Ten rodział dodaję duużo wcześniej niż to było w planach:) Awww te komentarze..są niesamowite^^ <3
Miłego czytania :>
Siedziałem chwilę, nic nie mówiąc. Przemyślałem każdą z opcji i już wiedziałem co mu powiem. Tylko nie wiedziałem jak ubrać to w słowa.
-Gerard... Ja sam nie wiem co czuję, a teraz wszystko wydaje się takie pomieszane. I jeszcze ten pocałunek. Nie wiem czy mogę ci zaufać...- Spuściłem wzrok.
-Nie wierz w to co mówił Mikey. To nie tak wygląda. Zaufaj mi i...bądź moim chłopakiem- Powiedział niepewnie siadając obok mnie.
-J-ja nie potrafię ci teraz na to nic powiedzieć. My się właściwie nie znamy, a ja nie jestem pewnien swoich uczuć...- Zacząłem sie wahać i wstałem.
Podszedłem do okna, które zawsze jest zasłonione, a jednak dzisiaj nie było. Położyłem dłonie na parapecie i zamknąłem oczy. Nagle poczułem, że coś owija się wokół moich bioder. Były to ręce Gerarda. Delikatnie się do mnie przytulił.
-Nie musisz mi dzisiaj tego mówić. Postaram się zdobyć twoje zaufanie...-Powiedział mi do ucha.
Uśmiechnąłem się pod nosem i przeszedł mnie dreszczyk. Po raz pierwszy byłem w jego ramionach i czułem się tak bezpiecznie. Nie posuwał się dalej. Wiedział gdzie wyznaczyć granicę. Bardzo mi się podobało, że się chce postarać. Wtedy udowodni mi, że jestem dla niego kimś ważniejszym, a nie jakąś 'przygodą'. Powoli otworzyłem oczy i westchnąłem. Spojrzałem na jego splątane dłonie na moim brzuchu.
-Robi się późno... Pójdę już do domu.- Powiedziałem, a on mnie puścił.
-Powiesz chociaż gdzie mieszkasz?- Zapytał.
-Nie...- Odpowiedziałem z uśmiechem i wyszedłem z pokoju.
Powoli udałem się w stronę schodów. Za mną od razu wyszedł Gerard. Na dole ubrałem na siebie kurtkę i buty. Obróciłem się, a przede mną stał chłopak.
-Proszę powiedz gdzie mieszkasz... Albo chociaż obiecaj, że nie znikniesz znowu- Powiedział.
-Nie powiem ci, ani też nic ci nie obiecuję.- Wciąż byłem uśmiechnięty.
-W takim razie nie wypuszczę cię- Również się uśmiechnął i oparł się o drzwi z założonymi rękami.
Zaśmiałem się i próbowałem go odciągnąć, ale mi nie wychodziło. W końcu się poddałem i spojrzałem na niego. Miał na twarzy słodki uśmieszek.
-Dobra, niech ci będzie. Obiecuję, że nie zniknę i będę mieć włączony telefon.- Powiedziałem.
-Od razu lepiej. Do usłyszenia...- Odsunął się od drzwi.
Pożegnałem się z nim i wyszedłem. Całą drogę do domu byłem uśmiechnięty. Stanąłem przed drzwiami i nie wszedłem do środka. Po chwili zastanowienia usiadłem na małych schodkach i siedziałem tak długo aż się ściemniło. Myślałem o tym wszystkim. Przypomniałem sobie ten cały dzisiejszy dzień, jednak najbardziej utkwił w mojej głowie ten pocałunek. Niby nic takiego, ale w nim coś było. To sprawiało, że nie chciałem by wtedy przerywał. Chciałem by to zaszło dalej, lecz wtedy nie byłoby tak magicznie i wyjątkowo. To wciąż dla mnie obcy człowiek, ale powoli go poznaję i ciągle mi mało. Kryje w sobie coś co bardzo mnie do niego ciągnie.
W końcu przekroczyłem próg domu. Uśmiechniety poszedłem do kuchni. Oczywiście nie obeszło sie bez pytań mamy.
-Coś się stało?- Zapytała czule.
-Owszem, stało się, ale nie ma o czym rozmawiać...- powiedziałem i chciałem ją wyminąć, ale stanęła mi na drodze.
-Powiedz o co chodzi.- Drążyła temat.
-Nie widzisz, że nie mam ochoty z tobą rozmawiać?!
Ona wtedy zaniemówila, a ja wykorzystałem okazję i zamknąłem się w pokoju. Wziąłem do reki telefon i sprawdziłem wszystkie nieodebrane połączenia i wiadomości. Najwięcej było od... Gerarda? Skąd on miał mój numer? Przy tych wszystkich wiadomościach podpisał się. Nagrał się też na pocztę głosową. On chyba naprawdę się bardzo martwił. Mikey również próbował się dodzwonić, ale też Oliver. No tak... zapomnaiłem o nim całkiem.
Postawnowiłem napisać do niego sms-a: "Przepraszam, że nie odbierałem, ale musiałem sobie wiele przemyśleć. Może chciałbyś się ze mną jutro zobaczyć?". I wysłałem go. Nie dostałem od razu odpowiedzi.
Przebrałem się w wygodniejsze ubrania i położyłem się na łóżku.
Do drzwi mojego domu ktoś zapukał. Otworzyła moja mama, a już po chwili w moim pokoju stanął Gerard. Bez słowa tak stał, z uśmiechem. Wstałem do niego i złapałem za jego ręce. Spojrzałem w jego oczy i utonąłem w nich. Mógł zrobić co chce a ja i tak bym nie zauważył. Zahipnotyzował mnie. Położył dłoń na moim policzku i nachylił się. Przymróżyłem oczy i czekałem aż to zrobi. Bardzo tego chciałem.
Nagle obudził mnie telefon. Zdezorientowany rozejrzałem się po pokoju. To wszystko okazało się snem. A było takie realistyczne. Próbowałem uspokoić oddech, który był zdecydowanie przyspieszony.
Zajrzałem na wyświetlacz telefonu i okazało się, że Oliver odpisał. "Okej :) To o 15.00 tam gdzie ostatnio"-odczytałem. Miałem jeszcze trochę czasu. Gdy tylko uspokoiłem się po tym śnie, wstałem i poszedłem się wykąpać.
Gdy byłem pod prysznicem zadzwonił mi telefon. Zakręciłem wodę, usiadłem w kabinie i odebrałem.
-No sprawdzam czy mnie nie okłamałeś i naprawdę odbierzesz telefon....- Usłyszałem wesołego Gerarda.
-Jak widzisz pomimo tego, że jestem pod prysznicem to odebrałem- Zaśmiałem się.
-Mmm..Pod prysznicem... Bez ubrań..- Rozmarzył się
-Ej...Tylko nic sobie nie wybrażaj!- Oburzyłem się.
-No dobra, dobra... Już cię sprawdziłem, więc teraz...miłej kąpieli.- Powiedział miło.
-Dziękuję, Gee...- Odpowiedziałem i rozłączyliśmy się.
Chwilę siedziałem tak uśmiechnięty z telefonem w ręku aż się opamiętałem i dokończyłem kąpiel. Ubrałem się w czyste ubrania i wyszedłem na spotkanie z Oliverem do kawiarni.