Bardzo Dziękuję wszystkim, którzy to czytają ;)
Frank
Po miło spędzonej nocy nadszedł czas na spotkanie rodzinne. Gerd powiedział, że już należę do rodziny. To bardzo urocze.
Ubraliśmy nasze garnitury i czekaliśmy na parkingu, na wujka, który ma po nas przyjechać. Czuliśmy się dosyć głupio w takich ubraniach. Raczej rzadko się tak ubieramy, ale to jest wyjątkowy dzień.
-Jak my powiemy o nas wszystkim?- Zapytałem.
-Myślałem o tym wczoraj, jak już zasnąłeś i jakoś brak pomysłów z mojej strony.- Odpowiedział Gee.
-A może nie chcesz, żeby twoja rodzina znała prawdę?- Stwierdziłem.
-Oczywiście, że chcę! Nawet nie próbuj myśleć inaczej!- Mocno się do mnie przytulił.
-To słodkie. Miło, że chcesz mnie przedstawić jako swojego chłopaka.- Powiedziałem.- A gdzie jest wuj? Już dawno miał być.
-Nie wiem właśnie- Powiedział Gerard, który wciąż się do mnie przytulał. W tym momencie oparł mnie o słup, stojący obok nas i zaczął mnie namiętnie całować.
-Gerd! W każdej chwili może ktoś nas tu zobaczyć! Mało ci wczoraj było?- Próbowałem przerwać.
-Trudno. Jak jeszcze go nie ma, to pewnie się troszkę spóźni.- Wymruczał czarnowłosy, nie przerywając pocałunku.
Podjechał samochód...
-Hej! Chłopaki! Koniec tego dobrego. Wsiadajcie do samochodu, bo się spóźnimy.- Zaśmiał się.
Bez słowa usiedliśmy na tylnych siedzeniach samochodu. Gerard się do mnie uśmiechał i widział, że jestem skrępowany, przez tą sytuację, która miała miejsce kilka chwil temu.
-Ej Frank! Uśmiechnij się. Co jest?- Gee próbował mnie jakoś rozluźnić, całując w policzek.
Odpowiedziałem uśmiechem, lecz wciąż nie wiedziałem jak się zachować.
-No jak chłopaki wam się spało?- Zapytał wujek.
-Nie długo spaliśmy, ale to była bardzo przyjemna noc- Odpowiedział Gerard, wywołując u mnie tym samym rumieńce.
-A to może mi opowiesz, jak to z wami jest? Z tego co słyszę to łączy was coś wyjątkowego- mówił dalej wujek.
-Szczerze mówiąc poznaliśmy się przez przypadek- Zacząłem mówić, by Gerard nie powiedział znowu za dużo- wszedłem do baru, gdzie Gee okazał się być barmanem. Chwilę rozmawialiśmy, a potem zaprosił mnie do dyskoteki. To spotkanie wtedy przebiegło nieco inaczej niż się spodziewałem i od tego wszystko się zaczęło.
-Frank...Jaki ty jesteś tajemniczy!- Krzyknął czarnowłosy- Po prostu wtedy, w dyskotece chciałem pocałować Franka, lecz on się nie chciał zgodzić. Strasznie pociąga mnie w nim właśnie ta tajemniczość. Trzeba go codziennie odkrywać na nowo.
-No, no Gerardzie...Nigdy nie podejrzewałbym cię o homoseksualizm. Na pewno wszyscy będą nieźle zaskoczeni, gdy im o tym powiecie. Jednak widzę, że wy na prawdę do siebie coś czujecie i to jest piękne- Uśmiechnął się wujek.
Nastała cisza. Byłem pozytywnie zaskoczony reakcją wujka. To bardzo miły i niezwykle tolerancyjny człowiek. Nic dziwnego, że mój chłopak mu tak ufa.
Gdy już dojeżdżaliśmy na miejsce zacząłem z Gee zastanawiać się znowu, jak powiemy o nas wszystkim. Bardziej baliśmy się ich reakcji. Wujek słysząc, że nie mamy pomysłu, wpadł na pewien plan. Bardzo nam się spodobał, dlatego też postanowiliśmy tak zrobić.
Wysiedliśmy z samochodu i weszliśmy do małego kościółka. Msza nie była aż taka nudna jak zwykle. Przysięga została złożona po raz kolejny. Później wszyscy udaliśmy się do restauracji. Obiad już na wszystkich czekał, lecz wujek poprosił o chwilę uwagi.
-Dziękuję Wam wszystkim, że przyszliście. Jesteśmy już razem dwadzieścia pięć lat, jednak nie tylko my cieszymy się szczęściem. Myślę, że Gerard chciałby nam coś powiedzieć.- Oddał głos Gee.
-Dziękuję. Chciałbym wam powiedzieć, że... Frank i ja od pewnego czasu jesteśmy parą- Powiedział.
Na sali nastała grobowa cisza,a po chwili wszyscy, bez wyjątku zaczęli klaskać. To było niesamowite. Okazało się, że rodzina Gee bardzo ciepło mnie przyjęła. Cieszyli się, że jesteśmy ze sobą szczęśliwi i jest nam razem dobrze.
Rozpoczęły się tańce. Mój ukochany zaprosił mnie do tańca, a ja nie potrafiłem mu odmówić. Weszliśmy na parkiet i przygasły nagle światła. Nie wiedzieliśmy co się dzieje. Spojrzałem w stronę orkiestry, a tam za mikrofonem stał już wujek Gerarda.
-Teraz utwór dla naszej świeżo upieczonej pary.- Powiedział i zaczęto grać wolny, spokojny utwór.
Uśmiechnąłem się nieśmiało do czarnowłosego, a on przytulił się do mnie. Kołysaliśmy się w rytm muzyki. Wszyscy na nas tak patrzeli, jakby to był dzisiaj nasz dzień. Po zakończonej piosence wszyscy krzyczeli, abyśmy się pocałowali. Serio czułem się jakby to był nasz ślub. Gerard widział, że jestem zdezorientowany.
-Chcesz tego?- Wyszeptał mi do ucha.
-Nie wiem. To bardzo dziwne, że wszyscy nas tak traktują. Czuję się jak..jakby to był nasz ślub, ale...- To "ale" było dla Gee oczywistą odpowiedzią.
Pewnie wpił się w moje usta, wplątując palce w moje włosy. Całował mnie bardzo namiętnie, aż w pewnym momencie brakło mi tchu. Wszyscy zaczęli gwizdać i cieszyć się. Chcieli żebyśmy to powtórzyli, ale Gee powiedział, że już wystarczy. Wiedział, że nie warto przesadzać. *Nie ukrywam...Ten pocałunek był nieziemski* .
Cały dzień miło spędziliśmy w rodzinnym gronie. Późnym wieczorem wszyscy zaczęli się zbierać i wujek postanowił zawieźć nas do domu.
Siedząc w samochodzie oparłem głowę o ramię Gee. Było bardzo romantycznie.
-Jesteśmy- Powiedział wuj, wjeżdżając na parking, jednocześnie wybijając mnie z myśli.- Dziękuję wam, że to tak wszystko wyglądało. Ile jeszcze chcecie tu zostać?
-Jeszcze sześć dni- Odpowiedziałem.
-Oooo...To jeszcze koniecznie musimy się spotkać.- Powiedział.
Pożegnaliśmy się i poszliśmy zmęczeni do domu. Od razu opadliśmy na łóżko i pełni wrażeń zasnęliśmy.
***
Przez te wszystkie dni świetnie się razem bawiliśmy. Niestety nadszedł już czas powrotu. Spakowaliśmy walizki i poszliśmy na parking w oczekiwaniu na wuja, który ma nas zawieźć na lotnisko. Przyjechał dość szybko. Zapakowaliśmy do bagażnika nasze bagaże i odjechaliśmy na lotnisko.
-No cóż... Szkoda, że musicie już wracać. Na prawdę miło z wami było i tak wesoło. Przyjedziecie jeszcze?- Zapytał wujek, gdy wyciągaliśmy walizki z samochodu.
-Jak nas jeszcze zaprosisz to z chęcią cię odwiedzimy- Odparł Gee- I jeszcze raz za wszystko ci dziękujemy.
Wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Odprowadził nas pod sam samolot. Pożegnaliśmy się i weszliśmy do środka. Ja już na samym wejściu zacząłem panikować. Samoloty są przerażające. Gerard mnie uspakajał. Założył mi na uszy słuchawki, z których wydobywała się piosenka, która zawsze mnie niezwykle uspokaja.
Gerard o tym doskonale wiedział. Wsłuchałem się i słyszałem:
Turn out the lightsClose your eyes
Turn up the silence
The heartache of your life
Dance forever
Under the lights
This brutal love. *
Zasnąłem. Obudził mnie Gerard, gdy już mieliśmy lądować. Dzięki niemu cała ta podróż minęła mi szybko i bez strachu.
Taxi dojechaliśmy do domu. Ledwo wnieśliśmy do domu walizki, a do Gerarda już dobijał się telefon.
-Halo?- Odebrał.
-Witam. Mogą państwo już odebrać pieska wcześniej. Jest gotowy, by znaleźć się w nowym domu.
-Dziękuję bardzo. Jutro go odbierzemy.- Odpowiedział.
-To wspaniale. Będę państwa wyczekiwać- Rozłączyła się.
Gerard spojrzał na mnie z uśmiechem na twarzy. Oznajmił mi, że jutro jedziemy odebrać mojego Ray'a. Cudownie! Byłem już dobrze przygotowany na nadejście nowego mieszkańca domu.
Usiedliśmy na kanapie w salonie.
-Kocham Cię Gerd. Kocham Cię najmocniej na świecie. Nigdy cię nie opuszczę i będę ci wierny. Tylko mnie kochaj.- Powiedziałem i pocałowałem go.
To jest właśnie ten jedyny. Mężczyzna, z którym chcę spędzić resztę życia, a nawet i więcej.
---------------------------------------
* Fragment piosenki:
Green Day- Brutal Love
KONIEC
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńto...było piękne i nieziemskie zarazem. Pisanie idzie Ci perfekcyjnie ;D ukłony dla dziewczyn, które pomagały Ci pisać poprzedni rozdział.
OdpowiedzUsuń