Dwa dni temu były urodzinki Gerarda! Skończył już 37 lat, a dalej wygląda tak strasznie młodo...Wampir! To jedyne wytłumaczenie! A tak na temat komentarzy..KOCHAM WAS. Naprawdę strasznie dziękuję za te miłe słowa! Dzięki temu mam ochotę pisać to dalej*_*
Miłego czytania! :*
Usiadłem razem z Jaredem na kanapie, w milczeniu.
-Dobra, mów co się dzisiaj działo- Przerwał wreszcie ciszę.
-Ale co się miało dziać?- Spojrzałem na niego.
-Nie rób ze mnie idioty! Hannah powiedziała mi, że on igły boi się najbardziej od zawsze, a ty go tak najzwyczajniej w świecie namówiłeś na tatuaż?
-Wiesz no... Sam się zgodził... Powiedziałem mu tylko, że będę delikatny...- Zmieszałem się.
-Co ty masz w sobie takiego, że ludzie ci ufają?- Zaśmiał się.
-Jared... On chyba chce przyjść z córką do nas, do parku w niedzielę...
-A czy to źle?- Zdziwił się.
-Tak! Zestresuję się kiedy będzie na mnie patrzał!
-Dramatyzujesz, Frankie. Sam nie wiesz czego chcesz. On chce przyjść, a ty mówisz, że to źle. Gdyby nie chciał przyjść, byłoby jeszcze gorzej. Czego właściwie oczekujesz?
-Sam nie wiem... Za dużo wrażeń. Chodźmy się położyć.- powiedziałem wstając z kanapy.
Leżąc w łóżku, miałem mętlik w głowie. Mój przyjaciel ma rację. Sam nie wiem czego chcę. Niestety nic nie poradzę na to, że Gee jest dla mnie taki ważny, że boję się coś zepsuć. Nie umiałem zasnąć, dlatego cicho wstałem i wróciłem do salonu. Tam palił się jeszcze drobny płomyk w kominku. Wziąłem do ręki gitarę i zacząłem grać. Zamknąłem oczy, poświęcając całą uwagę muzyce. Zdałem sobie sprawę z tego, że Gerard nie będzie mój. No bo który homoseksualista ma dziecko? Nie mam żadnych szans. On traktuje mnie jak kolegę z pracy swojej przyjaciółki, a co najwyżej za swojego znajomego.
Na swoich ramionach poczułem czyjeś dłonie. Otworzyłem oczy i odwróciłem w bok głowę. Był tam zaspany Jared. Miał przymrużone oczy, rozczochrane włosy i lekki zarost. Wyglądał jak ideał mężczyzny dla większości kobiet, a nawet i mężczyzn. Bez słowa objął mnie od tyłu, a ja odłożyłem gitarę. Wtuliłem się w niego. Tego potrzebowałem. Potrzebowałem tej bliskości ze strony drugiej osoby. Każdy kogoś potrzebuje, a ja mam tylko Jareda. Zamknąłem oczy i cichutko westchnąłem. Nagle wszystko przeszło. Wszelkie dręczące mnie myśli w jednej chwili minęły. Nawet nie wiem kiedy, ale zasnąłem dość szybko. Byłem nieźle przemęczony. W jego ramionach czułem się bezpiecznie.
Znów to okropne uczucie. Bezsilność. Nienawidzę tego. Ostatnio coraz mniej przypominam tego optymistę, którym byłem od zawsze. Widzę wszystko w czarnych kolorach, a dlaczego? Bo zakochałem się w mężczyźnie, który nawet nie wie, że jestem gejem. Teraz siedzę w kącie pod sceną. Próbuję pokonać tremę, aż wreszcie wyszedłem na środek. Stanąłem z gitarą, ale nie umiałem nic zagrać. Na sali był tylko Gerard. Jak to się stało? Gdzie jest publiczność? Co ja tutaj robię? Zacząłem się trząść. Moje serce biło jak szalone. Niespodziewanie wyszedł również on. Chciałem za nim pobiec, ale nie mogłem się ruszyć z miejsca. Patrzyłem tylko jak odchodzi. Odchodzi moja wielka miłość, a ja nic nie mogę zrobić. Pomieszczenie zaczyna się walić. Ale co się dzieje? Dalej stoję w miejscu, nic nie robię.
Nagle obudziłem się cały zalany potem. Wciąż byłem w ramionach przyjaciela i siedzieliśmy na podłodze, z czego on był oparty o kanapę. Powoli wstałem tak, by go nie obudzić. Od razu poszedłem do łazienki i wziąłem długi prysznic. Ubrałem się i wyszedłem z domu, na krótki spacer. Po tym śnie musiałem się przewietrzyć. Jak teraz o tym myślę, to wydaje się to okropnie głupie. Jednak było wręcz okropne. Gerard śni mi się po nocach. To nie jest chyba normalne. Wreszcie zadzwonił mój telefon.
-Halo?-odebrałem.
-hej, Frank! Tu Hannah. Wyszedłbyś dzisiaj ze swoim przyjacielem do baru? -zapytała.
-Jasne...do zobaczenia wieczorem- Powiedziałem miło.
-Świetnie! Do zobaczenia- Rozłączyła się.
Zdziwiłem się skąd ma mój numer, ale nie zastanawiałem się długo. Od razu zwróciłem i doszedłem do domu. Jared akurat się obudził gdy wszedłem. Poszedłem zamyślony do kuchni. Usiadłem na krześle ze zrobioną wcześniej kawą. Niedługo potem to samo zrobił przyjaciel. Powiedziałem mu o spotkaniu wieczorem i bardzo się ucieszył. Natomiast ja się zastanawiałem czy pójść. Nie miałem ochoty na imprezy, ale Jared mi nie pozwolił ostatecznie zostać w domu. Zjedliśmy śniadanie i usiedliśmy przed telewizorem. Oglądaliśmy do wieczora przeróżne filmy, jedząc słodycze. Wreszcie nadszedł wieczór. Prosiłem Jareda, by pozwolił mi zostać, ale nie dawał za wygraną. Posłusznie poszedłem się ubrać. Ubrałem czarne rurki, szarą koszulkę oraz trampki. Oczy podkreśliłem czarną kredką, a długa grzywka opadała na moją lekko bladą twarz. Gdy Jared również był już gotowy, wyszliśmy. Dość szybko doszliśmy do baru, pod adresem, który wysłała mi Hannah sms-em. Weszliśmy do środka za okazaniem dowodu i rozejrzeliśmy się. W jednym momencie uderzyła mnie fala gorąca. To co zobaczyłem przeszło moje wszelkie wyobrażenia. Przyjaciel zabrał mnie od razu do stolika, w którym już siedziała kobieta no i Gerard. Przywitaliśmy się, po czym Jared od razu zaprosił Hannah do tańca. Ona się zgodziła i poszli potańczyć. Aż mnie skręcało w żołądku, że muszę siedzieć tutaj z Gee. Sam na sam. On spojrzał na mnie i lekko się uśmiechnął. Znowu to uderzenie gorąca. Przeleciał mnie wzrokiem od góry do dołu.
-Jesteś jakiś nieobecny odkąd się poznaliśmy..Coś się dzieje?- Zapytał w końcu.
-Nie... Po prostu ostatnio czuję się jakoś inaczej- Zdobyłem się szczery uśmiech. No bo w sumie to co ja mam mu powiedzieć?! Mam mu powiedzieć, że to przez niego taki jestem? Że się w nim zakochałem i myślę cały czas o nim? Nie ma takiej opcji! Uzna mnie za jakiegoś dziwaka i nie będzie chciał mnie znać. A nie wiem co bym zrobił, gdybym nawet nie mógł go widywać.
-Zatańczysz?- Spojrzał w moje oczy. Przeszedł mnie dreszcz.
Oczywiście zgodziłem się. Nie mógłbym nie wykorzystać takiej okazji. Bawiliśmy się wszyscy świetnie przez cały wieczór, a do domu wróciliśmy dosłownie nad ranem. Położyłem się do łóżka, ale przez te emocje nie potrafiłem zasnąć. Och...Gerard ze mną tańczył! Czuję się jak w niebie. Mógłbym teraz wyjść na ulicę i wykrzyczeć wszystkim jaki jestem szczęśliwy, przez coś, co wszyscy z pewnością uważają za błahostkę. Dla mnie to naprawdę dużo znaczyło. Chyba znów niepotrzebnie robię sobie nadzieję. I chodź jestem tego świadomy, to nie potrafię tego przerwać. Coś jest w nim takiego, co mnie do niego ciągnie. Coś niesamowicie wyjątkowego. Może ta tajemniczość. Nic o nim nie wiem, jednak jestem pewien, że się w nim zakochałem. To nie jest nic nie warte uczucie. Szkoda tylko, że nie jest odwzajemnione.
Wreszcie udało mi się zasnąć, lecz nie na długo. Blisko dziewiątej rano obudził mnie Jared. Jak zawsze o tej godzinie miał już w kuchni zrobione dla nas obojga śniadanie, a w skład zawsze koniecznie wchodziła kawa. Leniwie podniosłem się z łóżka i usiadłem przy stole.
-Jak ci idzie z Hannah?- Zapytałem z uśmiechem.
-Co? O czym ty mówisz?- Udawał zdziwionego.
-Och,nie potrafisz kłamać. Od początku do niej zarywasz i nie próbuj mnie okłamać!
-No masz rację... Ona jest niesamowita! A wczoraj pocałowała mnie w policzek, rozumiesz?! W policzek!
-Ło! To się postarałeś! W końcu jakaś dziewczyna, która od razu nie próbuje zaciągnąć cię od łóżka- Zaśmiałem się.
W odpowiedzi dostałem tylko winogronem w głowę. Tak oczywiście wyglądało śniadanie mojego przyjaciela. Same owoce, bądź warzywa. Na szczęście mnie nie torturował samą sałatą.
awwww jak słodko <3 najarany Franiu :3 weny, powodzenia, wszystkiego co najlepsze! <3 nienawidzę jak trzymasz w tej niepewności ;__; przez cały tydzień myślę tylko o Twoim blogu, chyba mam obsesję ;-;
OdpowiedzUsuńpozdrawiam :D
Łoooooooooo boszeeeeeeeeee... *o*
OdpowiedzUsuńSłodko, słodko, słodko!!!
Oni ze sobą tańczyli...TAŃCZYLI!
I Frankie taki zakłopotany awwwwwwwwwwwww *o*
Dawaj szybko następny rozdział, bo nie wytrzymam chyba do następnego weekendu :OOO
Pozdrawiam <3