sobota, 3 maja 2014

*** Rozdział XV

I powróciłaaam! Szczerze to jestem ciekawa jak zareagujecie na rozdział tego typu^^ Może was zaskoczy, może nie...Dedykuję go mojej przyjaciółce, dzięki której jest dodany szybciej!
Miłego czytania;*

*pół roku później*
   Właśnie szykuję się na wyjście z Gerardem na imprezę do klubu. Dawno razem nie wychodziliśmy. Zazwyczaj siedzimy w trójkę w domu i oglądamy coś ciekawego w telewizji,  a jak jestem sam na sam z chłopakiem...To chyba oczywiste co robimy. Czas najwyższy coś zmienić w naszym związku. Monotonność na nikogo dobrze nie wpływa, a ja zaczynam się bać, że mogę mu nie wystarczyć.
   Wziąłem z szafy ubrania i poszedłem do łazienki. Wyszykowałem się w pół godziny, a potem zszeďłem do salonu i poczekałem chwilę na czarnowłosego. Wreszcie ktoś zapukał do moich drzwi. Otworzyłem i oczywiście był to on.
-Witaj, skarbie. Pięknie wyglądasz- Szepnął Gerard i przytulił mnie.
   Uśmiechnąłem się i odwzajemniłem uścisk. Wziął mnie za rękę i poszliśmy razem do jednego z klubów w naszym mieście. Od razu zabraliśmy się za alkohol. W ciągu zaledwie dwóch godzin ledwo z Gerardem staliśmy na nogach. Wreszcie jakaś dziewczyna wyciągnęła go na parkiet. Był tak pijany, że nie odmówił. Obserwowałem ich cały czas, aż ona pocałowała go w usta. Gerard nie protestowała, a wręcz odniosłem wrażenie, że mu się to podobało. On położył swoje dłonie na jej biodrach, a ona pogłębiła pocałunek. Szybko wstałem od stolika i wyszedłem z klubu. Może i byłem pijany, ale czegoś takiego nie zniosę w każdym stanie. Wybiegłem na dwór i uderzyło we mnie chłodne powietrze. W końcu mamy końcówkę zimy, a ja wyszedłem w samej bluzie z tego miejsca. Za mną chwiejnym krokiem wybiegł czarnowłosy chłopak. Obrzuciłem go tylko morderczym spojrzeniem i wziąłem taksówkę do domu. Pojechałem na miejsce i to tyle co pamiętam.
   Obudziłem się w swoim łóżku, czyli nie było ze mną wczoraj tak źle. Miałem strasznie sucho w gardle. Ze wczorajszej imprezy pamiętam tylko urywki wydarzeń, lecz jedno wyjątkowo zapadło w mojej pamięci.
   Spojrzałem na telefon. Szesnaście  nieodebranych wiadomości od Gerarda. Nie miałem nawet najmniejszej ochoty by z nim rozmawiać. Wyłączyłem telefon i zamknąłem oczy. Znów zasnąłem. Czułem się fatalnie. I psychicznie, i fizycznie. Wyraźnie widać, że bardzo niska temperatura na dworze wymaga grubszego ubrania niż sama bluza. Cały dzień przeleżałem w łóżku, wstając jedynie do toalety i po wodę. Wieczorem dostałem wysokiej gorączki. Czułem się coraz gorzej. Włączyłem wreszcie telefon i zignorowałem wszystkie powiadomienia od Gerarda. Wybrałem numer do Jareda i czekałem aż odbierze.
-Halo? Frankie? Jest 2 w nocy...-Powiedział zaspanym głosem przyjaciel.
-Przepraszam, w sumie powinienem spojrzeć najpierw na zegarek zanim zadzwonię...-Zacząłem.
-Będę za pół godziny- Powiedział, a właściwie wyszeptał i rozłączył się.
   Punktualnie pół godziny później zjawił się w moim domu. Ledwo podniosłem się z łóżka, by otworzyć mu drzwi. Gdy tylko mnie zobaczył zabrał mnie do łóżka i bez słowa kazał wziąć termometr. Poszedł zrobić dla mnie herbatę, a gdy wrócił sprawdził ile mam temperatury.
-Frank, ja dzwonię po pogotowie...-Powiedział wystraszony.
-Nie ma takiej potrzeby..-Ledwo usiadłem, by się napić.
-Nie ma takiej potrzeby!? Masz 40,3 stopni gorączki! Coś ty robił!? - Usiadł obok.
-Byłem wczoraj na imprezie z Gerardem...No i wracałem w samej bluzie... a było bardzo zimno...-Mówiłem cicho.
-Właśnie. Jego też powiadomię, że pojedziesz do szpitala..
-Co!? Nie! Nie dzwoń do niego. Nie chcę z nim się widzieć, ani rozmawiać. Proszę. -Spojrzałem na niego błagalnie.
   Bez zbędnych pytań przyjaciel zadzwonił na pogotowie. Przyjechali już kilka minut później. Najpierw dano mi jakiś zastrzyk, a potem zabrano do karetki. Przywieźli mnie do szpitala. Wszystko działo się szybko. W pewnym momencie straciłem orientację. Nie wiedziałem co dzieje się wokół mnie.
   Obudziłem się już w łóżku szpitalnym. Rozejrzałem się po pokoju. Był cały biały,  a na krzesełku obok łóżka ktoś siedział. Był to Gerard. Szybko ponownie zamknąłem oczy, jednak on zdążył zauważyć, że się obudziłem.
   Co teraz czułem? Strach, obrzydzenie, nienawiść, zazdrość, złość. Nie wiem nawet jak opisać co we , nie dokładnie siedzi. Kocham go, ale ta sytuacja sprzed dwóch dni cały czas odtwarza się w mojej głowie. Nie miałem ochoty na rozmowę z kimkolwiek, a tym bardziej z nim. Co to wszystko miało znaczyć!? Czuję się jak szmata! Okropne uczucie.

4 komentarze:

  1. Dobrze zrobiłaś. Bardzo dobrze.
    W każdym Frerardowym opowiadanku dochodzi do takiego momentu kiedy obaj się kochają i mogą sobie tylko gruchać.
    Potrzeba właśnie czegoś takiego. Niespodziewanego, mocnego zwrotu akcji. Wbijesz czytelników w krzesła i jeszcze bardziej ich zaciekawiasz (moja przypadłość)
    powodzenia w pisaniu kolejnego rozdziału
    pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepraszam za spam komentarzami, ale nominowałam Cię do Liebster Award http://strange-green-story.blogspot.com/2014/05/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Takie miłe zaskoczenie ;)
      Już pozostawiłam pod postem komentarz ;*

      Usuń
  3. Jedyne co mogę powiedzieć w tej chwili to:
    GERARD TY CHUJU!
    No jak można obściskiwać się z jakąś lafiryndą z dupy koziej, jak ma się przy sobie taką dupę jak Franio?!
    Zaraz rozdupcę laptopa, nooo!
    Dawaj szybko następny, bo normalnie rozpieprzę mamie mikrofalówkę ;_;
    Czekam ;ccccccc

    OdpowiedzUsuń