niedziela, 9 marca 2014

# XVI Rozdział

Och....Nadszedł koniec tego opowiadania. Nawet gdybym chciała na siłę przedłużyć sielankowe życie dwóch kochanków, to nie miałoby to sensu. Mam nadzieję, że całość podobała się Wam^^ Bardzo dziękuję za wszelkie komentarze! Długo zastanawiałam się w jaki sposób zakończyć to, co tu zaczęłam. Czy spróbować doprowadzić Was do łez, czy może raczej do uśmiechu. Sami zobaczcie jak się to skończy..
Miłego czytania:*

   Po całym tym zdarzeniu ciężko mi było zasnąć. Cieszyłem się, że Gerard nie zrobił nic poważniejszego, ponieważ nie uszło by mu to tak łatwo. Teraz miałem dowód, że jest dla mnie gotów zrobić wiele i zależy mu na mnie.
   Chwilę po tym, jak się obudziłem, dostałem sms'a od Gee "Będę po ciebie za pół godziny i porywam cię na cały dzień"-odczytałem. Nie wiedziałem o co może chodzić. Wstałem szybko i wziąłem z szafki jakieś ubrania. Poszedłem do łazienki i w ekspresowym tempie przygotowałem się do wyjścia. Akurat gdy kończyłem śniadanie, przyszedł po mnie Gerard. Poczekał chwilę aż skończę jeść, a przy okazji porozmawiał z moimi rodzicami w salonie.
   No tak. To on im na samym początku naszego związku powiedział, że jesteśmy parą. Nie powiem, żeby byli tym jakoś specjalnie zachwyceni, ale nie mógłbym narzekać na ich reakcję. Zwyczajnie to zaakceptowali. Od początku było widać, że coś czuję do Gerarda i jest to uczucie odwzajemniane.
   Gdy tylko byłem gotowy do wyjścia *wliczając w to 10 minut ubierania glanów*, wyszliśmy. Okazało się, że Gee przyjechał po mnie na motorze. Podał mi kask. Usiadłem na miejscu tuż za nim i wtuliłem się w niego. Nie miałem pojęcia gdzie i dlaczego mnie zabiera. Jechaliśmy tak jakiś czas, aż znaleźliśmy się na małej plaży. Nie było tam nikogo, prócz nas. Na pierwszy rzut oka, było tam pięknie. Pomimo pory roku, którą aktualnie mamy *jesień* było naprawdę niesamowicie.
   Gerard wziął mnie za rękę i bez słowa zaczął gdzieś prowadzić. Niedaleko dostrzegłem jakiś kocyk na piasku. Gdy dochodziliśmy bliżej, zauważałem więcej zaplanowanych już wcześniej rzeczy. W końcu doszliśmy do celu.
-Wszystkiego Najlepszego, kochanie- Powiedział łapiąc mnie za obie ręce i spoglądając w oczy.
   Nagle sobie przypomniałem, że rzeczywiście dzisiaj mamy Halloween. Dzisiaj są moje urodziny. Jak ja mogłem zapomnieć o własnych urodzinach.
-D-dziękuję..- Rozejrzałem się. Tylko tyle zdołałem z siebie wydusić. Całkiem mnie zatkało.
-To twoje pierwsze urodzinki, które spędzamy razem...- Uśmiechnął się.
-Jesteś niesamowity...Wszystko sam to przygotowałeś...?- Wciąż byłem zaskoczony.
-Tak. To wszystko dla ciebie. Chcę żebyś był szczęśliwy- Odpowiedział.
-Naprawdę dziękuję... Kocham cię- Wtuliłem się w niego.
   Po chwili usiedliśmy na kocyku. Troszkę wiało, ale Gee był na to już wcześniej przygotowany. Zapewnił nam całe południe zabawy. Potem zjedliśmy tam razem obiadek. Po tym położyliśmy się razem i kocu. Przejechałem dłonią po jego brzuchu. Wtedy on na mnie spojrzał. Uroczo się uśmiechnąłem i lekko musnąłem jego usta. On odruchowo zamknął oczu i wplątał palce w moje włosy, pogłębiając pocałunek. Położyłem się na nim i delikatnie napierałem na jego ciało. Zdecydowanie mogłoby dojść do czegoś więcej, ale to nam wystarczało. Ta chwila była wyjątkowa sama w sobie i nie potrzebowaliśmy dodatkowych atrakcji. Napawaliśmy się sobą to i teraz. Całkowicie przestaliśmy myśleć i tym co nas otacza. Byliśmy tylko my. Tą przepiękną chwilę przerwał nam mój telefon.
-Kto śmie nam przerywać?- Zapytał Gee, gdy wyciągnąłem telefon.
-Mikey- Zaśmiał się i odebrał- Halo?
-O, Frank!Wszystkiego najlepszego! Wpadniesz dzisiaj wieczorem do nas?- Zapytał.
-Dziękuję! Jasne, Do zobaczenia- Odpowiedział Frank, rozłączając się, a Gee spojrzał na niego niezrozumiale.
-Chyba wieczorem też będziesz na mnie skazany- Przygryzłem lekko dolną wargę mojego chłopaka.
-A zostaniesz na noc?- Zapytał z nadzieją w głosie, patrząc mi w oczy.
-Hmm..ale mam warunek- Powiedziałem poważnym głosem.
-Jaki?- Przestraszył się.
-Sprawisz, że ta noc będzie niezapomniana...- Wyszeptałem mu do ucha.
   Gerard był bardzo zaskoczony moim warunkiem i nie ukrywam, że ja też zdziwiłem się, że udało mi się to tak śmiało powiedzieć. Bardzo rzadko dochodziło między nami do większych zbliżeń, a jeśli już, to było to o wiele spokojniejsze niż nasz pierwszy raz. Jesteśmy jeszcze bardzo młodzi, przez co nie angażowaliśmy się zbytnio w życie seksualne. Mamy na to jeszcze całą wieczność.
   Oczywiście chłopak przystał na mój warunek z uśmiechem na ustach. Gdy słońce powoli zachodziło, a niebo przybierało przepiękne kolory, postanowiliśmy się zbierać i pójść do domu Way'ów. Gee nie omieszkał zabrać mnie do zostawionego niedaleko pojazdu na rękach. Trzymał mnie jak niemowlę, a wcale tak mało nie ważę. Imponował mi tym, no i oczywiście nie tylko tym.
   Posadził mnie na tylne siedzenie motoru, uprzednio zakładając mi kask. Sam zrobił to samo i usiadł przede mnie. Wtuliłem się w niego, by nie spaść i wyruszyliśmy do domu. Czarnowłosy z piskiem opon ruszył. Mijaliśmy wszystkie auta. Wyczuwaliśmy w sobie tą adrenalinę, gdyż zdecydowanie przekraczał możliwości pojazdu. Pomimo prędkości, Gerard cały czas dbał o bezpieczeństwo w pewnym stopniu. Nie mógł pozwolić na to, by mi się coś stało. Za bardzo mnie kochał i okazywał to na każdym kroku.
   W końcu podjechaliśmy pod dom i pierwszy zszedłem z motoru. Weszliśmy obaj do środka. Tam już czekał Mikey, z prezentem. Och, uwielbiam go. Mieć takiego przyjaciela to skarb. Zauważyłem, że wszystko wcześniej przygotował, abyśmy w trójkę mogli razem miło spędzić czas. Tak też własnie było. Opowiadaliśmy sobie kawały, śmialiśmy się w najlepsze i oczywiście słuchaliśmy muzyki. 
   Zrobiło się późno. Postanowiliśmy się wszyscy zebrać. Ja poszedłem z Gee do pokoju, w którym już spałem nie raz. Gdy tylko zamknął za nami drzwi, ja wpiłem się w jego usta, rękami od razu zjeżdżając na jego pośladki. Jednak on się oderwał. Niezrozumiale na niego spojrzałem.
-Jeszcze prezent ode mnie...- Powiedział uśmiechając się.
-Od ciebie? Chyba cały ten dzień był wystarczający- Objąłem go.
-No mam jeszcze jedną rzecz dla ciebie.- Przesunął nas w stronę łóżka i posadził mnie- Zamknij oczy- Powiedział, a ja posłusznie wykonałem polecenie.
   Po chwili położył coś na moich nogach i pozwolił otworzyć oczy. Rozpakowałem prezent i moim oczom ukazała się gitara, o której marzyłem już od dłuższego czasu. Byłem naprawdę zdziwiony, ponieważ nigdy nie wspominałem chłopakowi, że gram na jakimś instrumencie.
-S-skąd wiedziałeś?! Dziękuję!- Przytuliłem go.
-Rozmawiałem z twoimi rodzicami...Powiedzieli mi- Uśmiechnął się.- Zagrasz coś dla mnie? Jest już nastrojona...
-Ale...- Spojrzałem z lekkim przerażeniem na chłopaka. Zwyczajnie wstydziłem się cokolwiek zagrać, zaśpiewać.
-Proszę- Przerwał mi- Chciałbym usłyszeć jak grasz...
-No dobrze...- Powiedziałem niepewnie i chwyciłem gitarę w ręce.
   Nabrałem powietrza i zamknąłem oczy. Przejechałem dłonią po strunach i postanowiłem zagrać piosenkę, którą znamy oboje. Jest od jednego z naszych ulubionych zespołów. Nie raz grałem tą piosenkę tak dla siebie. Z moich ust zaczęły się wydobywać pierwsze słowa:
Oh Love, oh love
Won't you rain on me tonight
Oh life, oh life
Please don't pass me by
Don't stop, don't stop
Don't stop when the red lights flash
Oh ride, free ride
Won't you take me close to you *
   Nie można w nich było wyczuć ani odrobiny strachu, wstydu. Dlaczego? Pewnie dlatego, że go nie było. Już po pierwszych słowach piosenki otworzyłem oczy, nie przerywając i ujrzałem zapatrzonego we mnie chłopaka. Wtedy cały stres odszedł. Liczył się dla mnie tylko on.
   Po skończonej piosence odłożyłem gitarę ostrożnie na bok i przybliżyłem się do Gerarda, patrząc mu w oczy.
-To było piękne- Powiedział cicho, jednak ja w tym momencie złączyłem nasze usta w subtelnym pocałunku. Nie musiał nic mówić. W tej sytuacji słowa były zbędne. Dobrze wiedziałem co czuł, gdy grałem. Jego oczy mówiły wszystko.
-Czy teraz zasłużyłem sobie na tę niezapomnianą noc?- Przerwałem na chwilę.
-Oczywiście- Wyszeptał mi do ucha i od razu ściągnął ze mnie koszulkę.
   Dość szybko zostaliśmy bez ubrań. Położył mnie na plecach, a sam składał delikatne pocałunki na moich już nagim ciele. A potem....Potem to już daliśmy się ponieść wszelkim emocjom. Tym razem nie zagłębię się w szczegóły opisywania całej sceny. To pozostanie tylko pomiędzy mną, a moim chłopakiem. Jedyne co mogę powiedzieć, to to, że ta noc, a właściwie cały dzień na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Oczywiście na drugi dzień dostaliśmy opieprz od Mikey'a, że nie dawaliśmy mu spać, ale nic sobie z tego nie robiliśmy. Po prostu było pięknie.
***
=punkt widzenia ze strony Gerarda=
   Zawsze kiedy wracam wspomnieniami do momentu poznania Franka, dokładnie potrafię wszystko sobie ponownie w głowie odtworzyć. Pamiętam moment, w którym usiadłem na historii obok tego wyjątkowego chłopaka. Był zdecydowanie inny niż wszyscy dookoła. Był wyjątkowy. Nie wiem dlaczego, ale od razu skręcało mnie w środku, gdy go wtedy zobaczyłem. Jego czarne włosy opadały na bladą twarz chłopaka, co nadawało mu takiej delikatności, chociaż każdy widział w nim tylko osobę do bicia się. Uważano, że lepiej się do niego nie zbliżać, by nie oberwać. Ja od razu czułem, że tak naprawdę to uczuciowy i wrażliwy chłopak. Pamiętam jak przyglądał się w uwagą mojemu rysunkowi na pierwszej lekcji, z myślą, że tego nie widzę. Zatrzymałem ten rysunek tylko dlatego, że przypomina mi tego najcudowniejszego chłopaka pod słońcem. Nigdy nie wierzyłem, że istnieje coś takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia. Myliłem się i to bardzo. Dzisiaj  mija nasza trzecia już rocznica od pierwszego spotkania się. Wciąż nie mogę uwierzyć, że ktoś taki jak Frank wybrał akurat mnie. Mam ogromne szczęście i....- Zapisywałem w swoim pamiętniku, gdy nagle z zamyśleń wyrwał mnie uroczy głos.
-Gerard! Jesteś już gotowy?- Krzyknął Frank wchodząc po schodach.
-Tak, już idę, kochanie- Odpowiedziałem szybko.
...i wiem, że nie mogę tego zepsuć. Ten niski, pięknie zbudowany chłopak sprawia, że moje życie jest najlepsze. Nigdy wcześniej bym nawet nie pomyślał, że spotka mnie coś takiego. Kocham go i zawsze będę, choćby nie wiem co się działo. Moje serce należy wyłącznie do niego- Dokończyłem wpis i zamknąłem pamiętnik. Schowałem go pod swoimi ubraniami, głęboko w szafie, od razu wyciągając z niej skórzaną kurtkę.
-No, Gee... Idziesz już? Ileż mogę na ciebie czekać? Film się za niedługo zaczyna- Wszedł do pokoju Frank. Wyglądał przeuroczo, jak zawsze.
-Przepraszam...Musiałem coś zrobić. Już możemy wychodzić- Powiedziałem podchodząc do niego. Pocałowałem go w policzek, obejmując go przy tym. Po chwili udaliśmy się do wyjścia. Poszliśmy do kina, a potem do restauracji. Chcieliśmy uczcić naszą rocznicę. Oczywiście noc była najpiękniejsza. Tylko nas dwoje, w pustym domu. Rozpalone ciała spragnione siebie nawzajem. 
   Mogę być pewien, że życie z nim będzie napiękniejszym, co mogło mnie spotkać. Jeśli gdzieś tam jest Bóg, to bardzo dziękuję mu, że zesłał mi na ziemię takiego aniołka. Jestem mu wdzięczny.

--------------------------------------------
*Green Day- Oh Love
--------------------------------------------
Szczerze mówiąc, to się wzuszyłam. Jakoś ciężko mi to kończyć i odczułam to dopiero po zakończeniu. No cóż. Koniec w końcu musiał nadejść. Mam nadzieję, że nie zawiodłam waszych oczekiwań :)

2 komentarze:

  1. TO JEST EPICKIE ;-;

    OdpowiedzUsuń
  2. zakończenie było mega piękne, delikatne i słodkie. Utalentowana z Ciebie autorka ;) cudnie to wszystko zakończyłaś <3
    pobudziłaś mnie a moja niecierpliwość jest jeszcze większa - jakie opowiadanie będzie następne? jeju będę wiernie czekać <3
    xoxo niecierpliwa Mia <3

    OdpowiedzUsuń