjaciółki, a co najwyżej za swojego znajomego.
   Na swoich ramionach poczułem czyjeś dłonie. Otworzyłem oczy i odwróciłem w bok głowę. Był tam zaspany Jared. Miał przymrużone oczy, rozczochrane włosy i lekki zarost. Wyglądał jak ideał mężczyzny dla większości kobiet, a nawet i mężczyzn. Bez słowa objął mnie od tyłu, a ja odłożyłem gitarę. Wtuliłem się w niego. Tego potrzebowałem. Potrzebowałem tej bliskości ze strony drugiej osoby. Każdy kogoś potrzebuje, a ja mam tylko Jareda. Zamknąłem oczy i cichutko westchnąłem. Nagle wszystko przeszło. Wszelkie dręczące mnie myśli w jednej chwili minęły. Nawet nie wiem kiedy, ale zasnąłem dość szybko. Byłem nieźle przemęczony. W jego ramionach czułem się bezpiecznie.
    Znów to okropne uczucie. Bezsilność. Nienawidzę tego. Ostatnio coraz mniej przypominam tego optymistę, którym byłem od zawsze. Widzę wszystko w czarnych kolorach, a dlaczego? Bo zakochałem się w mężczyźnie, który nawet nie wie, że jestem gejem. Teraz siedzę w kącie pod sceną. Próbuję pokonać tremę, aż wreszcie wyszedłem na środek. Stanąłem z gitarą, ale nie umiałem nic zagrać. Na sali był tylko Gerard. Jak to się stało? Gdzie jest publiczność? Co ja tutaj robię? Zacząłem się trząść. Moje serce biło jak szalone. Niespodziewanie wyszedł również on. Chciałem za nim pobiec, ale nie mogłem się ruszyć z miejsca. Patrzyłem tylko jak odchodzi. Odchodzi moja wielka miłość, a ja nic nie mogę zrobić. Pomieszczenie zaczyna się walić. Ale co się dzieje? Dalej stoję w miejscu, nic nie robię.
   Nagle obudziłem się cały zalany potem. Wciąż byłem w ramionach przyjaciela i siedzieliśmy na podłodze, z czego on był oparty o kanapę. Powoli wstałem tak, by go nie obudzić. Od razu poszedłem do łazienki i wziąłem długi prysznic. Ubrałem się i wyszedłem z domu, na krótki spacer. Po tym śnie musiałem się przewietrzyć. Jak teraz o tym myślę, to wydaje się to okropnie głupie. Jednak było wręcz okropne. Gerard śni mi się po nocach. To nie jest chyba normalne. Wreszcie zadzwonił mój telefon.
-Halo?-odebrałem.
-hej, Frank! Tu Hannah. Wyszedłbyś dzisiaj ze swoim przyjacielem do baru? -zapytała.
-Jasne...do zobaczenia wieczorem- Powiedziałem miło.
-Świetnie! Do zobaczenia- Rozłączyła się.
   Zdziwiłem się skąd ma mój numer, ale nie zastanawiałem się długo. Od razu zwróciłem i doszedłem do domu. Jared akurat się obudził gdy wszedłem. Poszedłem zamyślony do kuchni. Usiadłem na krześle ze zrobioną wcześniej kawą. Niedługo potem to samo zrobił przyjaciel. Powiedziałem mu o spotkaniu wieczorem i bardzo się ucieszył. Natomiast ja się zastanawiałem czy pójść. Nie miałem ochoty na imprezy, ale Jared mi nie pozwolił ostatecznie zostać w domu. Zjedliśmy śniadanie i usiedliśmy przed telewizorem. Oglądaliśmy do wieczora przeróżne filmy, jedząc słodycze. Wreszcie nadszedł wieczór. Prosiłem Jareda, by pozwolił mi zostać, ale nie dawał za wygraną. Posłusznie poszedłem się ubrać. Ubrałem czarne rurki, szarą koszulkę oraz trampki. Oczy podkreśliłem czarną kredką, a długa grzywka opadała na moją lekko bladą twarz. Gdy Jared również był już gotowy, wyszliśmy. Dość szybko doszliśmy do baru, pod adresem, który wysłała mi Hannah sms-em. Weszliśmy do środka za okazaniem dowodu i rozejrzeliśmy się. W jednym momencie uderzyła mnie fala gorąca. To co zobaczyłem przeszło moje wszelkie wyobrażenia. Przyjaciel zabrał mnie od razu do stolika, w którym już siedziała kobieta no i Gerard. Przywitaliśmy się, po czym Jared od razu zaprosił Hannah do tańca. Ona się zgodziła i poszli potańczyć. Aż mnie skręcało w żołądku, że muszę siedzieć tutaj z Gee. Sam na sam. On spojrzał na mnie i lekko się uśmiechnął. Znowu to uderzenie gorąca. Przeleciał mnie wzrokiem od góry do dołu.
-Jesteś jakiś nieobecny odkąd się poznaliśmy..Coś się dzieje?- Zapytał w końcu.
-Nie... Po prostu ostatnio czuję się jakoś inaczej- Zdobyłem się szczery uśmiech. No bo w sumie to co ja mam mu powiedzieć?! Mam mu powiedzieć, że to przez niego taki jestem? Że się w nim zakochałem i myślę cały czas o nim? Nie ma takiej opcji! Uzna mnie za jakiegoś dziwaka i nie będzie chciał mnie znać. A nie wiem co bym zrobił, gdybym nawet nie mógł go widywać.
-Zatańczysz?- Spojrzał w moje oczy. Przeszedł mnie dreszcz.
   Oczywiście zgodziłem się. Nie mógłbym nie wykorzystać takiej okazji. Bawiliśmy się wszyscy świetnie przez cały wieczór, a do domu wróciliśmy dosłownie nad ranem. Położyłem się do łóżka, ale przez te emocje nie potrafiłem zasnąć. Och...Gerard ze mną tańczył! Czuję się jak w niebie. Mógłbym teraz wyjść na ulicę i wykrzyczeć wszystkim jaki jestem szczęśliwy, przez coś, co wszyscy z pewnością uważają za błahostkę. Dla mnie to naprawdę dużo znaczyło. Chyba znów niepotrzebnie robię sobie nadzieję. I chodź jestem tego świadomy, to nie potrafię tego przerwać. Coś jest w nim takiego, co mnie do niego ciągnie. Coś niesamowicie wyjątkowego. Może ta tajemniczość. Nic o nim nie wiem, jednak jestem pewien, że się w nim zakochałem. To nie jest nic nie warte uczucie. Szkoda tylko, że nie jest odwzajemnione.
   Wreszcie udało mi się zasnąć, lecz nie na długo. Blisko dziewiątej rano obudził mnie Jared. Jak zawsze o tej godzinie miał już w kuchni zrobione dla nas obojga śniadanie, a w skład zawsze koniecznie wchodziła kawa. Leniwie podniosłem się z łóżka i usiadłem przy stole. 
-Jak ci idzie z Hannah?- Zapytałem z uśmiechem.
-Co? O czym ty mówisz?- Udawał zdziwionego.

-Och,nie potrafisz kłamać. Od początku do niej zarywasz i nie próbuj mnie okłamać!
-No masz rację... Ona jest niesamowita! A wczoraj pocałowała mnie w policzek, rozumiesz?! W policzek! 
-Ło! To się postarałeś! W końcu jakaś dziewczyna, która od razu nie próbuje zaciągnąć cię od łóżka- Zaśmiałem się.
   W odpowiedzi dostałem tylko winogronem w głowę. Tak oczywiście wyglądało śniadanie mojego przyjaciela. Same owoce, bądź warzywa. Na szczęście mnie nie torturował samą sałatą.

piątek, 4 kwietnia 2014

*** Rozdział V

Napisałam to szybciej ze względu na te komentarze...Tak mi się miło zrobiło! Dziękuję za to wszytko. Gdy byłam w kościele, na rekolekcjach dostałam weny 0.o
Miłego czytania:*

   Tuż za kobietą wszedł Gerard. Mogłem się spodziewać, że go ze sobą weźmie. Teraz to będę okropnie zestresowany, by wyszło tak, jakbym chciał. Gdy Jared zobaczył moją reakcję, już wiedział, że nie będzie tak łatwo odciągnąć mnie od tego chłopaka. Znał mnie na tyle dobrze, by zauważyć moją reakcję na niego. Oni do nas podeszli.
-Hej! To jest Jared- Przedstawiłem go Hannah. *wybaczcie, nie umiem odmieniać tego imienia*- A wy już się znacie...- Powiedziałem patrząc na Gerarda.
-Miło mi- Dziewczyna podała rękę Jaredowi zahipnotyzowana jego oczami, na co się uśmiechnąłem pod nosem.- Czy to jest kolejna osoba którą znasz?- Zaśmiała się znów zerkając na Gerarda.
-Mówiłem już..Taka praca. Kiedy się poznaliśmy, byli razem- Odpowiedział z uśmiechem.
   Razem z Hannah poszliśmy po nasze rzeczy, by rozłożyć je na dworze, w miejscu, gdzie będziemy tatuować ludzi. Po chwili gotowi wróciliśmy i poszliśmy na wyznaczone miejsce. Gerard kręcił się gdzieś, a Jared adorował moją pracownicę. Chciało mi się wręcz z tego śmiać. On nigdy pierwszy sam do kobiet nie podchodzi, bo zwyczajnie nie jest żadną zainteresowany. To z pewnością nie jest typ mężczyzny, który lubi się bawić uczuciami innych. Cały czas z nią rozmawiał. Dzięki temu nabrałem odwagi, by porozmawiać z Gerardem. On stał oparty o bramki, więc podszedłem do niego.
-A ty chciałbyś jakiś tatuaż?- Zapytałem z uśmiechem stając obok niego.
-O nie, nie.. Ja się cholernie boję igieł!- Odpowiedział również uśmiechając się, jak zwykle.
-Naprawdę boisz się? W życiu bym tak o tobie nie powiedział...
-Od dziecka się tego boję...Podobają mi się tatuaże, ale nigdy się do nich nie przekonam.- Spojrzał na mnie.
-A jeśli zrobię to ja i obiecam, że będę delikatny? Jakiś mały, przykładowo na... podbrzuszu! Będzie praktycznie niewidoczny..- Oparłem się obok niego.
-Ale to jest igła... Nie możesz mi obiecać, że nie będzie bolało...- Wyraźnie się przekonywał.
-Ależ mogę. Lata wprawy i wiem, jak się obchodzić delikatnie z klientami.- Uśmiechnąłem się.
-Okej, ale jeśli będzie bolało, to pożałujesz!- Zaśmiał się.
-A co mi zrobisz?- Również się zaśmiałem.
-Naślę na ciebie moją córkę i nie da ci spokoju- Uroczo na mnie popatrzał.
-Przykro mi, ale bardzo lubię dzieci i nawet w prawie każdą niedzielę zajmuję się nimi z Jaredem w parku.
-Poważnie? A co robicie?- Zainteresował się.
-Ja gram na gitarze, a Jared śpiewa wraz z nimi. Uczą się nowych piosenek i takie tam...
-Osobiście to sprawdzę..- Powiedział tajemniczo.
   Uśmiechnąłem się pod nosem. Gerard najwyraźniej chce do nas wtedy przyjść. Na samą myśl o tym, robi mi się gorąco. Obaj patrzeliśmy przed siebie na zbierającą się grupkę ludzi. Niedługo potem zaczęła się zabawa, a jak dla mnie i Hannah ciężka praca. Wreszcie zrobiłem swoje, a moja współpracownica już też kończyła. Wtedy zawołałem Gerarda, by do mnie podszedł. On niepewnie usiadł w fotelu.
-No więc, Gee... Co byś takiego chciał?- Zapytałem.
-Ale ja się boję, że to będzie strasznie boleć..- Znów zaczął, na co ja się zaśmiałem.
-Mów co chcesz, bo zaraz ci wytatuuję różowego jednorożca!- Wciąż się śmiałem.
-O nie! Lepiej nie!- Troszkę się wyluzował.- Chcę napis 'Very Much Alive'.
-A czemu akurat to?- Zdziwiłem się.
-To ważne dla mnie słowa...Może kiedyś powiem ci coś więcej.- Uśmiechnął się
-W porządku. Będzie jak chcesz-odwzajemniłem uśmiech i zacząłem szkic, który mam mi pomóc. Chciałem by tatuaż na jego podbrzuszu był idealny. O cholera! Dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego, gdzie mu zaproponowałem tatuaż. On zsunie trochę przy mnie spodnie. Na samą myśl zrobiło mi się słabo, jednak szybko się otrząsnąłem i skończyłem szkic. Pokazałem mu go i wydawał się być zachwycony efektem. Położył się i przygotował do tego. Ja również byłem już gotowy i odwróciłem się w jego stronę. Serce mi zamarło na widok tego odkrytego skrawka ciała. Odbiłem wzór tatuażu i przejechałem po nim dłonią.
-Rozluźnij się trochę. Przecież obiecuję, że będę delikatny- Zaśmiałem się.
-Trzymam cię za słowo- Powiedział cicho, zamykając oczy i rozluźniając lekko ciało.
   Jego skóra była tak bardzo delikatna. Usiadłem w sumie między jego nogami, by mieć lepszy dostęp do tego miejsca. Zanim zacząłem spojrzałem jeszcze w stronę Jareda, który uśmiechnięty na mnie patrzał. Byłem zadowolony z takiego obrotu sprawy. Wreszcie spojrzałem na odsłonięte miejsce chłopaka i zacząłem. On zacisnął powieki, lecz nawet nie pisnął. Przez cały ten czas grzecznie leżał, do czasu gdy skończyłem.
-No i koniec- Powiedziałem uroczo ściągając rękawiczki.
   On niepewnie otworzył oczy i spojrzał na mnie, ja pokazałem mu napis w lusterku.
-Było warto- Stwierdził z uśmiechem.
   Cieszyłem się, że mu się spodobało i nie płakał mi z bólu podczas tatuażu. Dzielnie to wytrzymał. Opatrzyłem jego nowy przybytek i pozwoliłem mu już z powrotem naciągnąć do końca spodnie. Konwent dobiegał powoli końca. Hannah była niemało zdziwiona, że namówiłem jej przyjaciela na tatuaż. Ona go dobrze znała i wiedziała, że nie tak łatwo go do czegoś przekonać, jednak mnie udało się to bardzo szybko. Po następnych dwóch godzinach zaczęliśmy się zbierać. Zanieśliśmy wszystko do studio i zamknęliśmy wszystko. Wreszcie pożegnaliśmy się i rozeszliśmy do swoich samochodów. Patrzałem za samochodem, który odjeżdżał z moją miłością.
-Frank! W porządku?- Zapytał Jared wybijając mnie z zamyśleń.
-Tak, tak... Strasznie męczący dzień- Westchnąłem. 
   Nie pytał o nic więcej na razie. Było widać po mnie, że w tym momencie z niczego mu się nie zwierzę. Przez całą drogę milczałem, patrząc w okno. Myślałem cały czas o tym czarnowłosym chłopaku. Byłem bliżej niego, niż kiedykolwiek. Podobało mi się, że granica między nami małymi kroczkami się zmniejsza i, że nie jest do mnie wrogo nastawiony. Otwierał się przede mną, a ja nie naciskałem. Jestem ciekaw co za historia kryje się za słowami z jego tatuażu. Może kiedyś się tego dowiem.
   Wreszcie dojechaliśmy pod mój dom. Ustaliliśmy z Jaredem, że zostaje on u mnie na noc. Poszedłem do łazienki wziąć długą kąpiel, a w tym czasie przyjaciel robił dla nas kolację. Rozebrałem się i wszedłem do wanny pełnej gorącej wody. Cała łazienka aż zaparowała. Leżąc tak zamknąłem oczy i wyobraziłem sobie, że ten mężczyzna właśnie przede mną stoi. Że jest tylko mój i tylko dla mnie. Ostatnio zauważyłem, że moja wyobraźnia nie jest do końca normalna. Powinienem sobie wybić z głowy Gerarda, ale nie potrafię, a zwłaszcza po dzisiejszym dniu.
   Gotowy już wyszedłem z łazienki od razu udając się w stronę kuchni. Siedział tam już Jared ze zrobioną kolacją. Byłem strasznie głodny. Przez cały dzień wszyscy zjedliśmy niewiele, gdyż było dużo klientów i nie było czasu. Następnie usiedliśmy w salonie. Myślami byłem gdzieś indziej. Już mnie zaczynał męczyć fakt, że nie myślę o niczym innym, tylko o nim. Długo w taki sposób nie pociągnę. Czas to załatwić, bo oszaleję. 

środa, 2 kwietnia 2014

*** Rozdział IV

Wybaczcie, że tyle czekaliście na rozdział, ale brak weny i chęci mnie dopadł. Teraz piszę to tylko dlatego, że już miałam dużo pytań w tej sprawie :) Miło jest wiedzieć, że tyle osób czyta co piszę! ^.^
Miłego czytania! <3

    Obudził mnie standardowo budzik. Nawet nie wiem kiedy usnąłem. Wszystkie myśli mnie przytłaczały, a najbardziej byłem wkurzony na siebie, że nie potrafię nic zrobić z zaistniałą sytuacją. Przed oczami miałem tylko jego. Czarnowłosego mężczyznę o bladej cerze, drobnych ustach i nosku. Liczył się w tym momencie tylko on, a ja nie mogłem zrobić nic, by się jakoś do niego zbliżyć. Do tej pory uważałem, że moje życie nie jest złe, ale chyba zmieniam zdanie. Mam obok siebie kogoś wyjątkowego, a on sobie z tego nie zdaje sprawy. Nie mogę mu tego powiedzieć i to mnie chyba najbardziej boli. 
   Przez te głupie rozmyślania prawie spóźniłem się do pracy. Po wejściu do budynku zrobiłem sobie kawę, a chwilę potem przyszła Hannah. Dzisiaj wreszcie pokaże mi co potrafi. Wydaje się być bardzo rozsądna, dlatego nie boję się powierzyć jej klientów, zresztą i tak pewnie nie zdołałbym dzisiaj nikogo obsłużyć. Myślami jestem gdzieś indziej i to mogłoby się źle skończyć.
-Wszystko w porządku?- Zapytała dziewczyna, siadając obok mnie również z kawą.
-Tak, tak... Zamyśliłem się...- Odpowiedziałem wyrywając się z zamyśleń.
-Mam do ciebie pytanie...- Powiedziała.
-Jakie?- Spojrzałem na nią.
-Bo z tego co mówiłeś, za 3 dni ma być konwent tatuaży...- Zaczęła.
-No tak. Mamy wytatuować ludzi, przyjdą też inni tatuażyści. Wszystko jest zaplanowane- Powiedziałem obojętnie.
-Tak, to wiem... Chodzi o to, czy mogę kogoś przyprowadzić?
-Oczywiście, że tak. Może przyjść każdy, jeśli tylko jest pełnoletni. Sam też zabieram przyjaciela, chociaż on jeszcze o tym nie wie...- Uśmiechnąłem się.
-O! to dobrze, dziękuję- Powiedziała miło i napiła się kawy.
   Niedługo później przyszedł umówiony klient i trzeba było zabierać się do pracy. Hannah rozmawiała z nim na temat nowego rysunku na jego ciele, szkicując przy okazji. Ja w tym czasie przygotowywałem jej miejsce pracy. Gdy zaczęła nie chciałem patrzeć jej na ręce, by się nie speszyła. Ewidentnie potrafiła posługiwać się wszystkimi przyrządami i to mi wystarczyło, by stwierdzić, że będzie świetna. Ma wprawę w rękach, niewątpliwie. Zerkałem na nią co jakiś czas, aż wreszcie skończyła. Muszę przyznać, że wyszło jej to rewelacyjnie, a klient był zadowolony. On zapłacił i wyszedł. Podszedłem do drobnej, zestresowanej kobiety.
-Poszło ci naprawdę świetnie. Zostajesz tu na stałe.- Powiedziałem z uśmiechem.
-Naprawdę zatrudniasz mnie już po pierwszym tatuażu?- Zdziwiła się.
-Mam pewność, że wiesz co robisz, potrafisz się posługiwać wszystkim, skupiasz się na ważnych szczegółach i widzę, że kochasz to co robisz.- Powiedziałem, a ona się lekko zarumieniła.
-Dziękuję...Nie spodziewałam się tego- Odparła zawstydzona.
   Dałem jej do podpisania umowę, która składała się z zaledwie kilku kartek. Przeczytała ją i podpisała. Od tej chwili stała się nową tatuażystką w tym salonie. Teraz naraziłem się na częste spotkania z jej przyjacielem. Z jednej strony cieszyłem się z tego, lecz z drugiej wolałbym go unikać, by nie zrobić czegoś głupiego. 
   Zbliżała się godzina zamknięcia, a Hannah jeszcze kończyła obsługiwać ostatniego klienta. Do salonu jeszcze ktoś wszedł. Uniosłem wzrok zza biurka, które stało tuż przy drzwiach i zaparło mi dech w piersiach. Tam stał uśmiechnięty, czarnowłosy mężczyzna, o którym cały czas myślę.
-Witam, Hannah jeszcze pracuje?- Podszedł do mnie.
-Witam. Już kończy ostatnie poprawki- Powiedziałem miło- Możesz tutaj zaczekać.
-Dziękuję- Usiadł na przeciwko.- Co ma takiego być za trzy dni, że ona się tak stresuje?
-Konwent tatuaży- Uśmiechnąłem się- Nie powinna się stresować, bo jest świetna i na pewno wyjdzie wszystko idealnie.
-Będzie tatuować na pokaz? To się nie dziwię, że się stresuje...- zaśmiał się.
-Nie ma czego... Takie coś to standard w tej pracy- Powiedziałem z uśmiechem.
   Spojrzałem w jego oczy i bardzo szybko tego żałowałem. Były piękne, koloru ciemnobrązowego. Jego twarz była ozdobiona ciągłym uśmiechem. Gdy się uśmiechał, na jego policzkach robiły się niewielkie dołeczki, co sprawiało, że wyglądał jeszcze bardziej delikatnie. Miałem ochotę pocałować te jego małe usteczka, lecz nie mogłem. Skarciłem się w myślach za to, co chcę zrobić. Przecież to przyjaciel mojej nowej znajomej z pracy. Znam go zaledwie kilka dni, a w mojej głowie siedzi tylko on. 
-Już jestem gotowa, kochany- Powiedziała Hannah, całując go w policzek, powodując tym samym, że wylądowałem z powrotem na Ziemi.
   Pożegnali się ze mną, a potem poszli do samochodu. Wciąż byłem oszołomiony jego urodą i zachowaniem. Jak dla mnie-ideał. Czas chyba jednak podjąć jakieś kroki i przestać się zastanawiać, bo w sumie co mi szkodzi? Jeśli mu nie powiem, to nigdy nie będzie świadomy tego, co do niego czuję, a jeśli mu powiem i uzna mnie za szaleńca, to najwyżej będzie mnie unikać. Sam nie jestem pewien co do swoich uczuć, ale takie ukrywanie się nic nie da. Oczywiście, nie powiem mu tego wprost. Zacznę nawiązywać do takich tematów, by lepiej go poznać.
   Zamknąłem pomieszczenie i wróciłem wolnym krokiem do domu. Nie miałem ochoty już na nic, więc wziąłem tylko krótki prysznic i położyłem się do łóżka. Te myśli wciąż nie chciały wyjść z mojej głowy, do czasu aż pogrążyłem się w śnie.

*3 dni później*
   Przez ostatnie trzy dni nie umiałem się zebrać w sobie, by zagadać do chłopaka. Przychodził codziennie po swoją przyjaciółkę do pracy i mogłem tylko podziwiać jego piękno. Myślałem, że z czasem mi przejdzie to zauroczenie, a to tylko się pogłębia. Już nawet stojąc obok niego, ciężko mi nie myśleć o tym, że chyba się w nim zakochałem.
   Nagle ktoś zapukał do moich drzwi, gdy wyszedłem już gotowy z łazienki. Zszedłem na dół po schodach i otworzyłem. Tam stał gotowy do wyjścia Jared.
-Hej! Już jesteś gotowy?- Zapytał.
-Cześć! Tak, możemy iść..- Odparłem i zamknąłem drzwi, uprzednio zabierając z domu telefon.
   Wsiedliśmy obaj do samochodu i wyruszyliśmy na konwent. Po długich namowach, udało mi się przekonać przyjaciela, by pojechał tam ze mną. Był uparty i twierdził, że on się nie nadaje do tego typu miejsc, mimo że był ciekaw jak to wszystko wygląda. 
     Dojechaliśmy na miejsce, a tam było już dość sporo ludzi. San sam konwent miał zaczynać się dopiero za godzinę. Zaprowadziłem Jareda do naszego studio, bo tam musiałem przygotować do zabrania wszystko co będzie potrzebne. On rozglądał się. O dziwo nigdy jeszcze w sumie nie był w mojej pracy. Przychodził po mnie czasem, ale nie wchodził dalej niż przed drzwi.Teraz ma okazje zobaczyć jak to wszystko wygląda naprawdę. Ja byłem już właściwie gotowy, a po chwili weszła Hannah, lecz nie sama.