niedziela, 2 lutego 2014

# XI Rozdział

Widzę, że ktoś tu bacznie obserwuje mojego aska^^Dziękuję za te przecudowne komentarze:*
Miłego czytania:D

   Na wejściu od razu można było wyczuć zapach świeżo parzonej kawy. To postawiło mnie na nogi, choć cały czas byłem głową w chmurach po tym śnie. Myślałem o Gerardzie, a poszedłem na spotkanie z innym chłopakiem. Chyba mnie do reszty pojebało. Jakby tego było mało, sam zaproponowałem to spotkanie. Dopiero teraz jestem pewien, że coś czuję do brata mojego przyjaciela. Jak Mikey się o tym dowie, to aż boję co zrobi.
   Podszedłem do stolika gdzie siedział już Oliver i z uśmiechem przysiadłem się. On od razu zamówił dla nas po kawie.
-Co się działo?- Zapytał chłopak z przejęciem.
-To nieistotne... Musiałem przemyśleć pewną rzecz i na kilka dni zamknąłem się w sobie- Spuściłem głowę.
-Ale już jest w porządku? Wszystko przemyślałeś?
-Hmm... W sumie to przemyślałem, ale nie do końca jest w porządku. Za szybko żeby to stwierdzić- Powiedziałem z lekkim uśmiechem i spojrzałem na swoje splątane dłonie.
-Ty się zakochałeś...- Zaśmiał się chłopak.- Kim ten ktoś jest?
-Co?! Ja się nie zakochałem! Skąd w ogóle taki pomysł?- Również się zaśmiałem.
-No przecież widzę. Może chciałbyś o tym porozmawiać? Jak z przyjacielem..-Uśmiechnął się miło.
   No właśnie... Z przyjacielem. Z moim jedynym jak do tej pory przyjacielem nie mogę o tym porozmawiać, a nikogo innego nie mam. Rodzice by nie zrozumieli, a nawet nie mam ochoty im o czymkolwiek mówić. Oliver najwyraźniej widział we mnie przyjaciela, a nie kogoś więcej, na szczęście. Jednak po przemyśleniu tego, chyba nie chcę się zwierzać obcemu chłopakowi na temat moich uczuć. To co jest między mną a Gerardem powinno zostać u nas samych. Właściwie między nami na razie nic nie ma. 
-Nie jestem zakochany...Nie ma o czym mówić- Odwzajemniłem uśmiech.
   W końcu rozmowa zeszła na inny temat i chociaż na chwilę zapomniałem o dręczącym mnie 'problemie'. Straciliśmy poczucie czasu i dopiero gdy zaczęło się robić ciemno za oknem, postanowiliśmy pójść do domu. Po wyjściem z kawiarni pożegnaliśmy się i poszliśmy każdy w swoją stronę. Sprawdziłem telefon i miałem dwa nieodebrane połączenia od Gerarda. Postanowiłem od razu oddzwonić. Wybrałem jego numer i czekałem na sygnał.
-Miałeś mieć telefon prze sobie, Frank- Powiedział od razu Gerd.
-No i mam przy sobie! Ale wyciszyłem go bo byłem na spotkaniu. Teraz wracam i zobaczyłem, że dzwoniłeś- Wytłumaczyłem się.
-Jest już dosyć ciemno. Daleko jesteś od domu?- Zmienił ton.
-Jakieś pół godziny... Właściwie to jestem blisko parku- Rozejrzałem się.
-Mogę cię odprowadzić do domu?- Zapytał niespodziewanie.
-Nie fatyguj się.- Odpowiedziałem
-Jestem blisko, bo wyszedłem z domu już dawno..wiesz..Mikey wrócił i jakoś nie chcę z nim gadać.
-W takim razie czekam na ciebie w parku..- Rozłączyłem się.
   Po kilku minutach znalazłem się na miejscu i usiadłem na ławkę w oczekiwaniu na chłopaka. 
-Tęskniłeś?- Usłyszałem nagle nad głową. Podniosłem ją i zobaczyłem wyszczerzonego Gerarda. Miał śliczny uśmiech. Jego małe, białe ząbki przykuwały uwagę.
-To ty do mnie wydzwaniasz.- Powiedziałem i wstałem.
-Oj dobra...Chodźmy już.- Ruszyliśmy.- Z kim dzisiaj się spotkałeś?
-No to już chyba nie twoja sprawa, prawda?- Zdziwiłem się.
-Niby nie... A mogę wiedzieć czy to był chłopak, czy dziewczyna?- Pytał dalej.
-Chłopak. Czy to ma jakieś znaczenie?
-Owszem ma...- Powiedział i na chwilę zamilkł.- Zapytam wprost... Czy mam jakąś konkurencję w stosunku do ciebie? 
-Ale w jakim sensie?
-Czy jeszcze jakiś chłopak się o ciebie stara?- Był poważny.
-Może...- Postanowiłem wzbudzić w nim trochę zazdrości. 
-Czyli jest jeszcze ktoś?! Mam jakiekolwiek szanse? Mam jakoś się bardziej starać?- Przejął się Gerard.
-Rób co chcesz.- Powiedziałem obojętnie.
-Lepiej nie dawaj mi takich pozwoleń, bo to wykorzystam...-Uśmiechnął się.
   Wtedy ja się uśmiechnąłem pod nosem i nic nie mówiłem. Czułem, że w końcu jestem przez kogoś chciany. To cudowne, mieć świadomość, że ktoś chce o mnie zawalczyć. Nagle znaleźliśmy się pod moim domem, a konkretnie pod drzwiami. 
-Teraz wiem gdzie mieszkasz!- Krzyknął uradowany chłopak.
-Wejdziesz?- Zapytałem spokojnie, z uśmiechem.
-Mówisz poważnie?- Zdziwił się.
-Całkiem poważnie. Masz jedyną szansę- posłałem mu zachęcające spojrzenie i otworzyłem drzwi, wchodząc.
   W domu nikogo nie było. Dobrze wiedziałem, że rodzice dzisiaj wrócą późnym wieczorem. Zaprowadziłem chłopaka do mojego pokoju, a sam poszedłem do kuchni, nalać nam coś do picia. Po chwili wróciłem ze szklankami pełnymi soku. Obaj siedzieliśmy w milczeniu.
-Z tym, że mam robić co chcę to mówiłeś na poważnie?- Zapytał nagle Gerard, przerywając ciszę.
-Zaczynam się zastanawiać czy dobrze zrobiłem, ale tak... Mówiłem poważnie.
   On odstawił szklankę i wziął głęboki oddech. Ja spojrzałem na niego i w tym momencie nasze usta się złączyły. Lekko się przy tym uśmiechnąłem co nie umknęło Gee. Zaczął mnie bardziej namiętnie całować, a ja po chwili pogłębiłem pocałunek. Delikatnie wsunąłem swój język do jego ust, a on zrobił o samo. Ujął w dłonie moją twarz i powoli się oderwał. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Na jego twarzy dostrzegłem lekki uśmiech. To była niesamowita chwila. Gdy się ocknęliśmy, z uśmiechami usiedliśmy prosto.
-Cudownie całujesz- Zauważył chłopak.
-To się nie powinno zdarzyć.- Powiedziałem z uśmiechem, nie patrząc na niego.
-Ale się zdarzyło... I jeżeli chodzi o mnie to nie żałuję- mówił.
   Gdy to usłyszałem zrobiło mi się gorąco. Ja też nie żałuję, że to się stało. Gdybym miał możliwość cofnąć czas, to i tak bym to zrobił.
-Ja już pójdę, Frankie..Późno się zrobiło- Powiedział Gerard, wstając.
-O tej godzinie nigdzie nie idziesz- Uroczo na niego spojrzałem.
-Ale..jak to?- Zdziwił się.
-Tak to. Zostajesz na noc.- Oznajmiłem.
   On z uśmiechem usiadł znów na łóżku. Chyba nie wierzył w moje słowa. Szczerze mówiąc, ja sam w nie nie wierzyłem. To była nieprzemyślana, spontaniczna decyzja. Myślę, że nie będę jej żałować. Chociaż... Ja ostatnio za dużo myślę. Nie wiadomo co z tego mojego myślenia wyjdzie.
   Rozłożyłem jeden materac na podłodze, który był wygodniejszy od mojego łóżka. Potem nakryłem go świeżą pościelą. Gerard w tym czasie był z łazience. Po chwili przyszedł i usiadł na materacu. Wciąż był zdziwiony tą moją decyzją.

3 komentarze:

  1. twój blog jest epicki, bardzo mi się spodobał *>* ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeju jeju jeju jeju czekałam na ten moment przez całą historię! :D w sumie to na jeszcze jeden moment czekam, no ale nieważne xD weny weny i jeszcze raz weny, z jeszcze większą niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Omnomnomnom *_*
    Coś czuję, że coś się wydarzy... Niech się coś wydaaaaaaarzyyy.... [ploooooosi na kolankach]
    Czekam na następny :D

    OdpowiedzUsuń