sobota, 22 marca 2014

22 MARZEC 2014


Dla wszystkich to trudny dzień, prawda? Dzisiaj mija rok od rozpadu My Chemical Romance. Ciężko w to wszystko uwierzyć. Grali przez te piękne 12 lat i nagle się wszystko skończyło. Każdy z nich tak jakby zaczął nowe życie. MCRmy ich nie opuściło, pomimo że przestali grać. Dla nas ich muzyka zawsze będzie. Nigdy nie zapomnimy o tak cudownym zespole. Ten zespół nadawał wielu ludziom sens życia. Siedzi w sercach wielu z Nas bardzo głęboko. Nie znamy prawdziwej przyczyny zakończenia MCR. Jest wiele podejrzeń do tego co mogło się stać. Wszystko wydaje się być logiczne. Może kiedyś poznamy prawdę. Może kiedyś zespół wróci. Może kiedyś będziemy mieli szansę zobaczyć ich na koncercie. Nigdy nie mów nigdy. Życie jest pełne niespodzianek i nie wiadomo co siedzi w głowach członków zespołu. Może właśnie, gdy czytasz to co piszę, oni myślą o sobie nawzajem i planują wrócić. Możemy być tylko pewni tego, że prawdziwi fani MCR będą na zawsze.
KILLJOYS MAKE SOME NOISE!



   Tak. Dzisiaj mija dokładnie rok od naszego rozpadu. Czy jestem zadowolony? Owszem. Jestem dumny, że zaszliśmy tak daleko. Mamy naprawdę wiele oddanych fanów. Oni są z nami cały czas. Nawet kiedy nasz zespół ogłosił koniec, wszyscy z nami są. Nikomu nie powiedzieliśmy jaka jest prawdziwa przyczyna rozpadu. Wie to tylko nasza czwórka. Nie wiedzą nawet nasze żony. A dlaczego? To już dłuższa historia.
   Właśnie byliśmy w jednej z naszych dłuższych tras. Graliśmy ostatni koncert w danym mieście. Wszyscy byliśmy już wykończeni. Co jak co, ale taka trasa jest niezwykle męcząca. Wiecznie tylko zajmujemy się w tym czasie muzyką. często nie mamy nawet czasu, by zadzwonić do rodziny.
   Tak, wiec po tym koncercie wszyscy udaliśmy się do naszego busa. Standardowo od razu każdy położył się w swoim łóżku, marząc o odpoczynku. Dość szybko usunąłem, lecz w pewnym momencie obudził mnie delikatny dotyk. Poczułem czyjąś dłoń na moim policzku. Pod wpływem tego przeszedł mnie lekki, przyjemny dreszczyk. Wciąż miałem zamknięte oczy. Wydawało mi się, że śnię.
-wiem, że nie śpisz- Usłyszałem cichy szept.
   W tym momencie otworzyłem przerażony oczy i ujrzałem przed sobą Franka. Był ubrany w swoją słodką piżamkę, jego włosy lekko opadły na jego bladą twarz, na której gościł w tej chwili słodki uśmiech. Serce zaczęło mi bić jak oszalałe.
-co ty tu robisz..?- Zapytałem wreszcie.
-hmm...Jak na razie to siedzę. Moglibyśmy porozmawiać?- Spojrzał na mnie prosząco.
-o tej godzinie!? Popieprzyło cię!?- Podniosłem się powoli do pozycji siedzącej.
-Tak, teraz... Tylko teraz możemy być sami, a to jest ważne moim zdaniem.- Odpowiedział.
-ugh...Dobra.- Wstałem w łóżka i wyszliśmy obaj do kuchni w naszym busie.
   On się oparł o blat. Wyraźnie zastanawiał się co powiedzieć. Zauważyłem że trochę pobladł, spuścił wzrok ku podłodze, a jego usta zdawały się drżeć. Niepewnie do niego podszedłem i odruchowo chwyciłem go za dłoń.
-Powiesz mi wreszcie o co ci chodzi?"- zacząłem.
-Gerard...Bo ja..nie wiem jak ci to powiedzieć.- Powiedział cicho.
-powiedz prosto... Spokojnie- Mówiłem uroczo.
-kocham cię- Powiedział i natychmiast zakrył twarz dłońmi.
   Ja w tym momencie zostałem dosłownie bez słowa. Nie miałem w głowie żadnych myśli. Czułem się wyprany uczuć. To co powiedział przed chwilą Frank... Aż nie mogę w to uwierzyć.
-Frank... Jak mam to rozumieć?- Zapytałem.
-Podobasz mi się. Zakochałem się w tobie! Przepraszam, że ci to mówię, ale nie potrafię tego przed tobą kryć. Wiem, że mamy żony oraz dzieci. Nie wiem jak ty, ale ja podczas całowania z żoną, porównuję go do naszych pocałunków na scenie i stwierdzam że nawet trochę im nie dorównują. Jesteś wyjątkowy. Jesteś dla mnie kimś znacznie więcej niż przyjacielem. Jesteś dla mnie najważniejszy. Zawsze myślę o tobie. Przepraszam"- Powiedział, gdy tylko zdobył się na odwagę.
Ja zwyczajnie zamilknąłem. Nie potrafiłem przetrawić słów, które niedawno wyszły prosto z ust mojego przyjaciela. On próbował do mnie podejść, lecz się odsunąłem. Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.
-Czego ode mnie teraz oczekujesz? Mam ci się rzucić na szyję, powiedzieć, że też Cię kocham, rzucić dla ciebie rodzinę? Jeśli tak myślisz to jesteś w błędzie.-Odpowiedziałem w końcu.
-Gerard... A kochasz mnie?"-zapytał z nadzieją.
-ej! Oboje mamy żony oraz dzieci! Nie chce tego spieprzyć. Podoba mi się życie takie jakie jest, a do ciebie czuję...Tylko przyjaźń. Nie jestem gejem!"- Mówiłem.
-Ale, Gee...- Próbował coś powiedzieć.
-Nie ma ale!- Przerwałem mu.- To co robimy na scenie nie ma dla mnie żadnej wartości i myślałem, że dla ciebie też. To było zwykłe show. Fani tego chcieli, to dostawali swojego Frerarda. Co ty sobie wyobrażasz!?"-Popatrzyłem na niego.
   On nic nie powiedział. Nawet na mnie nie patrzył. Bez słowa udał się do sypialni, w której wszyscy spaliśmy. Była niezwykle malutka, ale nam starczała. Jak dla mnie nie tym razem. Po tym co usłyszałem nie mógłbym teraz spokojnie spać. Siedziałem tak do południa, a wtedy do kuchni wszedł zaspany Mikey. Przeważnie miałem dość dobry kontakt ze swoim bratem. Mówiliśmy sobie wszystko, a gdy któryś z nas zauważył że drugiego coś dręczy, to wysłuchiwaliśmy siebie. Nie tym razem. W tym momencie miałem ochotę zapaść się pod ziemię. Nie miałem ochoty z nikim rozmawiać, a już tym bardziej zwierzać się. Zamknąłem oczy, gdy na moim ramieniu znalazła się dłoń Mikey'a.
-Bracie... Wiesz, że rozmowa z Frankiem była nieunikniona. Jak się czujesz..?- zapytał, siadając obok.
-skąd wiesz co się działo?-zdziwiłem się.
-Frank już mówił nam co planuje zrobić. Szczerze mówiąc to spodziewałem się raczej tutaj was obojga w swoich ramionach...- powiedział.
-To mój przyjaciel. Nikt więcej. Nie jestem gejem- mówiłem drżącym jeszcze głosem.
-Jesteś pewien? Te pocałunki, obmacywanie się....- Zaczął wymieniać.
-Fani tego chcieli. Dla mnie to nic nie znaczyło. Kocham swoją żonę oraz córkę nad życie. Zrobię dla nich wszystko, dlatego nie mam zamiaru przejmować się jakimś nędznym uczuciem- westchnąłem.
-nędznym uczuciem..? Gerard, on cię kocha. Nie wmówisz mi że ty jego nie. Nie potrafisz kłamać. -Drążył temat.
-Przepraszam, ale nie chcę o tym rozmawiać. Nie chcę mieć cokolwiek wspólnego z...tym zespołem.- Powiedziałem.
-Co ty chcesz przez to powiedzieć?-Zapytał przestraszony Mikey.
-To koniec My Chemical Romance.- Wstałem i od razu skierowałem się w stronę łazienki.
   Zrzuciłem z siebie ubrania i przebrałem się w wygodne ubrania. Czeka nas długa droga do New Jersey. Tam właśnie zagramy nasz ostatni koncert. Koncert bez Frerarda. Pożegnalny, lecz nikt o tym nie będzie wiedział. Wszyscy fani, którzy znajdą się na tym koncercie, nie będą zdawać sobie sprawy z tego, iż więcej na scenie nie zobaczą MCR.
   Gotowy już, wyszedłem z łazienki i minąłem się z Frankiem. Wydawał się być smutny, niewyspany, przygnębiony. W sumie jak może się czuć kiedy dostał kosza od swojego najbliższego przyjaciela. Jednakże wtedy nie czułem w sobie nawet winy. Uważałem, że bardzo dobrze zrobiłem. A dlaczego? Nie wiem. Chyba sam siebie okłamuje co do uczuć. Skądś te wszystkie pomysły musiały wpadać do głowy. Te wszystkie pocałunki. O tak. One były lepsze niż z własną żoną. Kiedy całowałem Franka czułem się... wyjątkowo. To jest chyba odpowiednie słowo. Jego usta miały taki słodki smak. Były miękkie i delikatne. Zawsze kiedy go dotykałem, jego serce wyraźnie przyspieszało. Dopiero teraz sobie to uświadomiłem. Dopiero teraz widzę jakim jestem egoistą. Nie liczyłem się z tym co on może czuć. Nie przyszło mi nawet nigdy do głowy, że może się we mnie zakochać. Przecież ma żonę, ma trójkę wspaniałych dzieci. Nigdy bym nawet nie pomyślał, że może poczuć coś do mężczyzny. Pewnie dlatego, że ja nie myślę.
   Moje myśli mnie przytłaczały. Czułem, że koncert który nas czeka, będzie najtrudniejszy. Tylko nasza czwórka teraz wie, że to ostatni koncert. Nie próbują nawet nic zrobić. Wiedzą, że przekonywanie mnie nic nie da. Koniec kiedyś musiał nadejść. Szkoda, że tak szybko. My Chemical Romance bez któregoś z nas to nie to samo. Żaden nie może odejść, dlatego zakończymy to.
   Chodziłem tak po całym busie, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Wreszcie dojechaliśmy na miejsce. Przebraliśmy się w odpowiednie stroje, przygotowaliśmy się, zrobiliśmy krótką próbę, po czym weszliśmy na scenę. Standardowo zaczęliśmy od 'NaNaNa' żeby publiczność już na samym początku się rozruszała. Nie czułem w tym momencie ani stresu, ani radości z tego co robię. Miałem świadomość, że obok mnie jest przyjaciel, którego zraniłem. Gerard Way nie przyzna się do błędu, oj nie. Nie jestem żadnym gejem. Moje uczucia skierowane są wyłącznie do tej jednej kobiety. No tak. Ja tu sobie rozważam różne opcje życia, a koncert trwa. Na scenie starałem się nie pokazywać nic. Udawałem, że wszystko jest w porządku, choć byłem rozkojarzony. Po półtorej godziny zeszliśmy ze sceny. Czekało nas krótkie spotkanie z fanami. Zwykle tego nie robiliśmy, ale chcieliśmy chociaż się w pewien sposób pożegnać z nic nieświadomą MCRmy. Byli, są i będą dla nas niezwykle ważni. Bez nich nie zaszlibyśmy tak daleko.
   Zaraz po spotkaniu weszliśmy do busa i dojechaliśmy w stronę domu. Na miejscu obok mnie usiadł Ray.
-Przepraszam, że zapytam, ale... Naprawdę nic do niego nie czujesz? Nic?- Zaczął.
-Nie chcę o tym rozmawiać. To koniec.-Zamknąłem oczy.
-nie próbuje cię przekonać do zmiany decyzji- Powiedział- Widzę i nie tylko ja widzę, że Frank nie jest ci obojętny. Dlaczego siebie oszukujesz?
-Nie oszukuję siebie. Wiem kogo kocham i to się nie zmieni. Naprawdę nie mam ochoty o tym rozmawiać.- Powiedziałem i włożyłem słuchawki do uszu. Po dwóch godzinach dojechaliśmy na miejsce. Pożegnałem się ze wszystkimi. Nawet z Frankiem. Natychmiast udałem się do domu. Gdy tylko otworzyłem drzwi, rzuciła się na mnie Linsday. Okropnie za nią tęskniłem. Od razu wpiłem się w jej usta, bez zbędnych słów. Teraz uświadomiłem sobie, że dobrze postąpiłem. Te wątpliwości były spowodowane tylko tęsknotą. Jestem w 100% hetero. Frank źle odebrał to co robiłem. To w większości moja wina. Nie powinienem tak wystawiać jego uczuć na próbę.
   Nie zdążyłem tak długo rozmyślać. Wszystko wróciło do normy gdy przytuliła mnie córeczka. Zapomniałem o wszystkim.
-Linsday... My Chemical Romance ogłasza koniec.- Powiedziałem, odwracając się w jej stronę, z córką na rękach.
-Co? Dlaczego!? Ten zespół jest dla ciebie bardzo ważny- Powiedziała zaskoczona.
-Tak. To się nie zmieni. Zawsze będzie dla mnie ważny...ale to koniec. Postanowiłem. Czas zająć się czymś poważniejszym w życiu. Wychować wspólnie dziecko, pomyśleć o przyszłości. To nie może się tak w kółko ciągnąć. Trasy, nagrywanie, próby, sesje, wywiady. Mamy bardzo mało czasu dla siebie, dla rodziny- Odpowiedziałem.
-jesteś tego pewien?-Podeszła bliżej.
-Najbardziej na świecie. Uwierz, że wiem co robię. To...przemyślana decyzja. I nie ma już odwrotu- Powiedziałem stanowczo.
-No właśnie widzę, że nie mam nawet szans cię przekonać...- Spuściła głowę, a ja pocałowałem ją w policzek.
-Tatusiu? Poczytasz mi dzisiaj do snu?"- Zapytała Bandit.
-Kochanie, tatuś jest zmęczony na pewno, dlatego...-Mówiła Lyn-Z.
-Nie jestem- przerwałem jej.- Jasne, że ci dzisiaj poczytam- Powiedziałem z uśmiechem.- Chodźmy, bo jest już późno..
-Jesteś cudowny- Żona wyszeptała do mojego ucha i poszła do sypialni, natomiast ja poszedłem z Bandit na rękach do jej pokoju.
   Położyłem ją na łóżeczku, jednak ona szybko wstała. Zaczęła przeglądać półki z książkami w poszukiwaniu tej najlepszej. Gdy już udało jej się coś wybrać, przykryłem ją i zacząłem czytać. Pod koniec zauważyłem, że już zasnęła. Wyłączyłem małą lampkę obok jej łóżka i chicho wyszedłem, zamykając za sobą drzwi. Powędrowałem w stronę sypialni. Tam położyłem się na łóżku, obok kobiety mojego życia.
-Powiesz mi jaka jest przyczyna tego... Rozpadu?- Odwróciła się w moją stronę. Jej brązowe, duże oczka właśnie wpatrywały się we mnie.
-Po prostu uświadomiłem sobie jakie są wartości w życiu- Odpowiedziałem niepewnie, lecz uwierzyła.
-Kocham cię- szepnęła i wtuliła we mnie swe drobne ciałko.
   Wszystko było idealnie. Relacje z moją rodziną się niesamowicie polepszyły. Kontakt utrzymuję z członkami zespołu. Tylko nie z jednym. Nie z Frankiem. Od czasu, kiedy powiedział mi o swoich uczuciach, nie potrafię z nim normalnie rozmawiać. Zawsze kiedy widzę jego zdjęcie lub przeglądam teledyski naszego zespołu, zawsze przypomina mi się nasza rozmowa. Wtedy zaczynam siebie nienawidzić za to co mu powiedziałem. Myślałem o tym niezbyt dużo szczerze mówiąc. Tylko przez Twittera wiem co się u niego dzieje. Nie wiem w jaki sposób, ale bardzo chciałbym z nim normalnie rozmawiać, jak dawniej. Jak przyjaciel z przyjacielem. Obecnie można powiedzieć, że zachowujemy się jak wrogowie. Unikamy siebie na każdym możliwym kroku. Moja żona wielokrotnie pytała o Franka. W sumie się nie dziwie. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi i nagle nie mamy ze sobą kontaktu. Zawsze odpowiadałem, że nastąpiła krótka wymiana zdań i się trochę posprzeczaliśmy, a po rozpadzie nie musimy mieć kontaktu ze sobą.
   Całkiem niedawno Frank nagrał piosenkę ze swoimi dziećmi. Muszę przyznać, że piosenka ta jest genialna, a teledysk do tego jest bardzo uroczy. Ten mężczyzna to idealny ojciec.
   Wreszcie nastąpił ten dzień. Dokładnie rok, po ogłoszeniu rozpadu. Czyli zaledwie rok temu Frank wyznał mi miłość. Wtedy wszystko się zepsuło, a jednocześnie naprawiło. Nie ukrywam, że siedząc tak w domu, strasznie się nudzi. Zawsze miałem jakieś zajęcie. Było to zwykle związane z zespołem. Jego teraz nie ma.
Wciąż mam wszystkie stroje z różnych er MCR. Każdy ma dla mnie szczególną wartość i nie potrafię się ich pozbyć. One bardzo przypominają mi Franka. Spędziłem z nim wiele wspaniałych chwil.
   Przez to, że dzisiaj jest ten wyjątkowy, a zarazem ciężki dzień, postanowiłem zrobić coś, do czego zbieram się od roku. Postanowiłem porozmawiać z Frankiem. Cholernie się tego bałem. Obawiałem się, że odrzuci mnie tak, jak ja go kiedyś odrzuciłem. Wziąłem telefon z szafki i poszedłem usiąść do ogrodu. Wybrałem numer do chłopaka i czekałem aż odbierze.
-Halo?- Usłyszałem nieco smutny głos.
-Frank? To ja, Gerard- Powiedziałem cicho.
   Przez chwilę w słuchawce telefonu nic nie słyszałem. On zamilkł. ja również nie wiedziałem jak przerwać tą ciszę. W końcu zadzwoniłem po to, by porozmawiać, a nie byśmy razem milczeli.
-przepraszam Cię za wszystko. Za to, że byłem takim dupkiem, egoistą, za to, że tak perfidnie cię w sobie rozkochałem i nie dałem szansy nawet niczego powiedzieć.- Powiedziałem.
Wciąż nic nie słyszałem. Nagle doszedł do mych uszu odgłos płaczu. Nie takiego dziecinnego. Kiedy to usłyszałem, trochę się przestraszyłem.
-Frank, proszę odezwij się- mówiłem- Frank... Przepraszam Cię.
   Usłyszałem w odpowiedzi tylko sygnał kończący rozmowę. Jedyne co mi teraz przychodzi do głowy? Pojechać do niego. Nie mam wyjścia. Telefonu ode mnie już na pewno nie odbierze.
   Jak pomyślałem, tak też zrobiłem. Ubrałem się i zgarnąłem z szafki kluczyki od samochodu.
-A ty gdzie idziesz tak wcześnie?- Usłyszałem głosik za swoimi plecami.
-Jadę do Franka. Sama rozumiesz... Dzisiaj mija rok od rozpadu, nie rozmawiamy wiele ze sobą...-mówiłem.
-Nie tłumacz mi się- Zaśmiała się Linsday.- Po prostu jedź. Ale wróć na obiad!
-Dobrze, wrócę na pewno- Odpowiedziałem i wyszedłem z domu.
   Wsiadłem do samochodu i ruszyłem doskonale mi znaną drogą, prowadzącą prosto do domu Franka. Gdy dojechałem bałem się nawet wysiąść z pojazdu i podejść pod drzwi. Jednak po chwili namysłu zrobiłem to.    
   Wstrzymałem oddech i niepewnie zapukałem do drzwi. Nikt mi nie otwierał, dlatego ponowiłem próbę. Dalej nic. Nacisnąłem na klamkę, a drzwi były otwarte. W takim razie na pewno Jamii oraz dzieci nie ma w domu, bo ona by nie pozwoliła na otwarte drzwi. W każdej chwili mógł ktoś wtargnąć do ich domu, jak zrobiłem to teraz ja. Zamknąłem za sobą drzwi i stanąłem w miejscu. Dużo się tutaj zmieniło, ale ja nie przyszedłem podziwiać jego mieszkania, które było urządzone z niewątpliwym smakiem, ale przyszedłem by porozmawiać z Frakiem. Zamknąłem oczy i wsłuchałem się w ciszę, aż usłyszałem na piętrze zamykające się drzwi łazienki, a zaraz potem ciche stąpanie po schodach. Nagle na ostatnim schodku stanął Frank, jakby zobaczył ducha. W sumie nie ma się co dziwić. Wszedłem do jego domu, kiedy on o tym nie wiedział.
-C-co ty tutaj robisz?- Wyjąkał chłopak.
-Drzwi były otwarte i... nie odzywałeś się przez telefon. Postanowiłem, że dzisiaj się w sobie zbiorę i w końcu porozmawiamy. Tak, więc przepraszam, że tak się zachowałem....- Chciałem mówić dalej, ale mężczyzna mi przerwał.
-Nie przepraszaj za swoje uczucia, na które nie masz wpływu, Gee- Powiedział, nie ruszając się z miejsca.
-Nie powinienem cię tak zostawiać. To, że byłeś we mnie zakochany nie powinno być powodem tego, że nie będziemy rozmawiać.
-Byłem zakochany- Powiedział ironicznie pod nosem, lecz ja usłyszałem.
-Co masz na myśli?- Zapytałem, podchodząc bliżej.
-Gerard! Ja dalej do ciebie czuję to samo! Nic się nie zmieniło! Nawet po tym jak dałeś mi kosza, ja nadal cię kocham, idioto! To uczucie jest zbyt silne, żeby mogło tak po prostu pominąć!- Wykrzyczał ze łzami w oczach.
-Frank...- Szepnąłem, chociaż nie wiem czemu. Ledwo cokolwiek z siebie wydusiłem.- Frank, wybacz. Nie miałem pojęcia, że ty dalej...no...mnie kochasz- Spuściłem głowę.
-To już wiesz- Odparł i ruszył z powrotem do góry, po schodach.
   Nie zastanawiając się nawet, pobiegłem za nim. On się raczej tego nie spodziewał. Usiadł skulony pod ścianą i schował twarz w dłoniach. Nie wiedziałem do końca co robię, ale podszedłem do niego, usiadłem obok i przytuliłem go do siebie.
-Ty dla mnie też nie jesteś obojętny- Powiedziałem cicho, wtulając siebie chłopaka, w celu uspokojenia jego płaczu.
-Co?- Lekko podniósł głowę, lecz nie puszczał mojej koszulki. Zupełnie jakby się bał, że zaraz wstanę i wyjdę.
-Wypierałem się tych myśli. Wmawiałem sobie, że na pewno nic nie czuje do ciebie. Że to wszystko to Tylko przyjaźń. Oboje mamy żony, dzieci. Nie możemy sobie pozwolić na coś takiego. Jednak jak nie odzywałeś się kiedy do ciebie zadzwoniłem, bałem się. Bałem się, że się więcej do mnie po tym wszystkim nie odezwiesz. Dopiero uświadomiłem sobie, jaki jesteś dla mnie ważny. Zawsze musiało być jakieś uczucie, które doprowadziło do Frerarda. Samo z siebie to nie mogło wyjść. - Powiedziałem, patrząc mu w oczy.
   On nic nie mówił. Nie zmienił pozycji i wciąż wpatrywał się we mnie swoimi ślicznymi brązowymi oczkami z odcieniami żółtego. Wreszcie nie wytrzymałem. Niespodziewanie nachyliłem się lekko tak, że nasze usta dzieliły zaledwie centymetry. Musnąłem jego usta swoimi, po czym zrobiłem to trochę pewniej. Znów poczułem tę jego słodycz ust, które były malutkie, idealne. Położyłem dłoń na jego delikatnym policzku i pogłębiłem trochę pocałunek. W tym momencie zapomniałem o wszystkim, o całej szarej rzeczywistości. Zapomniałem o swojej żonie, która teraz robi w domu obiad, podczas gdy ja siedzę na podłodze w domu przyjaciela i całuję się z nim. Po chwili oderwałem się. On zaskoczony otworzył oczy i spojrzał znów na mnie. Puścił moją koszulkę i usiadł na przeciwko.
-Przepraszam- Powiedziałem, a on tylko w odpowiedzi wpił się w moje usta.
   Nie robiliśmy nic więcej. Tylko te namiętne pocałunki, podczas gdy Frank siedział między moimi nogami. Przerwał nam dopiero dźwięk otwieranych drzwi.
-Frank! Mówiłam, że masz te drzwi zamykać!- Usłyszeliśmy z dołu.
   Bez zastanowienia wstaliśmy od razy z podłogi i poprawilismy swoje ubrania, oraz rozczochrane włosy. Policzki Franka były tak uroczo zarumienione, oczy odbijały światło dochodzące z okna, jednego pokoi, a usta miał lekko uchylone. Aż się prosiły o pocałunek, lecz nie mogłem tego zrobić, gdy jego żona jest w domu.
-Ja już będę jechał- Powiedziałem mu do ucha.
-Nie, zostań na obiad- Spojrzał na mnie prosząco.
-Obiecałem Lyn-Z, że do obiadu wrócę.- Odpowiedziałem i zobaczyłem smutek na jego ślicznej buźce.- Ale nie martw się. Jeszcze dzisiaj zadzwonię.- Dodałem.
-Eh, no okej... Będę czekać- Uśmiechnął się.
-Do usłyszenia, Frankie- Powiedziałem uroczo i zszedłem na dół po schodach.
-O, Cześć Gee!- Powiedziała Jamia.
-Witaj! Dawno się nie wiedzieliśmy- Przytuliła mnie.
-No właśnie. Zostaniesz na obiad..?- zapytała.
-Przepraszam, ale obiecałem Linsday, że do obiadu wrócę- Powiedziałem.
-No cóż...Mam nadzieję, że będziecie nas częściej odwiedzać niż raz na rok!-zaśmiała się.
-Myślę..- spojrzałem w stronę schodów gdzie stał Frank.- ...że to bardziej niż pewne- Powiedziałem.
-To cudownie! Jutro zabieraj żonę i Bandit i wpadnijcie na kolację, dobrze?- Zapytała.
-Jasne, dziękuję.- Odpowiedziałem.- Do zobaczenia- odpowiedziałem i wyszedłem.
   Zadowolony wsiadłem do samochodu. Niczego nie żałowałem. Cieszę się, że tak to się potoczyło.
   Wróciłem do domu i od razu żona przywitała mnie, z obiadem. Powiadomiłem ją o zaproszeniu na jutrzejszą wspólną kolację. Ona się bardzo ucieszyła. Ja również się cieszyłem. Cały wieczór spędzę z Frankiem. Co prawda u naszych boków będą żony oraz dzieci, ale my w każdej chwili możemy wyjść, pod pretekstem wspólnego grania. Bez problemu coś wymyślimy.
   Najważniejsze jest to, że pogodziliśmy się ze sobą. Zrozumiałem, że uczuć nie da się wyprzeć. Dnia 22 marca 2014 roku, czyli dzisiaj, mija dokładnie rok od rozpadu naszego zespołu. Ten dzień nie powinien mi się dobrze kojarzyć, a jednak. Ten dzień był pełen niespodzianek. Nigdy nie pomyślałbym, że będę całować się ze swoim najlepszym przyjacielem. Teraz, gdy się pogodziliśmy, nabrałem wiary w to, że zespół za kilka lat może wrócić. Na pewno, gdyby miało to nastąpić, nie będzie szybko. Taka przerwa jest trudna dla muzyka, ale też jest potrzebna, żeby nie oszaleć. Nie wykluczone, że kiedyś My Chemical Romance wróci z nową płytą i w tym samym składzie. Możemy tylko czekać, by zobaczyć jak potoczy się nasze życie.

sobota, 15 marca 2014

*** Rozdział III

Ten rozdział dedykuję pewnej osobie z aska @Juliutka. 
Specjalnie dla Was na 22 marca piszę One Shota, więc tego dnia zapraszam do czytania. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.
Miłego Czytania:*

   Nad ranem obudził mnie budzik. Przeważnie stoi na szafce nocnej obok łóżka, lecz najwyraźniej nie tym razem. Nie mogłem go znaleźć, dlatego dość szybko podniosłem się z łóżka. Jakimś cudem budzik leżał na podłodze. Wyłączyłem go i już rozbudzony poszedłem do łazienki, uprzednio wybierając sobie ubrania. Wszedłem pod prysznic, wysuszyłem i wyprostowałem włosy. Oczy podkreśliłem lekko czarną kredką, ubrałem czarne, obcisłe rurki oraz szarą koszulkę. Do tego trampki i byłem już gotowy do wyjścia.
   Wyszedłem z domu i ruszyłem w stronę mojego miejsca pracy. Dzisiaj jeszcze ta nowa pracownica... Mam nadzieje, że nie będę musiał jej wszystkiego kilka razy powtarzać. Na szczęście jeśli ta dziewczyna okaże się w końcu odpowiednia, to ja będę miał mniej godzin pracy.
   Szedłem dość szybko, by nie spóźnić się. Wszedłem do studio, zrobiłem kawę i czekałem na nową pracownicę. Wreszcie weszła niska, chuda kobieta. Miała duże, piękne oczy. Wyglądała tak delikatnie, lecz na jej skórze dostrzegłem naprawdę pokaźną liczbę tatuaży. Niepewnie podeszła bliżej mnie i po chwili się miło uśmiechnęła.
-Witaj, Hannah* jestem- Podała mi rękę, a ja ją uścisnąłem lekko.
-Witaj... Ja jestem Frank. To ty jesteś tą nową tatuażystką?- Zapytałem z uśmiechem.
-Tak... Strasznie się stresuje- Powiedziała.
-Nie masz czym. Chcesz może kawę zanim zaczniemy? Mamy pół godziny do otwarcia.
-Z chęcią- Odparła i usiadła na przeciwko mnie.
   Zrobiłem dla niej kawę i podałem jej. Przez ten czas normalnie ze sobą rozmawialiśmy. Dokładnie tak, jakbyśmy znali się od dawna. Okazało się, że całkiem dużo nas łączy. W końcu nadeszła godzina otwarcia. Dość szybko zjawił się pierwszy klient. Powiedziałem Hannah, żeby tego dnia się nie stresowała, a wyłącznie obserwowała jak wygląda praca u nas. Akurat mężczyzna, który przyszedł do nas na tatuaż nie był zdecydowany co chce. Och, jak ja nienawidzę takich klientów. Nie wiedzą po co przyszli, czego chcą. To sprawia, że nawet nie wiem co im zaproponować. W końcu zdecydował się na nagą kobietę, na połowę pleców. Typowy facet. Goła baba i od razu oczy mu się świecą. Przygotowałem szkic i przeszedłem z klientem na fotel. Tam przez długi czas go tatuowałem. W końcu nie mógł już wytrzymać bólu i poprosił bym jutro dokończył jego tatuaż. Ja się oczywiście zgodziłem. Bardzo często ludzie nie wytrzymują bólu przy takich dużych i szczegółowych tatuażach. Zapisałem go na jutro rano, a potem pożegnał się i wyszedł.
-Podziwiam ten twój spokój!- Powiedziała z uśmiechem Hannah, podchodząc do mnie.
-Dlaczego?- Odwzajemniłem uśmiech i wstałem z fotela.
-No bo... W ogóle się nie boisz, że coś pójdzie nie tak. Podchodzisz do tego tak lekko, nawet wiedząc że ja patrzę ci na ręce.
-A czego mam się bać? Mam to tak wyćwiczone, że po prostu wiem, że wyjdzie tak jak chce klient. W tej pracy trzeba być stanowczym i nie pozwolić sobie wejść na głowę, bo na pewno to wykorzystają. Muszą widzieć, że wiesz co robisz.- Powiedziałem.
-Mam nadzieję, że przy tobie się tego nauczę- Zaśmiała się.
-Na pewno się nauczysz! Będziesz świetna w tej pracy.. Czuję to- Uśmiechnąłem się.
-Dziękuję- Odpowiedziała nieśmiało.
   Tego dnia nie było aż tak wielu ludzi. Przyszli się jedynie zapisywać na dane daty i zrobiłem pewnej kobiecie mały napis na podbrzuszu. Dawno nie było tak spokojnego dnia. Wreszcie czas naszej pracy dobiegł końca. Wszystko razem posprzątaliśmy i wyłączyliśmy, aż do salonu wbiegła mała, słodka dziewczynka i od razu przytuliła się do kobiety. Ona z uśmiechem wzięła dziecko na ręce.
-Masz córkę?- Zapytałem uśmiechając się.
-Nie... To córka mojego przyjaciela. Dzisiaj miał po mnie przyjechać, ale jak widać Bandit mu uciekła po drodze- Zaśmiała się.
-Bandit... Ciekawe imię- Odparłem i spojrzałem na przeuroczą dziewczynkę.
-A ona znowu mi uciekła!- Usłyszałem w drzwiach.Gdy podniosłem wzrok, natychamist mnie zatkało.- Witam!- Podszedł do nas.
-Dzień dobry... My się już chyba znamy- Uśmiechnąłem się do mężczyzny.
-No właśnie! To z pana przyjacielem podpisywałem umowę, prawda?- Zapytał.
-Tak, dokładnie. A teraz ja zatrudniłem pana przyjaciółkę- Zaśmiałem się.
-Gerard! Czy ty już każdego w tym mieście znasz?- Zaśmiała się kobieta i postawiła dziewczynkę na podłogę.
-Taką mam pracę- Również się zaśmiał.- Pewnie będziemy się widywać częściej, dlatego może przejdźmy na 'Ty'- zaproponował.
-Och, oczywiście- Uśmiechnąłem się.- Mów mi Frank- Podałem mu rękę.
-A mi mów Gerard- Uścisnął moją dłoń
   Nie mogłem uwierzyć w to, że on sam zaproponował byśmy mówili sobie po imieniu. Podczas rozmowy z nim byłem cały czas spięty. Nie wiem dlaczego, ale nie potrafiłem się wyluzować przy nim. Nie chciałem wyjść na głupka i próbowałem się pokazać z jak najlepszej strony. W końcu on ze swoją córką i przyjaciółką wyszedł z salonu, a ja niedługo po nich, zamykając drzwi na klucz.
   Dopiero teraz, idąc do domu, uświadomiłem sobie, że ja nie mam u niego najmniejszych szans. Ma córkę, a to oznacza, że on woli kobiety i zapewne takową ma. Czułem się dziwnie w tym momencie. Przy nim mam... Motylki w brzuchu, serce mi szybko bije, nogi są jak z waty. Nawet bycie poważnym przy nim mi nie wychodzi. Jestem pewien, że gdyby kazał mi skończyć w ogień, zrobiłbym to. Przy nim nie myślę racjonalnie.
   W końcu doszedłem do domu. Nie byłem w ogóle zmęczony. Targały mną emocje. Byłem szczęśliwy i jednocześnie rozdarty. Co mi z tego, że będę go nawet często widzieć, skoro nie mam u niego szans. Nie mam pojęcia co zrobić.
   Na myśl przychodził mi tylko Jared. Tylko jemu mogłem o tym powiedzieć. Jak pomyślałem, tak też zrobiłem. Szybko odszukałem w kieszeni telefon i wybrałem numer mojego przyjaciela. Usłyszałem sygnał i czekałem aż odbierze.
-Hej, Frankie- Powiedział od razu.
-Cześć! Mógłbym do ciebie na chwilę wpaść? Nie wiem co mam zrobić w pewnej sytuacji...
-To może ja do ciebie przyjdę? Akurat wracam ze sklepu i jestem niedaleko.
-Dobra, czekam. Dziękuję- Powiedziałem i rozłączyłem się.
   Wiedziałem, że na niego mogę liczyć. Choćby nie wiem co się działo, on zawsze znajdzie dla mnie czas. Właśnie na tym polega prawdziwa przyjaźń. Wreszcie usłyszałem pukanie do drzwi, więc wstałem z kanapy i poszedłem otworzyć.
-Mów co się dzieje- Wszedł wyraźnie zmartwiony Jared. Usiedliśmy razem w salonie.
-Ej, nie martw się. Nic się nie stało. Po prostu... Pamiętasz tego Gerarda? Tego z którym podpisywałeś kontrakt...- Zapytałem
-Tego, w którym się zauroczyłeś?- Uśmiechnął się.- Tak, pamiętam. A co z nim?
-No bo on..Okazał się być przyjacielem dziewczyny, którą dziś przyjąłem do pracy. No i kazał mi mówić sobie po imieniu, ale...Okazało się, że on ma córkę. To znaczy..On z tą córką przyszedł. Mam mieszane uczucia co do niego. Nie wiem co mam teraz zrobić..- Westchnąłem.
-Nie spodziewałbym się, że ten mężczyzna może mieć dziecko..Nie wygląda na takiego. No, ale..To faktycznie skomplikowana sytuacja. Może na początku pozwól na to, by cię poznał? Nic na siłę. Zachowuj się przy nim zwyczajnie i niech cię pozna lepiej- Powiedział.
-To jak się przy nim zachowuję, to samo ze mnie wychodzi... Nie potrafię być przy nim normalny.
-Spróbuj. Nie myśl o nim, jak o chłopaku do zdobycia, tylko jako o zwykłym znajomym. Może to pomoże.
   Po tym jak Jared poszedł, przemyślałem to co mówił. Może ma rację. Nie potrzebnie robię sobie nadzieję. Jak na razie powinienem się skupić na poznaniu go i na niczym więcej. Jeśli coś ma się rozwinąć, to rozwinie się w odpowiednim czasie, w swoim tempie. Jestem zdania, że losowi nie trzeba pomagać.

-------------------------
*Hannah Snowdon 
http://images6.fanpop.com/image/photos/36500000/Alternative-image-alternative-36505630-500-500.jpg Tak ona wygląda.

czwartek, 13 marca 2014

*** Rozdział II

  No i mamy już drugi rozdział^^ Podejrzenia dotyczące osoby przy stoliku...Jak najbardziej poprawne! Znów dodaję szybciej niż miałam to w planach:*
Miłego czytania:*

   Zauważyłem młodego mężczyznę, na oko niewiele starszego ode mnie, a może nawet w moim wieku. Miał czarne, proste włosy.  W momencie kiedy podeszliśmy do stolika, on wstał i podał nam rękę. Przedstawił się jako Gerard Way. Kiedy się do nas uśmiechnął, zrobiło mi się miękko pod nogami. Jego śliczne brązowe oczy patrzące w moją osobę sprawiły, że przeszedł mnie lekki dreszczyk. Nie rozumiałem w sumie dlaczego tak na niego zareagowałem. Zaraz potem usiedliśmy i każdy z nas dostał kieliszek wina.
-Niestety sam producent nie mógł dzisiaj przyjechać, dlatego ja jestem w zastępstwie.- Zaczął mężczyzna., wyciągając jakieś papiery.
   Ja nawet go nie słuchałem. Byłem w niego wpatrzony jak w obrazek. On podał dokumenty do podpisania mojemu przyjacielowi i wyjaśnił co i gdzie ma podpisać, oczywiście zaraz po tym jak przeczyta umowę. Miał taki uroczy głos i piękny uśmiech. W skupieniu się mu przyglądałem, nie zastanawiając się nad niczym.
-Wszystko w porządku?- Zapytał w końcu wybijając mnie z rozmyśleń na temat jego wyglądu.
-T-tak- Odpowiedziałem od razu się prostując i przenosząc wzrok na umowę przyjaciela, który właśnie ją podpisywał.
   Nadzwyczaj szybko biło moje serce, a oddech był nieco przyspieszony. Czułem się dziwnie, jak jeszcze nigdy wcześniej. Takie uczucie było mi zupełnie obce i nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Po godzinie wstałem z Jaredem, pożegnaliśmy się z chłopakiem i poszliśmy do mojego domu. Ten wieczór mieliśmy spędzić razem, ponieważ mamy sobotni wieczór. Na dworze było jeszcze dosyć jasno jak to zwykle bywa w lato i tej godzinie. Szliśmy wolno w kierunku mojego domu, przez park.
-Ej, co to było dzisiaj na kolacji?- Uśmiechnął się przyjaciel.
-Ale co?- Nie zrozumiałem o co chodzi.
-Zachowywałeś się co najmniej dziwnie w stosunku do tego Gerarda. Cały czas na niego patrzałeś, a gdy cię o coś pytał to łamał ci się głos- Zauważył Jared.
-E no w sumie sam nie wiem. Nie mam pojęcia co mi się stało, ale na sam jego widok zrobiło mi się tak jakoś dziwnie. Kiedy na mnie spojrzał tymi swoimi oczami to przeszedł mnie dreszcz. Nie rozumiem co to miało być- Westchnąłem.
-Może to z mojej strony zabrzmi niedorzecznie, ale wyglądało to tak jakby on ci się podobał- Powiedział.
-Obawiam się niestety, że możesz mieć rację- Powiedziałem wyciągając klucze, by otworzyć drzwi do domu.
   Weszliśmy do domu i po ściągnięciu butów poszliśmy do salonu. Zdecydowaliśmy się obejrzeć razem film. Wzięliśmy napoje i zrobiliśmy popcorn. Usiedliśmy wygodnie na kanapie i oglądaliśmy. Pod koniec filmu Jay zasnął, a ja zaraz po nim. 
   Obudził mnie zapach wydobywający się z kuchni. Otworzyłem zaspane oczy i poszedłem za zapachem. Stanąłem w drzwiach, a tam właśnie Jared robił śniadanie. Nie zauważył mnie, dlatego cały czas stałem i przyglądałem się mu. Akurat robił naleśniki. Stał w samych spodniach, bez koszulki ukazując swoje zgrabne i umięśnione ciało.
-Witaj, kocie- Zaśmiałem się siadając na krześle, przy stole.
-O, Frankie.. Przestraszyłeś mnie!- Uśmiechnął się w moją stronę i podał mi naleśniki z czekoladą.
   Z uśmiechem zacząłem jeść. Muszę przyznać, że wyszły mu świetnie. To kolejna rzecz, którą doskonale potrafi wykonywać. No po prostu ideał. Na miejscu tych wszystkich dziewczyn, już dawno bym się nim na poważnie zainteresował. Ma wszystko co kobiecie potrzebne.
   Po skończonym śniadaniu poszliśmy na spacer. Zazwyczaj niedzielę spędzamy wspólnie w standardowy sposób. Zwykle na początku idziemy na spacer, potem na lody, a następnie do dzieci, do parku. Tak, może to wydaje się dziwne, ale bardzo lubimy spędzać czas z dzieciakami. Chodzimy akurat do parku, ponieważ tam zawsze po południu na nas czekają. Bawimy się z nimi przez jakiś czas, ale również angażujemy się w muzykę. Ja zabieram tam gitarę, a Jared śpiewa. Dzieci, które są z nami zawsze, zwykle dołączają się do śpiewu, ale te nowe uważnie słuchają. Ich rodzice przyzwyczaili się już do nas. Chciałbym mieć kiedyś chociaż jedno swoje dziecko. To tylko marzenie. Nie mam szczęścia do miłości. Mam nadzieję, że to się kiedyś zmieni.
   Po dniu jak zwykle pełnym wrażeń wróciliśmy do swoich domów. Był już wieczór, więc po kąpieli od razu poszedłem się położyć. Jutro czeka mnie praca i mam zapoznać z naszym studio nową pracownicę. Czeka mnie długi dzień, więc muszę się wyspać. 
   Położyłem się na moim dużym, miękkim łóżku pod kołdrę i włożyłem słuchawki do uszu. Ciężko mi zasnąć bez muzyki, kiedy jestem sam. Ona wypełnia mi tą pustkę. Wsłuchuję się wtedy w teksty piosenek i momentalnie zasypiam.

poniedziałek, 10 marca 2014

*** Rozdział I

Ten rozdział planowałam dodać w środę, jednak zdecydowałam, że skoro już go napisałam, to mogę wam pokazać jak teraz będzie wyglądać nowy Frerard^^ Ten rozdział jeszcze nie przedstawia Frerada, ale obiecuję, że to się bardzo szybko zmieni.. Dziękuję za te miłe słowa dotyczące tego co tutaj robię :* Uwielbiam Was<3 (Następnego rozdziału możecie spodziewać się w piątek wieczorem:)
Rozdział dedykuję xForeverUnknowNx  oraz Mia S. Dziękuję, że zawsze komentujecie! <3
Miłego czytania :3

   Moje życie jest pełne niespodzianek. Bardzo rzadko dzieje się coś dobrego. Jestem chodzącym nieszczęściem. Dosyć wyróżniam się z tłumu ze względu na mój specyficzny wygląd. Mam średniej długości czarne włosy, ciało w większości pokryte tatuażami i bardzo często oczy podkreślone czarną kredką. Mój ubiór jest odzwierciedleniem mojego charakteru. Zwykle noszę czarne rurki, koszulkę z zespołem oraz glany. Jestem niski i nieszczególnie umięśniony. A no i zapomniałbym wspomnieć, że jestem gejem. Podobają mi się chłopcy, choć jeszcze nigdy nie miałem chłopaka, z którym byłbym przynajmniej miesiąc. W moim wieku, czyli w wieku 24 lat to dziwne, że nie kochałem się jeszcze z drugą osobą. Mam dość pozytywne nastawienie do życia. Lubię marzyć, często chodzę z głową w chmurach. Niejednokrotnie mówiono mi, że wywołuje na twarzach innych uśmiech, przez moje podejście. Na co dzień jestem tatuażystą, bo trzeba z czegoś żyć. Bardzo lubię tą pracę. Od dziecka fascynowała mnie sztuka tatuażu. Nie mogę też narzekać na małe dochody. Praca ta przynosi całkiem spore zyski, a dzięki temu mogłem kupić dla siebie mały domek w cichej dzielnicy Los Angeles.
   Mam w swoim życiu jedną osobę, na którą zawsze mogę liczyć. Jest to mój przyjaciel Jared. Poznaliśmy się w szkole, zaraz po tym jak się tu przeprowadziłem. Nie łatwo nawiązuje znajomości z innymi, dlatego bardzo zdziwiłem się jak szybko zaprzyjaźniłem się z Jaredem. Zawsze był obiektem wzdychań dziewczyn na szkolnych korytarzach, ale nigdy tego nie wykorzystywał. Nawet teraz jest to niezwykle przystojny mężczyzna, o przepięknych błękitnych oczach i zgrabnej sylwetce oraz czarnych, zwykle wyprostowanych włosach. Chociaż uważam, że jest naprawdę cudowny facet, nigdy nie myślałem o nim jako o 'swoim chłopaku'. Łączy nas więź przyjaźni i to się nie zmieni, przede wszystkim dlatego, że on gustuje w kobietach.
   Moja rodzina do tej pory nie dowiedziała się o mojej orientacji. Mama coś podejrzewała, ale nigdy nie potwierdziłem tego. Nie zebrałem się jeszcze w sobie, by im to wyznać, a poza tym nie było jeszcze takiej potrzeby. Na pewno gdy znajdę tego jedynego, to przedstawię go bez wahania rodzinie, bez względu na ich możliwe reakcje.
   Bardzo często myślę o tym, jak brakuje mi bliskości tej drugiej osoby. Chciałbym znaleźć kiedyś chłopaka, który będzie mnie kochał takiego jakim jestem, przytulał, zawsze przy mnie był. Chciałbym zasypiać i budzić się obok niego, słyszeć czułe słówka. Po prostu chciałbym mieć kogoś bliskiego. 
   Tego dnia obudziło mnie sierpniowe słońce, wpadające przez okna do mojej sypialni. Ledwo otworzyłem oczy i poczułem suchość w ustach, a zaraz potem przeszywający ból głowy. Poprzedniego wieczoru nieźle zabalowałem z Jaredem. Nieco przesadziliśmy z alkoholem i teraz są tego skutki. Każdy nawet najmniejszy szmer sprawiał, że zwijałem się z bólu. Wstałem powoli, by zamknąć okno, by nie słyszeć przejeżdżających samochodów. Od razu pofatygowałem się leniwie do łazienki, by wziąć prysznic i się rozbudzić. Rozebrałem się i wskoczyłem do kabiny prysznicowej pod chłodną wodę. To od razu postawiło mnie na nogi. Stałem chwilę bez ruchu i pozwalałem by woda spływała po moim ciele. Po dość długiej kąpieli uczesałem się i zrobiłem mój standardowy makijaż. Robiłem go zawsze, nawet gdy byłem sam w domu. Czułem się wtedy sobą.
   Wychodząc z łazienki usłyszałem telefon, dlatego szybko rzuciłem się na łóżko by w pościeli odnaleźć dzwoniące urządzenie. Zdążyłem odebrać w ostatniej chwili.
-Halo?- Powiedziałem do słuchawki.
-No hej, Frank. Jak się czujesz?- Usłyszałem głos Jareda.
-Głowa mnie napieprza, ale tak poza tym to jest nieźle. A ty nie śpisz?- Zdziwiłem się.
-No jak widać nie... Zapraszam cię dzisiaj na kolację i nie chcę słyszeć odmowy- Powiedział stanowczo.
-Co? Jaką kolcje? Gdzie?- Zapytałem zdezorientowany.
-Oj no spokojnie. Dzisiaj jestem umówiony z producentem w restauracji. Mam podpisać kontrakt i chciałbym abyś był tam ze mną. Mogę na ciebie liczyć?
-Jasne. Postaram się wyleczyć do... A no właśnie, o której to jest?
-Wpadnę po ciebie o 19.00. Bądź już gotowy. Dziękuję- Powiedział i rozłączył się.
   Zaskoczony telefonem od przyjaciela poszedłem na dół, do kuchni zrobić sobie śniadanie. Zrobiłem sobie kilka kanapek oraz kawę. Śniadanie bez kawy, to nie śniadanie. Gdy już skończyłem, poszedłem do salonu i włączyłem telewizor. Zacząłem przeglądać jakie ciekawe lecą programy, a i tak ustawiłem kanał muzyczny, jak zwykle. Patrzałem przez jakiś czas na teledyski moich ulubionych piosenek, leżąc na kanapie i naszła mnie nagła ochota na lody. Zajrzałem do zamrażarki i okazało się, że już się skończyły. Nie miałem ochoty iść do sklepu, dlatego zacząłem przeglądać szafki w poszukiwaniu słodyczy. Na szczęście w jednej z szafek znalazłem czekoladę, która mi wystarczyła. Usiadłem z powrotem na kanapie zaspakajając się czekoladą. 
   Po kilku godzinach ból głowy przeszedł, a ja postanowiłem wziąć w swoje ręce moją ukochaną gitarę. Usiadłem wygodnie na puszystym dywanie i zacząłem grać "21 Guns" od Green Day'a, podśpiewując. Swoją drogą jest to mój ulubiony zespół. Uwielbiam ich za całokształt. Nauczyłem się grać kilka ich piosenek, szczególnie tych spokojniejszych. Czasami gdy mam kiepski humor, biorę gitarę, siadam przed moim kominkiem w salonie i gram. To zawsze wypełnia mnie. Sprawia, że poczucie pustki odchodzi w zapomnienie, niestety na krótko.
   Zerknąłem na zegarek i okazało się, że mam już tylko pół godziny do przyjścia Jareda. Szybko odstawiłem gitarę i pobiegłem na górę do garderoby wybrać ubrania. Postanowiłem założyć czarne rurki, do tego szarą koszulkę bez nadruków, a na to skórzaną kurtkę oraz wypastowane glany na nogi. To moje ulubione i najwygodniejsze moim zdaniem buty.
   Od razu po wyjściu z łazienki rozległo się pukanie do drzwi. Gdy otworzyłem, wpadł wystrojony Jared. Moim zdaniem wyglądał bosko, nawet bez tych wszystkich zbędnych ulepszeń w swoim wyglądzie. Od razu się przywitaliśmy i poszliśmy na spotkanie. To było spotkanie które mogło zapoczątkować jego karierę muzyczną. Mój przyjaciel ma niesamowity głos, który zwala z nóg. Kocham słuchać gdy śpiewa. Czasami gdy jesteśmy razem sami w domu, to ja gram na gitarze, a on śpiewa. Dla niektórych może się to wydawać dziwne, że spędzam z nim w ten sposób czas, bo mężczyźni zwykle umawiają się na piwo i oglądają mecz, ale nie my. My zawsze woleliśmy spędzać swój czas przy muzyce i nie interesujemy się sportami. Bardzo dużo nas łączy, a równie dużo dzieli. Jesteśmy świetnie zgrani i chyba nigdy nie doszło między nami do jakiejś większej kłótni.
   W końcu doszliśmy do wyznaczonego miejsca. Jared bardzo się stresował, a ja mu się nie dziwię. Od tego zależało wszystko. Weszliśmy do środka i kelnerka od razu zaprowadziła nas do przygotowanego stolika, w którym już ktoś siedział.

...

Tak więc mam za sobą już dwa opowiadania i kilka One Shot'ów. Jak oceniacie to co robię? 
Jeszcze w tym tygodniu pojawi się pierwszy rozdział nowego opowiadania. Jak zwykle nie mam ustalonego planu wydarzeń, więc wiele będzie zależało od waszych komentarzy, pamiętajcie o tym^^ 
Zachęcam wszystkich czytelników do komentowania, bo widzę, skąd są źródła wejść, a większość nie pozostawia po sobie śladów c: Chciałabym poznać opinie każdego, kto przeczyta, choćby nawet z anonimka *tak, jest tutaj taka opcja*.

niedziela, 9 marca 2014

# XVI Rozdział

Och....Nadszedł koniec tego opowiadania. Nawet gdybym chciała na siłę przedłużyć sielankowe życie dwóch kochanków, to nie miałoby to sensu. Mam nadzieję, że całość podobała się Wam^^ Bardzo dziękuję za wszelkie komentarze! Długo zastanawiałam się w jaki sposób zakończyć to, co tu zaczęłam. Czy spróbować doprowadzić Was do łez, czy może raczej do uśmiechu. Sami zobaczcie jak się to skończy..
Miłego czytania:*

   Po całym tym zdarzeniu ciężko mi było zasnąć. Cieszyłem się, że Gerard nie zrobił nic poważniejszego, ponieważ nie uszło by mu to tak łatwo. Teraz miałem dowód, że jest dla mnie gotów zrobić wiele i zależy mu na mnie.
   Chwilę po tym, jak się obudziłem, dostałem sms'a od Gee "Będę po ciebie za pół godziny i porywam cię na cały dzień"-odczytałem. Nie wiedziałem o co może chodzić. Wstałem szybko i wziąłem z szafki jakieś ubrania. Poszedłem do łazienki i w ekspresowym tempie przygotowałem się do wyjścia. Akurat gdy kończyłem śniadanie, przyszedł po mnie Gerard. Poczekał chwilę aż skończę jeść, a przy okazji porozmawiał z moimi rodzicami w salonie.
   No tak. To on im na samym początku naszego związku powiedział, że jesteśmy parą. Nie powiem, żeby byli tym jakoś specjalnie zachwyceni, ale nie mógłbym narzekać na ich reakcję. Zwyczajnie to zaakceptowali. Od początku było widać, że coś czuję do Gerarda i jest to uczucie odwzajemniane.
   Gdy tylko byłem gotowy do wyjścia *wliczając w to 10 minut ubierania glanów*, wyszliśmy. Okazało się, że Gee przyjechał po mnie na motorze. Podał mi kask. Usiadłem na miejscu tuż za nim i wtuliłem się w niego. Nie miałem pojęcia gdzie i dlaczego mnie zabiera. Jechaliśmy tak jakiś czas, aż znaleźliśmy się na małej plaży. Nie było tam nikogo, prócz nas. Na pierwszy rzut oka, było tam pięknie. Pomimo pory roku, którą aktualnie mamy *jesień* było naprawdę niesamowicie.
   Gerard wziął mnie za rękę i bez słowa zaczął gdzieś prowadzić. Niedaleko dostrzegłem jakiś kocyk na piasku. Gdy dochodziliśmy bliżej, zauważałem więcej zaplanowanych już wcześniej rzeczy. W końcu doszliśmy do celu.
-Wszystkiego Najlepszego, kochanie- Powiedział łapiąc mnie za obie ręce i spoglądając w oczy.
   Nagle sobie przypomniałem, że rzeczywiście dzisiaj mamy Halloween. Dzisiaj są moje urodziny. Jak ja mogłem zapomnieć o własnych urodzinach.
-D-dziękuję..- Rozejrzałem się. Tylko tyle zdołałem z siebie wydusić. Całkiem mnie zatkało.
-To twoje pierwsze urodzinki, które spędzamy razem...- Uśmiechnął się.
-Jesteś niesamowity...Wszystko sam to przygotowałeś...?- Wciąż byłem zaskoczony.
-Tak. To wszystko dla ciebie. Chcę żebyś był szczęśliwy- Odpowiedział.
-Naprawdę dziękuję... Kocham cię- Wtuliłem się w niego.
   Po chwili usiedliśmy na kocyku. Troszkę wiało, ale Gee był na to już wcześniej przygotowany. Zapewnił nam całe południe zabawy. Potem zjedliśmy tam razem obiadek. Po tym położyliśmy się razem i kocu. Przejechałem dłonią po jego brzuchu. Wtedy on na mnie spojrzał. Uroczo się uśmiechnąłem i lekko musnąłem jego usta. On odruchowo zamknął oczu i wplątał palce w moje włosy, pogłębiając pocałunek. Położyłem się na nim i delikatnie napierałem na jego ciało. Zdecydowanie mogłoby dojść do czegoś więcej, ale to nam wystarczało. Ta chwila była wyjątkowa sama w sobie i nie potrzebowaliśmy dodatkowych atrakcji. Napawaliśmy się sobą to i teraz. Całkowicie przestaliśmy myśleć i tym co nas otacza. Byliśmy tylko my. Tą przepiękną chwilę przerwał nam mój telefon.
-Kto śmie nam przerywać?- Zapytał Gee, gdy wyciągnąłem telefon.
-Mikey- Zaśmiał się i odebrał- Halo?
-O, Frank!Wszystkiego najlepszego! Wpadniesz dzisiaj wieczorem do nas?- Zapytał.
-Dziękuję! Jasne, Do zobaczenia- Odpowiedział Frank, rozłączając się, a Gee spojrzał na niego niezrozumiale.
-Chyba wieczorem też będziesz na mnie skazany- Przygryzłem lekko dolną wargę mojego chłopaka.
-A zostaniesz na noc?- Zapytał z nadzieją w głosie, patrząc mi w oczy.
-Hmm..ale mam warunek- Powiedziałem poważnym głosem.
-Jaki?- Przestraszył się.
-Sprawisz, że ta noc będzie niezapomniana...- Wyszeptałem mu do ucha.
   Gerard był bardzo zaskoczony moim warunkiem i nie ukrywam, że ja też zdziwiłem się, że udało mi się to tak śmiało powiedzieć. Bardzo rzadko dochodziło między nami do większych zbliżeń, a jeśli już, to było to o wiele spokojniejsze niż nasz pierwszy raz. Jesteśmy jeszcze bardzo młodzi, przez co nie angażowaliśmy się zbytnio w życie seksualne. Mamy na to jeszcze całą wieczność.
   Oczywiście chłopak przystał na mój warunek z uśmiechem na ustach. Gdy słońce powoli zachodziło, a niebo przybierało przepiękne kolory, postanowiliśmy się zbierać i pójść do domu Way'ów. Gee nie omieszkał zabrać mnie do zostawionego niedaleko pojazdu na rękach. Trzymał mnie jak niemowlę, a wcale tak mało nie ważę. Imponował mi tym, no i oczywiście nie tylko tym.
   Posadził mnie na tylne siedzenie motoru, uprzednio zakładając mi kask. Sam zrobił to samo i usiadł przede mnie. Wtuliłem się w niego, by nie spaść i wyruszyliśmy do domu. Czarnowłosy z piskiem opon ruszył. Mijaliśmy wszystkie auta. Wyczuwaliśmy w sobie tą adrenalinę, gdyż zdecydowanie przekraczał możliwości pojazdu. Pomimo prędkości, Gerard cały czas dbał o bezpieczeństwo w pewnym stopniu. Nie mógł pozwolić na to, by mi się coś stało. Za bardzo mnie kochał i okazywał to na każdym kroku.
   W końcu podjechaliśmy pod dom i pierwszy zszedłem z motoru. Weszliśmy obaj do środka. Tam już czekał Mikey, z prezentem. Och, uwielbiam go. Mieć takiego przyjaciela to skarb. Zauważyłem, że wszystko wcześniej przygotował, abyśmy w trójkę mogli razem miło spędzić czas. Tak też własnie było. Opowiadaliśmy sobie kawały, śmialiśmy się w najlepsze i oczywiście słuchaliśmy muzyki. 
   Zrobiło się późno. Postanowiliśmy się wszyscy zebrać. Ja poszedłem z Gee do pokoju, w którym już spałem nie raz. Gdy tylko zamknął za nami drzwi, ja wpiłem się w jego usta, rękami od razu zjeżdżając na jego pośladki. Jednak on się oderwał. Niezrozumiale na niego spojrzałem.
-Jeszcze prezent ode mnie...- Powiedział uśmiechając się.
-Od ciebie? Chyba cały ten dzień był wystarczający- Objąłem go.
-No mam jeszcze jedną rzecz dla ciebie.- Przesunął nas w stronę łóżka i posadził mnie- Zamknij oczy- Powiedział, a ja posłusznie wykonałem polecenie.
   Po chwili położył coś na moich nogach i pozwolił otworzyć oczy. Rozpakowałem prezent i moim oczom ukazała się gitara, o której marzyłem już od dłuższego czasu. Byłem naprawdę zdziwiony, ponieważ nigdy nie wspominałem chłopakowi, że gram na jakimś instrumencie.
-S-skąd wiedziałeś?! Dziękuję!- Przytuliłem go.
-Rozmawiałem z twoimi rodzicami...Powiedzieli mi- Uśmiechnął się.- Zagrasz coś dla mnie? Jest już nastrojona...
-Ale...- Spojrzałem z lekkim przerażeniem na chłopaka. Zwyczajnie wstydziłem się cokolwiek zagrać, zaśpiewać.
-Proszę- Przerwał mi- Chciałbym usłyszeć jak grasz...
-No dobrze...- Powiedziałem niepewnie i chwyciłem gitarę w ręce.
   Nabrałem powietrza i zamknąłem oczy. Przejechałem dłonią po strunach i postanowiłem zagrać piosenkę, którą znamy oboje. Jest od jednego z naszych ulubionych zespołów. Nie raz grałem tą piosenkę tak dla siebie. Z moich ust zaczęły się wydobywać pierwsze słowa:
Oh Love, oh love
Won't you rain on me tonight
Oh life, oh life
Please don't pass me by
Don't stop, don't stop
Don't stop when the red lights flash
Oh ride, free ride
Won't you take me close to you *
   Nie można w nich było wyczuć ani odrobiny strachu, wstydu. Dlaczego? Pewnie dlatego, że go nie było. Już po pierwszych słowach piosenki otworzyłem oczy, nie przerywając i ujrzałem zapatrzonego we mnie chłopaka. Wtedy cały stres odszedł. Liczył się dla mnie tylko on.
   Po skończonej piosence odłożyłem gitarę ostrożnie na bok i przybliżyłem się do Gerarda, patrząc mu w oczy.
-To było piękne- Powiedział cicho, jednak ja w tym momencie złączyłem nasze usta w subtelnym pocałunku. Nie musiał nic mówić. W tej sytuacji słowa były zbędne. Dobrze wiedziałem co czuł, gdy grałem. Jego oczy mówiły wszystko.
-Czy teraz zasłużyłem sobie na tę niezapomnianą noc?- Przerwałem na chwilę.
-Oczywiście- Wyszeptał mi do ucha i od razu ściągnął ze mnie koszulkę.
   Dość szybko zostaliśmy bez ubrań. Położył mnie na plecach, a sam składał delikatne pocałunki na moich już nagim ciele. A potem....Potem to już daliśmy się ponieść wszelkim emocjom. Tym razem nie zagłębię się w szczegóły opisywania całej sceny. To pozostanie tylko pomiędzy mną, a moim chłopakiem. Jedyne co mogę powiedzieć, to to, że ta noc, a właściwie cały dzień na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Oczywiście na drugi dzień dostaliśmy opieprz od Mikey'a, że nie dawaliśmy mu spać, ale nic sobie z tego nie robiliśmy. Po prostu było pięknie.
***
=punkt widzenia ze strony Gerarda=
   Zawsze kiedy wracam wspomnieniami do momentu poznania Franka, dokładnie potrafię wszystko sobie ponownie w głowie odtworzyć. Pamiętam moment, w którym usiadłem na historii obok tego wyjątkowego chłopaka. Był zdecydowanie inny niż wszyscy dookoła. Był wyjątkowy. Nie wiem dlaczego, ale od razu skręcało mnie w środku, gdy go wtedy zobaczyłem. Jego czarne włosy opadały na bladą twarz chłopaka, co nadawało mu takiej delikatności, chociaż każdy widział w nim tylko osobę do bicia się. Uważano, że lepiej się do niego nie zbliżać, by nie oberwać. Ja od razu czułem, że tak naprawdę to uczuciowy i wrażliwy chłopak. Pamiętam jak przyglądał się w uwagą mojemu rysunkowi na pierwszej lekcji, z myślą, że tego nie widzę. Zatrzymałem ten rysunek tylko dlatego, że przypomina mi tego najcudowniejszego chłopaka pod słońcem. Nigdy nie wierzyłem, że istnieje coś takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia. Myliłem się i to bardzo. Dzisiaj  mija nasza trzecia już rocznica od pierwszego spotkania się. Wciąż nie mogę uwierzyć, że ktoś taki jak Frank wybrał akurat mnie. Mam ogromne szczęście i....- Zapisywałem w swoim pamiętniku, gdy nagle z zamyśleń wyrwał mnie uroczy głos.
-Gerard! Jesteś już gotowy?- Krzyknął Frank wchodząc po schodach.
-Tak, już idę, kochanie- Odpowiedziałem szybko.
...i wiem, że nie mogę tego zepsuć. Ten niski, pięknie zbudowany chłopak sprawia, że moje życie jest najlepsze. Nigdy wcześniej bym nawet nie pomyślał, że spotka mnie coś takiego. Kocham go i zawsze będę, choćby nie wiem co się działo. Moje serce należy wyłącznie do niego- Dokończyłem wpis i zamknąłem pamiętnik. Schowałem go pod swoimi ubraniami, głęboko w szafie, od razu wyciągając z niej skórzaną kurtkę.
-No, Gee... Idziesz już? Ileż mogę na ciebie czekać? Film się za niedługo zaczyna- Wszedł do pokoju Frank. Wyglądał przeuroczo, jak zawsze.
-Przepraszam...Musiałem coś zrobić. Już możemy wychodzić- Powiedziałem podchodząc do niego. Pocałowałem go w policzek, obejmując go przy tym. Po chwili udaliśmy się do wyjścia. Poszliśmy do kina, a potem do restauracji. Chcieliśmy uczcić naszą rocznicę. Oczywiście noc była najpiękniejsza. Tylko nas dwoje, w pustym domu. Rozpalone ciała spragnione siebie nawzajem. 
   Mogę być pewien, że życie z nim będzie napiękniejszym, co mogło mnie spotkać. Jeśli gdzieś tam jest Bóg, to bardzo dziękuję mu, że zesłał mi na ziemię takiego aniołka. Jestem mu wdzięczny.

--------------------------------------------
*Green Day- Oh Love
--------------------------------------------
Szczerze mówiąc, to się wzuszyłam. Jakoś ciężko mi to kończyć i odczułam to dopiero po zakończeniu. No cóż. Koniec w końcu musiał nadejść. Mam nadzieję, że nie zawiodłam waszych oczekiwań :)

niedziela, 2 marca 2014

# XV Rozdział

Dużo wejść, a mała aktywność w komentarzach... Pokażcie się drodzy czytelnicy <3 A jeśli chodzi o aska to nie musicie pisać z anonimka c: Ja nie gryzę i chętnie odpowiem na pytania :* 
A no właśnie. Chcę wam przekazać ważną wiadomość, o której niektórzy już wiedzą. Planuję w najbliższym czasie zakończyć to opowiadanie i zacząć nowe, ale przysięgam, że zakończenie będzie :)
Miłego czytania:*

*2 miesiące później*
   Z Gerardem bardzo się zżyliśmy i spędzamy ze sobą mnóstwo czasu, aczkolwiek znajduję też czas dla Mikey'ego. To mój najlepszy przyjaciel i zwierzam mu się z dosłownie wszystkiego.Ostatnio w moim życiu miała miejsce dziwna sytuacja:
   Z Oliverem zwykle spotykałem się raz na tydzień. Lubiliśmy swoją obecność. Zwykle przesiadywaliśmy na kawie w kawiarni gdzie za pierwszym razem. Tego jednego dnia, a było to wczorajszego wieczoru, siedzieliśmy dłużej i zrobiło się już późno. Wtedy zaproponował mi bym przyszedł do niego, ponieważ jego dom był bliżej. Nie widziałem w tym nic szczególnie dziwnego, dlatego zgodziłem się. Niestety tuż po wejściu, gdy tylko zamknął drzwi, objął mnie od tyłu i zaczął całować po szyi. Po mimo moich protestów on nie przerywał. Odwrócił mnie w swoją stronę i chciał pocałować mnie w usta, jednak w porę to przerwałem. Wyrwałem się z jego objęć i odszedłem na kilka kroków. On znów podszedł i złapał mnie za pasek od spodni. Próbował go rozpiąć i włożyć dłoń do środka spodni, a ja starałem się od niego uciec. Wreszcie udało mi się go od siebie odciągnąć i nerwowo otworzyłem zamek w drzwiach. Szybko wybiegłem z jego domu i zatrzymałem się dopiero w parku. Było już ciemno i bardzo zimno. Przez moje zdenerwowanie i to jak szybko biegłem, nie mogłem nabrać oddechu, dlatego usiadłem na ławce. Wtedy rozładował mi się także telefon. W oddali zauważyłem grupkę pijanych chłopaków, idących w moją stronę. Nie ukrywam, że wystraszyłem się i to mocno, zwłaszcza, że nie było na dworze żywej duszy, a telefon się rozładował. Wstałem z ławki i szybkim krokiem ruszyłem w stronę domu. Po cichu wszedłem do domu, tak by nikogo nie obudzić, rozebrałem się i poszedłem się położyć, zapominając o naładowaniu telefonu. Z tych emocji natychmiastowo zasnąłem. 
   Właśnie przed chwilą się obudziłem i niepokój wrócił. Jak Oliver mógł się tak wobec mnie zachować. Myślałem, że mogę mu ufać, a on zwyczajnie potraktował mnie jak jakąś dziwkę. Serce biło mi bardzo szybko, gdy tylko pomyślałem o całym wczorajszym zajściu. Usiadłem w rogu łóżka i skuliłem się. Głowę schowałem w swoich kolanach. Nagle usłyszałem, że ktoś wchodzi do mojego pokoju, więc podniosłem głowę.
-Kochanie, co ci jest?- usiadł obok mnie Gerard.
-Co ty tu robisz?- Zdziwiłem się i dopiero teraz poczułem, że mam mokrą twarz od łez.
-Miałeś wyłączony od wczoraj telefon i martwiłem się o ciebie. Wszystko w porządku?- Zapytał z troską w głosie, ocierając moje oczy.
-Tak, w porządku- Odpowiedziałem.
-To dlaczego płaczesz? Co się stało?- Przytulił mnie do siebie.
   Od razu gdy byłem w jego objęciach, rozluźniłem się i wtuliłem się w niego bardziej. Przy nim czułem się bezpiecznie, jednak sytuacja w poprzedniego wieczoru cały czas siedziała w mojej głowie. Nie wiedziałem co mam powiedzieć mojemu chłopakowi, który właśnie oczekuje wyjaśnień i powodu dlaczego płaczę. On na chwilę zaprzestał pytań, widząc, że nie mam ochoty rozmawiać. Objął mnie i głaskał po głowie. Powoli się uspokajałem. Zaczął mi nucić jedną z moich ulubionych, spokojnych piosenek cichutko do ucha. Przez to już całkiem się uspokoiłem. Wyprostowałem się i spojrzałem mu w oczy, po czym z powrotem swój wzrok przeniosłem na pościel.
-Już lepiej? Teraz możesz mi powiedzieć co się stało?- Zapytał.
   Pokiwałem twierdząco głową w odpowiedzi i zamknąłem oczy, by przemyśleć od czego zacząć. Wziąłem głęboki oddech i opowiedziałem mu całe to zdarzenie ze szczegółami. Bałem się, kiedy po zakończeniu mojego monologu on nic nie mówił.
-Gee...Powiedz coś- Powiedziałem patrząc mu w oczy.
-Nie daruję mu tego. Przysięgam- Powiedział przez zęby.
-Nie rób nic głupiego. Po prostu daruj sobie- Odpowiedziałem i przytuliłem go.
-Widzę do jakiego stanu cię doprowadził i nie pozwolę żeby ktoś oprócz mnie cię całował- Powiedział stanowczo.
-Kocham cię- Wtuliłem się znowu w niego.
   Gerard był ze mną, aż do godziny obiadowej a potem wyszedł do domu. Poczułem ulgę, że mogłem mu to powiedzieć, ale bałem się, że zrobi coś głupiego, co jak się potem okazało, słusznie się bałem.
   Podczas jedzenia wieczorem kolacji zadzwonił do mnie nieznany numer. Odebrałem i okazała się to mama Gerarda. Byłem przerażony. Nie chciała mi nic powiedzieć przez telefon, tylko powiedziała, że przyjedzie po mnie za 15 minut i mam być gotowy. Szybko, nie mówiąc nic rodzicom, zebrałem się i stanąłem pod domem nerwowo wyczekując jego matki. Gdy tylko podjechała, ja wsiadłem.
-Co się stało?- Zapytałem od razu.
-Jedziemy odebrać naszego Gerdzia z komisariatu- Westchnęła.
-Z komisariatu?! Co on zrobił?!- Przeraziłem się.
-Policjant powiedział mi tylko tyle, że zatrzymali go za pobicie jakiegoś chłopaka. Ale wypuszczają go, bo złamał mu tylko nos i ma chłopak kilka siniaków... Nie wiem co mu strzeliło do głowy, żeby się rzucać na innych- Powiedziała.
   Ja słuchałem uważnie i jeszcze bardziej się przeraziłem. Doskonale wiedziałem, że tym poszkodowanym chłopakiem jest Oli. Nie sądziłem, że Gerard naprawdę się zemści za to co ten chłopak mi zrobił. Po tym co usłyszałem odwróciłem głowę w stronę okna i nerwowo oddychałem.
-Wszystko w porządku, Frank?- Usłyszałem.
-Tak, a dlaczego pani pyta?- Spojrzałem na nią.
-Bo gdy ci powiedziałam o tym chłopaku, to się jakoś dziwnie zdenerwowałeś...wiesz coś o tym?
-Ten chłopak ma na imię Oliver. Poznałem go niedługo wcześniej przed Gerardem i wczoraj zrobił mi coś, czego Gerard jak widać nie potrafił zapomnieć, ale nie chciałbym o tym rozmawiać- Odpowiedziałem i znów spojrzałem w okno.
   Jego mama wydawała się rozumieć całą sytuacje, przez co mi trochę ulżyło. Wreszcie dojechaliśmy na posterunek policji, gdzie zatrzymano Gerarda. Ona wyszła, by go odebrać, a ja wyszedłem z samochodu, ale zostałem przy pojeździe. Po kilku minutach bez słowa wyszli z budynku, a Gerard gdy tylko mnie zobaczył, od razu podbiegł mnie przytulić.
-Na szczęście skończyło się tylko na upomnieniu- Powiedziała do mnie jego matka, wchodząc do samochodu.
-Co ty jej powiedziałeś, że nie była zła?- Zapytał cicho Gerard, kiedy jeszcze staliśmy przy samochodzie.
-Powiedziałem jej prawdę, bez zbędnych szczegółów, ale to że ona nie jest zła, nie znaczy że ja też- Odparłem.
-Co? Jesteś na mnie zły?- Wyraźnie posmutniał.
-Wiesz jak ja się wystraszyłem, kiedy twoja mama powiedziała mi, że zatrzymała cię policja?! Oszalałeś do reszty?!
-Przepraszam, ale należało mu się to. Pewnie gdyby nie przyjechała policja to bym go zabił, więc ma ta kurwa szczęście.
-Dziękuję, że tak mnie bronisz, ale nie rób tego więcej, kochanie- Pocałowałem go w policzek i weszliśmy wreszcie do samochodu.
   Całą drogę przegadaliśmy w trójkę, jakby nic się nie stało. Jego mama chyba zrozumiała tą sytuację i bardzo się z tego cieszę. Podwieźli mnie do domu. Moja mama również oczekiwała wyjaśnień i powiedziałem jej tylko o zatrzymaniu Gerarda i ogólnie pojętej przyczyny. Prawdę co tam się wydarzyło znam tylko ja, Oliver oraz Gerard i tak niech zostanie.