Miłego czytania! ^^
Wyszliśmy z domu i spędziliśmy cały dzień tak, jak w każdą niedzielę. Wreszcie nadszedł czas by pójść do parku, do dzieci. Wybraliśmy się tam krótszą drogą. Gdy dzieci nas ujrzały, natychmiast nas otoczyły. I to najbardziej mnie w nich intrygowało. Lubią spędzać czas z ludźmi, których nawet nie znają. Wystarczy poświęcić im odrobinę uwagi, by zdobyć ich zaufanie. Dlaczego to z wiekiem zanika? Byłoby wszystkim łatwiej. Jednak łatwowierność w tych czasach to z całą pewnością nie jest zaletą.
Usiedliśmy w kółeczku. Ja wziąłem do ręki gitarę, a Jared usiadł obok. Do nas dochodziły nowe dzieci, podczas gdy ja stroiłem instrument. Wreszcie podbiegła dziewczynka, która wydawała się mi być znajoma. No tak...Bandit, córka Gerarda. Tylko gdzie on jest? Rozejrzałem się dookoła w poszukiwaniu mężczyzny. Przecież sama tutaj na pewno nie przyszła. Nigdzie jednak go nie widziałem. Zrezygnowany odwróciłem głowę do dzieci, jeszcze raz spoglądając przed siebie.
-Kogo tak szukasz?- Usłyszałem za plecami. Przeszedł mnie dreszcz, który dosłownie na chwilę sparaliżował moje ciało.
-Gerard?- odwróciłem się gwałtownie.
-Ostrzegałem, że przyjdę- zaśmiał się uroczo.- No już...zaczynajcie- dodał siadając na ławkę za nami.
Łatwo mu powiedzieć. Jak ja mam teraz się skupić na grze!? On siedzi za mną. Spokojnie. To tylko mężczyzna, którego kochasz.- Powtarzałem sobie w myślach. Wreszcie zacząłem początek nowej piosenki, grać na gitarze. Razem z Jaredem uczyliśmy dzieci nowego tekstu. To niesamowite jak one szybko zapamiętują co się do nich mówi. Zaledwie pół godziny zajęła nam nauka tekstu. Zaraz potem śpiewaliśmy tą piosenkę na różne sposoby. Całkiem wyłączyłem się z całego otaczającego mnie świata. W tej chwili liczyła się tylko muzyka oraz dzieci. Pod koniec każde dziecko, jak zawsze, podeszło nas przytulić. Muszę przyznać, że Bandit jest strasznie słodka. Wszyscy się rozeszli, a Gerard do mnie podszedł.
-Nie sądziłem, że tak świetnie grasz- Uśmiechnął się.
-Amatorsko, ale dziękuję- Odpowiedziałem z odwzajemnionym uśmiechem.
-Możesz wyjść jutro po pracy na kawę?- Zapytał.
W tym momencie zastanawiałem się, czy to dzieje się naprawdę. Gerard naprawdę to powiedział, czy moja wyobraźnia przekracza wszelkie wyobrażenia!? Nie wiem co mu odpowiedzieć.
-Frankie... w porządku?- Spojrzał w moje oczy dla pewności.
Ten mężczyzna coraz bardziej mnie zaskakuje. Podsumowując: zgodził się na tatuaż ode mnie, zaproponował mi taniec, przyszedł z córką zobaczyć jak gram, a teraz zaprasza mnie na kawę. To nie może być prawda. Coś takiego nie przydarza się w prawdziwym życiu, a raczej w kiczowatych filmach romantycznych, których tak bardzo nie lubię. Moje życie naprawdę jest takie bajeczne? Jest tak pięknie, że mogę porównywać je do idealnego filmu? Zaczynam się wręcz bać moich myśli. Przecież to, co robi Gerard, do niczego nie zobowiązuje. On nawet, na dobrą sprawę, nie daje mi oczywistych powodów, by robić sobie nadzieje, ale to ja. Frank Iero- Osoba myśląca pozytywnie.
-Tak, wszystko dobrze- Powiedziałem w końcu.- Jasne, że mogę wyjść!- Zdobyłem się na lekki uśmiech.
-To świetnie! W takim razie do jutra- Powiedział miło i podszedł do córki, która zagadywała mojego przyjaciela. Wziął ją na ręce i zabrał do samochodu.
Nie wiem dlaczego, ale spodobał mi się ten widok. Taki delikatny, opiekuńczy, lecz pewny siebie Gerard, o czarnych włosach i pięknych, brązowych oczach. Niby nic nadzwyczajnego, a jednak ma w sobie coś, co mnie do niego okropnie ciągnie.
Wróciliśmy do swoich domów. Usiadłem na schodach, prowadzących na górę, do mojej sypialni. Oparłem głowę o ścianę i zamknąłem oczy. Jestem w tym momencie taki szczęśliwy, że nie potrafię tego opisać. Wydaje mi się, że nie ma słów, które wyrażałyby moje emocje. Dosłownie czuję się jak spełniony człowiek. Jeszcze czegoś takiego nie czułem. Motylki w brzuchu, jak zakochana nastolatka. Ach, żeby on wiedział, że zapraszając mnie na kawę wywołał u mnie coś takiego...
Otrząsnąłem się dopiero, po godzinie. Wszedłem jakby otumaniony po schodach i położyłem się na łóżku, zasypiając niemal od razu, w ubraniach. Już dawno sen nie przyszedł mi tak łatwo i szybko.
Z samego rana obudził mnie budzik, a jednocześnie silne skurcze w brzuchu. Mój organizm sam w sobie dawał znaki stresu przed spotkaniem z chłopakiem, a jednocześnie domagał się jedzenia. Od wczorajszego południa nic nie zjadłem.
Zszedłem z łóżka i wybrałem ubrania, które moim zdaniem dobrze na mnie leżą. Zabrałem je do łazienki i tam w pół godziny się przygotowałem. Następnie poszedłem do kuchni, na śniadanie i wyszedłem do pracy. Całą drogę byłem głową w chmurach. Dzisiaj była wyjątkowo ładna pogoda. Sierpniowy, ciepły i słoneczny poranek. Idealny dzień na kawę z ukochanym...
Po wejściu do studio usiadłem za biurkiem i zacząłem kończyć szkic, który jest na zamówienie. Jakiś czas później przyszła Hannah. Obsłużyliśmy wszystkich klientów, a po pracy wpadł Gerard. Najwidoczniej powiedział o tym już wcześniej Hannah. Uśmiechnęła się do niego znacząco i wyszła, udając się w kierunku galerii handlowej, niedaleko. Ja już kończyłem ostatnie poprawki projektu, a on usiadł obok mnie. Pochylił się nade mną i widział, że próbuję wymyślić jeden bardzo istotny element. Jednak nic nie potrafiło mi przyjść do głowy. Uśmiechnął się i bez słowa wziął ołówek i coś namalował. Dokładnie to, co idealnie wpasowało sie w całość. Spojrzałem na niego z czymś w rodzaju podziwu.
-Czy teraz już skończyłeś pracę?- Zapytał miło. Jego uśmiech sprawiał, że moje nogi były jak z waty.
-Tak, teraz tak... Dziękuję- Odparłem,
On rzucił mi tylko urocze spojrzenie i zszedł z wysokiego krzesła. Ja zrobiłem to samo i wreszcie mogliśmy wyjść. Szliśmy przed siebie. Zabrał mnie do ładnie urządzonej kawiarni. Już na samym wejściu zapach roznosił się na wszelkie strony, zachęcając każdego do spróbowania tego cudownego napoju. Usiedliśmy przy stoliku, mieszczącym się obok okna z widokiem na wąska uliczkę. Dalej czuję się jak w daremnej komedii romantycznej, ale strasznie mi się to podoba.
Podszedł do nas kelner i Gerard zamówił dla nas kawę. Nie wiem skąd wiedział jaką najbardziej lubię, ale bardzo mnie zaskoczył. To chyba po raz kolejny. Spojrzałem na niego, a on wlepiał we mnie swe błyszczące oczka. Czułem się przy nim tak inaczej, wyjątkowo, bezpiecznie. Ewidentnie się w nim zakochałem i teraz nie miałem już ku temu żadnych wątpliwości.
-Zajmujesz się sztuką?- Zapytałem w końcu.
-Skąd ten pomysł?- Wciąż nie odbywał ode mnie wzroku.
-Bo... nie wiem jak to wyjaśnić. Wziąłeś ołówek do ręki i od razu idealnie zrobiłeś to, co miałeś w głowie...
-Oj nie to miałem w głowie, ale jeśli chodzi o to... Lubię rysować, malować. Ogólnie tworzyć coś nowego. Amatorsko- Uśmiechnął się. Użył mojego słowa.
Zastanawiało mnie w nim coraz więcej rzeczy. Niby bez problemu odpowiadał na moje pytania, a jednak był strasznie tajemniczy. Może odniosłem tylko takie wrażenie, ale coś się musi za tym kryć.
-A czy mogę ci zadać jeszcze jedno pytanie?- Spojrzałem niepewnie.
-Właśnie zadałeś. Ale oczywiście, pytaj o co chcesz- Powiedział miło.
-Chodzi o ten tatuaż...a dokładnie te słowa. Dlaczego akurat takie?- Zapytałem, a on się zmieszał. Na moment spuścił wzrok, ale szybko go przeniósł znów na mnie.
-Very much Alive... Moja żona...Ona trzy lata temu popełniła samobójstwo. W liście jej ostatnie słowa dokładnie tak brzmiały. To był ogromny cios, dlatego te słowa utkwiły w mojej głowie.- Powiedział.
-O, przepraszam. Ja...
-Nie ma sprawy- Przerwał mi.- To stare dzieje. Nie warto tego rozpamiętywać. Zostawiła mi po sobie wspaniałą córkę- Uśmiechnął się.
-Tak.. Jest naprawdę urocza- Powiedziałem.
Przerwał nam kelner, który przyniósł dla nas kawę. Od razu wziąłem łyk swojej. Ciepło rozlewało się po moim organizmie, zostawiając słodycz w ustach.
-kluczowe pytanie. Skąd wiedziałeś jaką piję kawę?-Zapytałem znów.
-Zadajesz dużo pytań- Zaśmiał się- Zapytałem Hannah. Ona z tobą pracuje, więc wie takie rzeczy.
Ta odpowiedź mnie totalnie zaskoczyła. Niespodziewałem się, że rozmawiał o mnie z przyjaciółką. Poczułem się w tym momencie jak ktoś ważny dla niego. Szkoda, że tak nie jest. Jestem dla niego zwykłym znajomym. Zwyczajnie chciał być uprzejmy.
No jeeeeeeeeeejuuuuu!
OdpowiedzUsuńZazdroszczę Ci wolnego poniedziałku :OOOOO Ja musze zapierdzielać od rana do nocy (z wyjątkiem tych piętnastu minut, które poświęciłam na czytanie).
Kocham to! Kocham to! Kocham to!!!!!!! <3333
No niech oni się w końcu pocałują, nooooo! Przecież wiedzą, że są dla siebie stworzeni!!! Ja chcem jakąś erotykę, noooo!
[dobra, wybiegłam z zbyt daleką przyszłość... XD]
No ale...Oni są zakochani w sobie, nieeeee?? To czemu robią mi na złość i się tak ze sobą droczą pół wieku?!
Ja chcem miłość i to w trybie nał! :DDD
Okey, ale fajne, że dodałaś tak szybko :DD
Mam nadzieję, że następny będzie również w szybkim tempie... Bo nie mogę się doczekać. <333
Koffam i do następnego :****
ahhhhh!!! super super super super!!!! mam nadzieje ze naatępny rozdział też będzie tak szybko :D (piszesz najlepsze Frerardy na świecie!)
OdpowiedzUsuń