piątek, 28 lutego 2014

# XIV Rozdział

Wybaczcie, że tak długo musieliście czekać na kolejny rozdział, ale jestem taka genialna, że popsułam sobie komputer. Postaram się poprawić i trzymać się w terminie <3 Dodatkowo chciałam wam powiedzieć, że te komentarze są niesamowite. Zazwyczaj padam przy nich ze śmiechu. Dziękuję Wam bardzo :*
Miłego czytania ;)

   Otworzyłem oczy, a Gerard już na mnie patrzał. Ja wciąż leżałem w niego wtulony, tak jak zasnęliśmy.
-Witaj, Frankie- Uśmiechnął się chłopak.
-Hej- Przetarłem zaspane oczy, z uśmiechem.
-Jak się spało?- Zapytał.
-Jesteś bardzo wygodny...- Spojrzałem na niego.
-Nie wiem czy uznać to za komplement- Zaśmiał się.
-Tak, to komplement- Położyłem dłoń na jego ramieniu- A teraz zamknij oczka, bo chcę wstać.
-A po co mam je zamykać?- Uroczo się uśmiechnął.
-Bo może nie pamiętasz, ale jestem nagi teraz...
-No, ale już cię takiego widziałem... Nie mogę jeszcze raz?
-Nie możesz, dlatego zamykaj oczy- Powiedziałem uroczo.
-Oj no dobra- Zamknął posłusznie oczy.
-A spróbuj podglądać!- Wstałem, zostawiając go pod kołdrą.
-Masz ładny tyłeczek- Uśmiechnął się, a ja wsunąłem szybko na siebie bokserki.
-Miałeś nie podglądać!- udałem oburzonego i od razu odwróciłem się w jego stronę.
-Wybacz- Powiedział i usiał na łóżku.
-Nie- Zrobiłem smutną minkę.
-No proszę cię...- Uwierzył, że się na niego obraziłem.
-Teraz ja też nie zamknę oczu, jak będziesz chciał wstać- Powiedziałem stanowczo.
-No cóż- Odkrył kołdrę i wstał. Od razu podszedł do mnie.
   Objął mnie w pasie i przysunął do siebie. Byłem zdziwiony, że nie wstydził się wstać bez wcześniejszego ubrania się. Przejechał dłonią po mojej klatce piersiowej i spojrzał w oczy. Delikatnie musnął moje usta nie tracąc kontaktu wzrokowego.
-To jak mam rozumieć ostatnią noc?- Zapytał od razu.
-A w jakim sensie?- Uśmiechnąłem się.
-No bo...skoro się ze mną przespałeś to znaczy, że..oficjalnie jesteśmy razem?- Zapytał nieśmiało.
-Oj no nie wiem... Nie posłuchałeś mnie kiedy kazałem ci zamknąć oczy.- Powiedziałem, a on się wyraźnie przestraszył.
-Przepraszam Cię, bardzo!- przytulił się bardziej do mnie, a ja się uśmiechnąłem.
-Oficjalnie Gerard jest moim chłopakiem- Wpiłem mu się w usta.
   On zaskoczony, od razu odwzajemnił pocałunek. Przejechałem dłońmi po jego nagich plecach, schodząc niżej. Położyłem ręce na jego pośladkach i powoli zamknąłem oczy, oddając się całkiem pocałunkowi. Było tak cudownie, że żaden z nas nie chciał przerywać, aż brakło nam powietrza i się powoli oderwaliśmy od siebie.
-Pójdę do łazienki- wyszeptałem mu na ucho.
   Wziąłem swoje ubrania i poszedłem do łazienki. Spędziłem tam zaledwie kilka minut i wychodząc natknąłem się na mamę Way'ów. 
-Na dole macie śniadanie, a ja właśnie zbieram się do pracy. Miłego dnia, Frank- Powiedziała z uśmiechem i zanim zdążyłem coś powiedzieć, ona już wyszła z domu. 
   Ja poszedłem do pokoju Gerarda, a potem obaj zeszliśmy na dół, do kuchni i zjedliśmy śniadanie. Postanowiliśmy pójść na spacer do lasu. Była akurat ładna pogoda, świeciło słońce i było ciepło jak na jesień. 
   Ubraliśmy na siebie kurtki i wyszliśmy wolnym krokiem do lasu. Szliśmy sobie ścieżką, całą zasypaną kolorowymi liśćmi. W pewnym momencie Gee złapał mnie za rękę i zaczął prowadzić. Nie wiedziałem dokąd mnie zabiera, ale nie sprzeciwiałem się. Wreszcie doszliśmy do małego jeziorka i stanęliśmy na pomoście. Uśmiechnąłem się, a Gerard przytulił mnie od tyłu, bez słowa. Staliśmy tak wpatrzeni w wodę przed nami.
-Podoba ci się tu?- Zapytał w końcu Gerard, cały czas mnie obejmując.
-Jest pięknie... Skąd wiedziałeś o tym miejscu? Ciężko tu trafić...
-Zawsze kiedy było mi smutno, to przychodziłem tutaj, bo można się wyciszyć. Z drugiej strony takie miejsca są najlepsze kiedy się jest z ukochaną osobą... Dlatego cię tu przyprowadziłem"-powiedział.
   Uśmiechnąłem się pod nosem i położyłem ręce na jego splątanych dłoniach, na moim brzuchu. Po chwili odwróciłem się w jego stronę i musnąłem jego wargi. Usiedliśmy razem na pomoście i wtuleni w siebie, siedzieliśmy tak przez jakiś czas. Później zebraliśmy się do jego domu i akurat trafiliśmy na Mikey'ego. 
-O, świetnie że jesteś! Możemy w trójkę na spokojnie porozmawiać?- Zapytałem go, gdy weszliśmy do domu. Gdy Gerard to usłyszał to się zdziwił, a Mikey tym bardziej.
-Jasne..- Odpowiedział.
   Poszliśmy wszyscy usiąść do salonu. Nie wiedziałem jak zacząć. Wziąłem głęboki oddech i spojrzałem na nich. Potem skupiłem wzrok na Mikey'u, który czekał aż zacznę.
-Może zacznę od tego, że... Ja i Gerard jesteśmy od dzisiejszego poranka razem- Powiedziałem w końcu.
-Byłem pewien, że potrzymasz go w niepewności trochę dłużej- Zaśmiał się i spojrzał na Gerarda.
-Jak to w niepewności? Wy o tym rozmawialiście?!- Zdziwił się zdezorientowany chłopak.
-Rozmawialiśmy z Frankiem wczoraj na temat tego, czy nie mam nic przeciwko, byście byli razem- Uśmiechnął się Mikey.
-No czyli nie miałem żadnej konkurencji? A ten chłopak z którym byłeś na spotkaniu?- Drążył Gee.
-To był mój znajomy, ale to słodkie kiedy starałeś się o mnie- Odpowiedziałem z uśmiechem.
-Oj no to był jakiś podstęp?! Oboje przeciwko mnie?!- Spojrzał na nas Gerard.
-Ależ skąd... Chciałem mieć pewność, że spędzę noc z chłopakiem, któremu na mnie zależy- Spojrzałem uroczo na niego.
   Gdy to powiedziałem, on się lekko zarumienił i zakrył sobie rękawem usta w geście zawstydzenia, a wzrok skierował w stronę Mikey'ego. Natomiast młodszy z braci spojrzał pytająco na mnie.
-To wy...no... Zrobiliście To już?- Zapytał.
-Dobra, koniec rozmowy...- powiedział Gerard i wstał, wychodząc do kuchni.
-Zrobiliśmy- powiedziałem cicho, tak by mój chłopak nie usłyszał.
   On nie ukrył zdziwienia. Razem wstaliśmy i również poszliśmy do kuchni, gdzie był Gerard. Postanowiliśmy wszyscy razem zrobić obiad. Wyciągnęliśmy wszystko, co będzie nam potrzebne. W niespodziewanym momencie zaczęliśmy się wszyscy obrzucać mąką. Całą kuchnię zasypaliśmy i sami też byliśmy biali. Któż by pomyślał, że podczas robienia obiadu może być tyle zabawy. Śmialiśmy się niemal przez cały czas. 
   Gdy wszytko już było gotowe, zabraliśmy się za posprzątanie kuchni, a podczas tego Gerard mnie pocałował. Czułem się niesamowicie w jego obecności. Z każdą chwilą zakochiwałem się bardziej. Był po prostu wyjątkowy.


1 komentarz:

  1. Jeeeeeej!
    No nareszcie! Dobrze, że u ciebie coś w końcu się pojawiło! Kobitko, ja tu umierałam bez tego opowiadania!
    Ale wybaczam Ci to! Kocham to opowiadanie, kocham ciebie, kocham Franka i Mikeya i Gee i ogólnie wszystkich kooooooocham!
    Chciałabym sobie wyobrazić takiego zawstydzoneg Gerardzia...
    Omnomnomnom *,*
    No dobrze. Czekam na następny :*

    OdpowiedzUsuń