poniedziałek, 10 marca 2014

*** Rozdział I

Ten rozdział planowałam dodać w środę, jednak zdecydowałam, że skoro już go napisałam, to mogę wam pokazać jak teraz będzie wyglądać nowy Frerard^^ Ten rozdział jeszcze nie przedstawia Frerada, ale obiecuję, że to się bardzo szybko zmieni.. Dziękuję za te miłe słowa dotyczące tego co tutaj robię :* Uwielbiam Was<3 (Następnego rozdziału możecie spodziewać się w piątek wieczorem:)
Rozdział dedykuję xForeverUnknowNx  oraz Mia S. Dziękuję, że zawsze komentujecie! <3
Miłego czytania :3

   Moje życie jest pełne niespodzianek. Bardzo rzadko dzieje się coś dobrego. Jestem chodzącym nieszczęściem. Dosyć wyróżniam się z tłumu ze względu na mój specyficzny wygląd. Mam średniej długości czarne włosy, ciało w większości pokryte tatuażami i bardzo często oczy podkreślone czarną kredką. Mój ubiór jest odzwierciedleniem mojego charakteru. Zwykle noszę czarne rurki, koszulkę z zespołem oraz glany. Jestem niski i nieszczególnie umięśniony. A no i zapomniałbym wspomnieć, że jestem gejem. Podobają mi się chłopcy, choć jeszcze nigdy nie miałem chłopaka, z którym byłbym przynajmniej miesiąc. W moim wieku, czyli w wieku 24 lat to dziwne, że nie kochałem się jeszcze z drugą osobą. Mam dość pozytywne nastawienie do życia. Lubię marzyć, często chodzę z głową w chmurach. Niejednokrotnie mówiono mi, że wywołuje na twarzach innych uśmiech, przez moje podejście. Na co dzień jestem tatuażystą, bo trzeba z czegoś żyć. Bardzo lubię tą pracę. Od dziecka fascynowała mnie sztuka tatuażu. Nie mogę też narzekać na małe dochody. Praca ta przynosi całkiem spore zyski, a dzięki temu mogłem kupić dla siebie mały domek w cichej dzielnicy Los Angeles.
   Mam w swoim życiu jedną osobę, na którą zawsze mogę liczyć. Jest to mój przyjaciel Jared. Poznaliśmy się w szkole, zaraz po tym jak się tu przeprowadziłem. Nie łatwo nawiązuje znajomości z innymi, dlatego bardzo zdziwiłem się jak szybko zaprzyjaźniłem się z Jaredem. Zawsze był obiektem wzdychań dziewczyn na szkolnych korytarzach, ale nigdy tego nie wykorzystywał. Nawet teraz jest to niezwykle przystojny mężczyzna, o przepięknych błękitnych oczach i zgrabnej sylwetce oraz czarnych, zwykle wyprostowanych włosach. Chociaż uważam, że jest naprawdę cudowny facet, nigdy nie myślałem o nim jako o 'swoim chłopaku'. Łączy nas więź przyjaźni i to się nie zmieni, przede wszystkim dlatego, że on gustuje w kobietach.
   Moja rodzina do tej pory nie dowiedziała się o mojej orientacji. Mama coś podejrzewała, ale nigdy nie potwierdziłem tego. Nie zebrałem się jeszcze w sobie, by im to wyznać, a poza tym nie było jeszcze takiej potrzeby. Na pewno gdy znajdę tego jedynego, to przedstawię go bez wahania rodzinie, bez względu na ich możliwe reakcje.
   Bardzo często myślę o tym, jak brakuje mi bliskości tej drugiej osoby. Chciałbym znaleźć kiedyś chłopaka, który będzie mnie kochał takiego jakim jestem, przytulał, zawsze przy mnie był. Chciałbym zasypiać i budzić się obok niego, słyszeć czułe słówka. Po prostu chciałbym mieć kogoś bliskiego. 
   Tego dnia obudziło mnie sierpniowe słońce, wpadające przez okna do mojej sypialni. Ledwo otworzyłem oczy i poczułem suchość w ustach, a zaraz potem przeszywający ból głowy. Poprzedniego wieczoru nieźle zabalowałem z Jaredem. Nieco przesadziliśmy z alkoholem i teraz są tego skutki. Każdy nawet najmniejszy szmer sprawiał, że zwijałem się z bólu. Wstałem powoli, by zamknąć okno, by nie słyszeć przejeżdżających samochodów. Od razu pofatygowałem się leniwie do łazienki, by wziąć prysznic i się rozbudzić. Rozebrałem się i wskoczyłem do kabiny prysznicowej pod chłodną wodę. To od razu postawiło mnie na nogi. Stałem chwilę bez ruchu i pozwalałem by woda spływała po moim ciele. Po dość długiej kąpieli uczesałem się i zrobiłem mój standardowy makijaż. Robiłem go zawsze, nawet gdy byłem sam w domu. Czułem się wtedy sobą.
   Wychodząc z łazienki usłyszałem telefon, dlatego szybko rzuciłem się na łóżko by w pościeli odnaleźć dzwoniące urządzenie. Zdążyłem odebrać w ostatniej chwili.
-Halo?- Powiedziałem do słuchawki.
-No hej, Frank. Jak się czujesz?- Usłyszałem głos Jareda.
-Głowa mnie napieprza, ale tak poza tym to jest nieźle. A ty nie śpisz?- Zdziwiłem się.
-No jak widać nie... Zapraszam cię dzisiaj na kolację i nie chcę słyszeć odmowy- Powiedział stanowczo.
-Co? Jaką kolcje? Gdzie?- Zapytałem zdezorientowany.
-Oj no spokojnie. Dzisiaj jestem umówiony z producentem w restauracji. Mam podpisać kontrakt i chciałbym abyś był tam ze mną. Mogę na ciebie liczyć?
-Jasne. Postaram się wyleczyć do... A no właśnie, o której to jest?
-Wpadnę po ciebie o 19.00. Bądź już gotowy. Dziękuję- Powiedział i rozłączył się.
   Zaskoczony telefonem od przyjaciela poszedłem na dół, do kuchni zrobić sobie śniadanie. Zrobiłem sobie kilka kanapek oraz kawę. Śniadanie bez kawy, to nie śniadanie. Gdy już skończyłem, poszedłem do salonu i włączyłem telewizor. Zacząłem przeglądać jakie ciekawe lecą programy, a i tak ustawiłem kanał muzyczny, jak zwykle. Patrzałem przez jakiś czas na teledyski moich ulubionych piosenek, leżąc na kanapie i naszła mnie nagła ochota na lody. Zajrzałem do zamrażarki i okazało się, że już się skończyły. Nie miałem ochoty iść do sklepu, dlatego zacząłem przeglądać szafki w poszukiwaniu słodyczy. Na szczęście w jednej z szafek znalazłem czekoladę, która mi wystarczyła. Usiadłem z powrotem na kanapie zaspakajając się czekoladą. 
   Po kilku godzinach ból głowy przeszedł, a ja postanowiłem wziąć w swoje ręce moją ukochaną gitarę. Usiadłem wygodnie na puszystym dywanie i zacząłem grać "21 Guns" od Green Day'a, podśpiewując. Swoją drogą jest to mój ulubiony zespół. Uwielbiam ich za całokształt. Nauczyłem się grać kilka ich piosenek, szczególnie tych spokojniejszych. Czasami gdy mam kiepski humor, biorę gitarę, siadam przed moim kominkiem w salonie i gram. To zawsze wypełnia mnie. Sprawia, że poczucie pustki odchodzi w zapomnienie, niestety na krótko.
   Zerknąłem na zegarek i okazało się, że mam już tylko pół godziny do przyjścia Jareda. Szybko odstawiłem gitarę i pobiegłem na górę do garderoby wybrać ubrania. Postanowiłem założyć czarne rurki, do tego szarą koszulkę bez nadruków, a na to skórzaną kurtkę oraz wypastowane glany na nogi. To moje ulubione i najwygodniejsze moim zdaniem buty.
   Od razu po wyjściu z łazienki rozległo się pukanie do drzwi. Gdy otworzyłem, wpadł wystrojony Jared. Moim zdaniem wyglądał bosko, nawet bez tych wszystkich zbędnych ulepszeń w swoim wyglądzie. Od razu się przywitaliśmy i poszliśmy na spotkanie. To było spotkanie które mogło zapoczątkować jego karierę muzyczną. Mój przyjaciel ma niesamowity głos, który zwala z nóg. Kocham słuchać gdy śpiewa. Czasami gdy jesteśmy razem sami w domu, to ja gram na gitarze, a on śpiewa. Dla niektórych może się to wydawać dziwne, że spędzam z nim w ten sposób czas, bo mężczyźni zwykle umawiają się na piwo i oglądają mecz, ale nie my. My zawsze woleliśmy spędzać swój czas przy muzyce i nie interesujemy się sportami. Bardzo dużo nas łączy, a równie dużo dzieli. Jesteśmy świetnie zgrani i chyba nigdy nie doszło między nami do jakiejś większej kłótni.
   W końcu doszliśmy do wyznaczonego miejsca. Jared bardzo się stresował, a ja mu się nie dziwię. Od tego zależało wszystko. Weszliśmy do środka i kelnerka od razu zaprowadziła nas do przygotowanego stolika, w którym już ktoś siedział.

2 komentarze:

  1. po pierwsze z całego serca dziękuję za tą dedykację! miło mi, nawet nie wiesz jakiego banana miałam na twarzy <3
    po drugie, historia niezwykle mnie zaintrygowała. Zapowiada się ciekawie, chciałabym już kolejny, ale zważywszy na to, że ten rozdział i tak opublikowałaś przed terminem, to dam Ci spokój xD
    jeszcze raz wielkie dzięki i życzę mega weny <3
    ~~niecierpliwa jak zwykle Mia

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeeej!
    Wracam ze szkoły najebana negatywną energią, wchodzę na bloggera i widzę...
    Że coś dodałaś!
    Polepszyłaś mi humor o jakieś...12348234717438473743184738%
    :D
    Także dziękuję za dedykację. Ale nie musisz nam dziękować za to, że komentujemy. To my powinnyśmy dziękować tobie, że piszesz takie wspaniałe rzeczy.
    Więc...
    DZIĘKUJĘ <3333
    No...a jak przeczytałam ostatnie zdanie : 'Weszliśmy do środka i kelnerka od razu zaprowadziła nas do przygotowanego stolika, w którym już ktoś siedział.
    To od razu do głowy wszedł mi Gerard (nie wiem czemu, ale mam obsesję, tak swoją drogą XD).
    Nooooo, ale jak można kończyć w takim momencie? No jak?!
    Okey, wybaczam. Skoro następny ma być w piątek, to twe grzechy są Ci odpuszczone.
    (Może powinnam zostać księdzem)
    Okej, koniec pierdolenia.
    Lecę robić zadanie z matmy, ale pewnie je spieprzę, bo będę się zastanawiała nad tym, kim jest ta tajemnicza osoba przy stoliku.
    Pozdrawiam, przesyłam całuski i życzę wenki :3

    OdpowiedzUsuń