Piski fanów, tłum, krzyk, stres. Za moment wychodzimy na scenę. Już ostatnie poprawki, głęboki wdech i wychodzimy. Publiczność szaleje, światła gasną, a w mojej głowie totalna pustka i skupienie. Wreszcie dałem znak i usłyszałem pierwsze dźwięki gitary i perkusji do piosenki "The End". Po chwili odwracam się do publiczności i zaczynam śpiewać. Cały stres mnie opuszcza na widok rozbawionych i szczęśliwych ludzi, którzy przyszli by nas zobaczyć. Od razu przechodziliśmy w następne piosenki. Wszedłem na wybieg i starałem się rozruszać fanów. Większość z przodu ledwo oddychała wciśnięta w barierki, ale mimo to starali się wychylać, by być bliżej. Kocham takie momenty,gdy ludzie doceniają naszą twórczość i widzę po co żyję.
Po dość długim i wyczerpującym koncercie wszyscy usiedliśmy w garderobie. Serce biło mi jak szalone, po czole spływał pot, a moje ręce lekko trzęsły się ze stresu, który ze mnie schodził. Obok mnie usiadł Frank i pocałował w policzek, odgarniając z twarzy moje włosy.
-Świetny koncert, a teraz czeka nas spotkanie z fanami- Powiedział z uśmiechem.
Westchnąłem ciężko i wstałem. Podszedłem do lustra, ścierając pot i ogarnąłem się jakoś, do robienia zdjęć. Chyba tylko Frank po koncercie wciąż był pełen życia. Właśnie to mi się w nim najbardziej podoba. Ten chłopak jest wiecznie wesoły, uśmiechnięty i pozytywnie nastawiony do życia. Nie przeszkadzało mu, że daliśmy prawie 2-godzinny koncert. Teraz myślał tylko o tym, by zobaczyć fanów, którzy wydali pewnie swoje ostatnie oszczędności, by zrobić sobie z nami zdjęcie i chwilę porozmawiać. Jest niesamowity.
Wreszcie gotowi zebraliśmy się na spotkanie. Każdy kto podchodził to głównie był zapłakany i podekscytowany. Robiliśmy sobie ze wszystkimi zdjęcia i odpowiadaliśmy na ich poszczególne pytania. W końcu spojrzałem w prawo. Stała tam jedna, czarnowłosa, chuda i blada dziewczyna. Uśmiechnąłem się na jej widok i podszedłem do niej. Wydawała się być całkiem obojętna na to, że znajduje się w jednym pomieszczeniu ze swoimi idolami.
-A ty nie chcesz nawet podejść?- Zapytałem ją.
-Na razie jest tłum. Nie chcę stracić oka,skoro mogę podejść pięć minut później- Odpowiedziała również z uśmiechem.
-A jak ci na imię?- Zapytałem od razu.
-Lindsay.- Powiedziała wesoło i poszła do reszty.
Nie wiem co mi się stało w tym momencie, ale poczułem się, jakbym znał ją już długo. Jakby nie była mi wcale obca. Dodatkowo jej uśmiech jest śliczny.. Och, koniec tego. Otrząsnąłem się i wróciłem do wszystkich, kończąc powoli to spotkanie. Po jakimś czasie fani wyszli, a dziewczyna obojętna na mnie przeszła obok. Stałem w miejscu i patrzałem za nią, aż Ray przywrócił mnie na ziemię, mówiąc, że idziemy do busa. Zamyślony wsiadłem do środka i wyruszyliśmy do następnego miasta.
Położyłem się na łóżku ze słuchawkami w uszach, zamykając oczy. Cały czas miałem ją przed oczami, co zaczynało mnie już denerwować. Chłopacy opijali koncert, a ja leżałem jak idiota, myśląc o jednej z miliona fanek. To nawet głupio brzmi, a jednak.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz