środa, 29 stycznia 2014

# IX Rozdział

Chcę wam powiedzieć, że tymi komentarzami pod postem układacie dalej rozdziały:* Nie mam określonego planu na to wszystko. Nawet ja nie wiem jak to się skończy :D
Miłego czytania:*

   Minęły 4 dni odkąd dowiedziałem się jaki jest Gerard. Nie rozmawiałem przez ten czas z absolutnie nikim. Po rozmowie z przyjacielem wróciłem do domu i zamknąłem się w pokoju. Siedzę tu sam, nie zwracając uwagi na błagania rodziców pod drzwiami, ciągłe telefony i przychodzące powiadomienia na laptopie. Nie ruszam się z miejsca. Cały czas leżę, co jakiś czas w nocy wychodząc do łazienki. Nawet nie mam ochoty jeść. Sam nie rozumiem tego wszystkiego. Przecież nic się jeszcze nie stało. Usłyszałem tylko prawdę o chłopaku, który okazuje się chyba dużo dla mnie znaczyć. Nikt nie może nic zrobić. Nikt nie zrozumie co właśnie czuję.
   Co mi to da, że będę zamknięty w pokoju? Powiniem coś zrobić, a nie zamartwiać się nie wiadomo czym. W głowie mam pustkę. Całkowicie skupiłem się na jednej rzeczy, która jest mi obca. Boję się. Boję się, że zakochałem się w chłopaku, który bierze mnie tylko za kolejną 'przygodę'.
   Wielokrotnie myślałem o tym co powiem mu, gdy stanę przed nim. Obawiam się, że nie wyduszę z siebie ani słowa. Jestem tchórzem. Unikanie go też mi nic nie da, a wręcz jest niemożliwe. Będąc u Mikey'a w domu zawsze mogę się na niego natknąć.
   Zebrałem się w sobie i wyszedłem wreszcie z pokoju. Przerażona mama od razu rzuciła mi się na szyję, mówiąc coś pod nosem.
-Idę się przejść.- Powiedziałem obojętnie, wyrywając się z uścisku matki.
-Syneczku, co się dzieje?- Zapytała. W jej drżącym głosie słyszałem troskę.
-Nic. Potrzebuję się przejść.- Powiedziałem wychodząc. 
   Wziąłem ze sobą kurtkę i po drodze ją ubrałem. Mocno wiało. Zrobiło się bardzo zimno. Poszedłem do parku. Do tego samego parku, kiedy to uciekłem z domu i Mikey przygarął mnie do siebie. Wtedy wszystko się zaczęło.
   Usiadłem na jednej z ławek i tępo patrzałem przed siebie. W tym momencie nie czułem nic. Kuliłem się z zimna, ale nie miałem zamiaru wracać do domu. Nagle poczułem na sobie kroplę deszczu, a po chwili zaczęło padać bardziej. Na dworze nie było żadnej żywej duszy. Prócz mnie... i zbliżającej się do mnie postaci. Ledwo widziałem ją przez drzewa. Nie skupiłem się za bardzo na tym. Bawiłem się swoimi palcami, podczas gdy cały zacząłem nasiąkać deszczem. Postać ta była coraz bliżej, jednak wciąż nie mogłem dostrzec twarzy. Spojrzałem na swoje splątane i zmarznięte place.
-Jezu... Jak ja się o ciebie martwiłem- Usłyszałem. 
   W tym momencie moje serce na moment jakby się zatrzymało. Moje ciało przeszedł dreszcz. Idealnie rozpoznawałem ten głos. Uniosłem głowę w górę i okzało się, że się nie pomyliłem. Nade mną stał przemoczony Gerard.
-Co tutaj robisz w taką pogodę?!- Zapytał. Ja wciąż milczałem. Przyglądałem się mu bez słowa. -Powiesz coś? Dlaczego się nie odzywałeś?- Drążył dalej. Usiadł obok mnie na ławce.
-B-bo ja nie rozumiem...czego ode mnie chcesz.-Wydusiłem z siebie, nie patrząc na niego.
   Przez chwilę nie słyszałem odpowiedzi. Moja twarz była odwrócona w przeciwnym kierunku. Nie moglem dostrzec co chłopak właśnie robi. Nawet mnie to nie interesowało. Cały czas w milczeniu czekałem na jego odpowiedź. Nagle poczułem na swoim policzku ciepły pocałunek, przy którym zamknąłem oczy. 
-P-przepraszam...- Zająknął się chłopak odwrcając wzrok.
   Powoli odwórciłem głowę i spojrzałem na niego. Nie poznawałem go. Jego policzki się zarumieniły, a oddech przyspieszył. On patrzał przed siebie, ja dalej na niego.
-Czy to miała być odpowiedź na moje pytanie?- Zapytałem już nieco pewniej, ale w duszy byłem jeszcze bardziej rozdarty.
-Przepraszam... Zapomnij o tym i proszę, nie mów mojemu bratu o tym- Nawet nie próbował na mnie zerknąć.
-Gerard. Odpowiedz mi, czy to coś dla ciebie znaczy? Czy zgrywasz nieśmiałego żebym naiwnie myślał, że coś czujesz?- Ledwo przeszło mi to przez gardło.
-O czym ty mówisz? Ten skurwiel ci coś nagadał?!- Gwałtownie na mnie popatrzał.
-Rozmawiałem z Mikey'em i...
-I co ci powiedział?- Przerwał mi. Wyraźnie się zdenerwował.
-Mówił, że podrywasz każdego chłopaka, nie jesteś z nim długo i zaciągasz go potem..no..do łóżka. No powiedział, że tak jakoś mniej więcej wygląda twoja taktyka- Powiedziałem cicho.
-Wierzysz mu?- Spojrzał mi w oczy.
-Gerard... Ja nie wiem. Nie znam cię. Nie wiem też dlaczego miałby mnie okłamywać...
-Nie robię tego co powiedział, a tym bardziej nikogo nie zaciągam do łóżka. To prawda, że nie jestem świętoszkiem bo coś w tym jest. Miałem wielu chłopaków, ale nigdy tym związkom nie towarzyszyły żadne szczególne uczucia, dlatego nie trwały długo. Przepraszam-Mówił spokojnie, nie odrywając ode mnie wzroku.
-Ale...za co przepraszasz?- Zdziwiłem się. Byłem w niego wpatrzony i skupiony na tym co mówi.
   Niespodziewanie wpił się w moje usta. Automatycznie zamknąłem oczy. Nie próbowałem go od siebie odciągać. Poddałem się pocałunkowi. O dziwo było mi naprawdę dobrze. Czułem jego ciepłe usta, czule przywarte do moich. Po naszych twarzach sływał deszcz, który nieustępliwie padał. Wiatr wiał z taką samą siłą. My skupieni tylko na sobie, z zamkniętymi oczami, napawamy się magią tego pocałunku. Po chwili on się oderwał, a ja powoli otworzyłem oczy.
-Za to przepraszam- Uśmiechnął się lekko.
   Całkowicie brakło mi słów. Moje serce biło jak szalone. Wciąż na niego patrzałem. Miałem lekko uchylone usta, tak jak zostawił je po pocałunku. Wyglądał ślicznie. Po jego czarnych włosach splywała woda, tak jak również po jego zgrabnym, małym nosku, drobnych ustach i całym ubraniu. Dopiero teraz dostrzegłem jakie ma piękne oczy, które w tym momencie wpatrywały się we mnie.
-Powiedz coś, Frankie...- Powiedział, kładąc dłoń na moim udzie.
   Przecząco pokręciłem głową, lekko się uśmiechając. Nie wiedziałem co mówić. W tym momencie myślałem tylko o tym jak wspaniale całuje. O tym co przed chwilą miało miejsce. Nie spodziewałem się tak śmiałego kroku z jego strony.
-Pójdziemy do mnie? Mikey wczoraj wyjechał na trzy dni więc dzisiaj go na pewno nie będzie...- Powiedział do mnie zachęcająco.
-No...Dobrze.- Odpowiedziałem.
   On ucieszony od razu wstał, łapiąc mnie za rękę. Szybko się jednak opamiętał i puścił mnie. Powoli udaliśmy się w stronę domu, a deszcz przestał padać. Zaprosił mnie do środka i znowu miło przywitała nas jego mama. Gerard szybko przemknął do pokoju wraz ze mną, by uniknąć jej pytań. 
   Usiadłem na kanapie w jego pokoju, a on oparł się o biurko, na przeciwko mnie.
-Opowiesz mi coś o sobie? Coś z przeszłości...-Zaczął Gee.
-O nie...To ty mi powiesz jak to wszystko wyglądało naprawdę z twoimi chłopakami...-uśmiechnąłem się.
-To faktycznie może przełóżmy tą rozmowę- zaśmiał się- Teraz mogę ci odpowiedzieć na twoje pytanie..
-Jakie pytanie?- Zapytałem zdezorientowany.
-Czy ten pocałunek dla mnie coś znaczył... Owszem, był dla mnie bardzo ważny... Codziennie chodziłem do tego parku z nadzieją, że tam będziesz, bo nie wiem gdzie mieszkasz. Mikey mówił, że tam przesiadujesz i postanowiłem się nie poddawać. Nawet jeśli ty nic nie czujesz...-Powiedział.
   Byłem w niego wpatrzony. Mówił to tak niesmiało, ale odważnie. Ma taki uroczy uśmiech i małe ząbki. Teraz zastanawiam się co mu powiedzieć. Mogę skłamać, że nic nie czuję i zobaczyć czy będzie się starał. Mogę też powiedzieć prawdę i automatycznie staniemy się parą. Trzeba to przemyśleć...

2 komentarze:

  1. Zabiłaś mnie magią tego rozdziału. było tak...słodko i nieziemsko :3 dobrze wiedzieć, że tak praktycznie nie wiesz co piszesz xd ale nie chce zbytnio na Ciebie wpływać swoimi pomysłami, bo nie o to w tym wszystkim chodzi :D
    No więcej mogę ci życzyć tylko weny. Dodam też, że baaardzo ciekawi mnie akcja następnego rozdziału ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezuuuuuuuuu! *,*
    Oni się POCAŁOWALI!
    To było takie...słodziutkie. I ten zawstydzony Gerard...Cudoooo! <3
    Z niecierpliwością czekam na następny :D

    OdpowiedzUsuń