czwartek, 30 stycznia 2014

# X Rozdział

Ten rodział dodaję duużo wcześniej niż to było w planach:) Awww te komentarze..są niesamowite^^ <3
Miłego czytania :>

   Siedziałem chwilę, nic nie mówiąc. Przemyślałem każdą z opcji i już wiedziałem co mu powiem. Tylko nie wiedziałem jak ubrać to w słowa.
-Gerard... Ja sam nie wiem co czuję, a teraz wszystko wydaje się takie pomieszane. I jeszcze ten pocałunek. Nie wiem czy mogę ci zaufać...- Spuściłem wzrok.
-Nie wierz w to co mówił Mikey. To nie tak wygląda. Zaufaj mi i...bądź moim chłopakiem- Powiedział niepewnie siadając obok mnie.
-J-ja nie potrafię ci teraz na to nic powiedzieć. My się właściwie nie znamy, a ja nie jestem pewnien swoich uczuć...- Zacząłem sie wahać i wstałem. 
   Podszedłem do okna, które zawsze jest zasłonione, a jednak dzisiaj nie było. Położyłem dłonie na parapecie i zamknąłem oczy. Nagle poczułem, że coś owija się wokół moich bioder. Były to ręce Gerarda. Delikatnie się do mnie przytulił.
-Nie musisz mi dzisiaj tego mówić. Postaram się zdobyć twoje zaufanie...-Powiedział mi do ucha.
   Uśmiechnąłem się pod nosem i przeszedł mnie dreszczyk. Po raz pierwszy byłem w jego ramionach i czułem się tak bezpiecznie. Nie posuwał się dalej. Wiedział gdzie wyznaczyć granicę. Bardzo mi się podobało, że się chce postarać. Wtedy udowodni mi, że jestem dla niego kimś ważniejszym, a nie jakąś 'przygodą'. Powoli otworzyłem oczy i westchnąłem. Spojrzałem na jego splątane dłonie na moim brzuchu. 
-Robi się późno... Pójdę już do domu.- Powiedziałem, a on mnie puścił.
-Powiesz chociaż gdzie mieszkasz?- Zapytał.
-Nie...- Odpowiedziałem z uśmiechem i wyszedłem z pokoju.
   Powoli udałem się w stronę schodów. Za mną od razu wyszedł Gerard. Na dole ubrałem na siebie kurtkę i buty. Obróciłem się, a przede mną stał chłopak.
-Proszę powiedz gdzie mieszkasz... Albo chociaż obiecaj, że nie znikniesz znowu- Powiedział.
-Nie powiem ci, ani też nic ci nie obiecuję.- Wciąż byłem uśmiechnięty.
-W takim razie nie wypuszczę cię- Również się uśmiechnął i oparł się o drzwi z założonymi rękami.
   Zaśmiałem się i próbowałem go odciągnąć, ale mi nie wychodziło. W końcu się poddałem i spojrzałem na niego. Miał na twarzy słodki uśmieszek.
-Dobra, niech ci będzie. Obiecuję, że nie zniknę i będę mieć włączony telefon.- Powiedziałem.
-Od razu lepiej. Do usłyszenia...- Odsunął się od drzwi.
   Pożegnałem się z nim i wyszedłem. Całą drogę do domu byłem uśmiechnięty. Stanąłem przed drzwiami i nie wszedłem do środka. Po chwili zastanowienia usiadłem na małych schodkach i siedziałem tak długo aż się ściemniło. Myślałem o tym wszystkim. Przypomniałem sobie ten cały dzisiejszy dzień, jednak najbardziej utkwił w mojej głowie ten pocałunek. Niby nic takiego, ale w nim coś było. To sprawiało, że nie chciałem by wtedy przerywał. Chciałem by to zaszło dalej, lecz wtedy nie byłoby tak magicznie i wyjątkowo. To wciąż dla mnie obcy człowiek, ale powoli go poznaję i ciągle mi mało. Kryje w sobie coś co bardzo mnie do niego ciągnie.
   W końcu przekroczyłem próg domu. Uśmiechniety poszedłem do kuchni. Oczywiście nie obeszło sie bez pytań mamy.
-Coś się stało?- Zapytała czule.
-Owszem, stało się, ale nie ma o czym rozmawiać...- powiedziałem i chciałem ją wyminąć, ale stanęła mi na drodze.
-Powiedz o co chodzi.- Drążyła temat.
-Nie widzisz, że nie mam ochoty z tobą rozmawiać?!
   Ona wtedy zaniemówila, a ja wykorzystałem okazję i zamknąłem się w pokoju. Wziąłem do reki telefon i sprawdziłem wszystkie nieodebrane połączenia i wiadomości. Najwięcej było od... Gerarda? Skąd on miał mój numer? Przy tych wszystkich wiadomościach podpisał się. Nagrał się też na pocztę głosową. On chyba naprawdę się bardzo martwił. Mikey również próbował się dodzwonić, ale też Oliver. No tak... zapomnaiłem o nim całkiem. 
   Postawnowiłem napisać do niego sms-a: "Przepraszam, że nie odbierałem, ale musiałem sobie wiele przemyśleć. Może chciałbyś się ze mną jutro zobaczyć?". I wysłałem go. Nie dostałem od razu odpowiedzi.
   Przebrałem się w wygodniejsze ubrania i położyłem się na łóżku. 
   
   Do drzwi mojego domu ktoś zapukał. Otworzyła moja mama, a już po chwili w moim pokoju stanął Gerard. Bez słowa tak stał, z uśmiechem. Wstałem do niego i złapałem za jego ręce. Spojrzałem w jego oczy i utonąłem w nich. Mógł zrobić co chce a ja i tak bym nie zauważył. Zahipnotyzował mnie. Położył dłoń na moim policzku i nachylił się. Przymróżyłem oczy i czekałem aż to zrobi. Bardzo tego chciałem.
   Nagle obudził mnie telefon. Zdezorientowany rozejrzałem się po pokoju. To wszystko okazało się snem. A było takie realistyczne. Próbowałem uspokoić oddech, który był zdecydowanie przyspieszony.
   Zajrzałem na wyświetlacz telefonu i okazało się, że Oliver odpisał. "Okej :) To o 15.00 tam gdzie ostatnio"-odczytałem. Miałem jeszcze trochę czasu. Gdy tylko uspokoiłem się po tym śnie, wstałem i poszedłem się wykąpać. 
  Gdy byłem pod prysznicem zadzwonił mi telefon. Zakręciłem wodę, usiadłem w kabinie i odebrałem.
-No sprawdzam czy mnie nie okłamałeś i naprawdę odbierzesz telefon....- Usłyszałem wesołego Gerarda.
-Jak widzisz pomimo tego, że jestem pod prysznicem to odebrałem- Zaśmiałem się.
-Mmm..Pod prysznicem... Bez ubrań..- Rozmarzył się
-Ej...Tylko nic sobie nie wybrażaj!- Oburzyłem się.
-No dobra, dobra... Już cię sprawdziłem, więc teraz...miłej kąpieli.- Powiedział miło.
-Dziękuję, Gee...- Odpowiedziałem i rozłączyliśmy się.
   Chwilę siedziałem tak uśmiechnięty z telefonem w ręku aż się opamiętałem i dokończyłem kąpiel. Ubrałem się w czyste ubrania i wyszedłem na spotkanie z Oliverem do kawiarni.

środa, 29 stycznia 2014

# IX Rozdział

Chcę wam powiedzieć, że tymi komentarzami pod postem układacie dalej rozdziały:* Nie mam określonego planu na to wszystko. Nawet ja nie wiem jak to się skończy :D
Miłego czytania:*

   Minęły 4 dni odkąd dowiedziałem się jaki jest Gerard. Nie rozmawiałem przez ten czas z absolutnie nikim. Po rozmowie z przyjacielem wróciłem do domu i zamknąłem się w pokoju. Siedzę tu sam, nie zwracając uwagi na błagania rodziców pod drzwiami, ciągłe telefony i przychodzące powiadomienia na laptopie. Nie ruszam się z miejsca. Cały czas leżę, co jakiś czas w nocy wychodząc do łazienki. Nawet nie mam ochoty jeść. Sam nie rozumiem tego wszystkiego. Przecież nic się jeszcze nie stało. Usłyszałem tylko prawdę o chłopaku, który okazuje się chyba dużo dla mnie znaczyć. Nikt nie może nic zrobić. Nikt nie zrozumie co właśnie czuję.
   Co mi to da, że będę zamknięty w pokoju? Powiniem coś zrobić, a nie zamartwiać się nie wiadomo czym. W głowie mam pustkę. Całkowicie skupiłem się na jednej rzeczy, która jest mi obca. Boję się. Boję się, że zakochałem się w chłopaku, który bierze mnie tylko za kolejną 'przygodę'.
   Wielokrotnie myślałem o tym co powiem mu, gdy stanę przed nim. Obawiam się, że nie wyduszę z siebie ani słowa. Jestem tchórzem. Unikanie go też mi nic nie da, a wręcz jest niemożliwe. Będąc u Mikey'a w domu zawsze mogę się na niego natknąć.
   Zebrałem się w sobie i wyszedłem wreszcie z pokoju. Przerażona mama od razu rzuciła mi się na szyję, mówiąc coś pod nosem.
-Idę się przejść.- Powiedziałem obojętnie, wyrywając się z uścisku matki.
-Syneczku, co się dzieje?- Zapytała. W jej drżącym głosie słyszałem troskę.
-Nic. Potrzebuję się przejść.- Powiedziałem wychodząc. 
   Wziąłem ze sobą kurtkę i po drodze ją ubrałem. Mocno wiało. Zrobiło się bardzo zimno. Poszedłem do parku. Do tego samego parku, kiedy to uciekłem z domu i Mikey przygarął mnie do siebie. Wtedy wszystko się zaczęło.
   Usiadłem na jednej z ławek i tępo patrzałem przed siebie. W tym momencie nie czułem nic. Kuliłem się z zimna, ale nie miałem zamiaru wracać do domu. Nagle poczułem na sobie kroplę deszczu, a po chwili zaczęło padać bardziej. Na dworze nie było żadnej żywej duszy. Prócz mnie... i zbliżającej się do mnie postaci. Ledwo widziałem ją przez drzewa. Nie skupiłem się za bardzo na tym. Bawiłem się swoimi palcami, podczas gdy cały zacząłem nasiąkać deszczem. Postać ta była coraz bliżej, jednak wciąż nie mogłem dostrzec twarzy. Spojrzałem na swoje splątane i zmarznięte place.
-Jezu... Jak ja się o ciebie martwiłem- Usłyszałem. 
   W tym momencie moje serce na moment jakby się zatrzymało. Moje ciało przeszedł dreszcz. Idealnie rozpoznawałem ten głos. Uniosłem głowę w górę i okzało się, że się nie pomyliłem. Nade mną stał przemoczony Gerard.
-Co tutaj robisz w taką pogodę?!- Zapytał. Ja wciąż milczałem. Przyglądałem się mu bez słowa. -Powiesz coś? Dlaczego się nie odzywałeś?- Drążył dalej. Usiadł obok mnie na ławce.
-B-bo ja nie rozumiem...czego ode mnie chcesz.-Wydusiłem z siebie, nie patrząc na niego.
   Przez chwilę nie słyszałem odpowiedzi. Moja twarz była odwrócona w przeciwnym kierunku. Nie moglem dostrzec co chłopak właśnie robi. Nawet mnie to nie interesowało. Cały czas w milczeniu czekałem na jego odpowiedź. Nagle poczułem na swoim policzku ciepły pocałunek, przy którym zamknąłem oczy. 
-P-przepraszam...- Zająknął się chłopak odwrcając wzrok.
   Powoli odwórciłem głowę i spojrzałem na niego. Nie poznawałem go. Jego policzki się zarumieniły, a oddech przyspieszył. On patrzał przed siebie, ja dalej na niego.
-Czy to miała być odpowiedź na moje pytanie?- Zapytałem już nieco pewniej, ale w duszy byłem jeszcze bardziej rozdarty.
-Przepraszam... Zapomnij o tym i proszę, nie mów mojemu bratu o tym- Nawet nie próbował na mnie zerknąć.
-Gerard. Odpowiedz mi, czy to coś dla ciebie znaczy? Czy zgrywasz nieśmiałego żebym naiwnie myślał, że coś czujesz?- Ledwo przeszło mi to przez gardło.
-O czym ty mówisz? Ten skurwiel ci coś nagadał?!- Gwałtownie na mnie popatrzał.
-Rozmawiałem z Mikey'em i...
-I co ci powiedział?- Przerwał mi. Wyraźnie się zdenerwował.
-Mówił, że podrywasz każdego chłopaka, nie jesteś z nim długo i zaciągasz go potem..no..do łóżka. No powiedział, że tak jakoś mniej więcej wygląda twoja taktyka- Powiedziałem cicho.
-Wierzysz mu?- Spojrzał mi w oczy.
-Gerard... Ja nie wiem. Nie znam cię. Nie wiem też dlaczego miałby mnie okłamywać...
-Nie robię tego co powiedział, a tym bardziej nikogo nie zaciągam do łóżka. To prawda, że nie jestem świętoszkiem bo coś w tym jest. Miałem wielu chłopaków, ale nigdy tym związkom nie towarzyszyły żadne szczególne uczucia, dlatego nie trwały długo. Przepraszam-Mówił spokojnie, nie odrywając ode mnie wzroku.
-Ale...za co przepraszasz?- Zdziwiłem się. Byłem w niego wpatrzony i skupiony na tym co mówi.
   Niespodziewanie wpił się w moje usta. Automatycznie zamknąłem oczy. Nie próbowałem go od siebie odciągać. Poddałem się pocałunkowi. O dziwo było mi naprawdę dobrze. Czułem jego ciepłe usta, czule przywarte do moich. Po naszych twarzach sływał deszcz, który nieustępliwie padał. Wiatr wiał z taką samą siłą. My skupieni tylko na sobie, z zamkniętymi oczami, napawamy się magią tego pocałunku. Po chwili on się oderwał, a ja powoli otworzyłem oczy.
-Za to przepraszam- Uśmiechnął się lekko.
   Całkowicie brakło mi słów. Moje serce biło jak szalone. Wciąż na niego patrzałem. Miałem lekko uchylone usta, tak jak zostawił je po pocałunku. Wyglądał ślicznie. Po jego czarnych włosach splywała woda, tak jak również po jego zgrabnym, małym nosku, drobnych ustach i całym ubraniu. Dopiero teraz dostrzegłem jakie ma piękne oczy, które w tym momencie wpatrywały się we mnie.
-Powiedz coś, Frankie...- Powiedział, kładąc dłoń na moim udzie.
   Przecząco pokręciłem głową, lekko się uśmiechając. Nie wiedziałem co mówić. W tym momencie myślałem tylko o tym jak wspaniale całuje. O tym co przed chwilą miało miejsce. Nie spodziewałem się tak śmiałego kroku z jego strony.
-Pójdziemy do mnie? Mikey wczoraj wyjechał na trzy dni więc dzisiaj go na pewno nie będzie...- Powiedział do mnie zachęcająco.
-No...Dobrze.- Odpowiedziałem.
   On ucieszony od razu wstał, łapiąc mnie za rękę. Szybko się jednak opamiętał i puścił mnie. Powoli udaliśmy się w stronę domu, a deszcz przestał padać. Zaprosił mnie do środka i znowu miło przywitała nas jego mama. Gerard szybko przemknął do pokoju wraz ze mną, by uniknąć jej pytań. 
   Usiadłem na kanapie w jego pokoju, a on oparł się o biurko, na przeciwko mnie.
-Opowiesz mi coś o sobie? Coś z przeszłości...-Zaczął Gee.
-O nie...To ty mi powiesz jak to wszystko wyglądało naprawdę z twoimi chłopakami...-uśmiechnąłem się.
-To faktycznie może przełóżmy tą rozmowę- zaśmiał się- Teraz mogę ci odpowiedzieć na twoje pytanie..
-Jakie pytanie?- Zapytałem zdezorientowany.
-Czy ten pocałunek dla mnie coś znaczył... Owszem, był dla mnie bardzo ważny... Codziennie chodziłem do tego parku z nadzieją, że tam będziesz, bo nie wiem gdzie mieszkasz. Mikey mówił, że tam przesiadujesz i postanowiłem się nie poddawać. Nawet jeśli ty nic nie czujesz...-Powiedział.
   Byłem w niego wpatrzony. Mówił to tak niesmiało, ale odważnie. Ma taki uroczy uśmiech i małe ząbki. Teraz zastanawiam się co mu powiedzieć. Mogę skłamać, że nic nie czuję i zobaczyć czy będzie się starał. Mogę też powiedzieć prawdę i automatycznie staniemy się parą. Trzeba to przemyśleć...

środa, 22 stycznia 2014

# VIII Rozdział

Przepraszam, że tak długo czekałam z tym rozdziałem, ale wyjechałam na ferie i nie miałam warunków *pokoju wyłącznie dla siebie* żeby go dokończyć. Wreszcie w nocy jestem sama ;-; Dodatkowo chciałabym napisać, że uwielbiam wasze komentarze :) Takie są miłe i konkretne opinie pokazują mi na czym mam się skupić:* Dziękuję^^
Miłego czytania <3

   Robiło się już chłodno. Postanowiłem wrócić do domu. Właściwie nie wiedziałem co tam zastanę. Jakby tego było mało czekała mnie rozmowa z Gerardem. Teraz przynajmniej będę wiedzieć z kim rozmawiam. Otworzyłem drzwi domu, a na szyję od razu rzuciła mi się mama. Wyrwałem się z uścisku i zamknąłem się szybko w pokoju. Nie zwracałem uwagi na pukanie do drzwi. Ignorowałem to i byłem ciekaw czy Gerard jest już dostępny. Włączyłem laptopa i położyłem się z nim na łóżku. Włączyłem odpowiednią stronę i napisałem do niego. Tak zaczęła się nasza wieczorna rozmowa. Nie przejmowaliśmy się za bardzo zakazem, który postawił Gerardowi brat. Dopóki nie wie, że ze sobą rozmawiamy, to jest dobrze.
   Nasza rozmowa zeszła na temat naszego życia prywatnego, a konkretnie tego jak się obchodzą z nami kiedy znają naszą orientację. Okazało się, że jego rodzice tolerują. Nawet troszkę nie przeszkadza im to, jednak Mikey wstydzi się go przez to. Uważa, że jest w stanie poderwać lub naprowadzić na 'złą' drogę jego kolegów, dlatego nikogo nie przyprowadzał do domu. Ja byłem jednym z nielicznych.
   Zastanawiałem się czy mnie też się będzie teraz tak wstydził. Wszyscy i tak wiedzą już, że jestem inny. Czy teraz nie będzie się do mnie przyznawać? Nie wiem jak to będzie. Mam nadzieję, że nic między nami się nie zmieni, a jego stosunek do brata polepszy się.
   Gdy zrobiło się późno, pożegnaliśmy się i położyłem się spać. Zasnąłem bez problemu. Czułem się tak przyjemnie po rozmowie z nim. O wiele lepiej mi się z nim rozmawiało, wiedząc kim jest.

   No tak. Skończył się długi weekend i czas do szkoły. Zebrałem wszystkie potrzebne rzeczy do plecaka i ubrałem się. Po chwili byłem gotowy do wyjścia. Szybko wymknąłem się z domu by uniknąć spotkania z rodzicami. Nie miałem ochoty z nimi rozmawiać, a już tym bardziej rano. W uszach miałem słuchawki i wolno doszedłem do szkoły. Lekcje rozpoczynała matematyka. Nudziłem się na niej jak cholera. Przeminęło kilka równie nudnych lekcji i w końcu czas na historię. Byłem ciekaw czy Gerard tego dnia zdecyduje się przyjść do szkoły.
   Wchodząc do sali byłem pierwszy. Usiadłem w ławce gdzie zawsze i powoli zaczęli się wszyscy schodzić. Zadzwonił dzwonek a do sali przyszedł Gee. Z uśmiechem powędrował na koniec klasy i usiadł obok mnie witając się. Oczywiście nie mieliśmy zamiaru słuchać nauczyciela. Pisaliśmy do siebie liściki. Jak sobie o tym pomyślę, to można odnieść wrażenie, że jest to przesłodzone. Wtedy jakoś myślałem tylko o tym, że on siedzi obok mnie i możemy ze sobą rozmawiać. Takich spotkań nikt nie może nam zabronić, ponieważ na lekcji historii będziemy widzieć się za każdym razem.
   Lekcja skończyła się dość szybko. Nagle zadzwonił dzwonek i wszyscy powoli opuszczali klasę. Musieliśmy się już pożegnać. Nie chciałem by to tak zawsze wyglądało. Z nim jestem cały czas uśmiechnięty. Zapominam o wszystkim i liczy się w tej chwili tylko on. 
   To była moja ostatnia lekcja i poszedłem pod szkołę by poczekać na Mikey'a. Wyszedł zaraz po mnie i poszliśmy do jego domu. Zaprowadził mnie do swojego pokoju, a Gerard kończył dziś lekcje nieco później.
-Mikey..dlaczego tak izolujesz mnie od swojego brata?-zapytałem po chwili.
-Powiedział ci coś?- Zdziwił się.
-A co miał mi powiedzieć? Nie rozmawiałem z nim- Skłamałem.
-To dobrze. Nie ważne.-Powiedział cicho.
-Nie ważne? Nie rozumiem o co ci chodzi. Jest jakiś niebezpieczny czy coś? Odnoszę wrażenie, że coś ukrywasz i ma to związek ze mną- Brałem go pod włos.
-Po prostu lepiej będzie jak nie będzie się do ciebie zbliżał.-Odpowiedział stanowczo.
-Lepiej dla kogo? Mógłbyś mnie już nie okłamywać? Powiedz mi prawdę- Stanąłem tuż przed nim.
   On się wyraźnie schował. Tak jakby... Się bał tego co zrobię? Może on myśli, że ja się w nim zakochałem czy coś podobnego. Tak jakby odczuwał wstręt przed kontaktem z chłopakiem. Gdy tylko to zauważyłem natychmiast się cofnąłem o krok.
-Powiesz mi to sam czy mam pójść do Gerarda i on mi powie..?- Powiedziałem przerywając ciszę w pokoju. Oboje usłyszeliśmy, że jego brat wrócił do domu.
-Tylko nie idź do niego... Niech ci będzie. Powiem o co chodzi.- Wciąż na mnie nie patrzał- Mój brat nie ma żadnych skrupułów. Podrywa każdego faceta, który tylko napatoczy mu się na drogę. To, że jest gejem to wynika chyba samo z siebie. Nie raz przyprowadzał tu swoich chłopaczków i był z nimi po jakiś tydzień. Najdłużej był pół roku z chłopakiem, który go zostawił i wyjechał gdzieś daleko. Nie mają ze sobą kontaktu a Gerard zamknął się w sobie i odstawia różne dziwne numery. Po prostu nie chcę by ciebie też omotał. Znam go dobrze i na pewno lepiej od ciebie. Dla niego mój przyjaciel to świetny 'obiekt' do podrywu.
   Nie wiedziałem co powiedzieć. Właściwie to co mówi Mikey ma w tej chwili ogromne znaczenie. Czyżbym faktycznie był dla niego tylko jakimś tam obiektem do krótkiej zabawy? Nie wyglądał mi na takiego chłopaka. Raczej na takiego, który jest nieśmiały, delikatny, miły i godny zaufania. Nie wiem czy warto sprawdzać jaki jest. Wszystko by się zgadzało. To dlatego był dla mnie taki miły.
-Dlaczego uważasz, że mógłby akurat wybrać mnie?- Zapytałem w końcu.
-Frank... Ja widzę jak on ciebie patrzy. Od razu widzę, że coś knuje. Wiedział, że przyjdziesz na noc i specjalnie czekał pod drzwiami żeby otworzyć. To nie był przypadek.- Spojrzał na mnie.
-Ale ja chyba też mam coś do powiedzenia, prawda? Żeby mnie uwieść musiałby mi się podobać!
-A nie podoba ci się?- Podparł się o biurko.
   Zacząłem się zastanawiać co właściwie mam powiedzieć. Wbiłem wzrok w podłogę.
-Nie chcę byś z takim draniem przeżył swój pierwszy raz. Bo on właśnie do tego dąży. Nie wiem czy mu się udaje, bo to mnie nie obchodzi, ale... -Mówił.
-Mikey..- Przerwałem mu- Ale ja już miałem swój pierwszy raz i nawet go nie pamiętam, więc co do tego świętoszkiem nie jestem...
-Jak to miałeś? Co chcesz przez to powiedzieć?- Zapytał spokojnie.
-To jest teraz nie ważne. Po prostu... Dziękuję, że mi to wszystko powiedziałeś. Może nie wpakuję się w kolejne bagno- Odpowiedziałem i usiadłem na łóżku.
   Obaj na jakiś czas zamilkliśmy. Za każdym razem kiedy chciałem coś powiedzieć, to nie potrafiłem. Miałem w głowie tysiące myśli i nie wiem, które z braci mówi prawdę.

niedziela, 12 stycznia 2014

# VII Rozdział

Nie mam co tu za dużo mówić... Dziękuję, że dajecie jakieś znaki, że czytacie co piszę. Szkoda tylko, że w większości anonimowo :c I tak miło bardzo :*
Miłego czytania <3

        Gerard usiadł obok mnie, a ja na niego pytająco spojrzałem. On wiedział o co chodzi. Nic nie mówił, tyko mi się przyglądał. W tym momencie nie wiedziałem o co może mu chodzić. Nie odrywał ode mnie wzroku.
-Dlaczego tak na mnie patrzysz?- Zapytałem w końcu.
   On nic nie powiedział i najwyraźniej speszył się, bo przyniósł swój wzrok w podłogę. 
-Powiesz mi o co pokłóciłeś się z Mikey'em?- Pytałem dalej licząc na jakąkolwiek odpowiedź.
-O ciebie..- Powiedział cicho.
   Patrzałem na niego i czekałem aż powie coś więcej. On wziął głęboki oddech i popatrzał na ścianę, zastanawiając się jak ująć to w słowa.
-Bo..To jest długa historia, ale tak mówiąc w skrócie... My się już od dawna znamy. Ta osoba z internetu to ja. To ze mną po nocach pisałeś nie wiedząc kim jestem. Ja wiedziałem. Odkąd dowiedziałem się, że przyjaźnisz się z moim bratem obawiałem się właśnie tej kłótni. Pewnie się domyślasz o co chodzi..- Wtedy spojrzał na mnie. 
-No niekoniecznie... Wciąż nie rozumiem. Jeśli to byłeś ty...- Na chwilę się zamyśliłem.- To ty również jesteś gejem.
-Właśnie o to chodzi. Gdyby Mikey wiedział, że już ze sobą rozmawialiśmy to był mnie zabił. Dał mi całkowity zakaz zbliżania się do ciebie, bo uważa, że mogę cię skrzywdzić, wykorzystać czy coś w ten deseń.
   Upuściłem głowę i wbiłem wzrok w swoje splątane palce. Czułem jak serce zaczyna mi mocnej bić. Przede mną siedzi chłopak, o którym cały czas myślałem. Martwiłem się kiedy znikł. Można wręcz powiedzieć, że się w nim zakochałem, a on okazał się być bratem mojego przyjaciela. W dodatku kłócił się o to, żeby mieć ze mną kontakt. Ja nie wiem co mam o tym myśleć. Przecież Mikey nie może zabronić mi rozmów z Gerardem. On jest nieszkodliwy. To, że jestem gejem to nie znaczy, że lecę na każdego faceta. Tutaj również w grę wchodzi miłość. Bardzo silna miłość, którą obawiam się, że właśnie doświadczam. Obawiam się, że osoba którą kocham właśnie siedzi przede mną i czeka aż coś powiem. Nie podejmuje żadnych kroków, bym się nie przestraszył. Tylko pytanie czy on do mnie też coś czuje. Może dla niego to zwykła znajomość przez internet. 
-Czyli Mikey nie wie, że rozmawiamy przez internet?- Wydusiłem z siebie, nie przenosząc wzroku.
-Nie wie. Nie mógłbym mu tego powiedzieć, ponieważ... Ja chcę z tobą utrzymywać kontakt. Bardzo chcę- Mówił.
   Znów zamilkłem. Te słowa mogły wiele znaczyć. Za kogo on mnie ma? Za przyjaciela, czy może liczy na coś więcej. Ja sam nie wiem czego oczekuję. Mam go przed sobą i nie wiem co zrobić. Czuję coś, czego jeszcze nigdy nie czułem. Teraz wszystko się wyjaśnia: Jego zachowanie kiedy mnie pierwszy raz zobaczył, wyczekiwanie kiedy miałem przyjść do nich spać, teraz mi wszystko opowiedział. Ja się chyba zakochuję. Nie potrafię tego zatrzymać. To silniejsze ode mnie.
-Bądź dziś dostępny na czacie, Gee... Proszę- Powiedziałem jednocześnie wstając. 
   Wyszedłem z pokoju i zszedłem na dół do przyjaciela. Nie chciałem dać po sobie poznać, że coś jest nie tak, ale to było trudne. W życiu nie myślałem, że nastąpi taka sytuacja. Nie rozumiem dlaczego Mikey chce chronić mnie przed swoim bratem. Wcześniej tego nie robił. Jednak ta informacja, że jestem gejem dużo zmieniła. Nie tylko w mojej rodzinie, przyjaźni, ale i chyba się zakochałem. 
   Zjedliśmy razem śniadanie, a gdy już wychodziłem to Gerard zszedł na dół. Mikey rzucił mu groźne spojrzenie, gdy się do mnie uśmiechnął i miło pożegnał. 
   Od razu poszedłem do parku. Chodziłem wśród drzew, myśląc o tym co się wokół mnie dzieje. Moje życie po przyjeździe tutaj diametralnie się zmienia. Nie wiem jak mogłem puszczać się tyle czasu z ludźmi, których nawet nie znałem. Nie wyobrażam sobie do tego wracać. Jednak wtedy nawet bym nie pomyślał, że teraz będę miał rozterkę miłosną. Sam nie wiem czy to z Gerardem to miłość, zauroczenie, a może zwyczajna przyjaźń. Nie doznawałem nigdy żadnego z tych uczuć. Wiem, że na pewno czuję zupełnie coś innego będąc z Mikey'em niż z Geardem. Całkiem inne uczucia mi towarzyszą. Niestety nie potrafię ich określić. Są mi obce.

piątek, 3 stycznia 2014

# VI Rozdział

Rozdział jest szybciej niż przypuszczałam :3  Dziękuję za komentarze :) Miłego czytania^^


   Mikey na mój widok miło się uśmiechnął. Bez słowa zaprowadził mnie do góry, do swojego pokoju. Usiadłem na rozłożonym już łóżku, a on usiadł na krześle, na przeciwko mnie.
-O co tym razem się pokłóciliście..?- Zapytał chłopak.
-To nie ważne. Oni po prostu mnie nie tolerują, bo powiedziałem im prawdę. Pomimo tego, że byłem z nimi szczery, oni i tak uważają, że jest inaczej.- Powiedziałem smutno.
-Ale czego w tobie nie tolerują? Przecież coś musi być na rzeczy...- Drążył.
-Naprawdę nie ważne, Mikey- Starałem się skończyć ten temat.
-Nie ważne?! Jesteśmy przyjaciółmi. Powinieneś mi zaufać! Skoro pokłóciłeś się o to z rodzicami, to musi być to coś poważnego.- Nie zamierzał odpuścić.
-No dobrze... Nie chciałem ci tego mówić, żebyś mnie nie znienawidził....- Zacząłem.- Pamiętasz jak mówiłeś o tych plotkach dotyczących mnie? O tym, że jestem gejem?
-No pamiętam- Wyglądało na to, że wciąż nic nie podejrzewa.
-To jest prawda. O to się właśnie pokłóciłem. Rodzice uważają, że tak nie jest. Nie przyjmują tego do wiadomości.- Wbiłem wzrok w podłogę.
   On patrzył na mnie ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy. Nie wiedziałem co zrobić, powiedzieć. Czekałem aż on zrobi pierwszy krok.
-Dlaczego mi od razu nie powiedziałeś?- Zaczął wreszcie.
-Jakoś bałem się, że tego nie zaakceptujesz... Prawie nikt nie akceptuje- Odparłem.
-Ale..Ja akceptuję. - Powiedział niepewnie i przytulił mnie. 
   Jakoś zdziwiło mnie trochę jego zachowanie. Przecież nigdy się nie przytulaliśmy, a teraz dowiedział się, że lubię chłopców. Miałem mu zadać jedno pytanie z mojej strony, które już jakiś czas mnie dręczy. Niestety on gdy tylko mnie puścił, wyszedł na chwilę z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Po chwili wrócił nieco zdenerwowany. Nie chciał powiedzieć o co chodzi, ale był u brata. Właśnie tego miało dotyczyć moje pytanie, ale może postaram się czegoś jutro dowiedzieć. 
   Mikey zostawił mnie w pokoju pod pretekstem, że powinienem odpocząć. Ja już nic nie rozumiem. Po tym jak się dowiedział prawdy zachowuje się jakoś dziwnie, ale mówi, że to toleruje. 
   Położyłem się i zamknąłem oczy. Próbowałem zasnąć, ale to nie dawało mi spokoju. Wstałem i poszedłem na dół do kuchni, napić się. Akurat trafiłem na kłótnię Mikey'a z bratem. Jak tylko się pojawiłem, od razu ucichli. Udawali, że nic się nie stało. Napiłem się i wróciłem do góry. Nie miałem ochoty na kłótnie z nimi o tej godzinie.
   Kiedy przerwałem im kłótnię, zdążyłem usłyszeć tylko 'Nawet nie próbuj go tknąć'. Mówił to Mikey. Co to miało znaczyć? O kogo chodzi? Teraz to na pewno muszę z nim o tym porozmawiać. 
   Leżąc tak w łóżku, bawiłem się telefonem. Nie chciało mi się spać. Rodzice nawet nie próbowali się ze mną skontaktować. Dla mnie to właściwe dobrze. Nie potrzebuję ich nędznych wyżaleń jaki to jestem okrutny, że nie daję im szansy. 
   Gdy otworzyłem oczy, Mikey siedział przy mnie w pokoju. Było już rano. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem. On siedział odwrócony bokiem do mnie i nie zauważył, że się obudziłem. 
-Mikey?- Zapytałem zaspany.
-O cześć Frankie... Jak się spało?- Mówił jakby nic się nie stało.
-No dobrze... Ale od wczoraj dręczy mnie jedna sprawa...- Postanowiłem nie zwlekać i zapytać od razu, kiedy tylko nadarzyła się okazja.
-A jaka?- Wciąż nie wiedział o co chodzi.
-Co jest pomiędzy tobą a Gerardem?- Zacząłem.
-To... Nie ma znaczenia. Po prostu musiałem sobie z nim wyjaśnić kilka spraw.- Spuścił głowę od razu wstał z krzesła podchodząc do okna.
-Mi każesz sobie zaufać i wszystko mówić, a sam przede mną coś ukrywasz. To nie jest w porządku.- Ciągnąłem.
-Mówię, że to nie jest ważne. Odpuść sobie!- Wyszedł.
   Opadłem na poduszkę i nie wiedziałem co robić. Przecież nie mogę odpuścić. Dowiem się o co chodzi. Muszę się dowiedzieć.
   Wstałem i poszedłem do łazienki się ogarnąć. Wychodząc z niej ujrzałem Gerarda. Bez wahania do niego podszedłem, naiwnie wierząc, że może on mi coś powie. Bez słowa zaprosił mnie do pokoju. Nic się nie zmieniło. W pokoju wciąż były zasłonięte rolety. Panowała tam ciemność. Była zapalona mała lampka na stoliku. Czułem się dziwnie w tym miejscu. Dziwnie spokojnie i przyjemnie. 

czwartek, 2 stycznia 2014

# V Rozdział

  No i jest kolejny rozdział. Następny postaram się napisać szybciej. Mam nadzieję, że Nowy Rok zaczęliście miło :3

   Spojrzałem na zegarek. O cholera! To już jest tak późno!? Wstałem z łóżka i szybko ubrałem na siebie czarne, obcisłe rurki, koszulkę  z GNR oraz pieszczochę na rękę. Włosy standardowo porozrzucane niedbale po całej głowie. Do całego stroju ubrałem glany. Bez zbędnego tłumaczenia się rodzicom wyszedłem z domu na umówione wczoraj spotkanie. Szedłem wolno do wybranej przez niego kawiarni. 
   Po wejściu od razu było czuć tech zapach świeżo parzonej kawy. Mmm... Ocknąłem się i nagle zauważyłem chłopaka. Już tam siedział. Czekał na mnie. Całkiem pewny siebie podszedłem do niego i usiadłem na przeciwko stolika, przy którym siedział.
-Witaj- Powiedział miło do mnie.
-No cześć...Tak właściwie to dlaczego chciałeś się ze mną spotkać?- Od razu zadałem najbardziej nurtujące mnie w tej chwili pytanie.
   Zauważyłem, że Oliver się wyraźnie zmieszał. Jednak ja wciąż oczekiwałem odpowiedzi.
-Tak jakoś...- Odpowiedział niepewnie.
   Lekko się uśmiechnąłem, gdy przyszła kelnerka. Była bardzo ładna i skąpo ubrana. Każdy facet się za nią oglądał. No oczywiście nie ja, z wiadomych powodów. Jednak zauważyłem, ze na Oliverze też nie zrobiła wrażenia. Oboje zamówiliśmy po kawie i zaczęliśmy rozmawiać. Temat kręcił się głównie wokół muzyki. Nie pytał o zbyt wiele. W pewnym momencie odniosłem wrażenie jakby ze mną flirtował. Może to było tylko błędne wrażenie. Może był tylko nadzwyczaj miły. 
   Po dwóch godzinach pożegnaliśmy się. Podobało mi się z nim. Nie wiem czego się po nim spodziewać i to mi się podoba. 
   Poszedłem do domu. Wszedłem do pokoju i dopiero po chwili zorientowałem się, że rodzice siedzą w moim pokoju i czekają na mnie. Z twarzy od razu zszedł mi uśmiech i chciałem wyjść z pokoju.
-Możesz z nami porozmawiać?- Zaczął ojciec.
-O czym znowu?! Już wam wszystko powiedziałem wczoraj.- Nawet nie odwróciłem się do nich.
-Dlaczego nie powiedziałeś nam, że jesteś gejem?!- Zapytał od razu.
   Wziąłem głęboki oddech i odwróciłem się w ich stronę.
-Niby jak miałem to wam powiedzieć?! Wiem jaki jest wasz stosunek do 'pedałów'!!!!- Mówiłem próbując zachować spokój.
-Nie mów tak!- Mama zakryła twarz.
-To są wasze słowa. Dobrze wiedziałem, że nie zaakceptujecie tego. Wiedziałem, że jakbym przyprowadził do domu swojego chłopaka to byłaby awantura i na tym by się skończyło.- Poczułem ulgę wygarniając im to wszystko.
-Masz chłopaka?!- Zapytał zdziwiony ojciec, prawie że krzycząc.
-Nie mam i nie miałem. Już wam mówiłem, że byłem tylko dziwką na jedną przygodę.- Powiedziałem sucho.
-Licz się ze słowami! Nie byłeś żadną dziwką!- Powiedziała matka.
-Nie? Naprawdę? Czyli uważasz, że to normalne? Popierasz mnie w tym? W takim razie nie ma dla was znaczenia to, że jestem gejem?- Zacząłem wymieniać.
-Nie jesteś żadnym gejem! Jesteś jeszcze młody i sam nie wiesz kim jesteś- Powiedziała spokojnie.
-Czy ty siebie słyszysz? To jakiś żart?!- Zacząłem tracić cierpliwość.
-To nie żart!  Wierzę, że jesteś normalny!- Mówiła.
-Że jestem normalny?! To, że lubię tą samą płeć sprawia, że jestem jakiś chory?! Wiedziałem, że z wami nie można rozmawiać normalnie.- Wyszedłem szybko z pokoju.
-Wracaj tu!- Usłyszałem za sobą.
   Nie odwróciłem się. Bez zastanowienia wybiegłem z domu i jak się już nieco oddaliłem to zwolniłem. Dostałem się do parku. Robiło się ciemno. Usiadłem na jednej z ławek i zastanawiałem się co zrobić. Nagle zadzwonił mi telefon. Byłem pewien, że to rodzice i nie odbierałem. Nawet nie spojrzałem na wyświetlacz, żeby sprawdzić kto dzwoni. W końcu po 6 odrzuconych połączeniach odebrałem.
-Frank?! Dlaczego ty nie odbierasz telefonu!? W porządku?- Zapytał niespokojnie Mikey.
-Przepraszam. Myślałem, że to rodzice dzwonią. Nie chciałem z nimi rozmawiać..- Odpowiedziałem.
-Rodzice? To gdzie ty o tej godzinie jesteś?!- Nie zmieniał tonu.
-Właśnie usiadłem w parku...- Odpowiedziałem.
-Żartujesz, prawda? W parku o tej godzinie? To jest niebezpieczne, a w dodatku robi się zimno!
-Nie mam zamiaru wracać do domu...- Powiedziałem stanowczo.
-Poczekaj chwilę..- Powiedział do mnie. Słyszałem głos jego matki i jego. O coś ją pytał.- Przychodź do mnie- Powiedział w końcu do słuchawki.
-A-ale jak to?!- Zdziwiłem się.
-Tak to! Dzisiaj śpisz u mnie. Chodź już bo się robi ciemno- Mówił z troską w głosie.
   Nie zdążyłem nic powiedzieć, a on się rozłączył. Postanowiłem pójść. W końcu i tak nie mam gdzie się zatrzymać. Powrót do domu odpadał. Nie mogłem tam wrócić. Przynajmniej nie dzisiaj.
   Schowałem telefon do kieszeni i wolnym krokiem powędrowałem do domu przyjaciela. Zapukałem do drzwi. Otworzył je Gerard. Nie ukrywałem swojego zdziwienia. Zaprosił mnie do środka i miło powitał. Wydawałoby się, że wiedział o moim przyjściu. Po krótkiej chwili przyszedł do mnie Mikey, a jego brat tak po prostu odszedł. Odniosłem wrażenie, że chyba są ze sobą skłóceni, a Gerard nie chce wszczynać kłótni.