Ten rozdział pragnę zadedykować kochanej Oleńce, która nieświadomie napisała część zakończenia tego rozdziału<3 DZIĘKUJĘ!<3 Ogólnie mam nadzieję, że rozdział się spodoba, lecz nie miałam pomysłu jak wybrnąć z kłótni Frania z Gee! ;-;
Miłego czytania!:*
Usiadłem na łóżku i odwróciłem się w stronę postaci. Stał tam Gerard. Był wyraźnie zmieszany, gdy popatrzyłem na niego.
-Co chciałeś mi powiedzieć?-Zapytałem słabo.
On bez słowa podszedł bliżej. Chwilę patrzał na mnie, a zaraz potem przytulił mnie i zaczął cichutko płakać. Odruchowo objąłem go. Położyłem głowę na jego ramieniu i Zamknąłem oczy.
-J-ja p-przepraszam, Frankie...- wyjąkał.
-To koniec. Nie dzwoń do mnie, nie pokazuj mi się na oczy.-Powiedziałem stanowczo, odciągając go lekko od siebie.
On spojrzał na mnie z przerażeniem i łzami w oczach. Ja wyszedłem z łóżka i stanąłem przy oknie. Oparłem się o parapet.
-Nie, Frank..Nie możesz mi tego zrobić, błagam- powiedział nagle i stanął niedaleko mnie.
-Czułem się jak nic nie warty pedał, wiesz? Poleciałeś na ździrę z baru. Całowałeś się z nią na moich oczach. Obmacałeś jej tyłek.- Gdy to mówiłem, po moich policzkach spływały łzy. Wciąż byłem zwrócony w stronę okna.
-Przepraszam, ja nie chciałem...to znaczy... To był moment! Nie wiem jak to się stało..
-Nie wiem jak to się stało- zakpiłem pod nosem.- A jakby zaciągnęła cię do toalety, to byś mi się tłumaczył, że to był moment i nie wiesz jak jakim cudem jej uległeś!?- Podszedłem do niego i wykrzyczałem mu w twarz.
Momentalnie zakręciło mi się w głowie i wszystko zamazało mi się przed oczami. Słyszałem zaledwie głosy ludzi. Jakbym był odcięty od świata.
-Frankie! Błagam cię! Odezwij się do mnie! Kocham cię! Przepraszam Cię za wszystko! Jesteś dla mnie wszystkim, nie zostawiaj mnie. Jestem idiotą. Wiem , że wszystko zepsułem. Jeśli mnie zostawisz, nigdy nie wybaczę sobie, że Cię straciłem przez własną głupotę. Zrobię wszystko żebyś mi wybaczył! Proszę..-Usłyszałem.
Po tych słowach niepewnie otworzyłem oczy. Leżałem w łóżku szpitalnym, a obok mnie siedział załamany, zalany łzami Gee. Pod ścianą naprzeciwko stał Jared.
-Co tu...się dzieje?-zapytałem.
-Boże! Obudziłeś się!...jaka ulga..-Czarnowłosy otarł z twarzy łzy.
-Zemdlałeś przez gorączkę...- Szepnął do mnie Jay i wyszedł z sali.
Powoli podniosłem się do siadu. Spojrzałem niepewnie na Gerarda. Chwilę się zawahałem, ale ostatecznie wtuliłem się w niego.
-Frank, ja...- Zaczął, lecz ja ucieszyłem go delikatnym pocałunkiem.
-Idź już.. Chcę się przespać..-Szepnąłem.
-Ale czy ja..Mogę przyjść jutro?- Zapytał cicho.
-Po prostu mnie zostaw- Puściłem go i położyłem się.
On tak jak poprosiłem, wyszedł. Zostałem sam. Nagle poczułem taką pustkę. Pomimo tego co się stało, ja go kocham. Nie wyobrażam sobie, żeby rozstać się przez taką głupotę.
Zmęczony wszystkim w końcu zasnąłem. Dopiero rano obudził mnie dźwięk telefonu. Spojrzałem na wyświetlacz zaspanymi oczami. To była Hannah.
-Halo?- Zapytałem cicho.
-Witaj, Frankie... Porozmawiaj z Gerardem, proszę... Do niego nawet nie da się dotrzeć. Nie słucha jeśli ktoś, coś do niego mówi. Nie je, jakby to miało coś pomóc....-Powiedziała kobieta.
-Niech przyjdzie, to z nim pogadam- Westchnąłem.
-Dziękuję, miłego dnia-Powiedziała miło i rozłączyła się, zanim zdążyłem coś powiedzieć. Odłożyłem telefon i znów zasnąłem. Gdy się przebudziłem, byłem dalej sam na sali. Na stoliku była koperta. Wziąłem ją do ręki i otworzyłem. W środku były dwie kartki. Na jednej były przeprosiny czarnowłosego i wszelkie wytłumaczenia. Niechętnie to czytałem. Złość mi jeszcze nie przeszła. Natomiast na drugiej kartce był rysunek ołówkiem. Przedstawiał mnie i Gerarda załączonych w pocałunku. Mimowolnie uśmiechnąłem się na widok tego, a po policzku spłynęła mi łza. Ujrzałem zza uchylonych drzwi postać pod ścianą. Cicho westchnąłem i wstałem z łóżka. Ruszyłem w tym kierunku. Był to Gerard. Cichutko płakał i siedział w bezruchu, z twarzą schowaną w dłoniach. Na widok tego poczułem ból. Niepewnie podszedłem bliżej i usiadłem obok niego.
-Gerard- Szepnąłem cichutko i położyłem rękę na jego plecach.
Podniósł głowę i spojrzał na mnie zapłakany. Widok ten sprawił, że moje gardło zacisnęło się z żalu i smutku. Położyłem dłoń na jego policzku i otarłem łzy. Uśmiechnął się pod wpływem mojego dotyku. Przybliżyłem się i złożyłem na jego policzku delikatny pocałunek, przez co czarnowłosy się zarumienił. Otarł łzy i objął mnie w pasie. W duszy cieszyłem się, że jest w lepszym stanie, lecz złość we mnie dalej była. Oparłem głowę o jego ramię i zamknąłem oczy. Czując ciepło jego ciała, jego przyspieszone bicie serca, spowolniony oddech czułem się znów wyjątkowo. W tym momencie marzyłem tylko o tym, by tak zostało. Nie chciałem wracać więcej do sytuacji sprzed kilku dni, ale było to nieuniknione. Wreszcie czułem, że on nie kłamie. Czułem, że zależy mu na mnie i mnie kocha. Tego oczekiwałem. Czy można to nazwać spełnieniem?
świetny rozdział :D szkoda że Franiu tak szybko wybaczył :< czekam na kolejny, weny <3
OdpowiedzUsuńSorka, że się spóźniłam, ale nie miałam ochoty na czytanie niczego (taki mały, skurwysyński dołeczek). No, ale już jestem i chcę wreszcie skomentować!
OdpowiedzUsuńBardzo fajnie. Chociaż mam zdanie podobne do Mia S. - szkoda, że Franek tak szybko wybaczył. No, ale i tak jest spoko.
No to ja lecę i czekam na kolejny. ;**